Feliks Jaworski - postrach bolszewików

December 1, 2017

 

        25 czerwca 1918r. podpisano porozumienie o wstrzymaniu walk na frontach Wielkiej Wojny. Dzięki patriotycznej postawie mieszkańców Śląska, Polska otrzymała około 30% obszaru objętego plebiscytem. O wiele dłużej, trwało ustanowienie granicy wschodniej. Zachód liczył na porażkę bolszewików w starciu z białogwardzistami. Ustanowienie granicy pozostawiono w gestii Polaków oraz przeciwników „czerwonej bolszewii”, czyli tzw. „białym” Rosjanom. O ile Roman Dmowski patrzył przychylnie na „białych”, Józef Piłsudski uważał, że ustanowienie tej granicy może się odbyć tylko i wyłącznie przy pomocy zbrojnego zwycięstwa na Rosją. Przeczuwał, że nawet z „białymi” ciężko będzie dojść do porozumienia.

 

       18 października 1918r. powstała we Lwowie Ukraińska Rada Narodowa, która z pomocą Austriaków ogłosiła powstanie we Lwowie niepodległej Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej i powołała rząd pod przewodnictwem Jewhena Petruszewycza. Sytuacja dość dziwna, gdyż Ukraińcy stanowili tylko kilka procent mieszkańców Lwowa. Było to typowe miasto Polskie.

 

Natychmiast ujawniła się tajna Polska Organizacja Wojskowa i Polskie Kadry Wojskowe. Rozpoczęły się walki z Ukraińcami, którzy chcieli opanować miasto. Od 15 listopada obroną Lwowa kierował doskonały dowódca, gen. Tadeusz

Rozwadowski. 20 listopada do Lwowa dotarły posiłki. 1300 żołnierzy pod dowództwem pułkownika Michała Karaszewicza – Tokarzewskiego przebiło się do Lwowa i w dwa dni później miasto było opanowane przez Polaków. W styczniu ze wsparciem dla oblężonego miasta przybył generał Jan Romer z 5 tys. żołnierzy. Konflikt z Ukraińcami, w przyszłości przerodził się w bestialskie rzezie, podczas których ginęły kobiety, dzieci, starcy… całe wioski.

 

       Tymczasem, w wyniku konfliktu wielkich mocarstw, Polska odzyskała niepodległość. Radość przeplatała się z niedowierzaniem i niepewnością.

 

„Gdy Warszawa pławiła się w euforii po odzyskaniu niepodległości, na odległych krańcach Rzeczpospolitej rozgrywała się wielka tragedia. Nad Wołyniem, Podolem i Kijowszczyzną unosiły się łuny pożarów, a w żyzne czarnoziemy wsiąkały potoki polskiej krwi. Słychać było krzyki gwałconych kobiet, ryk wyrzynanego bydła i dzikie wrzaski triumfującej pijanej tłuszczy”.

 

Terror bolszewików szalał na całej po carskiej Rosji, ale to właśnie na tych ziemiach było stosunkowo wielu „wrogów ludu” i bolszewickiego „ładu”. Polskie majątki były plądrowane, grabione i puszczane z dymem. Często z drogocennymi dziełami sztuki i rzemiosła.

Szlachta i bogaci chłopi, byli bezlitośnie mordowani, a sceny tych mordów stanowią preludium do rzezi wołyńskiej, która miała miejsce wiele lat później.

 

         Kiedy wojsko Rzeczpospolitej skupiało się wokół stolicy, a Kresy pozostały zostawione niemalże same sobie, pojawił się człowiek, którego nazwisko wzbudzało popłoch i strach wśród bolszewików. Feliks Jaworski, ziemianin z Podola, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Tak zrodziła się legenda Jaworsczyków.

 

      Feliks Jaworski, podczas Wielkiej Wojny służył w szeregach carskich huzarów, jako oficer liniowy. Zasłynął z iście ułańskiej fantazji i brawury. Z pogardą dla życia ruszał do szarży i z zawziętością rzucał się z szablą w szeregi o wiele liczebniejszych wojsk wroga.

Kiedy hordy bolszewików i podjudzonych przez nich chłopów ruszyły mordować „panów” i „kułaków” z rewolucyjnymi pieśniami na ustach, Jaworski utworzył niewielki oddział jazdy i ruszył na Podole.

Jaworsczycy, po przybyciu na miejsce, od razu ruszyli do kontrnatarcia. Zwłaszcza, że rodzinny majątek Jaworskiego, Cyganówka w okolicy Kamieńca Podolskiego, spotkał równie tragiczny los, jak pozostałych polskich majątków. Jaworsczycy odpowiadali pięknym za nadobne. Palili wioski i siekali szablami bolszewickich siepaczy.

„Jaworski powstrzymał w kilku miejscach pogrom… Jaworski rozbił dwie bandy chłopów… Jaworski pomógł wyjechać z rzeczami i dobytkiem dziesięciu rodzinom… Jaworski ocalił życie tamtym… zwrócił inwentarz zagrabiony tym… Jaworski na strasznym Podolu, wśród całej pełni chłopskiego powstania, ratuje polskie rodziny…

Wszystko to było tak nagle i niespodziewanie, że aż niewiarygodne. Zakrawające na bajkę.” - pisała Zofia Kossak – Szczucka w „Pożodze”

 

Jazdę pod dowództwem Jaworskiego, wykorzystał hrabia Józef Potocki, który wg. myślenia bolszewickiego motłochu, jak najbardziej był „kułakiem” i „polskim panem”, któremu należała się śmierć. Zawarł z Jaworskim układ, na mocy którego Jaworsczycy mieli ochraniać pałac w Antoninach i okoliczne majątki ziemskie.

 

„W owym pamiętnym grudniu 1917 w Antoninach stały dwie odrębne organizacje wojskowe, wzajemnie od siebie niezależne (...) świeżo powstający 2. pułk ułanów, formułujący się na Wołyniu z polecenia jenerała Dowbora-Muśnickiego, i znany już oddział Jaworskiego, niegdyś batalion szturmowy imienia jenerała Korniłowa, później oddział partyzancki, luźnie przyłączony do VII rosyjskiej Armii. Korzystając ze swobody samookreślenia narodowościowego, udzielonego przez rewolucję, odział usunął spośród siebie żywioły rosyjski, zuchwale powiał amarantowym sztandarem i orzełkami na czapkach, a pieśnią na ustach junacko wykrzykując swą polskość, stanął w Płoskirowie, później w Antoninach jako wolny, polski odział partyzancki, od żadnego dowództwa chwilowo niezależny.” – Z. Kossak – Szczucka.

 

Oddział Jaworskiego nie znał litości, ani strachu. Nigdy nie poznali smaku porażki. Sam porucznik Jaworski, był wielokrotnie ranny. Mimo to ciągle na koniu – w walce na szable, albo pistolety. Jego żołnierze ufali mu i podziwiali go. Poszliby za nim w ogień. I szli w ogień…

Kiedy jednemu z nich trzeba było amputować nogę, młody chłopak powiedział:

 

„Ee, to głupstwo, panie doktorze. Grunt, że nasz dowódca, chwała Bogu, zdrów i cały”.

 

Doszło do tego, że o Jaworskim i jego zagończykach słyszała cała Ruś. Wyznaczona została ogromna nagroda pieniężna za jego głowę. W końcu posłano przeciw dzielnym junakom, cały pułk czerwonoarmiejców i dwa samochody pancerne.

To właśnie te samochody, wyposażone w karabiny maszynowe, siały postrach wśród walczących. Kiedy szala zwycięstwa przechylała się na stronę bolszewików, porucznik chwycił szablę i poderwał swoich ludzi do ataku. Por. Feliks Jaworski został trafiony siedmioma kulami, wielu zginęło, ale samochody zdobyto, a bolszewicy uciekli w popłochu.

Tadeusz Hołówko:

 

„Pięć kul karabinu maszynowego zdarło mu skórę na czubku głowy, zaś dwie lekko raniły w rękę. Pokazywał mi te rany. Na ogolonej głowie widać było kilka gojących się ran – zupełnie jakby pazury tygrysa musnęły ten wariacki łeb”.

 

      W 1918r. do Antonin przybył III Korpus Polski gen. Eugeniusza Henninga – Michaelisa. Jaworsczycy zostali wcieleni do tej formacji, jako Oddzielny Dywizjon Szwoleżerów. Jaworski awansował na rotmistrza i bił się z Korpusem do wiosny 1918r. Później na Ruś wkroczyli Niemcy i Austriacy, a formacje Polskie zostały rozbrojone.

Jaworsczycy nie zaprzestali walki i nadal zwalczali bolszewickie bandy. Do tego, w poczet wrogów musieli włączyć Ukraińców pod dowództwem Symona Petlury.

Niebawem sytuacja stała się tak niebezpieczna, że Jaworsczycy musieli przedzierać się w głąb Rzeczpospolitej, tam gdzie stacjonowało Wojsko Polskie. Hordy bolszewickie, niebawem miały z całym impetem uderzyć na „białą Polskę”.

 

„Bohaterscy żołnierze Armii Czerwonej! Nadszedł czas rozrachunku. Armia Czerwonego Sztandaru oraz armia drapieżnego Białego Orła stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na zachód!” – grzmiał Michaił Nikołajewicz Tuchaczewski.

 

       Podczas wojny polsko – bolszewickiej, Jaworski dowodził 19 pułkiem ułanów. Otrzymał nawet Krzyż Virtuti Militari V klasy. W uzasadnieniu wniosku o przyznanie medalu, napisano m.in:

 

„Natrafił na krzyżowy i flankowy ogień karabinów maszynowych. Nie wahając się ani chwili, major Jaworski rzucił się naprzód w błyskawicznym „hurrrra” na bagnety, porywając za sobą oficerów i żołnierzy. Złamał opór kilkukrotnie silniejszego nieprzyjaciela, zdobywając wieś. Rezultatem wypadu majora Jaworskiego było kompletne rozbicie i zniszczenie 427 pułku piechoty sowieckiej, zdobycie sztandaru tegoż pułku, czterech armat z zaprzęgami, dziesięciu karabinów maszynowych oraz paruset jeńców.”

Takich, brawurowych akcji major Jaworski miał na swoim koncie wiele. Gdyby za każda z nich przyznano mu VM, to zabrakłoby mu miejsca na piersi. Jedną z niesamowitych potyczek Jaworsczyków, była ta spod Skrzyszewa i Frankopola 19 VIII 1920r. Pod osłoną nocy, zdobyli most na Bugu i rozpędzili zgrupowanie Armii Czerwonej. Stu ludzi Jaworskiego, rozpędziło dywizję nieprzyjaciela, wzięło 400 jeńców, zdobyło tabory i ponad 40 dział.

 

Żołnierze Jaworskiego, doskonali zabijacy, dopuszczali się niestety również rzeczy haniebnych. Tak np. gwałtów i rozbojów na cywilnej ludności ukraińskiej. Byli bezwzględni. Ich ubiór i zachowanie nie przypominało regularnego Wojska polskiego, dlatego nawet nie byli utożsamiani z Polakami. W tym wypadku - na szczęście.

Jedna z żołnierskich żurawiejek pułkowych brzmi tak:

 

"Dziewiętnasty tym się chwali:

Na postojach wioski pali.

Gwałci panny, gwałci wdowy

Dziewiętnasty pułk morowy"

 

       Po „Cudzie nad Wisłą”, wojska bolszewickie poszły w rozsypkę. Jedna z najważniejszych bitew w dziejach ludzkości, zakończyła się zwycięstwem oręża polskiego.

18 marca 1921r. w Rydze podpisano traktat kończący wojnę. Kluczowe znaczenie,

miał przebieg granic. Niestety ustalenia Traktatu, pozostawiły po stronie bolszewickiej wielu rodaków, którzy de facto zostali skazani na śmierć z rąk rewolucjonistów. Po stronie bolszewickiej został m.in. majątek rodzinny Jaworskiego i około 1,5 miliona Polaków. Nie utworzono też państwa ukraińskiego, litewskiego i białoruskiego, o co zabiegał marszałek Piłsudski. Przede wszystkim Ukraina, według Piłsudskiego miała stanowić pas ziemi, który odizolowałby nas od Rosji.

Bolszewicy zobowiązali się do wypłacenia odszkodowania, w kwocie 30 milionów rubli z złocie, ale nigdy tego nie uregulowali. W większości przypadków, nie zwrócili też zrabowanego mienia, dóbr kultury.

 

      Jaworski nie mógł pogodzić się z oddaniem przegranym bolszewikom części ziem, o które walczył z taką zaciekłością. Próbował wzniecić powstanie, ale wojskowi oficjele odseparowali go od wiernych mu żołnierzy i zapobiegli buntowi.

Jaworski stał się wrogiem we własnym kraju. Piłsudczycy nie przepadali za nim. zwłaszcza, że jako oficer carski, w czasach rozbiorowych przeprowadził szaleńczą szarżę na pozycje legionistów. „Awanturnik” z Kresów, nie był mile widziany w towarzystwie. Coraz częściej pił, a co za tym idzie wszczynał burdy i awanturował się o byle co. W 1923r. opuścił szeregi wojska. Wkrótce potem, podczas jednej z awantur niechcący zastrzelił własną matkę. To pogrążyło fanatycznego obrońcę Podola. Uznany został za chorego psychicznie i wylądował w zakładzie dla nerwowo chorych w Lwowie.

 

        Dalsze losy majora Feliksa Jaworskiego nie są znane. Prawdopodobnie zginął we wrześniu 1939r. Niestety, nie wiemy w jaki sposób. Może w ostatniej walce z Armią Czerwoną, która przekroczyła granice Rzeczpospolitej 17 IX 1939r.?

 

 

Źródła:

- „Wielka Wojna i niepodległość Polski” – Tadeusz A. Kisielewski

- „Sowieci” – Piotr Zychowicz

- „Pożoga” – Zofia Kossak – Szczucka

- „Orzeł biały. Gwiazda Czerwona” – Norman Davies

- „Dziennik Personalny 1921.07.23 R. 2 Nr 29” – MSW

- „Przegląd historyczno – wojskowy” -  Nr 2 (252)

- „Ułan Wołyński” – Nr 31, X 2007r

- www.dlibra.karta.org.pl

- www.dzieje.pl

- www.audiovis.nac.gov.pl

 

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com