Most w Wiźnie (1939)

June 6, 2019

 

        „Sytuacja w rejonie Wizny nieprzyjemna. Na odcinek ten idzie silne natarcie, a broni go tylko kompania karabinów maszynowych z kompanią piechoty, dwoma plutonami artylerii… Dowódca tej grupki ranny. Czołowe obiekty padły, a Osowiec odległy o 36 km nie może mu przyjść z pomocą. Jeżeli padnie Strękowa Góra, kierunek na Białystok otwarty” – raport gen. Wilczyńskiego – Olszyny z 9 września 1939r.

 

        Bitwa pod Wizną przeszła do chwalebnych epizodów naszej historii przez postawę kapitana Władysława Raginisa, ale przede wszystkim za sprawą ogromnych sił niemieckich, które na odcinku Narwi zostały zatrzymane przez skromne siły obrońców. Dysproporcja sił wynosiła 40:1 i stąd też tytuł znanego utworu muzycznego Sabatonu, zespołu rockowego ze Szwecji. Oczywiście polskie schrony na linii rzeki nie były dostatecznie przygotowane do odparcia nieprzyjaciela. Ba! Nie były nawet ukończone i obsadzone załogami w stopniu, który pozwoliłby na powstrzymanie wrogich zagonów pancernych jednego z najlepszych dowódców tej wojny gen. Heinza Guderiana. W takich okolicznościach, dzielni obrońcy Wizny mogli jedynie zahamować impet niemieckiego blitzkriegu. Czas naglił. Przy budowie schronów pomagała również miejscowa ludność.

 

Anna Troks:

 

„Ale ja słyszałam i widziałam, że są nakazywane, chodził taki czy to sołtys, czy ktoś z naszych Polaków na wsi i nakazywali na roboty na Górę Strękową. I oczywiście ja też byłam raz zabrana. Znalazłam się między innymi, trzeba było na piechotę tam iść, ze szpadlem, więc ja, przyszliśmy tam, ja wchodziłam przez taką bramę, taka prowizoryczna brama duża, przyszliśmy przez tą bramę. Trzeba było złożyć przysięgę, złożyłam tą przysięgę wraz z innymi. Trudno mi teraz tak przypomnieć treść tej przysięgi, ale wiem że była przysięga, bo przysięgałam. To było o to, żeby nie, że to jest, żeby nikomu nie rozgłaszać tych spraw, i te rzeczy, które tu się będą działy, żeby nie przenosić na szerszy krąg.”¹

 

        Wiemy, że przeprawy rzeczne, to podobnie jak inne przeszkody naturalne, nie lada problem dla nacierających jednostek. Zwłaszcza, jeśli są dodatkowo chronione przez załogi schronów. Tutaj Niemcy nie mieli większego kłopotu z umocnieniami poczynionymi przez człowieka, natomiast w połączeniu z rzeką okazało się, że poszczególne schrony potrafiły walczyć zawzięcie do samego końca. Walczyć i skutecznie blokować przeważające siły wroga.

 Gen. Heinz Guderian:

 

„O godzinie 8 rano przybyłem do Wizny, gdzie zastałem sztab 10 dywizji pancernej, której dowództwo, wskutek nieszczęśliwego wypadku dowódcy dywizji generała Schaala, przejął generał Stumpff. Poinformował mnie on, że jego piechota, po sforsowaniu rzeki, zameldowała mu, iż zdobyła broniące tego odcinka betonowe schrony bojowe Polaków i toczy nadal pomyślne walki.”²

 

        Informacje, które otrzymał gen. Guderian nie były zgodne z prawdą. Co prawda, Niemcy pewne postępy poczynili, ale o sukcesie ich natarcia nie było mowy. Załogi schronów nadal zawzięcie się broniły, a niemiecka piechota zaledwie sforsowała rzekę.

Generał widząc brak postępów wśród swoich podkomendnych, sam przeprawił się przez rzekę i to co ujrzał wprawiło go w osłupienie:

 

„W pierwszej linii rozgrywała się jakaś niepojęta scena. Na moje pytanie, co się tu właściwie dzieje, odpowiedziano mi, że odbywa się luzowanie kompanii stojących na przednim skraju. Przypominało to raczej zmianę warty w czasach pokoju. O rozkazie do natarcia nikt tu nic nie wiedział. (…) Przede wszystkim kazałem więc przerwać to dziwaczne widowisko „luzowania” kompanii. Kazałem sprowadzić dowódcę pułku i dowódcę batalionu. Dywizjon ciężkiej artylerii otrzymał rozkaz rozpoczęcia ostrzału polskich schronów bojowych. Gdy zaś po jakimś czasie przybył dowódca pułku, udałem się wraz z nim na rozpoznanie przedniego skraju nieprzyjacielskiej obrony, przy czym wysunęliśmy się tak daleko do przodu, że znaleźliśmy się pod ogniem Polaków. Leżeliśmy tuż przed ich betonowymi schronami bojowymi. (…) Nie mogę zataić, że byłem bardzo oburzony wszystkim tym, co tutaj widziałem.”²

 

Przewaga wroga objawia się tym, że w końcu trzeba wysadzić mosty łączące obie linie brzegowe i utrudnić mu przedostanie się na drugą stronę. Taki moment przyszedł również w trakcie walk o Wiznę.

Stanisława Zalewska:

 

„Jak wybuchła wojna miałam 20 lat, wojna zastała mnie w Siebuczynie. Jechaliśmy z bratem, my uciekalim za rzekę, jak raz dojechaliśmy do schronu, tam do Giełczyna, to most poszedł w górę, wywalili, do Wizny ten most. I tam byli junacy, jak raz odchodzili, widziałam, jak te chłopaki odchodzili i płakali po prostu. Ci junacy, oni musi pomagali koło tych schronów, ja wiem, że tam byli. Ja przy samym schronie nie pracowałam, tylko tu, bliżej rzeki. No, myśmy tam żwiru używali, kamieni, przez takie harfy przeczyszczali, żeby na drobniejsze, bo to takie roboty robiłam, nas tam kilku robiło.”¹

 

Janina Dobrońska:

 

„Jak wybuchła wojna, no to ja widziałam jak most poszedł w górę. Byłam akurat nad rzeko, ale nie tam tylko w była tu o, za Wizno, u rzeki na błoniach, i stałam. Stała ze mno matka tego Kapelskiego. I tu wybuch był i zobaczyliśmy, że most pojechał w górę… No i mówili zaraz ludzie, że i kobieta tam wchodziła i nie puszczali ją, a ona poszła, że ona przejdzie i wyfrunęła w powietrze.”¹

 

        O upartej kobiecie, która nie posłuchała dobrej rady wspominał też Czesław Bagiński, który był bezpośrednim świadkiem zdarzenia:

 

„Jestem z 1912r., ja dobrze pamiętam jak most zrywali. Ja przeleciałem jakieś dziesięć metry za most, a kobieta za mną szła i most zerwali i ona upadła, a ja dziesięć metry za most i przeżyłem do dziś. Ta kobieta co spadła, na drugi dzień pomarła już. Ja może też by był tam się wykończył, tylko że matka moja przyszła, a my kosili trawę, przyszła, powiedziała „rzucajta, bo już Niemce w Jedwabnem”. I my rzucili te siano i leży do dzisiejszego dnia… No i przyjechalim tu, trochę się schowali tu, zakopali i aby już przejść do rzeki… Ja już do rzeki poleciał, do mostu, szosa już była zastawiona.”¹

        Wysadzony most opóźnił przeprawę, ale na rzece były brody, którymi liniowe oddziały niemieckie przedzierały się prąc dalej do przodu. Szybko też zaczął powstawać most zastępczy, którym na drugą stronę Narwi przedostawały się kolejne oddziały gen. Guderiana.

 

Czesław Bagiński:

 

„Od zerwanie mostu to nie przeszkadzało Niemcom nic. Wjechał do rzeki, wjechał w wode, pojechał i dobra!.

Sam widziałem na własne oczy, taksówka jechała, samochód taki, most zerwany tutaj naprzeciw wody, o, to woda, a tutaj się zwalił ten most – jechał do rzeki, jak wjechał w wodę, przejechał i pojechał.”¹

 

Marianna Gadomska:

 

„My bylim tam może jakie dwa tygodnie, trzy tygodnie, tak, że jak my przejeżdżali, to już te Niemcy most taki prowizoryczny robili w Wiźnie. A tak, to my jechali i łódką ze trzy kilometry, tam jakaś rzeka, ale ja, jej nie znam, bo i do Białegostoku most był zerwany, to nas tam taki pan prowadził, potem jak już tu dojechałam, to Niemcy taki prowizoryczny most zrobili.”¹

 

        Zawzięty opór żołnierzy z SGO „Narew” stawiany w Wiźnie, ale również w pobliskich odcinkach walki, w okolicy Łomży, czy Nowogrodu spowodował, że Niemcy dobrze go zapamiętali. Zapamiętali i obfotografowali tak obficie, że zachowało się do tej pory setki zdjęć z tego rejonu walk. Szczególnie wiele ujęć pochodzi właśnie z okolicy wysadzonego mostu.

        Czołgi gen. Guderiana, wskutek wysadzenia mostu musiały przeprawiać się na południowy brzeg Narwi na promach. W tym czasie budowany był most zastępczy, którym pancerne zagony 10 dywizji pancernej i później 3 dywizji pancernej mogłyby się przeprawić szybciej i sprawniej.

 

Gen. Heinz Guderian:

 

„Po przybyciu na stanowisko dowodzenia poleciłem przygotować rozkaz na dzień następny. W myśl tego rozkazu 20 zmotoryzowana dywizja piechoty miała przeprawić się przez Narew na prawo od 10 dywizji; a 3 dywizja pancerna – za 10 dywizją. Nocowaliśmy w Wiźnie, w nowo wybudowanej plebanii; dom nie był jeszcze wykończony i mieszkanie w nim było bardzo niewygodne, ale inne domy były jeszcze gorsze.”²

 

        Wizja szybkiej przeprawy legła w gruzach. Okazało się, że nie tylko po stronie polskiej był wojenny mętlik z rozkazami. U Niemców też nie wyglądało to kolorowo. Na nasze szczęście. W każdym razie szybko wybudowany na rozkaz generała most, został ukończony o północy. Jakież było rozczarowanie gen. Guderiana, kiedy rankiem 10 września zobaczył, że most, na rozkaz dowódcy 20 zmot. dyw. piech. został rozebrany i użyty do budowy innego mostu w dole rzeki. Czołgi nadal musiały przeprawiać się przy pomocy promów, a kolejny most saperzy wybudowali dopiero wieczorem. Most, który zbudowała 20 zmotoryzowana dywizja piechoty gen. Wiktorina, posłużył tejże dywizji do szybkiego przeforsowania rzeki i uderzenia na Zambrów.

Przeprawy wybudowane przez Niemców przyspieszyły inwazję i zakończyły się jak wiemy rozbiciem 18 dywizji piechoty w bitwie pod Andrzejewem. Rozczarowanie gen. Guderiana z powodu rozebrania świeżo wybudowanego mostu szybko ustąpiło entuzjazmowi, bo przeprawa zorganizowana przez gen. Wiktorina umożliwiła okrążenie 18DP i ostateczne zniszczenie jej w kotle pod Andrzejewem. Tym niemniej waleczna postawa załóg schronów i fakt zniszczenia mostu zahamowały niemiecki blitzkrieg i opóźniły natarcie na Zambrów i Nur. Cóż to bowiem za blitzkrieg, na tratwach rzecznych?

 

        Oczywiście są tacy, którzy za wszelką cenę próbują umniejszyć bohaterstwo obrońców Wizny. Tutaj haniebną rolę odegrała „Gazeta Wyborcza”, która promowała tezy dr. Tomasza Wesołowskiego z uniwersytetu białostockiego. Wesołowski wypowiadał się w „Wyborczej” oraz na forach internetowych. Na łamach „Ale historia” (ten sam właściciel, co „Gazeta Wyborcza”) zapowiadał, że jego książka obalająca „mity i legendy” o obronie odcinka Wizna już niebawem ujrzy światło dzienne. W międzyczasie ukazało się kilka artykułów prasowych na ten temat, a przede wszystkim, dzięki staraniom stowarzyszenia „Wizna 1939” odnaleziono ciało kapitana Raginisa. To obaliło wiele głównych tez forsowanych przez Wesołowskiego i jemu podobnych negacjonistów historii obrony Wizny.

„Moja książka – mówił Wesołowski - traktować będzie nie tylko o tym, co się wydarzyło, o tym, co historyk może odczytać ze źródeł, ale będzie także analizą pamięci o bitwie pod Wizną, przez cały okres kilkudziesięciu lat PRL-u i tych 20 lat Polski niepodległej. W publikacji przedstawione zostaną mity i prawda o tym, co się zdarzyło we wrześniu 1939 roku. A prawda jest taka, że Wizna po wojnie stała się niesłychanym wręcz mitem propagandowym, który narastał przez 70 lat i narasta dalej.”²²

 

Dariusz Szymanowski:

 

„Ten haniebny – nie boję się użyć tego słowa – wywiad ukazał się w białostockiej „Gazecie Wyborczej” akurat na okrągłą, 70. rocznicę bitwy pod Wizną. Z tej rozmowy jasno wynikało, że lada moment ukaże się gruba – licząca aż 600 stron – książka, która obnaży wszystkie mity i legendy, w jakie uwierzyli Polacy w kontekście obrony Wizny. Od tego momentu minęło siedem lat, a ta „przełomowa” publikacja wciąż nie powstała. Dlatego pytam: Co się stało, że ta „gotowa do druku” książka nadal nie została wydana? A może u autora pojawiły się jakieś wątpliwości? Do dziś jednak bardzo odważne – i niezwykle krzywdzące – opinie dr. Wesołowskiego krążą po Internecie i wprowadzają zamęt. Dowodów na poparcie swoich tez historyk ten do tej pory nie przedstawił, choć zapowiadał sensację. Dlatego można spokojnie powiedzieć, że to raczej książka dr. Wesołowskiego jest mitem, a nie obrona Wizny.

Wydaje mi się, że ta mityczna już publikacja robi się coraz „chudsza”, bo z roku na rok okazuje się, że informacje o obronie Wizny kolportowane przez dr. Wesołowskiego okazują się najzwyczajniej w świecie nieprawdziwe. (…) Przyjrzyjmy się choćby okolicznościom śmierci kpt. Raginisa. Piszę właśnie doktorat na temat tego bohaterskiego oficera. Powszechnie przyjmowało się, że ciężko ranny dowódca obrońców Wizny rozerwał się w schronie dowodzenia granatem, gdy walka okazała się przegrana. Doktor Wesołowski podawał to w wątpliwość, a nawet rozważał, czy kpt. Raginis w ogóle zginął w tej bitwie! Nie wykluczał także, że to polscy żołnierze zastrzelili swojego dowódcę, ponieważ ten nie chciał złożyć broni. Na koniec tego wątku powiedział, że to czytelnicy sami muszą rozsądzić, jak naprawdę zginął kpt. Raginis...”¹¹

 

 

 

Źródła:

- „Obrona  odcinka "Wizna"1939”, Zygmunt Kosztyła.

- „Nie tylko polskie Termopile. Wizna w latach 1939-1945”, Stowarzyszenie „Wizna 1939”¹

- „Historia Do Rzeczy”, nr. 9 (43)/2016r. ¹¹

- „Wspomnienia żołnierza”, Heinz Guderian²

- www.bialystokwyborcza.pl ²²

 

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com