Patriotyzm gospodarczy

March 17, 2017

      We Francji co chwila „stany wyjątkowe” i terroryzm. Podobnie w Niemczech, Belgii i Szwecji. W Holandii terroryzm i konflikt międzynarodowy. Jednak biurokraci Unii Europejskiej zajmują się wprowadzeniem, obcego naszej kulturze prawa szariatu (prawo wyznawców islamu, nieodłącznie związane z religią). Prawa, które praktykuje kamienowanie, biczowanie, ścinanie głów (publiczne). Bywają przypadki, że można stracić głowę za słuchanie muzyki, oglądanie telewizji, uprawianie sportu, albo zwykłe udzielenie pomocy medycznej. Jednak, mimo to, to Polska jest przedmiotem dyskusji na posiedzeniach Rady Europy. To o Polsce mówi się, że jest zacofana, średniowieczna. Skąd nagonka na nasz kraj? Naszą Ojczyznę? Na nas? Ojczyzna to przecież my; nasza rodzina, bliscy i znajomi. Deklarując się, jako obrońcy Ojczyzny, mamy na myśli właśnie obronę swoich rodzin i znajomych. Także ziemi, dzięki której żyjemy i od której zależy czy żyje nam się dobrze, czy też nie.  

Na dzień dzisiejszy, jest lament i narzekanie. Odkąd zmieniła się ekipa rządząca, nagle wszystko w Polsce jest złe, a nawet jak nie jest, to na pewno będzie (czego można się dowiedzieć na marszach feministycznych). Właśnie, zmieniła się ekipa rządząca i naruszyła stary pookrągłostołowy układ. Zniszczenie go jest trudne, ale widać, że starzy wyjadacze, albo się wycofali, albo delikatnie zmienili zdanie w pewnych kwestiach i, jak L. Miller zaczęli mówić z rozsądkiem. Są też tacy, co to zawyli, jak ranne zwierzę i przeszli do obrony, a nawet kontrofensywy. Pod płaszczykiem walki o demokrację (z legalnie wybranym rządem, w wyborach bezpośrednich), ruszyła obrona ogromnych interesów. Nie, niestety nie polskich interesów. Odpowiada za to nie kto inny, jak poprzedni włodarze: Komorowski, Tusk i inni Sikorscy i Nowakowie.

Weźmy pod uwagę tylko kilka przypadków, kiedy Polska straciła krocie, na skutek błędnych (lub wręcz zamierzonych i złodziejskich) posunięć rządu.

Rosjanie dogadali się z Niemcami i ułożyli na dnie Morza Bałtyckiego rurociąg Nord Stream. Zrobili to w taki sposób, że  do portu w Szczecinie i Świnoujściu nie mogą wpływać statki o zanurzeniu powyżej 13, 5 metra. Są to przede wszystkim kontenerowce, które przynoszą ogromne zyski finansowe. Donald Tusk zapewniał, że na podstawie umowy, Niemcy w razie konieczności przebudują linię rurociągu. Taka potrzeba zaistniała, gdy rząd PiS podjął decyzję o przebudowie naszych portów. Sąd w Hamburgu nie uznał racji Polski, a tym samym nie zgodził się na przebudowę. Niemcy – Polska 1:0.

      Skoro jesteśmy przy sprawach morskich, to wspomnijmy o naszej byłej już chlubie, stoczni w Gdańsku i Szczecinie. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała kilka lat temu raport dotyczący restrukturyzacji Stoczni Gdynia oraz Stoczni Szczecińskiej Nowa Sp. Z o.o. Komisja Europejska nie wyraziła chęci dofinansowania naszych stoczni, za to chętnie takie dofinansowanie przekazała stoczniom niemieckim. Oto fragment raportu:

 

„Tymczasowego nadzorcę, a następnie zarządcę kompensacji (tych samych dla obu stoczni) wybrano, pod względem formalnym, zgodnie z ustawą kompensacyjną. Były to jednak arbitralnie wskazane przez Agencję Rozwoju Przemysłu SA osoby (tymczasowy nadzorca) lub podmioty kapitałowo od niej zależne (zarządca kompensacji) - w obydwu przypadkach bez doświadczenia w prowadzeniu likwidacji lub upadłości. Ustalono dla nich relatywnie wysokie wynagrodzenie, nie egzekwując przy tym ustanowienia realnego zabezpieczenia ewentualnych roszczeń powstałych z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania umowy. Były to działania nierzetelne, niecelowe i niegospodarne. Łącznie w okresie od stycznia 2009 r. do 31 marca 2011 r. wynagrodzenie zarządcy kompensacji SSN i SG wyniosło 15 mln zł brutto, a do zakończenia procesu kompensacji może wynieść 17,2 mln zł.”

 

       Wiele by pisać o tym, jak zniszczono nasze stocznie. Co prawda, są próby odbudowy przemysłu stoczniowego, ale wiemy doskonale, że łatwiej jest coś zniszczyć, niż odbudować.

Stocznie, kopalnie, fabryki… Polski przemysł został sprowadzony prawie do zera. Wszyscy to powinni zauważać gołym okiem. Jednak są tacy, którzy nie dostrzegają w tym niczego złego i jeszcze protestują, w imię wolności gospodarczej. Tylko jak można mówić o wolności, kiedy silniejszy i bogatszy staje do konkurencji ze słabszym i uboższym?

     Zdaje się, że większość Polaków nie widzi problemu, żeby zrobić zwykłe, codzienne zakupy u Francuza, Holendra, czy Niemca. Przecież tam taniej. Czy aby na pewno taniej? Nie ma czasu i miejsca na poruszenie wielu wątków, ale jeśli chodzi o patriotyzm gospodarczy, będę namawiał do robienia zwykłych rzeczy dnia codziennego tak, by żyło nam się lepiej. Nie będę namawiał do odbudowy stoczni, hut, czy innych gałęzi przemysłu, które zostały doprowadzone do ruiny i wyprzedane za bezcen. Tym muszą się zając kompetentni politycy i przedsiębiorcy.

Po pierwsze, trzeba sobie uświadomić, że nie jesteśmy półmózgami, jak by tego chcieli nasi konkurenci zza granicy. Nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy gorsi. Nie mamy polskich samochodów, bo nie potrafimy zrobić? Dlaczego więc, kiedyś potrafiliśmy? Dlaczego nasi technicy i konstruktorzy pracują przy produkcji takich aut, jak np. Ferrari? O tym, że potrafimy, świadczy chociażby prototyp supersamochodu, który na cześć naszej husarii nazywa się Arrinera Hussarya, czy nowe projekty, związane ze wskrzeszeniem Syrenki. Chociażby pięknej Aquili Sport.

Nie mamy polskich kopalń, sprzętu, górników? Węgla mamy tyle, że nikt w Europie na oczy tyle nie widział. Górnictwo jest u nas zawodem wielopokoleniowym, więc nasi górnicy znają się na rzeczy. Po sprzęt i doświadczenie przyjeżdżają do nas ludzie z innych, odległych krajów. Więc w czym problem? Może w tym, o czym mówiła pani wicepremier E. Bieńkowska:

 

„Mówię ci, żenada z tym całym górnictwem i z tą gospodarką, po prostu takie zaniedbania… Prawda jest taka, że właściciel, czyli Ministerstwo Gospodarki, generalnie w dupie miało całe górnictwo przez całe siedem lat. Były pieniądze, a oni, wiesz, pili, lulki palili, swoich ludzi poobstawiali, sam wiesz, ile zarabiali i nagle pierdyknęło. A ja to słyszałam naprawdę od roku, to na pewno. Tylko to nie jest moja kompetencja… Jest Tomek, który ma się tym zajmować, Tomczykiewicz. Tak zaczęli do mnie z tą kompanią chodzić, no to jest kwestia wszystkich spółek, nie tylko kompanii, która jest w sytuacji tak tragicznej…(…) Tam jest, kur… banda na bandzie. Jest jedna banda profesorów, druga związkowców, trzecia banda zarządzających, czwarta banda… (…) firm, które z tego świetnie żyją”

 

Dodajmy do tego, że Niemcy spalają prawie połowę europejskiego węgla, ale największym śmierdziuchem, co to zanieczyszcza powietrze jest… Polska. Oczywiście, że Polska. Jak się to dzieje? Otóż i odpowiedź prof. zw. dr hab. M. Orion – Jędryska:

 

„Żonglują statystyką, biorąc pod uwagę wygodny dla siebie udział procentowy różnego rodzaju paliw w energetyce. Ale jeśli patrzeć przez pryzmat wartości bezwzględnych to Niemcy spalają 170 mln ton węgla brunatnego, znacznie więcej także per capita niż Polacy. Więcej niż my per capita spalają Serbowie, Grecy, Bułgarzy i właśnie Niemcy. W Cire.pl podaję sporo liczb. U nas węgiel kamienny i brunatny łącznie stanowi 90 procent energetyki, a u nich sporo mniej, choć to się zmieni, bo maja w budowie kilka elektrowni opalanych węglem.”

 

Znowu, przykładów jest wiele, ale miejsca i czasu brak.

W petycji do Prezydenta RP Andrzeja Dudy w sprawie ogłoszenia referendum wyjścia Polski z Unii Europejskiej napisano:

 

„- Zadłużanie naszego kraju co doprowadziło do wyprzedaży majątku narodowego, przemysłu włókienniczego, chemicznego, tekstylnego, farmaceutycznego, budowlanego, elektronicznego, kopalnianego, hutniczego, obronnego, transportowego, włókienniczego, telekomunikacyjnego, stoczniowego i o mały włos doprowadziło do sprzedaży lasów.

- Polskie rolnictwo i rybołówstwo zostało zniszczone poprzez nałożone limity, zakazy oraz nakazy. Zniszczone zostały także cukrownie.

- Potężne połacie polskiej ziemi i jezior liczone w tysiącach hektarów zostały wykupione przez obcy kapitał

- Prawie milion ludzi zostało naciągniętych na kredyty we frankach szwajcarskich

- Podatki są coraz wyższe i skutecznie tłamszą polską przedsiębiorczość nie dając szans ucieczki z wyścigu szczurów. Ludzie zarabiają tylko po to żeby spłacać długi, odbierane są im ich ziemie i domy na spłatę lichwiarskich długów.

- UE nieustannie wydaje wiążące dla Polski tysiące kretyńskich dyrektyw niszczących resztki naszej gospodarki, a następnie wprowadza trujące nas GMO a następnie każe szczepić nasze dzieci żeby chorowały na autyzm.

- UE wprowadza do naszego kraju setki hipermarketów, które nie odprowadzają ani grosza do Skarbu Państwa, nam za to każą odprowadzać miliardy składki członkowskiej.

- Po wstąpieniu do UE Wojsko Polskie zostało zdziesiątkowane i wysłane na wojny kolonialne w Iraku i Afganistanie.

- Dzięki UE rozwijana jest gigantyczna biurokracja gwarantująca istnienie korupcji,

- Ceny i podatki rosną a zarobki maleją w stosunku do inflacji,

- Nie tworzone są zyski, a przeciwnie - marnotrawione są ciężko zarobione pieniądze,

- UE jest antychrześcijańska, promuje dewiacje i zabijanie nienarodzonych dzieci oraz eutanazję, UE jest antydemokratyczna, europosłowie nie mają rzeczywistej władzy a prawdziwi rządzący nie są wybierani w drodze wyborów,

- Limity produkcji rolnej są poniżej samowystarczalności,

- UE każe nam milionami przyjmować obcych nam kulturowo i niebezpiecznych wyznawców Islamu, w tym morderców i terrorystów”

 

Niezadowolenie wzrasta...

 

       Co możemy zrobić? Jak walczyć o swoje? Można zacząć od tego, żeby nie robić codziennych zakupów w zagranicznych korporacjach. Zamiast iść do Lidla, Carrefoura czy Biedronki, idź do sklepiku do sąsiada, do polskiego właściciela. W Biedronce taniej? Tak ci się tylko wydaje. Zaoszczędzisz 100 zł, ale w podatku zabiorą ci dużo więcej. Chyba nikt nie ma złudzeń, że kapitał wypracowany przez

Biedronkę wypływa za granicę? Zarabia właściciel, którego Polska niewiele interesuje, a jedynie jest źródłem dochodu i taniej siły roboczej. Skoro więc zyski trafiają za granicę, to logiczne jest, że nie trafiają do naszego budżetu. Zasilają budżet innego kraju, a nasz tym samym zubożają. Jaki tego skutek? No taki, że Polacy wyjeżdżają szukać pracy za granicą, bo u nas jest bida. Nie tylko przeliczając na pieniądze nam się to nie opłaca, ale również na stosunki społeczne: rozłąki z rodziną, dziećmi... W konsekwencji rozwody i utrata więzów rodzinnych, patologie.

Jest też kwestia jakości produktów, które się nam serwuje. Przykład:

 

„Paluszki rybne Tesco. Wersja sprzedawana dla Brytyjczyków zawiera 65 proc. mięsa dorsza. Wersja dla Polaków: 50 proc. mielonego mięsa ryb białych: miruna, morszczuk, mintaj, dorsz. Produkt jest sprzedawany w Polsce pod marką własną Tesco Value. W Wielkiej Brytanii pod marką Tesco Everyday Value, lokalnym odpowiednikiem marki własnej Tesco. Podobne pudełko i szata graficzna. Ta sama waga: 250 gram. U nas i na Wyspach po 10 paluszków w pudełku. I teraz uwaga: Wersja polska kosztuje 3,59 zł. Wersja brytyjska 60 pensów, czyli ok. 2,98 zł. Brytyjskie paluszki nie dość, że mają więcej lepszej ryby w składzie, to są jeszcze o 61 groszy tańsze niż te polskie.”

 

To oczywiście nie dotyczy tylko Tesco, ale też innych wielkich sieci, które ślą nam gorszej jakości produkty za wyższą cenę. Nie dotyczy to tylko produktów żywieniowych, ale też zwykłego proszku do prania, czy kleju, który za granicą jest lepszy i często tańszy niż ten, który można zakupić w Polsce. Jakie korzyści gospodarcze wynikają z patriotyzmu konsumenckiego? Podaję za Stowarzyszeniem Przedsiębiorców i Rolników „Swojak”:

 

„1. Preferowanie produktów zagranicznych powoduję nadwyżkę importu nad eksportem, co obniża produkt narodowy brutto i produkt krajowy brutto (PKB = konsumpcja + inwestycje + wydatki rządowe + eksport – import + zmiana stanu zapasów, PNB = konsumpcja + inwestycje brutto + wydatki rządowe + eksport netto). Nasz kraj jest ubogi  w kapitał, więc oszczędne nim  gospodarowanie i patriotyzm konsumencki ułatwia jego akumulację, a w konsekwencji powstanie nowych zakładów pracy.

2. Wspieranie polskich produktów i usług poprawia rachunek bieżący bilansu płatniczego, co skutkuje zwiększeniem rezerw walutowych. Warto posiadać wysokie rezerwy walutowe, ponieważ, po pierwsze, zwiększamy w ten sposób bezpieczeństwo systemu finansowego i, po drugie, uzależniamy politycznie obce gospodarki, gdyż te pieniądze są najczęściej reinwestowane przez banki centralne w postaci obligacji.

3. Kupowanie produktów lokalnych – zamiast obcych – przyspiesza obieg pieniądza, ponieważ importer musi ponieść dodatkowe koszty transakcyjne na wymianę waluty (jego proces decyzyjny jest zwyczajnie dłuższy z tego powodu). Kiedy importer zdecyduje się na wyprzedanie swoich złotówek na rynku finansowy, wtedy wpływa na zwiększenie ilości zagranicznych kredytów krótko i długoterminowych w gospodarce.

4. Nasze państwo odnosi większe korzyści fiskalne z dóbr wyprodukowanych w kraju. Koncerny mają o wiele większą możliwość transferowania zysku i kreowania sztucznych kosztów, co z definicji zaburza równość konkurencji. Lokalne firmy nie rozliczają się w rajach podatkowych.

5. Lokowanie pieniędzy w polskich banku zapobiega nadmiernej koncentracji kapitału, a w konsekwencji utrudnia powstanie: „banków zbyt dużych, aby upaść”. Ponadto, banki spółdzielcze najczęściej angażują się w aktywizowanie społeczności i wspierają lokalne inicjatywy.

6. Polskie produkty, w wielu przypadkach, nie ustępują jakością produktom zagranicznym, jednak, ze względu na krótką historię gospodarki rynkowej w naszym kraju, nie miały możliwości wyrobienia sobie odpowiedniej marki.

7. Produkty lokalne są produkowane i dystrybuowane „na miejscu”, więc obciążenie środowiska z tytułu transportu jest mniejsze. Nadmierny przewóz towarów może powodować zanieczyszczenie gleb metalami ciężkimi. Produkty na targowiskach są zwykle sprzedawane bez szkodliwych dla środowiska opakowań.”

 

 

Źródła:

- www.wpolityce.pl

- www.wprost.pl

- www.swojak.org

- www.petycjeonline.com

 

 

 

 

 

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com