Poprawność polityczna cz.II (2)

January 11, 2018

      W ramach jawnego zakłamania, blokowane jest oprócz filmów, istnienie w przestrzeni publicznej publikacji prasowych. Tutaj nowocześni cenzorzy maja trudniej, bo broszurka, gazeta, czy książka są stosunkowo tańsze w produkcji i łatwiejsze w kolportażu. Niemniej jednak na tym poletku również ciągle trwa wojna.

 

Na indeksie książek zakazanych jest książka zatytułowana „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice” Stanisława Remuszki. Przemilczana i zwalczana przez wszystkie środowiska medialne. Jak się okazuje, autor nie może nawet zareklamować swojej książki w prasie, bo nikt nie chce mu pozwolić na wykupienie płatnego ogłoszenia!

 

Inne książki dotyczące przeszłego systemu również były przez lata skutecznie pomijane w recenzjach i napotykały różnego rodzaju przeszkody. Drukowane za granicą, nie doczekały się publikacji w Polsce, albo z oporem ukazują się dopiero od niedawna. Takimi publikacjami są np. książki Sergiusza Piaseckiego, Leopolda Tyrmanda, Józefa Mackiewicza…

 

Z jednej strony cenzorzy nie dopuszczają do ukazywania się pewnych filmów, czy książek, a z drugiej starają się zapełnić tę lukę materiałami propagandowymi o odmiennym wydźwięku. Promocja konkretnych „dzieł”, przy pominięciu innych przynosi konkretne efekty, w postaci otumanienia ludzi („oduraczenia” jak mawia S. Michalkiewicz).

 

Oczywiście blokowanie wydawnictw książkowych, bądź innych, to forma zakłamywania rzeczywistości. Mówiąc wprost, jest to zwyczajne kłamstwo.

Wiele książek, choć ukazują prawdę historyczną, nadal jest na indeksie ksiąg zakazanych, a ich autorzy są zepchnięci na margines egzystencji w ogólnodostępnej przestrzeni publicznej. Przy okazji są też ciągle atakowani i pomawiani na łamach prasy liberalnej. Na piedestał wyniesieni są z kolei autorzy totalnych paszkwili i gniotów intelektualnych oraz jawnych kłamstw.

 

Nie tak dawno temu, przed startem w wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego, ukazała się książka pt. „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”, w której Wojciech Sumliński zarzuca Komorowskiemu m.in. udział w grupie przestępczej. Książka momentalnie została wycofana z księgarni i powróciła dopiero po jakimś czasie. Wspaniała pożywka dla żądnych afer mediów? Ależ skądże. Media nie zainteresowały się sprawą. Mało tego, prezydent Komorowski stanął przed sądem, ale na próżno szukać o tym wzmianek w newsach telewizyjnych. Chociaż byli tam przedstawiciele wiodących mediów w Polsce, materiał nie został wyemitowany! Internauci mogli dowiedzieć się co nieco z nagrań poczynionych w tajemnicy kamerą w aparacie telefonicznym. Taka sensacja, a media milczą. Wymownie milczą. Jakieś lakoniczne wzmianki w obliczu tak poważnej sprawy pomijam.

 

 

 

         Naczelnym antysemitą naszego pięknego kraju jest prof. Jerzy Robert Nowak, znawca problematyki węgierskiej i żydowskiej. Wielu jest oczerniaczy imienia prof. Nowaka, jednak niewielu wdających się z nim w polemikę. Zdecydowanym atutem publikacji prof. Nowaka jest to, że opisując problematykę stosunków polsko – żydowskich, posługuje się cytatami i myślami autorów żydowskich. Opisując rzeczy naganne, stara się też pokazywać dobre. Pisząc o złych kartach w historii Żydów, pokazuje przy tym również dobre. Mimo to, przypięto mu łatkę antysemity. W tym miejscu warto polecić książkę autora żydowskiego – Normana Finkelsteina, który dokładnie opisał, na czym polega nowoczesny antysemityzm, jakie są jego następstwa i dlaczego istnieje. Tytuł tej książki, to: „Wielka hucpa. O pozorowaniu antysemityzmu i fałszowaniu historii”. Już sam tytuł mówi wiele. Przy tym należy mieć świadomość, że ludzie, którzy piszą niewygodną prawdę są nie tylko besztani z błotem, ale również spychani na margines życia społecznego. Profesor Finkelstein po publikacji najsłynniejszej ze swoich książek, czyli „Przedsiębiorstwa holokaust” został usunięty z posady wykładowcy uniwersyteckiego.

 

 

        Bywa też tak, że media mają tak wielki wpływ na ludzi, że autorzy kompletnie skompromitowani i niewiarygodni; zdemaskowani kłamcy jak prof. Jan Tomasz Gross, są fetowani i uznawani za autorytety w danej dziedzinie.

Autor „Malowanego ptaka”, Jerzy Kosiński” został zdemaskowany, jako kłamca zarówno w Polsce, jak i za granicą. W rezultacie popełnił samobójstwo, co nie przeszkadza do dzisiaj w wydawaniu jego książki (której treść wielu uważa za prawdę) i wystawianiu sztuk teatralnych o głupich, ciemnych antysemitach z polskiej wsi, którzy mordowali Żydów (na podstawie tejże książki).

 

Joanna Siedlecka, autorka „Czarnego ptasiora”, książki, w której zdemaskowała kłamstwa Kosińskiego (Lewinkopfa) spotkała się z niesamowicie zawistnym atakiem na swoją osobę. Za zdemaskowanie kłamstwa i napisanie prawdy!

O fali zakłamania odnośnie sprawy mordu w Jedwabnem, czy tzw. „pogromu kieleckiego” napisano już wiele, ale mimo to przekaz medialny jest jednoznaczny: winni są Polacy i nie ma o czym dyskutować. Głosy odmienne od ogólnie przyjętej narracji, chociażby wypływały od cenionych historyków żydowskich, są wyciszane i zatajane w dyskusji. Znowu odsyłam do książek N. Finkelsteina.

 

Ks. biskup Adam Lepa:

 

„Ludzie mediów, lękając się przykrych konsekwencji albo z rozmysłem pomijają niektóre tematy (np. sprawę dekomunizacji czy działania masonerii), albo też, nie chcąc uchodzić za ludzi niepostępowych, przesadnie akcentują, a nawet wyolbrzymiają niektóre zjawiska (np. antysemityzm Polaków). (…) Wszelka próba „wychylenia się” może być niebezpieczna dla dalszej kariery. Właśnie dlatego nie wypada np. dobrze mówić i pisać o Polakach.”

 

Agnieszka Kołakowska:

 

„Pracownicy uniwersytetów boją się tej fali przeciwstawiać; wiedzą, że słowo krytyki „nowego oświecenia” grozi utratą pracy; wiedzą, że książki, której język nie jest podporządkowany regułom politycznej poprawności, żadne wydawnictwo uniwersyteckie nie tknie.”

 

         W nurcie poprawności politycznej coraz nachalniej wdziera się do przestrzeni publicznej akceptacja na pornografię, dewiacje seksualne, narkotyki, aborcję i eutanazję na życzenie, itd. Pod hasłem tolerancji i demokracji zwalcza się za to wszelkie przejawy chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej. Na Zachodzie nie wolno nosić na szyi krzyżyków, ale symbole muzułmańskie już można. Podwójne standardy, które nie pozwalają wskazać winnych przestępstw, bo przecież to forma dyskryminacji, przyczyniają się do bezkarności przestępców i rozkładu społeczeństwa.

 

        Absurdy sięgnęły zenitu, kiedy w ramach poprawności politycznej, która de facto segreguje ludzi dzieląc ich na konkretne grupy uprzywilejowane, przydzielono jako służbę ratowniczą na basenie (w Londynie) kobietę po sześćdziesiątce. Nic w tym może strasznego, ale kobieta była niepełnosprawną, niedowidzącą murzynką. Polityczna poprawność nakazuje jednak, aby pierwszeństwo w uzyskaniu mieli ludzie słabsi i kolorowi. Słowo murzynka też jest niewłaściwe, bo ponoć powinno się ją nazwać Afroamerykanką.  Ale cóż począć, jeśli dana kobieta ani nie jest Amerykanką, ani Afrykanką? Na to odpowiedzi nie znam. Absurd popierany przez mass media.

 

Tutaj też, pisać by można wiele. Najlepiej o Zachodzie, bo tam, w zarodku jest tych absurdów najwięcej. My żyjemy obrazoburczymi spektaklami pokroju „Klątwy”, a na Zachodzie już dawno temu próbowano udowodnić, że Chrystus był homoseksualistą, a Biblię przetłumaczono w nowej, nowoczesnej formie. Oczywiście zakłamanej, ale to dla strony postępowych liberałów nie stanowi problemu.

 

 

Piotr Moszyński:

 

„Zadbano o dobre samopoczucie Murzynów. W politycznie słusznej wersji Nowego Testamentu nie mówi się już o piekle, jako o królestwie ciemności, gdyż wspierałoby to mocno trącący rasizmem pogląd, że diabły są czarne. Postarano się także, aby uchronić przed zbędnymi kompleksami gnębione przez dorosłych dzieci. Najnowszy z Nowych Testamentów nie nakazuje im już „posłuszeństwa” wobec rodziców, a jedynie zaleca „przychodzenie im z pomocą”. Wyeliminowano niecne pogłoski, jakoby Jezus Chrystus po wstąpieniu do nieba „siedział po prawicy Ojca”. Sformułowania takie mogą wzbudzać poczucie niedowartościowania u osób leworęcznych.”

 

Jerzy Robert Nowak:

 

„Zadbano również o nową, „jedynie słuszną” i „postępową” wersję modlitwy „Ojcze nasz”. W tej nowej wersji w imię „odpowiedniego” docenienia roli kobiety napisano: „Ojcze i Matko nasi, którzy jesteście w Niebie, niechaj się święcą imiona Wasze, niechaj przyjdzie królestwo Wasze”. Jak z tego widać „nowatorska” wyobraźnia szaleńców spod znaku „poprawności politycznej” nie ma żadnych granic”.

 

        Właściwie, wszystko co się nie podoba liberalnej stronie sporu sprowadza się do żonglowania hasłami tolerancji, wolności i poprawności politycznej. Krytykując Żyda, jesteś antysemitą; Niemca – germanofobem; Rosjanina – rusofobem; murzyna – rasistą; homoseksualistę – homofobem, itd. Nie ważne przy tym, że mówisz prawdę. Nie wolno i już. Nie wolno się nawet nie zgadzać, czy mieć inne zdanie. Podpadasz pod konkretny paragraf traktujący o „mowie nienawiści”.

 

Taką „postępowość” i „nowoczesność” wkładają nam do głów media głównego nurtu, które są zdominowane przez wpływy Zachodnie. Co się dzieje na Zachodzie, tego możemy się dowiedzieć głównie z Internetu. Jednakże i na tym poletku cenzura działa pełną parą. Portale społecznościowe zasypywane są nieprawdopodobnymi, obrazoburczymi wręcz tekstami i obrazami, które godzą nie tylko w prawo, ale i dobry smak. Bardzo często, w sposób haniebny wręcz atakowane są wartości chrześcijańskie. Nie ma dnia, żeby nie można się było natknąć na obrazę uczuć religijnych na portalach społecznościowych. Króluje przy tym ta sama zasada, którą wykazaliśmy wcześniej; jedne rzeczy promujemy, innych nie dopuszczamy do wiedzy pospólstwa. Wyolbrzymiamy wszystko, co możemy podciągnąć pod rasizm, homofobię, ksenofobię, antysemityzm, faszyzm, i tak dalej, a usuwamy, pomniejszamy i usprawiedliwiamy jakiekolwiek działania odmienne światopoglądowo. Lewica, komunizm i liberalizm jest ok, ale prawica ze swoim zacofaniem i chrześcijaństwem nie jest ok. Czyli znowu, w imię tolerancji, ble ble ble… prowadzimy politykę podwójnych standardów.

 

Redaktor Tomasz Lis, znany z zajadłej walki o „tolerancję” (taką opacznie rozumianą) i innych takich, również posługuje się manipulacjami i podwójnymi standardami. Pisałem już, jak haniebnie wmawiał nam w rozmowie z Maciejem Stuhrem, jak to za sprawą Polaków płonęły setki takich stodół jak ta w Jedwabnem. Jako, że redaktor Lis pracuje dla Niemieckiego koncernu, to świetnie się wywiązuje ze współpracy z niemieckim mocodawcą. Odnośnie przeszłości Niemiec, pisał:

 

„Należy zapomnieć o nazistowskiej przeszłości Niemiec, trzeba żyć przyszłością.”

Odnośnie jedwabnieńskiej tragedii Żydów, ma natomiast takie zdanie:

„Nie można zapomnieć o zbrodni w Jedwabnem, należy uświadamiać świat o zbrodniach Polaków.”

 

Właśnie to jest powód (jeden z wielu), dla którego media w Polsce powinny być w przeważającej mierze nasze, krajowe. Kapitał zagraniczny musi być ograniczony, ponieważ ma niesamowitą możliwość ingerencji w wewnętrzne sprawy kraju. Usłużni wywiadom obcych państw dziennikarze powinni być spychani do lamusa, a w przypadku propagowania kłamstw i pomówień, muszą być karani. Inaczej, szkalowanie Polski na arenie międzynarodowej nie będzie miało końca, a w rezultacie przyniesie przykre konsekwencje. Już jesteśmy jednym z najbardziej wyzyskiwanych krajów Europy. Wystarczy porównać zarobki i obciążenia fiskalne Polaków i innych mieszkańców kontynentu.

 

Komisja Europejska (opierająca się na komunistycznych zasadach A. Spinellego) grozi Polsce sankcjami, ponieważ łamane są u nas wszelkie prawa tolerancji i pluralizmu, czyli ogólnie rzecz ujmując; prawa demokratyczne.

Dotyczą tych zagadnień postanowienia artykułu 2 Traktatu Europejskiego. Tymczasem w Holandii zastosowano już, po raz pierwszy przymusową eutanazję (wbrew woli osoby uśmierconej). Zamordowano człowieka w majestacie prawa! Gdzież poszanowanie osoby ludzkiej i jej godności, o której Traktat stanowi? Gdzie wolność jednostki ludzkiej?

We Francji nakazano usunąć krzyż z pomnika naszego rodaka, Jana Pawła II. Czy to zawiera się w traktatowych postanowieniach o tolerancji? Tutaj również przykładów jest mnóstwo.

Mediom będącym w rękach zagranicznych nie zależy na pisaniu i mówieniu o tym, że w Holandii, Niemczech, Francji, Belgii… są łamane prawa człowieka, a na ulicach, które patroluje wojsko z bronią automatyczną w pogotowiu, płoną samochody i gwałcone są kobiety. Wolą atakować i dyskredytować Polskę, bo w tym mają konkretny, intratny interes.

 

 

 

        Pamiętamy, jak w mediach wyśmiewany był Andrzej Lepper? Klewki i temu podobne rzeczy? Po latach okazuje się, że jednak nie wiele się mylił, a wiedział dużo. Dzisiaj go nie ma, a wszystko wskazuje na to, że został zamordowany.

Mówienie prawdy, to wymiar rzeczywistości, który zostaje zniesiony na rzecz nowego nurtu „kultury”, którą nazwano poprawnością polityczną. Nie jest więc ważne, co dana jednostka, w tym przypadku polityk myśli. Ważne, żeby w myśl tej nowej „kultury” mówił to, co należy mówić wedle zasad poprawności politycznej. Andrzej Lepper się nie stosował. Takich przykładów jest oczywiście cale mnóstwo.

 

 

          Portal społecznościowy Facebook natychmiast blokuje i usuwa treści niepoprawne politycznie (nie będę już wymieniał, co się do nich zalicza), natomiast jakiekolwiek obrażanie polityków prawicowych, czy w ogóle mających inne poglądy, albo chrześcijan są ignorowane. Urazisz czymś Żyda, Muzułmanina, czarnego, homoseksualistę…- spotka cię kara blokady profilu. Obrazisz papieża, księdza, Boga samego… - nie ma problemu. Powiedzmy, że twoje uczucia religijne obraził taki obrazek, czy taki profil w ogóle:

 

Po zgłoszeniu go administratorowi, otrzymasz odpowiedź:

 

„Dziękujemy za zgłoszenie – poinformowanie nas było słuszną decyzją. Sprawdziliśmy zgłoszoną stronę i, chociaż nie narusza ona naszych standardów społeczności, rozumiemy, że strona lub udostępnione na niej treści mogą być dla Ciebie obraźliwe. Pragniemy pomóc Ci wystrzegać się treści, których nie chcesz oglądać na Facebooku”.

 

Tak więc: rozumiemy, że cię to obraża, ale naszej społeczności, w której imieniu oczywiście my się wypowiadamy nie obraża wcale a wcale, więc… o co ci chodzi?

 

       Przed Narodowym Świętem Niepodległości zostało zablokowanych kilkaset profili narodowych. Ewidentną, masową cenzurę treści wytłumaczono błędem. Błędem technicznym oczywiście.

 

Liberalni postępowcy chcą rozmawiać, ale tylko w teorii. Jeśli chodzi o jakąś merytoryczną, rzeczową dyskusję, nie ma na to szans. Słyszymy tylko wrzaski i walenie w mównicę sejmową, czy też jakieś happeningi, które uwłaczają majestatowi Sejmu. Ogólnie rzecz ujmując, to my, jako „zacofani” obywatele nie zasługujemy na jakąkolwiek dyskusję. Jedyną rzeczą, na jaką zasługujemy, jest mówiąc krótko, jak w komunizmie: usunąć element, który nie chce się dostosować do budowania nowego, lepszego oczywiście ładu. Dość jasno określił to wybitny „autorytet” Andrzej Milewski:

 

        W ciągu kilku ostatnich dni zniknęły z Internetu liczne kanały, czego powodem było "niespełnianie standardów społeczności Facebooka". Jakie to standardy? Ciężko się dowiedzieć. Niektórzy użytkownicy rozważają skierowanie pozwów do sądu. Szkoda, że odbywa się to przy bierności Rządu.

 

       Bardzo popularnym portalem internetowym jest YouTube. Tam również cenzura ma się dobrze (zwłaszcza po przejęciu przez koncern Google). Materiały filmowe, które nie mieszczą się w kanonie zasad nowej „kultury” są usuwane i niedostępne dla szerszego grona odbiorców. Zauważmy, że film, jeśli nie zaszła w nim ingerencja osób trzecich, jest jednym z najprawdziwszych przekazów. Czyli, jeśli nie został zmanipulowany, to przedstawia prawdę. Mimo wszystko, ta prawda, jeśli nie mieści się w granicach poprawności politycznej jest „mową nienawiści” i tym samym eliminuje się ją z przestrzeni publicznej. Z YouTube usuwane są, co ciekawe nawet materiały zamieszczane oficjalnie przez Rząd Polski, albo IPN! Czy to, aby nie jest zbyt daleko posunięta ingerencja? Ostatnio zniknęły też wystąpienia Janusza Korwin – Mikke w Parlamencie Europejskim i wiele innych materiałów. Znikają też filmiki pozytywnie odnoszące się do władzy w Polsce w kontekście UE, jak choćby ten Stefana Tompsona, nagrany dla Brytyjczyków. Zniknęły, lub zostały zablokowane takie kanały, jak: kanał Kelthuza, Sumienie Narodu, eMisjaTV, Monitor Polski, Idź pod prąd, kanał Partii Wolność, Jacka Międlara, Piotra Korczarowskiego, Adolfa Kudlińskiego i wiele innych.

Tak wygląda dyskusja i wymiana poglądów w mediach, które oficjalnie głoszą wolność i tolerancję.

 

 

       Na Twitterze zablokowano wpis wiceszefowej partii AFD, który traktował o "gwałcących muzułmanach". Jest to temat powszechnie zakazany w Niemczech (i nie tylko). Nie ważne, czy treść jest prawdziwa, ale czy mieści się w granicach norm, które ktoś wytyczył dla poprawności politycznej, albo mowy nienawiści.

 

Jest więc z czym i o co walczyć. Myślę, że jest to walka właśnie o prawdę i normalność, dlatego musiałem to napisać.

 

        Wolne, narodowe media, to również kwestia naszej gospodarki i naszego zdrowia. Żeby nie przedłużać, polecam dla chętnych takie oto materiały filmowe:

 

 

      Papież Jan Paweł II, zwolennik tezy, że prawda, to wolność i bez prawdy wolności nie ma i nie będzie, powtórzył kiedyś za Jezusem, dla młodzieży całego świata słowa przesłania: „Poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli”.

 

Tymczasem, na łamach www.wydawnictwo.krytykapolityczna.pl możemy wyczytać:

 

„Czy można dziś jeszcze wierzyć w prawdę? W naszej mieniącej się postideologiczną epoce prawda wydaje się do cna skompromitowana. A już na pewno powinno się ją trzymać z dala od polityki. Jest to znak czasów, które po szaleństwach epoki totalitarnej odkrywają na nowo uroki umiaru. Owszem, wierzą jeszcze w prawdę religijni fanatycy i inni fundamentaliści. Ich dziecięca naiwność wydaje się jednak nie licować z dojrzałością epoki, w której żyjemy.”

 

Dojrzałość epoki, to... zakłamanie?

 

 Jeśli jakieś materiały filmowe nie dają się odtworzyć, nie dziwcie się - cenzorzy nie śpią.

 

 

Źródła:

- „Nowa cenzura” – J. Nowak

- „Wprost” – 23 VII 2000r.

- „Niedziela” – 25 VI 1999r.

- www.kontrowersje.net

- www.salon24.pl

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com