Karuzela - 1943

July 5, 2018

      „Obok tragedii przeżywanej przez społeczeństwo polskie, dziesiątkowane przez wroga, trwa na naszych ziemiach od blisko roku potworna planowa rzeź

Żydów. Masowy ten mord nie znajduje przykładu w dziejach świata, bledną przy nim wszelkie znane z historii okrucieństwa. Niemowlęta, dzieci, młodzież, dorośli, starcy, kaleki, chorzy, zdrowi, mężczyźni, kobiety, Żydzi-katolicy, Żydzi-wyznania mojżeszowego, bez żadnej przyczyny innej niż przynależność do narodu żydowskiego, są bezlitośnie mordowani, truci gazami, zakopywani żywcem, strącani z pięter na bruk – przed śmiercią przechodząc dodatkową mękę powolnego konania, piekło poniewierki, udręki cynicznego pastwienia się katów. Liczba ofiar zabitych w ten sposób przewyższa milion i wzrasta z każdym dniem. Nie mogąc czynnie temu przeciwdziałać Kierownictwo Walki Cywilnej w imieniu całego społeczeństwa polskiego protestuje przeciw zbrodni dokonywanej na Żydach. W tym proteście łączą się wszystkie polskie ugrupowania polityczne i społeczne. Podobnie jak w sprawie ofiar polskich, odpowiedzialność fizyczna za te zbrodnie spadnie na katów i ich wspólników” – prasa podziemna; „Biuletyn Informacyjny” z 17 września 1942 r.

 

„Wspomniałem Campo di Fiori

W Warszawie przy karuzeli,

W pogodny wieczór wiosenny,

Przy dźwiękach skocznej muzyki.

Salwy za murem getta

Głuszyła skoczna melodia

I wzlatywały pary

Wysoko w pogodne niebo.

 

Czasem wiatr z domów płonących

Przynosił czarne latawce,

Łapali skrawki w powietrzu

Jadący na karuzeli.

Rozwiewał suknie dziewczynom

Ten wiatr od domów płonących,

Śmiały się tłumy wesołe

W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

 

Morał ktoś może wyczyta,

Że lud warszawski czy rzymski

Handluje, bawi się, kocha

Mijając męczeńskie stosy.

Inny ktoś morał wyczyta

O rzeczy ludzkich mijaniu,

O zapomnieniu, co rośnie,

Nim jeszcze płomień przygasnął.”

 

       Fragment wiersza, autorstwa Czesława Miłosza. Znany. Niejeden Polak, czytał go w szkole, na lekcjach języka polskiego. Miłosz napisał go w Wielkanoc 1943 roku. Przedstawiony tu fragment dotyczy powstania w getcie warszawskim, właśnie w 1943r. Z jednej strony mamy płonące getto żydowskie, z którego dochodzą dźwięki salw karabinowych i przylatują „czarne latawce” z płonącego getta. Po drugiej stronie muru warszawskiego getta – strona tzw. aryjska. Tutaj panuje sielanka. Ot, zwyczajne, niedzielne popołudnie: gra skoczna muzyka, ludzie tańczą, na karuzeli roześmiane dziewczęta. Kolejny radosny dzień w okupowanym kraju.

 

       Czy faktycznie warszawiacy byli tak nieczuli, że „handlowali, bawili się, kochali, mijając męczeńskie stosy” mordowanych Żydów?

 

      O karuzeli na placu Krasińskich, wspominał w „Czasie wojny” Ferdynand Goetel:

 

„Jeżdżąc na Żoliborz wzdłuż murów getta, patrzyłem nieraz na osobliwych tych «wolontariuszy», którzy, zdumieni i ogłupiali, patrzyli na szczerby w kamienicach żydowskich, skąd odpowiadał ogień ostatnich obrońców dzielnicy. Pamiętam również i bałagan z karuzelami z tej strony murów, w bezpośrednim niemal sąsiedztwie getta, wciąż pełny żądnego zabawy motłochu. Było raz tak, że na poderwanym balkoniku jednej z kamienic getta pojawili się walczący Żydzi i wołali do bawiących się ludzi, aby odsunęli się, gdyż będą stąd strzelać.”

        Karuzelę na pl. Krasińskich widział Aleksander Maliszewski:

 

„Na placu Krasińskich cwałują konie pstrej karuzeli, podcinane skrzekiem zdartej płyty z głośnika.”

 

       Marek Edelman, w „Zdążyć przed Panem Bogiem” wyznał:

 

„Widzieliśmy karuzelę, ludzi, słyszeliśmy muzykę i strasznie żeśmy się bali, że ta muzyka zagłuszy nas i ci ludzie niczego nie zauważą, że w ogóle nikt na świecie nie zauważy – nas, walki, poległych…”

 

       Marek Edelman, zapewne nie wiedział (?) podczas walk w getcie, że o zmaganiach garstki straceńców w getcie warszawskim, pisała wówczas cała prasa konspiracyjna.

W audycji rozgłośni „Świt” żądano „bombardowania Berlina za potworne mordowanie Żydów warszawskich”. Audycja była słyszana również w walczącym getcie. Mordechaj Anielewicz pisał do Icchaka Cukiermana:

 

„To, że poza murami getta pamiętają o nas, dodaje nam ducha w walce”.

 

30 IV 1943r Ludwik Landau zanotował:

 

„Walka ta spotkała się wszędzie z uznaniem, obudziła współczucie, nawet w mało dostępnych dla niego w stosunku do Żydów środowiskach, zwłaszcza wobec jednoznacznego stanowiska całej tajnej prasy”.

 

„Biuletyn informacyjny” z 25 IV 1943r. piętnował na swych łamach męty społeczne, które trudniły się denuncjacją, ukrywających się Żydów:

 

        „Są wreszcie takie kanalie, tacy gorliwcy, wysługujący się Niemcom, którzy posłuszni wezwaniu niemieckiemu do wydawania w ręce oprawców hitlerowskich ukrywających się poza ghettem żydów – potrafią również dopuścić się takich „chwalebnych” czynów. – Na szczęście są to jednostki nieliczne, niemniej zdarzają się i takie i dlatego należy je jak najsurowiej piętnować. (…) Hańba! Hańba wam donosiciele, szantażyści i mordercy!”

 

Trzeba przy tym zaznaczyć, że nie utożsamiamy tutaj, tych niegodziwych zachowań wyłącznie z Polakami. Do tych „chwalebnych” czynów zaliczyć musimy również Żydów na usługach Gestapo. Antoni Marianowicz, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, stwierdził: „niebezpieczeństwo groziło nie tylko ze strony Niemców i złajdaczonych Polaków – byli też złajdaczeni Żydzi. Bałem się ich nie mniej, a może bardziej niż tamtych. Warunki sprzyjały nikczemności ludzkiej, niezależnie od rasy”.

 

Halina Birenbaum:

 

„Muszę powiedzieć, że bardzo wielu ludzi w Izraelu nie lubi mojej książki. Przede wszystkim dlatego, że piszę także o tym jak się zachowywała policja żydowska, jak się zachowywali Żydzi wobec Żydów, jak Żydzi Żydów wydawali. A to ciągle są tematy „tabu”. I jeszcze do tego piszę o tym, że byli Polacy, którzy mi pomogli. Wielu ludzi nie chce o tym słyszeć.”

„Walki trwają w pełni i spotykają się z uznaniem ze strony nawet najbardziej antysemickich grup”, głosi zapis z 27 IV 1943 w „Kronice lat wojny i okupacji” L. Landaua.

 

         Bojownicy warszawskiego getta, byli wspierani przez Armię Krajową (AK) w wielu aspektach walki, m.in. otrzymywali broń i amunicję. AK podjęła też kilka akcji przeciwko Niemcom poza murami getta ("Akcja Getto"). Podobne akcje przeprowadziła Gwardia Ludowa (GL) i inne organizacje podziemne. W getcie, główne siły ludzkie skupione były w dwóch, skłóconych ze sobą organizacjach, były to: Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW) i Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB). ŻOB była organizacją większą, więc to z nią nawiązała kontakt AK. ŻZW, również nawiązał kontakt z organizacjami podziemnymi, ale większość tych kontaktów owiana jest nimbem tajemnicy, gdyż bohaterscy żołnierze ŻZW w większości zginęli, a dokumenty dotyczące ich działalności nie zachowały się. W związku z walkami w getcie, śmierć poniosło też wielu członków AK. Wiadomo, że część bojowników miała dojście do „aryjskiej” strony, po drugiej stronie muru. Podejmowano też jakieś, otwarte próby zbrojnego przebicia się do getta. Gen. Grot – Rowecki wydał rozkaz likwidacji szantażystów i policjantów granatowych, którzy pomagali Niemcom i zobowiązał żołnierzy podziemia do udzielenia pomocy walczącemu gettu.

         W publikacji American Council of Warsaw Jews and American Friends of Polish Jews, napisano:

 

“Wielu Polaków zostało aresztowanych, jako podejrzanych o wspólnictwo w przygotowaniu powstania w getto i planowaniu pomocy bojownikom getta”.

 

Teresa Prekerowa:

 

„Oddziały AK, GL i innych polskich ugrupowań próbowały przyjść z pomocą walczącemu gettu, jednak mimo poniesionych ofiar w ludziach żadnemu nie udało się dokonać wyłomu w murze”.

 

         Były dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, Marian Fuks stwierdził, że bez broni i amunicji przekazanej przez AK, powstania w getcie w ogóle by nie było. Można z tym stwierdzeniem polemizować, ale faktycznie, wtedy każdy pistolet był na wagę złota.

 

Dorothy Thompson w „Evening Star” z 2 VI 1943r:

 

“Skąd Żydzi uzyskali broń? Oczywiście, od polskiego podziemia. Chrześcijańska Polska, świadoma strasznego końca, jaki czekał więźniów getta, mobilizowała się, by szmuglować dla nich broń”.

 

Cytowany już Aleksander Maliszewski, wspomina zadziwiającą sytuację:

 

„– O, rany! Patrz! – O kilka kroków od nas poruszyła się klapa, zamykająca wejście do kanału. Klapa w górę, a za nią – bojowy hełm niemiecki z błękitną opaską i umorusana twarz mężczyzny. – Chłopaki! Szkopy daleko? – Wyłaź, nie gadaj. – Ja nie potrzebuję wyłazić, ale tu są Polki, pięć sztuk. – Wypychaj, zasłonimy. – Głowa żołnierza znika, a po chwili gramolą się jedna za drugą (…) i znowu ten w hełmie. – Wyłaź, prędko! – Ja nie potrzebuję, ja tu mogę i trzy lata siedzieć. Serwus, chłopaki! – Serwus, trzymajcie się! – Już klapa zamknięta, chłopcy wrócili do huśtawek.”

 

      Jedna z teorii głosi, że karuzela, choć ustawiona przez okupanta, stała tam gdzie stała, pod wpływem organizacji podziemnej. Byłaby wówczas kamuflażem dla połączenia z gettem.

Oczywiście gorącym zwolennikiem tezy, że gdy za murem getta mordowano ludzi, Polacy bawili się i radowali z nieszczęścia mieszkańców getta, jest J.T. Gross, ale tego zdemaskowanego wielokroć kłamcy, dzisiaj cytował nie będę.

Odniósł się do niego Jerzy R. Nowak:

 

„Gross powtarza twierdzenia z wiersza Czesława Miłosza „Campo do Fiori”, opisującego wymyśloną przez poetę rzekomą radosną zabawę Polaków na karuzeli przy murach getta, w którym płonęli mordowani przez Niemców Żydzi. Takiej radosnej zabawy nie było i być nie mogło, choćby dlatego, że karuzela była unieruchomiona od początku pacyfikacji getta przez Niemców, jak stwierdzali autentyczni świadkowie wydarzeń. Nie kto inny, jak słynny kurier Polskiego Państwa Podziemnego Jerzy Lerski pisał w swych wspomnieniach o „wózkach zastygłej w bezruchu karuzeli”.

 

       O tym, że „karuzela była nieczynna od chwili wybuchu walk w getcie”, pisał również Władysław Bartoszewski. Z kolei Stanisław Soszyński (w „Życiu Warszawy”), pisał:

 

"Karuzela na placu Krasińskich stała na linii frontu i nikt z niej w czasie walk nie korzystał. A poza tym nie była sprawna"

 

W opowiadaniu „Wielki Tydzień”, Jerzy Andrzejewski zapisał taką sytuację:

 

„Opustoszały plac wydawał się teraz rozleglejszy niż zwykle. Na samym jego środku stały dwie karuzele niezupełnie jeszcze zmontowane, przygotowywano je widocznie na nadchodzące święta. Pod osłoną dziwacznych, kolorowych dekoracji stali żołnierze w kaskach, kilku z karabinami wycelowanymi w kierunku getta klęczało na estradzie."

 

Jedna z tych karuzeli trafiła na pl. Krasińskich i została uruchomiona 21 IV 1943r. Z tym, że jak pisał w „Glosie Polskim” (nr 7 – 13 XI 2000r.) Zbigniew Wolak „jazda na tej karuzeli byłaby samobójstwem. Bo obszar placu był w zasięgu krzyżowego ognia Niemców i Żydów". Druga stała nieopodal, na ul. Bonifraterskiej.

 

        Zdania na temat owej, słynnej karuzeli są, jak widzimy podzielone. Do tego nie we wszystkich przypadkach wiemy, czy mowa jest o tej samej, konkretnej karuzeli? Istnieją zdjęcia, na których widoczna jest nieczynna karuzela, ale jest ona krzesełkowa, a świadkowie wspominają o „konikach”, na których się siadało. Poza tym, na zdjęciu (w pobliżu pl. Krasińskich) widać działko niemieckie, wycelowane w kierunku getta. Przyznamy chyba, że wesoła zabawa na karuzeli, w pobliżu strzelaniny, nie jest najlepszym pomysłem? Dodać trzeba, że opłaty za karuzelę, zasilały budżet okupantów i volksdeutschów. Bawić się na nich mogli tylko ludzie, których określano mianem „świń” i „zdrajców”, podobnie jak tych, co to uczęszczali do okupacyjnych kin i teatrów. „Tylko świnie siedzą w kinie. Co bogatsze, to w teatrze” – głosiły hasła wypisywane na murach, przez podziemie

niepodległościowe.

 

Zbigniew Stypułkowski, działacz Stronnictwa Narodowego i współorganizator Narodowych Sił Zbrojnych, wspominał:

 

„…synek mój poszedł do kościoła na Mszę św. Przy wyjściu spotkał kolegę z tajnych kompletów nauczania. Jego ojciec, z zawodu właściciel podrzędnej knajpy, chciał chłopcom zrobić jakąś przyjemność. Zaprowadził ich na karuzelę, którą Niemcy ustawili na placu Krasińskich, o parę metrów od żydowskiego muru, gwoli uciesze gawiedzi. Dźwięk podłej katarynki mieszał się z hukiem salw, wymierzonych w piersi bezbronnych. Rozbujane wysoko huśtawki przez ułamek sekundy pozwalały dojrzeć niejedną scenę okrucieństwa. Za tło zabawie służyły podpalane domy. Gdy doszła mnie o tym wiadomość, zakazałem synowi wszelkiego kontaktu z owym kolegą.”

 

        Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Miłosz napisał w swym wierszu, że „śmiały się tłumy wesołe (…) w czas pięknej warszawskiej niedzieli (…) mijając męczeńskie stosy”.

Obarczył tym samym całą gawiedź („tłumy”), którą widział brzemieniem radości, z tragedii ludzi ginących za murem getta. Wiemy jednak, że większość ludzi, to po prostu zwykli gapie, którzy z przerażeniem, obojętnością, bezsilnością albo nawet w niektórych przypadkach z aprobatą, patrzyli na te wydarzenia. „Zdumieni i ogłupiali” – tak pisał F. Goetel. Radość? To już zbyt daleko posunięte stwierdzenie, jeśli mówi się o ogóle tych ludzi. Tak przynajmniej wynika ze wspomnień uczestników tych tragicznych wydarzeń.

 

Helena Balicka – Kozłowska:

 

„Wydarzenia w getcie ściągały w okolice murów tysiące ludzi. Zapewne większość przychodziła z ciekawości, licząc na to, że może uda się im zobaczyć fragment toczącej się walki.”

 

Stanisław Fibich:

 

„Wchodząc na plac Krasińskich (…) patrząc w prawo, a więc w okolicy dzisiejszego Pomnika Powstania, zobaczyłem kręcącą się karuzelę oraz usłyszałem dobiegającą z głośników muzykę. Tak na karuzeli, jak i w jej pobliżu nie było zbyt wielu ludzi. Stało może kilkanaście osób, przeważnie młodzież i dzieci.”

 

 

 

Źródła:

- „Karuzela na pl. Krasińskich” – T. Szarota

- „Biedni Polacy patrzą na getto” – J. Błoński

- „Zapomniany holokaust” – R. Lukas

- „Zdążyć przed Panem Bogiem” - M. Edelman

- „Więź” – IV 2001r.

- „Rzeczpospolita” – 19-20 VIII 2000r.

- „Zeszyty historyczne” – Paryż 1985r.

- „Nowe kłamstwa Grossa” – Jerzy R. Nowak

- www.milosz.pl

- www.pch24.pl

- www.polish-jewish-heritage.org

- www.jerzyrnowak.blogspot.com

 

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com