Rzeź w Galicji

January 6, 2017

       Nocą 18 lutego 1846 roku chłopi galicyjscy chwycili widły, siekiery i kto tam co miał na podorędziu i wyszli z chałup, szop i szopek, żeby mordować szlachtę. Czym sobie zasłużyła brać szlachecka? Dlaczego do tego doszło?

 

        Jak wiemy, Polski nie było wówczas na mapie świata. Wymazały ją pazury zaborców i rozdarłszy na części, podzieliły łup między swe głodne dzieci. W roku 1864, w toku przygotowań było kolejne powstanie narodowowyzwoleńcze. Kościuszko udowodnił, że można uderzyć trzeźwego przeciwnika, a on się zachwieje, a nawet obali, jak ci pod Racławicami. „Na to wszystkich jedne głosy: „Dosyć tej niewoli, mamy Racławickie kosy, Kościuszkę, Bóg pozwoli”- pisał Józef Wybicki w „Mazurku Dąbrowskiego”. No, ale Bóg nie pozwolił…. Nie pozwolił też w 1830r, kiedy za broń chwycili oficerowie z warszawskiej Szkoły Podchorążych Piechoty. Potem były kolejne powstania. Powstanie listopadowe wybuchło też na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Rosjanie okazali się zbyt silnym przeciwnikiem, a sam wybuch buntu trzeba by określić jako dość lekkomyślny – mówiąc delikatnie.

 

 

        Kolejne powstanie, swym zasięgiem miało objąć Królestwo Kongresowe, Wielkie Księstwo Poznańskie i Galicję (po raz pierwszy miało uderzyć we wszystkich zaborców). Nie umknęło to, uwadze zaborczych władz. Prusacy po prostu aresztowali, co prężniejszych miłośników niepodległej Polski, a Austriacy postanowili skłócić ze sobą poszczególne warstwy społeczne. Wiadomo, że nad większością chłopów, czy tam chamów, jak ich wówczas nazywano, panowała szlachta. Szlachcic, to potomek domu rycerskiego, więc dumny i wojowniczy. Właśnie w szlachcie, drzemały najtrwalsze uczucia patriotyczne. Chociaż szlachcic gotów był ruszyć na zaborcę, choćby z szablą w ręku, to nie był samobójcą. Bez chłopów, o żadnym odzyskaniu niepodległości nie mogło być mowy. Pozostawało pytanie: jak przekonać chłopa do walki o Ojczyznę? Wszak, takiemu wszystko jedno, czy skórę wygarbuje polski szlachetka, czy austriacki urzędas. Odpowiedź na to pytanie była prosta. Należało dać chłopu to, czego najbardziej pragnie. Chłop pragnął ziemi, na której mógłby pracować i świętego spokoju. O spokój raczej było trudno, ale własny kawałek ziemi, był dość realnym marzeniem. Wszak już komendant Tadeusz Kościuszko poczynił pewne kroki, w celu obdarowania chłopów ziemią. 7 maja 1794r. ogłosił dekret, nazywany Uniwersałem Połanieckim (od miasta Połaniec), który znosił pewne ograniczenia związane z poddaństwem. Chłop, pod pewnymi warunkami mógł opuścić wioskę swego pana, a to oznaczało, że ofiarowano mu wolność osobistą. Mógł też pozostać, za co zyskiwał pewne prawa do ziemi, którą uprawiał. Niestety powstanie kościuszkowskie upadło i reformy też upadły. Ech, wszystko psu na budę…

 

Austriaccy biurokraci doskonale wiedzieli o rozbieżności interesów i mniejszych i większych niesnaskach wśród Polaków. Szlachta pragnęła wolności, włościanie chcieli mieć chłopów pańszczyźnianych i dobrą ziemię (najlepiej dużo), a chłop… Cóż chłop? Jak u Mikołaja Reja, w „Krótkiej rozprawie między Panem, Wójtem a Plebanem”:

 

Ksiądz pana wini, pan księdza,

A nam, prostym, zewsząd nędza”.

 

Postanowili, jak już wspomniałem skłócić chłopów z resztą świata. Wystarczyło skierować czerń, jak nazywano chłopstwo w tamtych stronach, przeciwko dziedzicom i jatka gotowa. Znana dewiza - „dziel i rządź”, zawsze aktualna.

Niefajne nastroje podsycali też tacy, jak Julian Goslar, który był zwolennikiem uwolnienia włościan z pominięciem woli ziemian. „Jest Was tylu – pisał Goslar w odezwie do analfabetów – niech każdy tylko kamyk rzuci na tych, co Was uciskają, a na trupach Waszych nieprzyjaciół powstaną góry kamieni”.

Faktycznie, chłopi najlepiej traktowani nie byli. Piotr Rysiewicz pisał:

 

Piotra Śliwę, za to, że z wozu zbyt wysoko naładowanego nawozem strącił nieco gnoju na oborze, ekonom smarżowski kazał czterem trzymać, a inni zbili go tak, że na raczkach jak pies powlókł się do domu i był już kaleką do śmierci.

 

Oczywiści, gdyby aż tak okrutnie traktowano chłopów, to w szybkim czasie pola zaroiłyby się od „kalek do śmierci”, ale niewątpliwie takie wypadki okrucieństwa też się zdarzały. Niejeden chłop, miał za co skórę swemu panu przetrzepać.

 

         Zaborca rzucał w świat pogłoski, że panowie chcą mordować chłopów, a chłopi się bali. Kto słabszy nocował w lesie, a reszta pilnowała wioski. Zachęcano i podjudzano donosicieli, a chętnych ku temu sowicie nagradzano. Chłopi z niepokojem patrzyli w przyszłość, w której ich jedynymi władcami będą ziemianie i szlachta. Zaborca za to, robił co mógł, żeby się chłopom przypodobać. Do siania strachu, a i defetyzmu tam, gdzie była ku temu potrzeba, wykorzystano też Żydów. Talmudyczni Żydzi nie znosili chrześcijan, a nawet nie traktowali ich jak ludzi, a raczej na równi z bydłem, czy trzodą chlewną. Nie sprawiało im problemu, aby robić dobre interesy z włościanami, którzy po zamordowaniu szlachty, będą chcieli sprzedać gdzieś zagrabione łupy.

Pisał o tym między innymi Franciszek Ksawery Prek, naoczny świadek tamtych wydarzeń. Pisał, że „Żydzi dla zysku podniecali chłopów, aby rabowali, zabijali, aby mogli od nich fanty najdroższe za parę grajcarów nabywać”.

Niechlubną rolę odegrał w tym procederze niejaki Luksenberg:

 

Żyd Luksenberg, który dzień i noc z Breinlem konferował, szachrował, Żydków swoich po wsiach rozsyłał, szpiegował, chłopów do zabójstwa i rabunków namawiał i pieniądze w nagrodę za najokropniejsze zbrodnie rozdawał i przyrzekał.

 

Żydzi swoje ugrali. O ile nie wiadomo mi o żadnym przypadku zabicia Żyda, to z całą pewnością nie uniknął śmierci niejeden ksiądz. Pomimo, że chłopom zabroniono mordować księży i żydów. To jednak nie dziwi, skoro księża występowali przeciwko nim, a żydzi byli źródłem pieniędzy i alkoholu. W sutek okoliczności, byli też celem. Np., kiedy niejaki Woynarowski z Nockowej został napadnięty, chwycił za strzelbę i „czterech chłopów trupem położył, a Żyda mocno postrzelił.

Helena Katarzyna Kadłubowska zapisała w dzienniku:

 

Po tym rabunku położenie nasze było bardzo krytyczne, cały majątek przeszedł w ręce chłopów, a bardziej jeszcze Żydów, którzy zrabowane rzeczy za bezcen kupowali”.

 

Żeby nie było krzyku, że Franciszek Ksawery Prek, Helena Kadłubowska są krwiożerczymi antysemitami, to wspomnimy, że nie każdy Żyd dał się zwieść mamonie aż do takiego stopnia zeszmacenia. F. Prek wspomina też o leśniczym, który pobity przez chłopów, uniknął śmierci dzięki żydowskiemu szynkarzowi, który przekupił żądnych krwi włościan, aby go oszczędzili. Prek wspomina też Żyda, który wraz z Cyganem próbowali ocalić życie W. Bogusza. Co prawda, niestety nie udało im się, ale przynajmniej próbowali.

Wiemy też, o jednym z rabinów, który obłożył klątwą swoich współbraci w wierze, jeżeli by kupowali od chłopów skradzione rzeczy. Jednakże, innego zdania, byli Austriacy. Franciszek Prek wspominał:

 

Rząd zniósł tę klątwę i rabinowi zagroził karą za to, a Żydom pozwolił zrabowane rzeczy kupować, które też oni za bezcen nabywali wraz z byłym starostą tarnowskim Breinlem, który tym się zbogacił.”

 

        Jan Słomka w swoich pamiętnikach zapisał takie oto wspomnienia:

 

Z tego, co już sam z dzieciństwa zapamiętałem, najważniejsze wspomnienie

odnosi się do roku 1846, do t. zw. rabacji galicyjskiej. Pamiętam, jak przez sen, jak ojciec mój wpadł do izby — a właśnie był u nas zabity wieprzek — i wołał do matki i babki: »Gotujta tę wieprzowinę, niech dzieci jedzą i wszyscy, a resztę trza zakopać, bo rabacja idzie, to wszystko zabierą, a i nas zabić mogą!«. Wtenczas całą noc nie spaliśmy, tylko wszyscyśmy płakali, i wielki był strach w domu.

Z późniejszych lat pamiętam dobrze, jak starsi opowiadali u nas w domu i na różnych zabawach, że w owych dniach rabacji hrabia zwoływał gospodarzy ze wsi, należących do niego, i prosił, żeby byli razem z nim do obrony, jakby co wypadło. Gospodarze wszyscy przyrzekli, że pójdą w obronie i w zamkowej kuźni ładowali kosy i inną broń do tego. Plan był ułożony taki, że jakby szła czerniawa w te strony, to miał wyjść do niej ksiądz z monstrancją i wszystek lud w procesji z chorągwiami, z Miechocina ku Kajmowu, i wzywać, żeby się wrócili, a gdyby tego wezwania nie usłuchali, to byłaby bitka.

Chronili się wtedy ludzie z innych dworów do zamku dzikowskiego, wszyscy jechali przerażeni, a między innymi jakaś pani, która leżała na bryczce z głową zwieszoną i zakrwawioną, a koło niej krzyczały dzieci. Na koniach piana stała, bo podobno panią tę napadli na drodze od Mielca i byliby zabili, tylko furman podciął konie i ocalił ją.

Nie było wtedy poczt, jak teraz, a począwszy od Baranowa ku Mielcowi, gdzie się już rabacja zaczynała, stały warty chłopskie po karczmach, tak, że nikt tam ani nazad nie mógł przejść ani przejechać, nie było przeto dokładnej wiadomości, co się dzieje za Baranowem. Więc dwaj gospodarze z Miechocina: Wawrzyniec Kozieł i Paweł Wiącek, poszli wysłani przez hrabiego, ażeby przedrzeć się ku Mielcowi i przynieść stamtąd wieści. Gdy doszli do Nagnajowa, już im tam ludzie doradzali, żeby się nazad wrócili, bo może być źle z nimi, ale oni na te przestrogi nie zważali i poszli dalej. Zaledwie jednak przyszli do Annopola, w blizkości Padwi, zastąpili im tam chłopi na drodze przed karczmą, a uznawszy za »szpiegów wysłanych przez panów«, bili w okropny sposób i mordowali i na miejscu obu zabili, i tam przy drodze pogrzebali, — gdzie też dotychczas znajduje się mogiła, przy teraźniejszej szosie krajowej.

Opowiadali starsi, że czerniawa, należąca do rabacji, szła od wsi do wsi i wszędzie zabierała chłopów ze sobą, i w ten sposób tworzyła się coraz większa banda, a jakby niechciał kto z nimi iść, to bili i zabijali. Ale w każdej wsi było dosyć takich, co chętnie do nich przystawali: jedni dla rabunku, inni chowali różne zemsty za pańszczyznę, a zresztą robiła swoje wódka, bo gdzie zdybali karczmę, to pili, co się dało, a czego nie wypili, to po pijanemu rozbijali i wylewali.

 

         Z kolei Antoni Tessarczyk, wśród relacji z wielu morderstw, zanotował „morderstwa dokonane na Karolu Kotarskim, Mandataryuszu Grzywińskim i 26 innych osobach, w Oleśnie, wsi Obwodu Tarnowskiego, poniższą prośbą do Tronu bezskutecznie zaniesioną objęte’:

 

                    „Najjaśniejszy Panie!

       Wiele już upływa posępnych, pełnych boleści miesięcy, od czasu, jak najuniżej podpisana, za pośrednictwem poczty przesłała do podnóżka tronu Waszej C.K. Mości swoje podanie, błagając w niem o sprawiedliwość za dokonane morderstwo na osobie jej małżonka, Karola Kotarskiego. Podanie to brzmiało jak następuje:

       „Z serca kobiety, rozdartego boleścią i zwątpieniem, powstaje głos nieopisanej żałości, wywołanej straszliwem przeznaczeniem, Oby głos ten poruszył ową stronę serca Waszej C.K. Mości! która nigdy jeszcze nie zostawiła żadnego nędzarza bez pomocy, a bez pociechy nieszczęśliwego!! Przerażające wydarzenia ostatnich czasów, jakie miały miejsce w niektórych okolicach Galicyi; a mianowicie w Cyrkule Tarnowskim, z zupełną okropnością przeszyły bezbronne serce najuniżeniej podpisanej; a gdy takowe wydarły jej małżonka, dzieciom ojca, a całej rodzinie cześć i majątek, wszelki przez to zerwały węzeł, na jakim byt tejże materyalny i moralny, był umocowanym!

      Chwile te fatalne a straszliwe w swych skutkach, rozpoczęły się z dniem 18 Lutego 1846 r. z dniem, w którym wielu domowników Karola Kotarskiego, dziedzica dóbr Olesin, w Cyrkule Tarnowskim, wieczorem samowolnie dwór opuściło.

 

      W domu tym po południu, doniesiono mężowi podpisanej, iż chłopstwo, wszędzie uzbrojone zgromadza się w skutek rozszerzonych wieści: „że szlachta rozpoczęła powszechną rzeź ludu wiejskiego”. Chociaż mąż podpisanej wzgardził tą wiadomością i jej pochodzeniem, okazywała się jednak potrzeba chwycenia się wszelkich stosownych środków, dla uspokojenia wzbudzonych umysłów. W tym zamiarze udał się Karol Kotarski w d. 18 Lutego, w towarzystwie plebana z Bolesławia, X. Witskiego, do wsi Cwikowa, która to wieś jest najludniejszą, i gdzie tłumienie się uzbrojonego chłopstwa już miejsce miało. Usiłował on całą swoją wymową, prośbami i przedstawieniami, uspokoić umysły, lecz pomimo tak przekonywających dowodzeń, usiłowania pozostały bez skutku; chłopstwo zajmowało ciągle swoje groźne stanowisko, a nie dając żadnego namowom posłuchania, aby się w zgodzie i spokojnie rozeszli, zmusiło swojego dziedzica do powrotu.

       Pod czas gdy mąż najuniżeniej podpisanej traktował z chłopstwem z Cwikowa, oddział c.k. straży finansowej przejeżdżał w kierunku ku Tarnowu, a że zebrana tłuszcza uzbrojonego chłopstwa w Ćwikowie, nie uszła jej uwagi, przeto straż powyższa przybywszy pod Tarnów, zarapportowała oficerowi od kawalerii, dowodącemu tamże widetą, że: „P. Kotarski zgromadził kilka tysięcy chłopstwa, i na czele tychże, ciągnie przeciw Tarnowu”. Wiadomość ta lotem błyskawicy rozeszła się po mieście cyrkularnem i bez wątpienia spowodowała owe nieszczęście, którym trudno naznaczyć nazwisko, a które tak straszliwie dotknęły podpisaną i jej rodzinę.[…]

       W dniu tym pełnym przeznaczeń, około 10 godziny z rana, spokojne mieszkanie małżonka najuniżeniej podpisanej, napadła niezliczona massa rozjadłego chłopstwa uzbrojonego w pałki, widły, cepy i kosy, oznajmując mu, że ma z niemi iść do Tarnowa. Kotarski odpowiedział, iż jest do tego gotowy, sam do Tarnowa pojedzie, a jako niewinny do nich powróci. Pomimo tych przedstawień, rozjadła tłuszcza wywlekła małżonka najuniżeniej podpisanej, z mieszkania, ciągnąc go ku probostwie, a z tamtąd do austeryi w Olesinie, gdzie odbywano naradę, komu mają polecić odstawienie Kotarskiego do Tarnowa.

       Po zapadłej uchwale, podczas której narady włościan z wsi Świebodzina, Grzegórz Mastalerz, nalegał na Karola Kotarskiego o danie mu pieniędzy, czemu tenże w tak groźnych okolicznościach zadosyć uczynił, mąż podpisanej, jego mandataryusz i pleban wsiedli na wóz przygotowany. Zanim jednak z miejsca ruszono, przyjechało kilku uzbrojonych chłopów z Łukowa i Odporyszowa, z wielkim krzykiem wołając do tej tłuszczy: „Zabijcie go i zawieźcie do Tarnowa, tam was dobrze nagrodzą, gdyż wyznaczono 1000 Złr. nagrody za głowę Kotarskiego.”

      Straszliwy ten okrzyk, był stanowczym i tenże sam włościanin z Swiebodzina, Masztalerz, który wymógł pieniędzy na Karolu Kotarskim, kozicą od pługa potężnym ciosem uderzył w jego głowę. Na znak ten morderczy, rzuciła się rozjadła tłuszcza na nieszczęśliwe ofiary, wóz przewróciła i tak długo różnemi narzędziami zabójczemi biła niewinnych, dopóki Karol Kotarski i mandataryusz Grzywiński pod morderczą ręką tych złoczyńców ducha wyzionęli. Pleban z Olesna, Kaznowski wspólnie bity, lecz nie na śmierć, był naocznym świadkiem tych czynów Kaina i według tegoż oświadczenia, jako i wielu obecnych z chłopstwa jako to: Sebastyana Koryty, Pawła Kiwior z Oleśna, obydwóch z tejże wsi wojtów i Cwikowa, najwięcej odznaczyli się przy zamordowaniu Grzegórz Mastalerz z Swiebodzina, Szymon Kogut z Swarzowa, Jan Ostrowski z Podkorza i dwóch Rachmaciejów. Ostatnie śmiertelne razy, zadali Grzegórz Mastalerz i Kaczówka z Swiebodzina.

       Po dokonaniu tego morderstwa, które wściekłość chłopstwa do najwyższego podniosło stopnia, rozdzieliła się tłuszcza; jedna część uderzyła na plebanię, a druga na dworskie zabudowania.

      Wtedy to dopiero rozpoczęły się mordy i rabunki, straszliwe jak Orkan, a okropne, jak z niego powstające zniszczenie. 26 osób z okolicy przybyłych, zostało wyciągniętych z swych mieszkań i pomordowanych w tymże dniu rękami tych oprawców; poczem niezwłocznie, gdy ta rozpasana horda nie miała już więcej krwi do przelewania, rzuciła się na mienie męża podpisanej i wszystko, co tylko posiadał w meblach, srebrnych, garderobie, bieliźnie, obrazach, naczyniach gospodarskich, dobytku inwentaryalnym i zaprzęgowym, niemniej w dokumentach, aktach, spisach długów, kwitów, wykazach udzielonych pożyczek i t.d. wszystko to zrabowano i zniszczono, a nawet pustoszono same zabudowania, mianowicie drzwi, okna, malatury, słowem wszystko, tak, że podpisana wskutek tego straszliwego rabunku, który nawet drzew nie oszczędzał, utraciła wraz z pożyczką udzieloną włościanom do 20,000 Złr. wynoszącą, a której ślad zaginął przez zniszczenie papierów, do 50,000 Złr.”

 

       Wdowa po Karolu Kotarskim, w dalszej części listu, wspomina wymienionego już powyżej Żyda Luksemberga:

 

Jeszcze przed nieszczęsnemi Galicyjskiemi wypadkami Lutego, służący w Tarnowie osiadłego starozakonnego Izaaka Luxenberga, wraz z mieszczaninem z Dąbrowy, Tomaszewskim, przybył do parowej łaźni w Tarnowie i wśród rozmowy zapytał go, czy się obawia rewolucyi; na okazany przestrach zapytanego, rzekł służący Luxenberga: „nie lękaj się, mój pan już temu zapobiegł, od dawna bowiem przesłał listy do miasteczek i do Kahałów, w skutek których Żydzi z tychże rozeszli się po wsiach zastraszając chłopstwo, iż zamierzają ich wymordować.

Opisuje też postać żydówki, która wpadła „w Tarnowie pomiędzy chłopstwo, wołając do nich: „wszystko już będzie dobrze, gdy jeszcze pozabijacie Kotarskiego, Górskiego i Prospera Konopkę, i przywieziecie ich do Tarnowa

 

     Podburzane przez Austriaków i podjudzane przez Żydów bandy chłopskie mordowały, paliły dwory i kradły bez opamiętania. Szczególnie zła sławą owiana jest postać Jakuba Szeli, który siał terror w Smażowej, Kamienicy, Gorzejowej i jeszcze kilku innych miejscowościach. W okupowanej przez Sowietów Polsce, tzw. Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, Jakub Szela był wielkim bohaterem. Wiadomo: bił panów, burżujów, obszarników, ble ble ble… Czy w socjalistycznej ojczyźnie był jakiś bohater, który nie miał rąk unurzanych we krwi? Mniejsza o to. My o Szeli. A Szela, okazał się szelmą z piekła rodem. Mordował bez litości, aż mordami niepiśmiennych chłopów, przeraziła się cała Europa. Z Austriakami włącznie.

Bruno Jasieński w „Słowie o Jakubie Szeli” pisał:

 

„Tańcowali raz po raz

chłopska kosa, pański pas.

Od ogródka do ogródka

ciekła rowem krew jak wódka.

Tańcowali – z panem pień.

Była noc jak biały dzień…”

 

       Rzeź na terenie Galicji unicestwiła 90% szlacheckich gniazd w tarnowskiem. W sądeckiem było niewiele lepiej, bo 77%. W innych rejonach było nieco lepiej, ale każdy taki procent, to niejedno życie ludzkie. Liczba pomordowanych sięgnęła około 2 tysięcy osób. Rzeź, była swego rodzaju podwaliną pod przyszłe rzezie Ukraińskiej Powstańczej Armii. Już wtedy, wiele dziesięcioleci przed ludobójstwem na Wołyniu, ale też właśnie w Galicji, panów nazywano Lachami, do których najprostszy wieśniak się nie przyznawał i często gęsto nienawidził.

 

 

       Nie trzeba dodawać, że powstanie upadło, zanim się na dobre zaczęło. Zorganizowane partie powstańcze, atakowane były zarówno przez wojsko austriackie, jak i rozjuszone bandy chłopskich rzezimieszków, typu Szela. Pod Gdowem na ten przykład, powstańcy pod dowództwem pułkownika Adama Suchorzewskiego, pokonani zostali przez połączone siły austriacko – chłopskie. Poległo 154 powstańców, z czego część w skutek tortur już po wzięciu do niewoli. Adam Mickiewicz w Lirykach lozańskich pisał (a Lech Makowiecki świetnie zaśpiewał):

 

„Ręce za lud walczące, sam lud poobcina.

Imion miłych ludowi — lud pozapomina…

Wszystko przejdzie! Po huku, po szumie, po trudzie

Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.”

 

       Kiedy powstańcze zapatrywania Polaków zostały stłamszone, wojsko austriackie zostało skierowane do uspokojenia, zbędnych już rzezimieszków. Główny herszt rzeźnicki, Jakub Szela stawał się coraz popularniejszy w narodzie. Wyrabiano np. medaliony z jego podobizną. Każdy szczęśliwy nabywca takiego medalionu, mógł splunąć w oblicze Szeli zawsze wtedy, kiedy miał na to ochotę. Podobną rolę pełniły popielniczki z podobizną przywódcy rzezi.

Szela otrzymał za swą działalność nagrodę: 30 morgów ziemi oraz dwa morgi we wsi i dożywotnie zwolnienie z podatków dla siebie i swoich dzieci. Ziemię objął w roku 1848. W nowej okolicy, do której się przeprowadził,  nie miał lekkiego życia. Znany jest przypadek, że został napadnięty we własnym domu i pobity. Co jakiś czas pisał skargi i użalał się nad swym losem. Raz trafił też do więzienia za kłusownictwo.

Nie wiadomo, gdzie pogrzebano Jakuba Szelę. Przypuszczalnie poza murami cmentarza, na niepoświęconej ziemi, jak na mordercę przystało. takie samo miejsce, dla tych co "umarli w butach", zajęła też żona Szeli, Salomea.

Postać Jakuba Szeli, pojawia się również, jako Upiór w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego:

 

„UPIÓR

 

Jeno ty nie przeklinaj usty,

boś brat – drżyj! ja Szela!!

Przyszedłem tu do Wesela,

bo byłem ich ojcom kat,

a dzisiaj ja jestem swat!!

Umyje się, wystroje się.

Dajcie, bracie, kubeł wody:

ręce myć, gębę myć,

suknie prać – nie będzie znać;

chce mi się tu na Weselu

żyć, hulać, pić –

jeno ta plama na czole...(…)

 

UPIÓR

 

Widzisz, w orderach chodzę.

 

DZIAD

 

O! plamy na podłodze od nóg.

 

UPIÓR

 

To krew, obmyję próg,

dajcie ino, bracie, wody,

kubeł wody – gębe myć,

suknie prać – nie bedzie znać.

 

DZAD

 

Przeklęty! Maryjo, strać!”

 

         Antoni Tessarczyk, pisał:

 

Wszystkie te popełnione morderstwa mają źródło swoje w ludu niemoralności; bo przy nieskażonych obyczajach, nawet na rozkaz zwierzchniczej władzy i pobudzania do rzezi, nigdy by takowa nastąpić nie powinna była. – Uczucia czytelników przejmią się zgrozą na niegodziwości ze strony Biórokracyi, która była przyczyną tylu nieszczęsnych ofiar poświęconych wolności i społeczeństwu – tylu wiernych synów Polski, niwinnie zamordowanych przez własnych braci zaslepionych, którym Biórokracya pałkę Kaina na bratobójstwo podała. Poległy ofiary za wolność i miłość ojczyzny! – reakcya cel swój osiągnęła. Ale sprawa Polski nie przepadła, owszem nieprzewidzianie Opatrzność zseła wolność wszystkim Europy ludom, równie jak i Polakom. Już blizką jest jutrzenka ich zmartwychwstania, a co 1846 roku nie  było zbrodnią otrzymując nagrodę z Metternichowskiej ręki, dziś jest potępione i na wieki strącone do piekieł. Dziś wam ziomkowie cześć oddajemy i wiecznej pamięci przekazujemy, jako ofiary despotyzmu i zdrady. – Cześć wam na wieki obrońcy ojczyzny i męczennicy wolności – dziś wam ją publicznie składamy, bo runęła niewola tyranii i despotyzmu – prawda i cnota zajęły ich miejsce, - prawda, co wszystkim każe swobodnie głosić. Skruszone więzy naszego serca i myśli, wynurzamy więc nasze uczucia dla was, męczennicy wolności, i myśli nasze wolno objawiamy.

 

      Na koniec jeszcze słowa usprawiedliwienia, dla chłopskiego postępowania, od Kornela Ujejskiego. Fragment „Chorału”:

 

„O Panie, Panie! Ze zgrozą świata

Okropne dzieje przyniósł nam czas:

Syn zabił matkę, brat zabił brata,

Mnóstwo Kainów jest pośród nas.

Ależ, o Panie! Oni niewinni,

Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,

Inni szatani byli tam czynni,

O! rękę karaj, nie ślepy miecz!”

 

 

 

Źródła:

 

- „Pamiętniki włościanina” – Jan Słomka

- „Myśl Polska” z 27 lutego – 6 marca 2011 r. – Andrzej Solak

- „Rzeź galicyjska 1846 r. czyli szczegółowy opis dokonanych morderstw, rozbojów i łupieztw, wraz z ważniejszymi wypadkami jakie tym okropnym scenom towarzyszyły w związku z intrygami biurokracyi” - Antoni Tessarczyk

- „Dziennik z lat 1856 – 1860" – Helena Klementyna Katarzyna Kadłubowska

- www.wiadomosci24.pl

- www.pch24.pl

- www.wlaczpolske.pl

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com