"Nie jesteśmy żadną bandą" - major "Łupaszka" cz. II (2)

June 22, 2017

      W styczniu 1944r. 5 Brygada była dość silną formacją, aby Niemcy podjęli z nią rozmowy. „Łupaszka” brał udział w tych rozmowach, co stało się pretekstem, aby nasi, rodzimi komuniści nazwali go później zdrajcą.

W kwietniu 1944r.został aresztowany przez Litwinów, którzy przekazali go Niemcom. Ci, zaproponowali mu wspólną walkę przeciwko czerwonoarmistom. Por. Zygmunt „Łupaszka” Szendzielarz odmówił. Wkrótce został zwolniony, co zapewne dawało Niemcom nadzieję, że zdołają przeciągnąć Polaków na swoją stronę.

W tym czasie, por. Szendzielarz awansował na rotmistrza. Został też posądzony o zdradę i dezercję, ponieważ nie wziął udziału w słynnej akcji „Burza”. Prawdopodobnie wskutek błędnych rozkazów, Brygada „Łupaszki” po prostu nie zdążyła dotrzeć na czas w miejsce koncentracji. Tak czy inaczej, dzięki temu uniknęła rozbrojenia i internowania przez Sowietów, którzy z zapałem realizowali akcje likwidacyjne polskiego podziemia niepodległościowego.

 

     20 czerwca 1944r. patrol aprowizacyjny 5 Brygady Wileńskiej, posługując się językiem rosyjskim, zarekwirował we wsi Glinciszki kilka krów i świń. Zostali zaatakowani przez partyzantów litewskich, wskutek czego zginął jeden z nich. Po stronie Litwinów poległo 2, a dwóch dalszych zmarło później. Ponoć rekwizycja trzody miała wywołać jakiś skutek strategiczny, ale skończyła się zgoła inaczej, niż zakładał „Łupaszka”. W odwecie, Litwini zamordowali 39 Polaków w Glinciszkach (w tym czworo małych dzieci). To z kolei, spowodowało odwet 5 Brygady, która zdecydowanie i adekwatnie stanęła w obronie polskiej ludności. Żołnierze „Łupaszki” zaatakowali posterunek policji litewskiej w Dubinkach.  Zginęło 27 Litwinów, w tym kobiety i dzieci.

 

        W lipcu, „Łupaszka” dla zmylenia Sowietów, przemianował 5 Brygadę na Brygadę Warszawską. Obrał też nowy pseudonim: „Żelazny”. Brygada przeszła w lasy Puszczy Grodzieńskiej, gdzie została otoczona przez Sowietów. Jak w wielu tego typu przypadkach, dowódca wydał swoim żołnierzom rozkaz rozformowania oddziału i nakazał przebijanie się niewielkimi grupami.

„Łupaszka”, wraz z tymi, którym udało się wydostać z okrążenia, przeszedł pod komendę ppłk Władysława „Mścisława” Liniarskiego z Białostockiego Okręgu AK.

10 XI ’44 awansował do stopnia majora.

 

Dalsza walka, to potyczki z regularna Armią Czerwoną, owianym złą sławą NKWD oraz, niestety z KBW, WP, UB i MO, czyli rodzimymi komunistami. Siły wroga były liczne i zdeterminowane. Zdeterminowany był również „Łupaszka”, który wbrew rozkazowi rozformowania oddziału, postanowił walczyć dalej. Walczyć o Polskę wolną i niepodległą. Unikano walki z oddziałami Wojska Polskiego (tzw. Ludowego), w skład których wchodzili żołnierze wcieleni przymusowo przez Sowietów. Część z nich, z ochotą przyłączała się do prawdziwego Wojska Polskiego. Propaganda komunistyczna nazywała ich „zdrajcami”, „bandytami”, „szpiegami”, „faszystami”… Oni jednak nie ulegli. „Łupaszka”, w jednej z ulotek skierowanych do społeczeństwa, pisał:

 

"... Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich[...] My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie maga powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości."

 

Niebawem mjr Szendzielarz powołał do służby 6 Brygadę Wileńską (na teren białostocczyzny i Podlasia), a później odtworzył też 5 Brygadę Wileńską (na teren Warmii, Mazur i Pomorza). Pomorze zaroiło się od konfidentów i służb reżymu komunistycznego. „Łupaszka”, wraz z 5 BW zmuszony był wycofać się w lasy białostocczyzny i połączyć siły z 6 BW.

 

Wojna się niby skończyła, a żołnierze Armii Podziemnej nadal musieli walczyć o wolność i niepodległość. Również o swoje własne życie. Wiedzieli bowiem, że ich koledzy, żołnierze września, powstania warszawskiego, członkowie AK, ZWZ, NSZ i innych organizacji podziemnych (dziesiątki tysięcy żołnierzy polskich), byli aresztowani, bezwzględnie torturowani i mordowani. „Łupaszka” dostał nawet list od samego ministra S. Radkiewicza, który nakłaniał go do rozwiązania oddziałów.

Ostatecznie, w roku 1947 walka zbrojna nie miała żadnego sensu. „Łupaszka” zdecydował się na „uśpienie” i tak już niewielkiego oddziału i podjął próbę normalnego życia. Początkowo przebywał we wsi Królowa na Śląsku, a później w Zakopanem. Ciągle utrzymywał kontakt z brygadą i przekazywał swoje wytyczne, odnośnie wąsko zakrojonych działań 6 Brygady.

 

      Urząd Bezpieczeństwa, w 1948r. rozpracował i rozbił struktury Wileńskiego Okręgu AK. Mjr Szendzielarz został aresztowany i osadzony w Mokotowskim więzieniu w Warszawie. Oskarżony został, m.in. o… współpracę z Niemcami! Czemu oczywiście zaprzeczył. Przyznał się natomiast do ataków na funkcjonariuszy UBP, NKWD, PPR i MO.

 

 

     Stalinowski zbrodniarz Mieczysław Widaj, wydał ponad 100 wyroków skazujących na śmierć. W tym na „Łupaszkę”. Wg. sądu Szendzielarz zasłużył na 18 – krotną karę śmierci! Jedynie kobiety dostały łagodniejsze wyroki, w tym pokazowym procesie.

Ostatnie słowa, jakie wypowiedział do kolegów z celi, brzmiały:

„z Bogiem panowie”.

Z protokołu wykonania wyroku:

 

„O godzinie 20 minut 15 w obecności Naczelnika Więzienia Grabickiego Alojzego i lekarza dr Kazimierza Jeziorskiego za pośrednictwem Dowódcy Plutonu Egzekucyjnego Aleksandra Dreja, po odczytaniu sentencji wyroku (…) powyższy wyrok względem Szendzielarza Zygmunta s. Karola i Eufrozyny z d. Osieckiej urodzonego 12 marca 1910 r. w m. Stryj woj. Stanisławów został wykonany przez rozstrzelanie”

 

Wymieniony w protokole Aleksander Drej, który zastrzelił majora Szendzielarza, spokojnie dożył starości. Zmarł kilka lat temu w Warszawie. Do ostatnich dni pobierał sowitą emeryturę dla szczególnie zasłużonych. To wiele mówi o tzw. III Rzeczpospolitej i ludziach sprawujących władzę.

Mieczysław Widaj, do końca pracy zawodowej, pełnił funkcję radcy prawnego. Jego pochówek na cmentarzu na warszawskim Służewcu został oprotestowany przez kombatantów i kilku polityków z PiS. Na Służewcu pogrzebano kilka tysięcy ofiar Urzędu Bezpieczeństwa, więc sprawa pochówku, jednego z ich katów w tym samym miejscu, była dość bulwersująca. "Nie można dopuścić, by kat leżał razem ze swoimi ofiarami" – mówił ks. Józef Maj. Ostatecznie Widaja pogrzebano w Grabowie, a po licznych profanacjach grobu, również stamtąd przeniesiono na inny cmentarz.

 

       Ciało „Łupaszki” komuniści pogrzebali jak truchło zwierzęcia. Bez zbędnych ceregieli i uroczystości, zostało zakopane, wraz z innymi towarzyszami niedoli, w miejscu zwanym „Łączka” na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. W wyniku prac ekshumacyjnych, prowadzonych pod przewodnictwem prof. dr hab. Krzysztofa Szwagrzyka w latach 2012-2014, zidentyfikowano szczątki 198 osób zamordowanych przez służby komunistyczne. W tym, szczątki majora Z. Szendzielarza „Łupaszki”. Uroczysty pogrzeb odbył się w niedzielę 24 kwietnia 2016r. w Warszawie. Obecny na pogrzebie prezydent Andrzej Duda powiedział:

 

„65 lat, by przywrócić godność. Ale przywrócić godność nie panu majorowi Zygmuntowi Szendzielarzowi „Łupaszce”, pan pułkownik tę godność zawsze miał i nigdy jej nie utracił. A za walkę i bohaterska śmierć dla Ojczyzny, ma ją na wieki.

 

Ma godność na wieki. Tak jak i jego polegli towarzysze broni. Dziś po 65 latach, poprzez odnalezienie doczesnych szczątków Pana Pułkownika, poprzez pamięć o bohaterstwie Żołnierzy Niezłomnych, poprzez te państwowe uroczystości pogrzebowe przywracamy godność Polsce. Godność, którą ci, którzy kiedyś katowali i zamordowali majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, godność, którą podeptali, którą poprzez zacieranie pamięci razem z Żołnierzami Niezłomnymi wrzucili do bezimiennych grobów. Dziś ta godność wraca wraz z dumną Rzeczpospolitą, wraz z dumną Polską, która pochyla nisko głowę i oddaje hołd swojemu wielkiemu synowi, bohaterowi, niezłomnemu do samego końca. I dlatego chciałem z tego miejsca podziękować rodzinie Pana Pułkownika, rodzinom poległych Żołnierzy Niezłomnych, Żołnierzom Niezłomnym, ale także harcerzom, strzelcom, kibicom i wszystkim młodym ludziom, którzy już od lat czcili pamięć Żołnierzy Niezłomnych. Rodzinom chciałem podziękować za to, że zawsze zachowały godność i zawsze pamiętały o swoich najbliższych. To co były ważne, prawdę, pamięć o bohaterstwie i niezłomność mimo wszystkich trudność przez kilkadziesiąt lat, przez postawę swoich najbliższych, wszystkie trudności jakich doznały i prześladowania ze strony komunistycznych władz. Za to wszystko za te pamięć chciałem ogromnie podziękować. Chciałem też podziękować panu ministrowi za awans na wyższy stopień oficerski, który dziś otrzymał Pan Pułkownik. Pośmiertnie, ale to ważne, że teraz jest taka Polska, która też poprzez swoje najwyższe władze pamięta i oddaje cześć, a przede wszystkim docenia. Nie tylko po to, by pamiętać przeszłość, ale przede wszystkim dlatego kim oni byli, jakim człowiekiem, jakim Polakiem był pan pułkownik i jego żołnierze. Wszyscy wiemy, że byli wspaniali, ale dlaczego? Dlatego, że wychowali się na wielkim micie wielkiej bohaterskiej Polski, micie powstańców styczniowych, tych którzy walczyli o odzyskanie niepodległości w 1918 roku, tych którzy obronili Warszawę i Polskę przed bolszewikami w 1920 roku. To budowało postawę tych ludzi, to dlatego stanęli z odwagą do obrony Polski w 39’ roku, walczyli w podziemiu i kiedy przyszły wojska sowieckie oni nie zgodzili się na taką Polskę, która nie była wolna, która nie była niepodległa i suwerenna. Czy liczyli na to, że będzie kolejna wojna Wschodu z Zachodem i Polska będzie wyzwolona? Może na początku wierzyli, ale potem już nie i nie dali się złamać. Byli do końca. Dziś to właśnie na ich przykładzie wychowujemy następne pokolenia, aby były takie jak oni – wierne Ojczyźnie do końca, wierne przysiędze żołnierskiej, wierne temu wszystkiemu, co wszczepiono w ich dusze, wierni niepodległej Polsce. To dziś jest najważniejsze. A więc to nie tylko pamięć o przeszłości, to przede wszystkim budowanie przyszłości. Bo takie będą Rzeczypospolite jak ich młodzieży chowanie. Panie Pułkowniku wychodząc z celi w swoją ostatnią drogę powiedział pan do współwięźniów: „Z Bogiem, panowie”. Zostaliśmy z Bogiem, panie pułkowniku i z Bogiem jesteśmy cały czas. Ale jedno chcę, skłaniając przed Panem głowę, powiedzieć. Polacy, a zwłaszcza młode pokolenie wie dziś doskonale, że w tamtych czasach, trudnych, beznadziejnych, to wy zachowaliście się jak trzeba. Szanowni państwo, cześć i chwała bohaterom, wieczna chwała poległym. Panie pułkowniku, spoczywaj w pokoju, wreszcie w rodzinnym grobie niech się Polska przyśni Tobie… piękna”.

 

        Grobów tysięcy, spośród pomordowanych nie znamy. Komuniści, chociaż w swojej propagandzie przedstawiali żołnierzy podziemia, jako „reakcjonistów”, „bandytów” i „faszystów”, to ludzie dobrze wiedzieli, kto jest prawdziwym bandytą.

 

Na miejscach pochówków, gdzie chowano tych „żołnierzy wyklętych”, pojawiały się krzyże, kwiaty i znicze. Czasami komuniści wykopywali zwłoki i wywozili je w inne miejsce, aby ludzie nie mieli gdzie uczcić swoich obrońców i bohaterów. Zdarzało się, że oddziały partyzantki sowieckiej przebierały się za żołnierzy niepodległościowych i rabowały wioski i miasteczka. Wina spadała oczywiście na „leśnych” typu „Łupaszka”. Dlatego, choć z wieloma działaniami Armii Podziemnej możemy się nie godzić, a inne negować, to ciągle funkcjonują w społeczeństwie również opinie powstałe na zafałszowanej rzeczywistości. Przekonał się o tym Paweł Kukiz, który wydał opinię o „Ogniu”, legendzie z Podhala. Tam również wielu ludzi twierdzi, że był mordercą i zabijał Żydów. Prawda jest taka, że zabijał, ale nie za to, że byli Żydami, ale za to, że byli funkcjonariuszami UB. Do tego, w tym konkretnym (głośnym) przypadku, to właśnie ubecy, pierwsi zaczęli strzelać.

Oskarżany jest też o powieszenie niewinnej dziewczyny. Fakty są jednak takie, że powiesili ją jego dwaj żołnierze (w skutek pomyłki), za co skazał ich na śmierć.

Z kolei, uczestnicy demonstracji w Hajnówce, którzy sprzeciwiali się gloryfikacji „Burego”, twierdzili, że zamordował m.in. 30 furmanów. A i owszem, tylko nie wspominają, że ci furmani pomagali wywozić ludność Polską na Syberię (na śmierć) w 1939r. Sami demonstranci określali się nawet, jako nie Polacy, ale Rusini, którzy żyją na ziemi zagrabionej im przez złego króla polskiego. Są prawosławni, a za całe zło winią katolików. Twierdzą, że oni nie donosili na Polaków. Każą się uczyć historii! Jednak zdaje się, że wycieli ze swojej historii czasy, kiedy Rusini napadali na wsie polskie i puszczali je z dymem, przy tym rabując, co się dało. Takie prawo wojny, ja rozumiem, ale jak opowiadać historię, to całą. No i rzecz kolejna. Jakiż to święty lud, ci prawosławni Rusini z Hajnówki. Kolaboranci byli wszędzie (tak mi się do tej pory wydawało): wśród Niemców, Litwinów, Rosjan, Rumunów, Słowaków, Polaków… A tutaj; lud święty. Wśród nich nie było. Oni nie donosili, a dokumenty Gestapo (również w IPN), gdzie figurują, jako konfidenci, są nieprawdziwe i tyle. O tym, jak białoruska partyzantka odnosiła się do polskich mieszkańców tejże, zagrabionej im, przez złego polskiego króla ziemi… zapomnieli. Zapomnieli też, jak zasilili szeregi funkcjonariuszy UB w Białymstoku i okolicy. A przodowali przecież, nawet przed Polakami i Żydami. Warto zauważyć, że sąd wojskowy zrehabilitował „Burego” w 1995r., uznając, że działania jego oddziału mogły uratować wielu ludzi od śmierci:

 

„Czyny te mogły zapobiec lub zapobiegły represjom wobec bliżej nieokreślonej liczby osób prowadzącej działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego, zaś ich skutkiem były w wielu przypadkach śmierć, długoletnie więzienie lub deportacja w głąb byłego ZSRR”

Sąd zauważył też:

 

„Można więc określić sytuację, w jakiej znalazły się osoby wyżej wymienione (kapitan Rajs i podwładni) (...) jako stan wyższej konieczności zmuszający do podejmowania działań nie zawsze jednoznacznych etycznie”

 

Nie można oceniać czasu wojny, na podstawie stosunków pokojowych. Trzeba patrzeć na te sprawy w szerszym kontekście, z uwzględnieniem ówczesnej sytuacji politycznej.

Oto stosowny filmik:

 

 

Dlatego wszelkie osądy, zwłaszcza zasłyszane, należy wydawać ostrożnie, bo nie każdy był złodziejem i nie każdy był bandytą. Chociaż bywali i tacy, o czym świadczą meldunki dowódców. Zdarzały się też pomyłki, jak wiemy z historii oddziału „Ognia” i wielu innych.

Do plucia na grób „Łupaszki”, przyłączył się swego czasu, znany redaktor Tomasz Lis. Naczelny „Newsweeka” nazwał pułkownika Zygmunta „Łupaszkę” Szendzielarza „mordercą cywili”. Spotkało się to z reakcją rodziny:

 

 

Źródła:

- „W sieci historii” nr 3 (46)

- „Wyklęci” nr 1, styczeń – marzec 2016r.

- „Na straconych posterunkach” – Kazimierz Krajewski

- „Bohaterskie akcje żołnierzy wyklętych” – J. Wieliczka-Szarakowa

- www.podziemiezbrojne.blox.pl

- www.kresy.pl

- www.dziennik.pl

- www.pch24.pl

- www.wmeritum.pl

- www.wilnoteka.lt

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com