Operacja "Tannenberg"

September 1, 2017

"Stworzę propagandowy powód rozpoczęcia wojny; nieważne, czy będzie on wiarygodny"

                                                                          Adolf Hitler – 22 sierpnia 1939r.

 

         „Plan Biały” (niem. „Fall Weiss”), to operacyjna nazwa, planu inwazji na Polskę w 1939r. Adolf Hitler, postanowił wdrożyć plan w życie, po zdecydowanej odmowie wspólnego ataku polsko – niemieckiego, na Związek Sowiecki pod wodzą Józefa Stalina. Taką propozycję przedstawił ostatecznie, 25 stycznia 1939r., podczas wizyty w Warszawie Joachim von Ribbentrop, minister spraw zagranicznych III Rzeszy Niemieckiej. Kiedy Polacy odrzucili, po raz któryś tam już z rzędu, propozycję agresywnych Niemców, Ribbentrop skierował swe kroki w stronę Moskwy. Docelowo, Hitler miał zniszczyć potęgę Francuską, ale na drodze, stała mu Polska. O ile przeczuwał, że Polska zdecydowanie udzieli wsparcia napadniętej Francji, o tyle był pewien, że Francja nie udzieli takiegoż wsparcia napadniętej Polsce.

 

Generał Alfred Jodl powiedział po wojnie, że Niemcy przetrwali rok 1939 „jedynie dlatego, że mniej więcej 110 dywizji francuskich i brytyjskich na Zachodzie, mając podczas kampanii wrześniowej w Polsce przeciw sobie jedynie 25 dywizji niemieckich, pozostało całkowicie bierne.”

 

Z Polakami jednak, Hitler się liczył. Podziwiał żołnierza polskiego. Był pełen uznania, dla Józefa Piłsudskiego. Dlatego, pomimo przytłaczającej przewagi w uzbrojeniu i liczebności wojska, musiał szukać wspólników w ataku na Rzeczpospolitą. Znalazł ich, w postaci Słowaków i Sowietów. Zdecydowanie większym problemem, zwłaszcza z perspektywy minionego czasu, okazali się skomunizowani Rosjanie.

 

       Minister spraw zagranicznych III Rzeszy, 23 sierpnia 1939r. podpisał tzw. Pakt

Ribbentrop – Mołotow. Pakt zakładał m.in., że Łotwa, Estonia i Finlandia znajdą się w strefie wpływów moskiewskich. Przez Polskę, wzdłuż linii rzek Narwi, Wisły i Sanu, będzie przebiegała granica rozdzielająca strefę wpływów niemieckich od sowieckich.

Stalin ochoczo przystał, na propozycje wspólnej napaści na Polskę. Socjaliści myśleli podobnie, jak narodowi socjaliści. Plan „Fall Weiss” mógł przejść w fazę wykonania.

 

        Napad na Polskę, musiał być jakoś sprowokowany, żeby dać karmę rządom i prasie na całym świecie. Przed wybuchem Wielkiej Wojny w 1914r, rolę zasadnego pretekstu, odegrał zamach na austriackiego następcę tronu, arcyksięcia Franciszka F. Habsburga w Sarajewie. Po zamachu Austro – Węgry zabiegały o pozwolenie na przeprowadzenie dochodzenia, w sprawie zamachu. Serbia nie chciała się na to zgodzić, co poskutkowało wypowiedzeniem jej wojny.

Plan Hitlera był prostszy.

 

       Zanim Brandenburczycy uderzyli na Pocztę Gdańską, a krążownik niemiecki, Schleswig – Holstein rozpoczął ostrzał Westerplatte, miały miejsce działania, których zadaniem było znalezienie pretekstu, do uderzenia na Polskę.

 

       31 sierpnia 1939r. wieczorem, mieszkańcy miejscowości Stodoły (niem. „Hochlinden) koło Rybnika oraz Gliwic, usłyszeli odgłosy strzałów. Niemieccy

esesmani (SS - (niem. „Die Schutzstaffel” – „Oddział ochronny” Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników, w skrócie NSDAP) rozpoczęli realizację operacji o kryptonimie „Tannenberg”. Dotyczyła ona m.in. ataków na komorę celną w Stodołach i radiostację w Gliwicach, gdzie dowodził Alfred Naujocks z SS.

 

„Heydrich powiedział mi, że dla zagranicznej prasy i niemieckiej propagandy potrzebny jest dowód agresywnego działania ze strony Polski” – wyznał Naujocks, podczas procesu w Norymberdze.

 

       Do Stodół, przy współpracy z Gestapo (niem. „Geheime Staatspolizei” – „Tajna Policja Państwowa”), przywieziono otumanionych zastrzykami więźniów z jakichś aresztów, więzień, czy obozów niemieckich. Nazwano ich „konserwami”. Zwiezieni ludzie, mieli odegrać rolę napastników, którzy zaatakowali niemiecką strażnicę w Stodołach. Oczywiście napastnicy („konserwy”) zostali zabici po przebraniu w polskie mundury, a w świat mogła pójść wieść o tym, jak to Polacy napadli na biednych Niemców. Tego z kolei, Niemcy nie mogli tolerować.

 

Relacja żołnierza, z niemieckiej 5dywizji pancernej, spisana przez Antona von Plato:

 

„Tego decydującego poranka, pogoda jest pochmurna i deszczowa. Pierwszego września o 4:45 następuje punktualne przekroczenie granicy przez wszystkie trzy

grupy marszowe…. Na skutek trudności na drodze, grupy marszowe, tam gdzie to jest możliwe, rozdrobniły się na mniejsze jednostki boczne. Wkrótce forpoczty natrafiają na ciężkie zniszczenia dróg i blokady, dokonane przez Polaków. Marszruta przez to zostaje znacznie opóźniona. Saperzy i nadciągający mieszkańcy (mniejszość niemiecka) doraźnie pomagają i pokonujemy przeszkody. Dywizjon rozpoznawczy 8 i grupa marszowa A idą nieprzerwanie naprzód. Grupa marszowa B napotyka pod Rybnikiem na bardzo silny opór.”

Akcja w Stodołach (wówczas Hochlinden) miała się zacząć kilka dni wcześniej. Do dowodzącego nią Obersturmführera Otto Hellwiga, nie dotarła jednak wieść o przesunięciu prze Führera daty inwazji, a tym samym prowokacji. Cała akcja, został powstrzymana w ostatniej chwili. Ponowne jej wykonanie zlecono sturmbannführerowi Karlowi Hoffmannowi.

 

       W tym samym czasie (31 sierpnia), w ramach operacji „Tannenberg”, dywersanci podobną akcję przeprowadzili w Byczynie (wówczas niem. Pitschen) koło Kluczborka. Grupa dowodzona przez oberführera z SS Otto Rascha, ostrzelała leśniczówkę niemiecką. Ponoć, pijani Polacy głośno śpiewali i strzelali sobie w leśniczówkę i okoliczne domy niemieckich mieszkańców. Tutaj, co prawda nikt nie zginął, ale propaganda poszła w eter. Trudno też, zaliczyć tę akcję do udanych (chociaż zamierzony cel propagandowy osiągnęła). Żołnierze z SS, przybyli na miejsce już 24 sierpnia, co zostało zauważone, przez okolicznych mieszkańców. Ponieważ Hitler przełożył datę inwazji na RP, esesmani musieli czekać na miejscu do 31 sierpnia. Na miejscu zdarzenia, znaleziono dwóch martwych Polaków i niemieckiego policjanta. Piętnastu „napastników” schwytano podczas obławy.

 

        Najbardziej nagłośnioną akcją, przeprowadzoną w ramach operacji „Tannenberg”, był napad na radiostacje w Gliwicach.

„31 sierpnia 1939 do radiostacji w niemieckich wówczas Gliwicach wtargnęło kilku uzbrojonych esesmanów w ubraniach cywilnych. Napastnicy sterroryzowali

niemiecką załogę i nadali po polsku komunikat: "Uwaga! Tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach...". Zamordowano wówczas Franciszka Honioka, polskiego Ślązaka, uważanego obecnie za pierwszą ofiarę II wojny światowej.

 

Prawda o prowokacji gliwickiej wyszła na jaw dopiero na procesie zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze. Świadek Alfred Helmut Naujock - żołnierz SD, SS i Waffen SS - zeznał:

 

"30 sierpnia 1939 roku otrzymałem od szefa SD Reinharda Heydricha rozkaz upozorowania ataku na radiostację pod Gliwicami, w pobliżu granicy polskiej. Miało to być wykonane tak, by wyglądało, że napastnikami są Polacy. Dla prasy zagranicznej i dla niemieckiej propagandy potrzebny był dowód rzeczowy polskiej napaści".

 

By uwiarygodnić atak, potrzebne były trupy. Świadek Naujok opowiedział o swym spotkaniu z szefem Gestapo: "Heinrich Müller powiedział mi, że ma do rozporządzenia 13 skazanych przestępców, których należy ubrać w polskie mundury, a ich trupy należy pozostawić na placu boju planowanych utarczek, aby pokazać, że zostali zabici w czasie ataku". Ubranym w polskie mundury więźniom obozów koncentracyjnych podano śmiercionośne zastrzyki. Następnie zadano im rany postrzałowe. To ich trupy w polskich mundurach fotografowano i pokazywano dziennikarzom, informując o zuchwałych napaściach na niemieckie terytorium. Także wszyscy żołnierze SD i SS, którzy strzelali podczas napadu na radiostację w powietrze oraz do zatrutych zastrzykami więźniów, zostali później zabici.”

 

        W ramach operacji „Tannenberg”, sporządzono również listę Polaków, których uważano za szczególnie niebezpiecznych dla III Rzeszy. Znalazły się na niej nazwiska przedstawicieli kultury i sztuki, politycy, duchowni i byli powstańcy. Wielu z nich aresztowano i zamordowano jeszcze w roku 1939.

 

      1 września 1939r. Adolf Hitler, przemawiając w Reichstagu oświadczył:

 

"Dziś w nocy Polska po raz pierwszy na naszym terytorium kazała strzelać do nas swym regularnym żołnierzom. Od godziny 5.45 odpowiada się im strzałami, a od tej chwili na bombę odpowie się bombą."

 

       Właściwie, pierwsze większe działania wojenne, rozpoczęła kompania szkolno – budowlana (lehr und bau kompagnie). Trochę nietypowo, ale tak naprawdę, pod

tą nazwą kryła się Sekcja II, wydziału wywiadu wojskowego, pod dowództwem oberst Theodora von Hippel. Niemiecka kompania, składała się ze specjalnie dobranych żołnierzy, którzy z czasem przerodzili się, w elitarną grupę komandosów do zadań specjalnych. Świat zna ich pod nazwą „Brandenburczycy”, gdyż właśnie w Brandenburgu, mieściła się ich kwatera główna. Z czasem Brandenburczycy rozrośli się do rozmiaru pułku. Zasłynęli z takich misji, jak przedarcie się oddziału Adriana von Fölkersama, przez linię frontu z sowietami, w przebraniu funkcjonariuszy NKWD. Opracowywali plany sowieckich oddziałów, siali zamęt przez dezinformacje. W chwili natarcia niemieckiego, wydawali sowieckim jednostkom rozkazy do odwrotu. Jednocześnie Ernst Prochaski ze swoimi ludźmi powstrzymał wysadzenie mostu, który pozwolił niemieckim zagonom pancernym wedrzeć się do miasta Majkop (chodziło o zdobycie i zabezpieczenie złóż ropy).

   Pierwsze zadanie dywersyjne Brandenburczyków, dotyczyło terenów Rzeczpospolitej. Sabotażyści mieli przeniknąć do Polski i wcielić się w role górników i robotników różnych profesji. Ich zadaniem było: zinfiltrować kopalnie, elektrownie, fabryki. Wszelkie zakłady natury strategicznej. Wysadzili je w powietrze, w dniu wybuchu wojny.

1 września 1939r, o godzinie 4.17, czyli kilkanaście minut przed oficjalną datą wybuchu II wojny światowej, Brandenburczycy otoczyli budynek Poczty Gdańskiej. W środku było 55 pocztowców, kolejarz i dwie kobiety: żona dozorcy i młoda dziewczyna Erwina Barzychowska.

 

Początkowo Niemcy zapomnieli, że mają do czynienia z Polakami i wezwali do poddania budynku. Na szturm, odpowiedziały im strzały karabinowe. Do ataku ruszyły działa i samochody pancerne.

Kolejne szturmy nie przynosiły rezultatu. Obrońcy dzielnie stawiali opór. W końcu Niemcy podpalili budynek za pomocą miotaczy płomieni oraz benzyną pompowaną

do budynku za pomocą motopompy.

Obrona trwała 14 godzin. Po tym czasie pocztowcy przerwali walkę. Pierwszy z białą flagą w ręku wyszedł Jan Michoń. W tej samej chwili, został zastrzelony przez wściekłych napastników. W sumie poległo 6 obrońców Gdańskiej Poczty. W tym, spalona żywcem 11 – letnia E. Barzychowska. Pozostałych przy życiu jeńców, Niemcy zamordowali. 4 pocztowcom, udało się uciec w ferworze walki.

 

       Tymczasem, Westerplatte nadal się broniło…

 

       13 kwietnia 1941r. Adolf Hitler stwierdził:

„Sformułowaliśmy już program przesiedleńczy dla ludności polskiej. W samej Polsce ostatecznym celem jest wytępienie Polaków i zasiedlenie terenów, które prawowicie należą do Niemiec.”

 

 

Źródła:

- „Druga wojna światowa” – A. Beevor

- „Zapomniany holokaust” – R. C. Lukas

- „Tajna wojna Hitlera” – B. Wołoszański

- „Niepokonani. Wojna Polaków” – M. Johnson, E. Medyńska

- „Szalone misje II wojny światowej” – W. Breuer

- www.m.spiegel.de

- www.1939.pl

- www.naszemiasto.pl

- www.zapomniany.rybnik.pl

- www.dziennikzachodni.pl

- www.dziennikpolski24.pl

- www.polskieradio.pl

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com