Mur Berliński

May 20, 2016

      W czasie nieustających problemów  w Polsce w latach osiemdziesiątych znalazłam się przypadkowo w Berlinie Wschodnim. Podczas tego pobytu postanowiłam dotrzeć do muru.

Właśnie na tyłach tego rozległego parku, po raz pierwszy go ujrzałam.

Kolczaste akacje gnące się w  nieskończonej pustce alei, potrząsały bezsilnie swymi liśćmi  w lekkiej bryzie  żółtego południa.

Park podzielony był jak gdyby na dwie części, każda o innej specyfice. Po jednej stronie był przestronny i wznosił do nieba swą delikatną i aksamitną zieleń, po drugiej, idąc w głąb, zamieniał się stopniowo w mroczny i ponury cień.

Tam nie było już ogrodu, tylko paroksyzm szaleństwa, obłąkany wybuch furii.

Tam znajdował się mur.

Pokryty czernią, wzdęty strachem, był haniebnym symbolem tyranii.

Któż mógłby stworzyć tak nikczemną ideę?

 

Człowieku!

Przekraczając progi

twej nieskończonej doskonałości

złudzenia rozproszyły się

czar znikł

a ja znalazłam się wśród

zdewastowanej

i niezmiernej

pustki.

 

Maska szarości malowała moje oblicze.

Snułam się, obserwując wszystko dookoła.

Grupka smutnych dzieci okupowała odrapaną i rozwalającą się ławkę.

Twarze przechodniów odzwierciedlały niezadowolenie, rozczarowanie i frustrację.  Zjednoczeni w cichym pragnieniu przekroczenia muru, patrzyliśmy wszyscy na tę „strefę śmierci”, która dzieliła cały świat.

 

Skrwawione serca

zniszczone istnienia

 rozdarte dusze

zabite myśli.

 

Ocean zła zalewa ziemię

zbrodnie władają ludzkością.

Zbyt wiele krzywd się wyrządziło

Basta wrogości!

 

Co ukrywało się za tą niepojętą konstrukcją, tak bardzo wysoką i ciągnącą się bez końca?

Zaczęłam marzyć.

Wyobrażałam sobie po tamtej stronie zaczarowany raj.

Chciałabym zrealizować tam swoje najśmielsze pragnienia.

Chciałabym znaleźć się w obfitych ogrodach świata by kosztować owoce wszystkich drzew.

Chciałabym stąpać po kwiecistych ścieżkach fascynującego świata kolorów.

Chciałabym ulecieć niby ten liść...

 

Niby ten liść

krążę bez wytchnienia

za nieosiągalnym goniąc

 ...wciąż... jeszcze... nadal

nieustannie.

Szybuję nad nieskończonością

wszelkich granic pozbawiona.

Bezmiar mnie zachwyca.

Przestrzeń mnie olśniewa.

Zatracona w bezkresach

mojej samotności

zachowuję z dumą

niezależność.

 

Uskrzydlona Wszystkim

kreślę  w przestworzach

niekończący się szlak wolności.

 

                                                                          D. Karewicz


 

 

 

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com