Żydzi a powstanie 1863r, cz. I (2)

Na te czasy przypadło powstanie w r. 1863. Gdy coraz więcej narodu szło do powstania, i rósł zapał, rząd austriacki nasłał konnicę i piechotę i obstawił granicę od Królestwa Polskiego. Wojsko rozkwaterowane było po wsiach i miasteczkach najbliższych granicy, więc i w Dzikowie stało pewnie przez półtora roku.

U mnie stało na kwaterze dwóch huzarów z końmi, a ku ostatkowi żołnierze z piechoty, i ci po większej części byli Polacy. U mnie jedni i drudzy zachowywali się dobrze, ja też z nimi nawzajem dobrze się obchodziłem. Co było w domu, tem ich często poraczyłem i oni również ze mną swojem się dzielili, więc jak odchodzili, to pożegnanie było dobre. Natomiast na innych kwaterach bywały częste awantury, gospodarze skarżyli się na żołnierzy, a ci na gospodarzy, najwięcej o wikt. (…)

Zrazu nie było tak ostro, - żołnierze pilnowali tylko granicy, żeby powstańcy nie przechodzili. Później wojsko wykonywało coraz ostrzejsze rozkazy. Po drogach były warty, - każdy, kto jechał furą, był rewidowany, czy nie wiezie amunicji lub powstańca; musiał się wylegitymować, skąd i dokąd jedzie i w jakim interesie. Odbywały się rewizje, szczególniej po dworach, a jeżeli się wykryło coś, mającego związek z powstaniem, to brali do więzienia lub nakładali kary pieniężne.


W ten sposób swoje doświadczenia z roku 1863 zapamiętał Jan Słomka, gospodarz spod zaboru austriackiego. Zapamiętał i zanotował w „Pamiętnikach włościanina”, które po raz pierwszy ukazały się w druku w roku 1912.

Branka Polaków do armii rosyjskiej w 1863 roku

Powstanie styczniowe na większą skalę dało się odczuć pod zaborem rosyjskim, gdzie represje wobec Polaków były większe niż pod innymi zaborami. W tym kontekście przytoczę na koniec obszerny cytat z innych pamiętników – szlachcica z Podlasia.

Powstanie styczniowe było jednym z największych zrywów niepodległościowych w historii Polaków. Kiedy podczas

poprzednich powstań Żydzi raczej zachowywali dystans od działań narodowowyzwoleńczych, to do powstania z roku 1863 się przyłączyli. Miało na to wpływ wiele czynników, a z takich najbardziej decydujących można wymienić nadzieję, że po odzyskaniu niepodległości przez Rzeczpospolitą wszyscy obywatele staną się równi wobec siebie. Zwłaszcza, że Rząd Narodowy uznawał „wszystkich za synów Polski bez różnicy wiary, rodu i pochodzenia” i wzywał Izraelitów do wspólnej walki, która miała „ogniwa wspólnych kajdan” roztrzaskać „o głowę wspólnego ciemiężcy”.


Julian Borzym:


Do kościołów, szczególniej na kazania, bardzo licznie przychodzili i Żydzi, którzy okazywali wielki patryjotyzm i łączyli się z narodem. Kaznodzieja spostrzegłszy ich między słuchaczami, zręcznie wtrącał fakta ze Starego testamęntu, ubarwiając dosadnie improwizowanemi przez siebie porównaniami, chwaląc łączenie się ich w celu wywalczenia swobody.


Z Manifestu powstania:


W pierwszym zaraz dniu jawnego wystąpienia, w pierwszej chwili rozpoczęcia świętej walki, Komitet Centralny ogłasza wszystkich Synów Polski, bez różnicy wiary i rodu, pochodzenia i stanu, wolnymi i równymi obywatelami kraju. Ziemia, którą lud rolniczy posiadał dotąd, na prawach czynszu lub pańszczyzny, staje się od tej chwili bezwarunkową jego własnością, dziedzictwem wieczystem; właściciele poszkodowani wynagrodzeni będą z ogólnych funduszów państwa. Wszyscy zaś komornicy i wyrobnicy wstępujący w szeregi obrońców kraju, lub w razie zaszczytnej śmierci na polu chwały, rodziny ich otrzymają z dóbr narodowych dział obronionej od wrogów ziemi.


Oczywiście większości Żydów, ale i włościan te górnolotne hasła i obietnice nie za bardzo obchodziły. A bo to pierwsze powstanie, kiedy się dużo obiecuje, a później nic z tego nie wynika? Również podczas tego zrywu, dekrety uwłaszczeniowe nie miały większego znaczenia. Pamiętać należy, że świadomość narodowa nie była wówczas tak silna jak dzisiaj.


Bronisław Deskur w swoim pamiętniku zapisał taką oto relację z reakcji chłopów na uwłaszczenie:


W kilku młodych, a gorętszych obywateli, posiadaczy wię­kszej własności, postanowiono w Warszawie, że wszyscy po po­wrocie do domów, z posiedzeń Towarzystwa rolniczego, zwołamy gromady włościańskie i ogłosimy uwolnienie od pańszczyzny. Tak też się stało. 3 marca 1861 r. do zwołanych z mego ma­jątku włościan przemówiłem ; jak potrafiłem najserdeczniej, mniej więcej w te słowa: „Bracia kochani! Od dziś panowie zebrani na zjeździe w Warszawie, jednozgodnie postanowili znieść pań­szczyznę na zawsze, zwracamy wam na własność ziemię, którą posiadacie, a która się wam od dawna należy, pracą i trudem waszym zdobyta, że zaś sprawiedliwość nie została wam dotąd wymierzona, przyczyną tego jest rząd obcy, który do tego nie dopuszczał, a od którego dotąd wszystko zależało. Wielu z tych panów, którzy się ośmielili bez wiedzy rządu oddać włościanom grunta na własność, wywieziono na Sybir Dziś wszystkich nie wywiozą, bo mieli sposobność zebrać i zgodzić się na równo­czesne uwłaszczenie włościan, czy rząd zatwierdzi to postano­wienie dziedziców, lub nie, to zaręczyć wam mogę, że na pań­szczyznę wołać was więcej nie będę, jeżeli potraficie bronić praw swoich i nie dopuścicie, aby się ktoś w nasze sprawy mięszał“.Jakież było moje zdziwienie i żal, kiedy usłyszałem odpo­wiedź : „Proszę pana, niech lepiej będzie tak, jak było dotąd“. Nie chcąc okazać żalu mego, że ofiara i przemowa moja z taką nieufnością zostały przyjęte przez gromadę, usunąłem się z ganku, skąd mówiłem do włościan, nie mogąc więcej mówić dla wzru­szenia, którego nie potrafiłem opanować. Dwa lata dopiero, ja­kem nabył ten majątek, powiedziałem więc sobie, widocznie niepozyskałem jeszcze zaufania tego ludu. Spostrzegli zapewne włościanie, kiedym odchodził, moje zaalterowanie i wysłali wójta i dwóch innych z gromady, którzy przyszli mnie przepraszać, mówiąc: „Niech się pan nie gniewają za to, co Iwan powiedział, bo to człowiekowi trudno uwierzyć tak zaraz, aby się znalazła taka dusza dobra, coby dla nas dobrze chciała; dotąd tylko krzywda nam się działa. Ot ja. (powiada wójt Bartosz Sołoń) niedawno temu. bo trzy lata, za rządcy, co tu był od pana Szlubowskiego, dawniejszego dziedzica, siedziałem w lochu pod ,tym magazynem, co przed oknami, dziesięć dni o chlebie i o wo­dzie za to tylko, żem się upomniał, że mi już trzeci raz potrą­cają z zaroi)ku za parę wołów, które wziąłem ze dworu na od­robek, bom nie miał czem pańszczyzny sprzężajnej odrabiać. Jakżeż dziś mamy uwierzyć, że za darmo dostaniemy grunta, jakie posiadamy“.

Bitwa powstańcza ukazana w sztuce

Okres powstania styczniowego uważany jest za czas „największego w dziejach zbratania polsko-żydowskiego”. Dr Merwin Bertold, na początku XX w. pisał:


Począł się ten proces asymilacyjny w Polsce wspaniałym momentem, kiedy to przed Tadeuszem Kościuszko stanął faktor z Kretyngi i rzekł: Polska w nieszczęściu – oto się zgłaszamy, żydzi, jej synowie, i wiążemy nasze losy z losami tych, co za Polskę się biją! I pierwszym dokumentem nowo zaciągniętych wspólnych zobowiązań jest „Uświadomienie o formującym się pułku starozakonnym” w Gazecie Rządowej z 17. września 1794 r.


W „Pamiętnikach o polskich spiskach i powstaniach 1831-1862” N. Berg zapisał:


Nikt nie wątpił, że żyd polski, a zwłaszcza żyd wykształcony, w duszy był Polakiem a nie Rosyaninem, że on nie zamieni Polski na żadną inną ojczyznę na świecie, i że równie jak każdy Polak poczytuje Moskala za barbarzyńcę i gnębiciela. Nie mniej jednak coś istniało, co jednych od drugich dzieliło…”


Oczywiście to, co stwierdził Berg odnosi się do mniejszości żydowskiej, która dążyła do asymilacji. Większość polskich żydów była chasydami, których Polska niewiele interesowała. Chasydzi do dzisiaj odrzucają wszelkie „ojczyzny”, łącznie z Izraelem. Ogrom Żydów zamieszkujących terytorium polskie nawet nie znał języka polskiego. Żyli, jak to sami określali w Ghettah. Cieszyli się w Polsce wieloma swobodami, które czasami były większe niż te, na które mogli liczyć chrześcijanie. Dlatego nie tęsknili za „barbarzyńskim” dyktatem cara Rosji.


Berg pisze, że Żydzi po ośmiu wiekach pobytu w Polsce zrozumieli, że nie są cudzoziemcami, ale dziećmi rodzonymi tej ziemi, że mają prawa i obowiązki względem tej ojczyzny jak wszyscy inni jej synowie, że są Polakami wyznania mojżeszowego.

Niestety, ale to możemy odnieść do nielicznych Żydów, którzy albo chcieli być Polakami, albo próbowali żyć w jak najlepszej zgodzie z innymi wspólnotami. Większość niestety była w Polsce właśnie cudzoziemcami. Nie z przymusu, ale z własnej woli. Środowiska żydowskie, jeśli chodzi o masę ludzką nie widziały potrzeby walki w interesie Polski. Innego zdania byli Żydzi emocjonalnie związani z Polską i polskością. Tak sytuacja wyglądała podczas każdego konfliktu zbrojnego, na ostatniej wojnie światowej kończąc.


Jednak fakt jest taki, że w roku 1863 bardzo duża ilość Żydów bądź to przyłączyła się do powstańców, bądź w jakiś sposób udzieliła im wsparcia. Do tego nawoływało też wielu rabinów. W synagogach po raz pierwszy w historii śpiewano pieśń „Boże coś Polskę” (przetłumaczoną na jidysz). Jeden z rosyjskich urzędników napisał:


Żydzi wszelkimi sposobami współdziałali z buntem, wspomagając powstańców środkami pieniężnymi, dostarczaniem fosforu, prochu, środków żywnościowych oraz biorąc udział w dostarczaniu wiadomości lub ukrywaniu powstańców.


Żydzi byli w szeregach powstańczych i ginęli, jak chociażby kapitan Edelstein. Śmierć Aleksandra Edelsteina, syna lekarza z Łomży został opisana w ówczesnej prasie:


Oddział moskiewski z Szczekocin połączony z wewaną na pomoc załogą moskiewską z Żarnowca, podsunął się tegoż samego dnia pod Raszków w sile sześciu kompanii piechoty i nieznanej nam liczby jazdy. Konny hufiec polski odparłszy jazdę, a nie mogąc atakować w 350 koni przeszło 900 piechoty moskiewskiej, cofnął się dalej na wschód przez Rożnicę do Rakoszyna. Dodać tu powinniśmy, że pod Raszkowem padł z polskiej strony przeszyty kulą waleczny kapitan Edelstein. (…)Dnia 5 grudnia rano wszystkie te trzy oddziały moskiewskie posunęły się pod Rakoszyn, a jazda polska tu stojąca odparłszy jazdę moskiewską, nie przyjmując boju z przeważnemi siłami piechoty, ruszyła na wschodnią stronę drogi bitej między Wodzisławem a Jędrzejowem i połączyła się pod Mierzwinem z zwycięskim oddziałem piechoty Rębajły. Jazda moskiewska kilkakrotnie odparta, nie śmiała ścigać. Straty polskie w tych małych utarczkach pod Sprową, Raszkowem i Rakoszynem są bardzo małe; kilku rannych prócz poległego kapitana Edelsteina i dwóch podobno żołnierzy. Nieznana nam strata moskiewska.¹


Wspomniany pułkownik Karol Kalita ps. Rębajło zawdzięczał ocalenie na polu bitwy jednemu z trzech żydowskich braci Kahane. Adiutant pułkownika, Leon Kahane własną piersią zastąpił płk Kalitę. Zmarł w skutek odniesionych ran w szpitalu w Bodzentynie.

Powstańcy z 1863r. w malarstwie

Filip Sanbra Kahane;


Brat mój starszy Maurycy będąc w partyi Jeziorańskiego, w bitwie pod Małogoszczem stracił palec u ręki i dostał strzał w nogę. Leżał ranny w Krakowie. Młodszy zaś Leon, adjutant Rębajły poległ potem pod Iłżą. Ja byłem trzeci.


Warto przytoczyć fragment wspomnień Filipa Kahane, żeby sobie uzmysłowić, że Żydzi również potrafili się zaangażować w walkę i nie ustępować pod tym względem pola współtowarzyszom walki:


Wiozłem z sobą 8 sztuk broni palnej i 2 pałasze — z tego powodu byłem pożądanym nabytkiem; różne też oddziały ro­biły starania, aby mnie pozyskać dla siebie, rozumie się razem z moim zapasem broni. Najgorliwiej werbował mnie kapitan strzelców, Jan Nepomucen Gniewosz, który oprócz namowy, serdecznych uścisków, chciał mnie nawet przekupić, ofiarując kawałek suchego bulionu, jeśli się zaciągnę do jego oddziału. 161Oparłem się jednak mężnie pokusie i postąpiłem podług pierwotnego zamiaru, t. j. wstąpiłem do żuawów, składając przysięgę, że albo wrócę zwycięzcą lub nie wrócę wcale z pola bitwy. Z tego to powodu, zwano nas „Żuawami śmierci“. Rochebrune zajmował nas całymi dniami ćwiczeniami wojennemi; wkrótce jednak otrzymaliśmy rozkaz, wyruszenia pod Miechów, dla zaatakowania Moskali, którzy się tam w znacznej liczbie rozłożyli. Po ciężkim, 17to godzinnym marszu, stanęliśmy 17 lutego rano pod Miechowem, gdzie bez chwili odpoczynku, uderzyliśmy na Moskali. Nie porywam się do krytykowania Kurowskiego, jednak wspomnieć muszę, że potyczka ta, którą rzezią nazwać można, lekkomyślnie była prowadzoną, bez obliczenia siły nieprzyja­ciela i jego dogodnej pozycyi, wśród murów kościelnych. Po­nieśliśmy straty ogromne, szczególniej żuawi i nie wypar­liśmy Moskali z miasta. Była to pierwsza potyczka, w której brałem udział, nie­które zatem jej szczegóły, utkwiły mi na zawsze w pamięci. Strzały moskiewskie padały gęsto; kule ze świstem przela­tywały koło uszu, a myśmy stojąc na cmentarzu pod mia­stem kropili ich też dzielnie. Co który łeb z za węgła, czy płotu pokazał, to go już więcej nie wystawił. Posuwając się naprzód wśród najgorętszej bitwy, spostrzegłem jednego z braci Wędrychowskich, leżącego z przestrzeloną nogą. Gdy mnie zo­baczył, „ratuj bracie!“ zawołał. Zwróciłem się ku niemu, aby przyjść z pomocą, ale w tejże chwili zauważyłem, że nasz cho­rąży, ugodzony kulą, zachwiał się i upadł, wypuszczając sztandar z ręki. Podbiegłem, pochwyciłem chorągiew, a zamęt walki od­dalił mnie od biednego Wędrychowskiego. Do końca potyczki niosłem sztandar; potem, gdyśmy po­szli w rozsypkę, zdjąłem chorągiew z drzewca i jak relikwię ukryłem na piersiach. Oddałem później Rochebrunowi. Cho­rągiew z wizerunkiem Matki Boskiej i wierszem ułożonym przez Wincentego Pola, ofiarowała nam była hr. Muszyńska. (Nie wiem co się z nią potem stało).Między rannymi ujrzałem na wozie Wędrychowskiego, podbiegłem uradowany, aby powitać go między ocalonymi. Po przemówieniu jednak przekonałem się. że to drugi brat; tamten niestety poległ, zamordowany przez Moskali. (…)

Drugiego dnia stanęliśmy pod Grochowiskami. Wiara nasza zmęczona i wygłodzona, ustawiała broń w kozły, ciesząc się nadzieją spoczynku i widokiem dużych kotłów, pod którymi zapalono ogień, wrzucając do nich całe ćwierci wołu i sypiąc kaszę. Od paru dni nie mogliśmy nigdzie zdobyć pożywienia! nawet chleba zabrakło, a w obozie coraz większe objawiało się niezadowolenie i rozprzężenie. Jeszcze się jedzenie nie zagotowało, gdyśmy usłyszeli strzały armatnie. Żegnaj więc nadziejo spoczynku i pożywienia. Nie będę opisywał przebiegu bitwy, bo o niej, nie jeden zdolniejszy i lepszą pamięcią obdarzony kolega już opowiadał, wspomnę tylko o moim w niej wypadku. Gdy moskiewskie armaty coraz większe spustoszenie za­częły robić w naszych szeregach, wtenczas Rochebrune wezwał nas na ochotnika by pójść na armaty. Wystąpiło nas kilku­nastu żuawów, między nimi Zwierkowski i ja, i popędziliśmy naprzód oddalając się od całego oddziału. Naraz Zwierkowski —- chcąc mnie powstrzymać i zwrócić w inną stronę, szarpnął silnie za ramię żem się obrócił na miejscu; w tejże chwili kula kartaczowa zgruchotała mi prawą rękę. Strzelba upadła naprzód, a ja doznałem uczucia -- że i moja ręka gdzieś naprzód poleciała; wpatrzyłem się więc przed siebie, aby zobaczyć, gdzie się ona podziała. Słabo mi się zrobiło; usiadłem na zrębie, aby zebrać myśli i przecie do­wiedzieć się co się z moją ręką stało, bo jej przy sobie dostrzedz nie mogłem. Ona tymczasem zwisała bezwładnie za mną i dla tego jej na zwykłem miejscu znaleźć nie mogłem, a dowiedziałem się o tem dopiero gdym usiadł a ręka zwi­sająca dotknęła ziemi. Uczułem wtenczas ból srogi, a przycią­gnąwszy rękę naprzód — zobaczyłem strugę krwi. Wstałem i po­szedłem między walczących; tam już czynnego udziału brać nie mogłem, ale chciałem poledz i w tym celu wysuwałem się ciągle przed szeregi walczących, a zwracając się do Moskali — dawałem im znaki lewą ręką, aby we mnie celowali. Co mi po życiu, kiedy już bić się nie byłem zdolny! Snując się tak — spotkałem Rochebruna, który mi kazał pójść do ambulansu. Nie usłuchałem, bo co mnie tam po takiem życiu teraz, ot — lepiej skończyć odrazu. A tu jak na złość kule przelatują do­koła, brzęczą koło ucha, a żadna nie trafia! Ot Zwierkowskiemu przeszyła lewą rękę. Tu, tu strzelajcie! patrzcie — w ten krzyż biały w ten fez czerwony!


Szacuje się, że w powstaniu wzięło udział do 2 tysięcy Żydów, z czego około 400 poległo lub zostało zabitych przez zaborcę. Część, tak jak chrześcijanie, czy też mahometanie zostało zesłanych na tzw. „Sybir”.




Źródła:

- „Żydzi bojownicy o niepodległość Polski”, A. Kunert, A. Przewoźnik

- „W czterdziestą rocznicę powstania styczniowego 1863-1903”, praca zbiorowa²

- „Historja powstania narodu polskiego”, Agaton Giller³

- „Żydzi w powstaniu 1863r.”, Merwin Bertold

- „Dziennik poznański”, nr 285 z 13 grudnia 1863r.¹

- „Kulisy powstania styczniowego”, Jędrzej Giertych

- „Pamiętnik podlaskiego szlachcica”, Julian Borzym

- „Rola neofitów w dziejach Polski”, Stanisław Didier.¹¹

- „Pamiętniki włościanina”, Jan Słomka

- „Czas”, nr 282 z grudnia 1863r.

- „Historia Do Rzeczy”, nr 1/2016r.

Czytelnia
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com