Wołyń, cz. IV (8) - samoobrona

July 14, 2019

Władysław Tołysz:

 

- „Nazywał się Fedko Chałchun i często pijał z ojcem wódkę, choć zachowywał się

dziwnie, żeby nie powiedzieć podejrzanie. Wyglądało, że ma jakieś zamiary. W połowie sierpnia 1943r., w niedzielę rano też przyszedł do naszego domu. Rodzice wybierali się do kościołą w Rymaczach na mszę św. Ja miałem zostać sam na gospodarstwie i pilnować krów, owiec, koni i źrebaków. Ojciec, widząc Fedkę, postanowił też zostać, a ponieważ przyszedł jeszcze cioteczny brat mamy, wyciągnął butelkę „mocniejszej” i postawił jakąś zakąskę. Postawił kieliszki i nalał gościom. Mnie oczywiście nie, bo byłem jeszcze szczeniakiem. Fedko nie wypił, ale zaczął mówić. Źle się dzieje, panie Tołysz! Ojciec przerwał mu i spytał, co ma na myśli, mówiąc, że źle się dzieje. Ten zaś odpowiedział, że na Wschodnim Wołyniu w rejonie Sarn i Kostopola Polacy mordują Ukraińców. Ojciec spokojnie odparł: Wiesz co, Fedko, my wiemy, że mordują, ale to nie Polacy Ukraińców, tylko Ukraińcy mordują Polaków i czekamy tylko, aż tu zaczniecie to robić. Fedko, który trzymał w ręku wypełniony kieliszek, odstawił go, wstał bez słowa i wyszedł. Więcej się nie zjawił.”²²²

 

M. Koprowski + (Władysław Filar):

 

- „Kilka dni po tragedii w Dominopolu we Włodzimierzu utworzono oddział samoobrony liczący 200 ludzi, przeznaczony do działań w terenie. Miał on wzmocnić placówki samoobrony, przeprowadzać akcje przeciwko oddziałom UPA, a także ochraniać Polaków wyjeżdżających do swoich osiedli na akcje żniwne i po pozostawione mienie, głównie żywność. Oddział ten nazwano polską żandarmerią. Skierowana do niego została zakonspirowana grupa AK, czuwająca, by Niemcy nie przejęli nad nim kontroli. Konspiracja włodzimierska dostarczała do oddziału literaturę podziemną oraz informowała o każdym ruchu Niemców. Z oddziału natomiast przekazywano konspiracji broń i amunicję.

- Oddział przeprowadzał akcje przede wszystkim w południowej części powiatu włodzimierskiego, gdzie UPA była najaktywniejsza – wspomina Władysław Filar. – Niemcy niestety nie dotrzymali umowy, na podstawie której sformowany oddział polski miał działać w rejonie Włodzimierza przeciwko UPA w obronie ludności polskiej. Skierowali go wbrew jego woli do Starego Konstantynowa  w celu patrolowania linii kolejowej i ochrony obiektów z nią związanych. Na szczęście w październiku 1943r. to zadanie przejęli Węgrzy i oddział został przeniesiony do Maciejowa.”²²¹

 

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski:

 

- „Jak wynika z relacji innych świadków napadem [na wieś Korościatynie] kierował ksiądz greckokatolicki o nazwisku Pałabicki. Polska samoobrona, początkowo zaskoczona, stawiła jednak rozpaczliwy opór, który uratował większość mieszkańców. W czasie ataku na plebanię zginął jeden z ukraińskich dowódców, syn proboszcza greckokatolickiego z Zadarowa. Rzeź ustała dopiero nad ranem, gdy z odsieczą przyszedł oddział Armii Krajowej, stacjonujący w odległych o 12 km Puźnikach.”²¹²

 

 

Mirosław Łoziński:

 

- „Obok Przebraża była np. ukraińska wieś Jezioro, której ludność zrosła się z polskim środowiskiem. Żaden z jej mieszkańców nie przyłączył się do UPA. Wielu Ukraińców współpracowało z wywiadem samoobrony i odegrało w obronie Przebraża ogromną rolę. Warto tu wymienić braci Petro i Joachima Bondarów, a także braci Oksenia i Sydora Kunców, Józefa Miszczuka i jego synów Fedora, Lewko i Aleksieja. Pamiętam Ukraińca Lewczuka, który brał udział we wszystkich akcjach bojowych samoobrony. Dobrze w historii Przebraża zapisali się Ukraińcy: Iwan Smaczny, Michał Demczuk, Andrej Wiśniewski i Iwan Uszkanow. Dzięki ich informacjom ocalały setki, jeżeli nie tysiące Polaków, a napady morderców na polskie wsie trafiały w pustkę.”²²²

 

Mirosław Łoziński:

 

- „Panika stanowiła dla obrońców największe zagrożenie. 5 lipca wszystkie kompanie trwały na pozycjach aż do rana 6 lipca spodziewając się wznowienia ataku. 6 lipca oddział samoobrony obszedł dopalające się wioski. Większość z nich była opuszczona przez ludność, która schroniła się w Przebrażu. Ci mieszkańcy, którzy pozostali na miejscu, nie wierząc w atak Ukraińców, zostali bestialsko wymordowani. Ofiarą rezunów padły m.in. takie wsie jak: Siekierzyce, Zaszcze, Czołnica, Wincentówka, Tworymierz, Józefin, Huta Marjanówka, Majdan Jezierski, Demarka, Budy i Dobra. Z zeznań ludzi, którym udało się wyjść z rąk oprawców, wynikało, że dopuszczali się oni wyjątkowego bestialstwa. W Józefinie np. schwytanych ludzi przybijali gwoździami do ścian kuźni. Konali w straszliwych męczarniach. Upowcy na końcu podpalili kuźnię, chcąc zwiększyć cierpienia swych ofiar i zatrzeć za sobą ślady.”²²²

 

Pan Antoni:

 

- „By dogadać się z Ukraińcami, kierownictwo polskiego podziemia wysłało do kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów delegację. W jej skład wchodzili znany na Wołyniu poeta Zygmunt Rumel i por. Krzysztof Markiewicz. Otrzymali oni wszelkie pełnomocnictwa od delegata rządu na Okręg Wołyński, Kazimierza Banacha. Delegacja udała się na spotkanie do Kustycz zawieziona przez furmana Witolda Dobrowolskiego. Obaj delegaci ubrani byli w mundury wojskowe. Jeden z nich pożyczył tylko od Nadratowskiego furażerkę i pas. Z rozmów już nie wrócili. Zostali bestialsko zamordowani. Rozerwano ich końmi, a resztki ciał porąbano i rozrzucono nie wiadomo gdzie. Nie udało się tego ustalić. Mimo różnych zabiegów, po dziś dzień. Morderstwo delegatów stanowiło ostatni sygnał, żeby tworzyć zbrojne oddziały i gromadzić się w większych ośrodkach. 10 lipca 1943r. kilkunastoosobowy oddział z Radowicz pod dowództwem „Znicza” z bronią na ramieniu w biały dzień przemaszerował przez duże ukraińskie wsie, Tahaczyn i Piórkowicze, wkraczając do Zasmyk entuzjastycznie witany, jak już wspomniałem, przez mieszkańców. Stanowił on zaczątek oddziału „Jastrzębia” a zarazem całej 27 Dywizji Piechoty AK. Wraz z żołnierzami „Znicza” do Zasmyk przybyły ich rodziny i był to początek tworzonej w tej naszej wsi samoobrony.”²²²

 

Wacław Gąsiorowski:

 

- „Z okresu pobytu w Dywizji [27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej] zapamiętałem nie tylko uporczywe walki najpierw z Ukraińcami, a później z Niemcami, ale także szkolenie. Nasi przełożeni dbali nie tylko o nasze umiejętności bojowe, ale i morale. Co rusz przypominano nam, że nie wolno w czasie akcji

zabijać kobiet i dzieci. Dowództwo w rozkazach dziennych stale przypominało, że za gwałt na Ukraince każdy może zastrzelić kolegę i nie będzie za to karany. Równolegle do szkoleń toczyliśmy walki o poszerzenie bazy operacyjnej do przyszłych bojów z Niemcami. Polegały one na usunięciu z terenów formowania Dywizji oddziałów UPA, które przed frontem cofały się na Zachód.(…)

Postawy, jaką wykazałem w stosunku do Niemców, nauczył mnie ojciec. Zawsze mówił, że nie należy nikogo niepotrzebnie zabijać. Powtarzał, że w czasie wojny z bolszewikami mógłby ich natłuc, ile wlezie, ale tego nie zrobił. Uczył mnie, że co innego zabić przeciwnika w walce, a co innego mordować. Dlatego też, jak złapali jakiegoś Ukraińca, który mordował Polaków, to ja nigdy nie zgłaszałem się na ochotnika, żeby go rozwalić. Nie chciałem być taki jak Ukraińcy.”¹²²

 

Władysław Tołysz:

 

- „Jeszcze przed koncentracją Dywizji „Kord” zarządził wyprawę na Wydźgów, w której kwaterował znaczący oddział banderowców.

- Stanowiła ona typową akcję wyprzedzającą – podkreśla Władysław Tołysz. - Zbliżało się Boże Narodzenie i Ukraińcy rozrzucali ulotki, w których zapowiadali, że je nam urządzą. Na dwa dni przed Bożym Narodzeniem „Kord” zarządził więc uderzenie na Wydźgów – dużą, zamożną, ukraińską, murowaną wieś, stanowiącą bazę UPA. (…) We wsi mieszkał batiuszka, kawał drania, który błogosławił noże, kosy i inne narzędzia, którymi Ukraińcy mordowali mieszkańców polskich wsi. Jego syn dowodził zaś oddziałem UPA w Sztuniu, a on sam był lekarzem w jednym z nich. Skończył bowiem dwa fakultety, teologiczny i medyczny.”²²²

 

Adam Kownacki:

 

- „W najlepszym razie żołnierz, w czasie akcji w ukraińskiej wsi, może wziąć sobie do domu tylko coś do zjedzenia lub do ubrania. Pamiętam, jak jeden z żołnierzy naszej kompanii zabrał z jednej z bogatszych chałup ukraińskich patefon na korbkę. Żytkiewicz, gdy to zobaczył, to się wściekł. Kazał natychmiast mu go odnieść, bo jak nie, to postawi go przed sąd polowy i każe rozstrzelać. Zawsze tłumaczył nam, że jesteśmy żołnierzami, a nie członkami band.”²²

 

Źródła:

- „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia” – Witold Szabłowski¹

- „Wołyń bez komentarza” – wywiady radiowe, wspomnienia ocalałych, dokumenty²

- „Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa” – Marek A. Koprowski¹²

- „Kres. Wołyń. Historie dzieci ocalałych z pogromu” – K. Piskała, L. Popek, T. Potkaj¹¹

- „Wołyń. Prześladowania Polaków na sowieckiej Ukrainie”, Marek A. Koprowski (cz.1)¹¹¹

- „Wołyń. Prześladowania Polaków na sowieckiej Ukrainie”, Marek A. Koprowski (cz.2)¹²¹

- „Wołyń. 27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej”, Marek A. Koprowski¹²²

- „Wołyń. Epopeja polskich losów 1939-2013”, Marek A. Koprowski (Akt I)²²

- „Wołyń. Epopeja polskich losów 1939-2013”, Marek A. Koprowski (Akt II)²²²

- „Wołyń. Epopeja polskich losów 1939-2013”, Marek A. Koprowski (Akt III)²²¹

- „Kresy Południowo-Wschodnie Historia i Tradycja”, 1/2003r.¹¹¹²²

- „Obcy we własnej ziemi. Akcja Wisła”, Magdalena Wiśnioch²²¹¹¹

- „Magna Polonia”, nr 10/2018²¹²

- „Pożoga” – Zofia Kossak

- „Niemcy” – Piotr Zychowicz

- „Znak”, nr.9/1988r.²²²²

- www.bliskopolski.pl

- www.strykowscy.c0.pl

- www.kresy.pl ¹¹²²

- www.polityka.pl ²²¹¹

- www.wprawo.pl ¹²¹²

- www.info.wiara.pl ²¹²¹

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com