top of page

Święto morza

Przemówienie prezydenta Ignacego Mościckiego z 1934 r.


Święto morza! – W dniu tym przez całą Polskę, jak długa i szeroka przelata wiatr od morza – powiew radości i szczęścia. Napełnia on po brzegi płuca polskie, nie tylko tym co chcieli go poznać, stojąc na polskim wybrzeżu, ale i wszystkim, którym w znojnej ich pracy łany zbóż do nóg kłoni.


Fale Bałtyku wiatrem tym gnane z dalekich widnokręgów białą pianą zaznaczają najdroższą naszą i najmocniejszą granicę polskiego wybrzeża.



Z tego złączenia szerokich przestrzeni z ogromem uczuć i myśli całego kraju, ku nim skierowanym, rodzi się powoli rok za rokiem, żyjący pomnik wielkości Rzeczypospolitej.


Zrazu nieśmiało, w nieznaną dal podążała drobna łódź rybacka; łupinka wobec ogromu żywiołu, a w niej drobniejszy jeszcze człowiek, co żagiel na wiatr nastawiał.



Drobna łódź sterowana ręką ludu, który przechował dla Polski w swym sercu legendę Jana z Kolna i jego żeglarską śmiałość – wskazuje drogę innym. Rok za rokiem tych łodzi jest więcej. Rozrastają się one do większych rozmiarów. Już nie marzenia jednego tylko Pomorza, lecz zespolona z nim wola całej ogromnej Rzeczypospolitej wysyła w dalekie morza – niby patrole – w kształt okrętów zakute swoje dążenia do wielkości.



Nie łódki już rybackie, ale kutry węglem ładowane i zbożem i wszelkim wytworem polskiej ziemi niosą polską banderę do odległych i obcych brzegów. Za nimi dążą okręty wielkie, coraz większe, liczniejsze, z dniem każdym kształtem swym bliższe temu wielkiemu powiewowi myśli, co kraj nasz cały kieruje, ku swemu wybrzeżu; myśli, co z odwagą biegnie przez oceany ku drugiej półkuli, ku górom nieznanym i biegunom ziemi.


Wola ogromna z pragnienia wielkości zrodzona przyobleka się z dniem każdym w nowy widoczny kształt swojej potęgi.



Lotne piaski nadbrzeża zmieniła ona w bujne miasto portowe, z niedostępnych zatok tworzy cembrowane baseny w których największe mogą krążyć kolosy; między fale przybrzeżne wyrzuca kamienne mola, zaopatrzone w wielkie latarnie i w potężne żurawie co Polski bogactwa ładują na statki, mające je zawieść w świat szeroki.


To samo wielkie uczucie przynosi rok rocznie szeregi młodzieży do wzorowych szkół morskich, które już nad brzegiem naszym czuwają, aby polski marynarz znał sztukę zdobywania tajemnic nieznanych mórz i płynął naprzeciw powiewom, co z świata całego dorobek ludzki przynoszą.



Sposobią się serca, umysły i ramiona nie tylko dla pielęgnowania niepodległości naszej na szerokich wodach, lecz również, aby obywatel Rzeczypospolitej w każdej chwili, gdy zajdzie tego potrzeba, umiał skarb swój obronić.


Trwająca zawsze w sercach dążność ku wielkim i nieznanym horyzontom, w dniu Święta Morza w tysiącznych radosnych obchodach się objawia. Niejednego pchnie ona do poszukiwań hartu własnego i mocy pod banderą Rzeczypospolitej na sinych dalekich falach.


Niechaj tym wszystkim śmiałym w oczach stoi zawsze obraz rybackiej łódeczki, w której odwaga i wola zwycięstwa załogi mocniejsze były od własnej słabości, od burz i huraganów.



Comments


bottom of page