150 lat ZMBM na wojnie (nie tylko duchowej)

May 10, 2018

       150 lat temu, 8 maja 1868 przybyły do Krakowa pierwsze siostry zakonne ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia. Razem z nimi założycielka zakonu matka Teresa Ewa z Sułkowskich Potocka. Celem było otwarcie kolejnego „Domu Miłosierdzia”, w którym siostry podjęły trud sprowadzenia na właściwą drogę kobiet i dziewcząt prostytuujących się i ogólnie - upadłych moralnie. Dziewczęta popularnie nazywano imieniem „Magdalenka”, chociaż każda na nowej drodze życia otrzymywała nowe imię.

 

„Magdalenek” niestety nie brakowało i siostry, co jakiś czas poszukiwały większego lokum do swojej posługi. W rezultacie, dzięki fundacji księcia Aleksandra Lubomirskiego znalazły stały azyl w Łagiewnikach. Wówczas była to wieś nieopodal Krakowa. W okresie międzywojennym, w czasie ogólnej powojennej biedy siostry opiekowały się 160 kobietami.

 

        Siostry Miłosierdzia przez lata włączały się w różne posługi miłosierdzia, a dzięki Helenie Kowalskiej, a obecnie świętej siostrze Marii Faustynie Kowalskiej znane są właściwie na całym świecie. Nadal niosą pomoc i przesłanie miłosierdzia w więzieniach i zakładach karnych. Opieką obejmują osoby bezdomne, domy samotnej matki, przedszkola, sierocińce, ochronki…

 

        W okresie Wielkiej Wojny i później siostry czynnie włączały się w akcje charytatywne i niosły pomoc rannym żołnierzom. W 1914r. w klasztorze Zgromadzenia SMBM w Łagiewnikach utworzono szpital polowy. Leczono w nim rannych oraz chorych.

„Szpital działał do końca 1918r. Komendantem był por. Franciszek Thetschel, właściciel ziemski w Jaszczurowej koło Wadowic, głównym lekarzem – dr Władysław Dziewoński, w okresie międzywojennym zasłużony lekarz i burmistrz w Kętach, jego zastępcą – dr Władysław Bujak (później wybitny pediatra, profesor w Krakowie i Wilnie), natomiast duszpasterzem – ks. Marcin Czermiński, jezuita i etnograf, autor książki „Albania. Zarysy etnograficzne kulturalne i religijne”. Oprócz wojskowej załogi i jeńców, w szpitalu służyły także siostry zakonne Zgromadzenia. Leczono tu pacjentów wielu narodowości, religii i obrządków. Jak wspominał ks. Czermiński, przez szpital przeszło 2375 chorych i rannych, a byli wśród nich m.in. Polacy, Rumuni, Serbowie, Rosjanie, Litwini, Austriacy, Niemcy, Węgrzy, Czesi, Chorwaci, Estończycy.”

 

         Cmentarz wojenny usytuowany został poza klasztornymi murami. „Większość pochowanych – jak głosi opis na tablicy pamiątkowej – zmarła w pierwszym roku wojny. Później zmarłych w Łagiewnikach grzebano także na cmentarzach w Podgórzu – katolickim i żydowskim. W Łagiewnikach pogrzebano 266 żołnierzy (wg innych danych – 275), w tym co najmniej 185 z armii austro – węgierskiej, 2 z armii niemieckiej i nieznaną liczbę z armii rosyjskiej oraz prawdopodobnie 2 z armii serbskiej. Głównymi przyczynami śmierci były tyfus brzuszny i plamisty, cholera, czerwonka, gruźlica i ospa.”

         Na początku na grobach wbijano deskę z numerem, któremu przypisany był konkretny zmarły. Później stawiano drewniane krzyże z tabliczkami imiennymi.

 

       Wygląd cmentarza zaprojektował w 1918r. Hans Mayr – architekt z Wiednia. W tym samy roku rozpoczęto budowę kamiennego ogrodzenia, do czego

wykorzystano bliskość kamieniołomu na Podgórzu. Portal wejściowy wykonano w kamieniołomie w Lubiążu. W okresie międzywojennym zamontowano żeliwne krzyże nagrobne. W ubiegłym roku cmentarz zyskał nowe, piękne krzyże. No i w ogóle był odnowiony w latach 2015 – 2016 z inicjatywy Łagiewnickiego Towarzystwa Kulturalnego. 

 

        Oprócz pomocy rannym i chorym żołnierzom, podczas wojny z 1939r siostry pomagały również cywilnym ofiarom wojny. Codziennie wydawały setki posiłków dla osób biednych i potrzebujących, prowadziły tajne nauczanie oraz pełniły rolę psychologów w trudnych, wojennych czasach.

 

        „Łagiewniki przyciągają. Serce Boga i serce człowieka – niczym dwa bieguny magnesu, ciągle dążą do połączenia. Miłosierdzie i grzeszność. Podczas gdy świat jest tak bardzo rozpędzony w ocenianiu, wyliczaniu wydajności, opiniach, wszelkiego rodzaju sposobach podnoszenia kwalifikacji, tu, przed oczami Boga, liczy się inna waluta – nasza słabość. Tutaj, zaskoczeni i rozradowani, odkrywamy, że Pan Bóg ma dla nas bardzo korzystny kurs wymiany tejże waluty. Niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufają Mojemu miłosierdziu – powiedział do Siostry Faustyny (Dz.687) I gdyby pokusić się o analizę i prognozowanie zapotrzebowania na miłosierdzie, z pewnością wszystkie środki badania opinii publicznej zapowiadałyby jego wzrost w kolejnych latach.” – napisała s. Anna Maria Trzcińska ZMBM na łamach „Orędzia Miłosierdzia” (nr 106 – 2/18).

 

       Z Kroniki Zgromadzenia (sierpień 1944r.):

 

"Żyjemy ciągle pod grozą alarmów i w lęku o Warszawę, z której dobiegają nas najsprzeczniejsze wiadomości. Jeden dzień zaprzecza drugiemu. Raz wiadomości mrożą krew w żyłach, że zginęło 100 000 ludzi, a resztę wypędzają zdobywcy pieszo w stronę Piotrkowa; na drugi dzień mówi się, że to nieprawda, że postawa ludności wspaniała, że pobudowano wysokie barykady, by niemieckie tanki nie przenosiły(...). W każdym razie jest ciężko. Bolszewicy zostali odepchnięci od Warszawy i nasi zostali o własnych siłach, wzywają ratunku i pomocy."

 

 

 

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com