Bez przedawnienia

February 6, 2020

Pacyfikacje wsi białostockich w latach 1939, 1941-1944.

 

        „22 sierpnia 1939 roku, na osiem dni przed rozpoczęciem wojny, Adolf Hitler stwierdził: należy dążyć do „zniszczenia Polski”, „unicestwienia sił żywych nieprzyjaciela”, że działania zmierzające do tego celu muszą być „bezlitosne i bezwzględne”, że należy dokonać „fizycznej zagłady ludności polskiego pochodzenia i polskiej mowy” i dlatego Wehrmacht powinien „uodpornić się na wszelkie odruchy litości”. Przypominam  te sformułowania, jako że padły one na tajnej naradzie w Obersalzbergu na kilka dni przed agresją na Polskę, ale przypominam je też dlatego, że Hitler skierował je do zgromadzonych tam dowódców Wehrmachtu; tego samego Wehrmachtu, który obecnie w RFN znajduje coraz liczniejszych obrońców twierdzących, że – owszem – SS, Gestapo i inne formacje hitlerowskiej policji dokonywały – być może – aktów totalnego bezprawia, ale nie Wehrmacht, który „tylko prowadził wojnę”. Dowódcy wojsk hitlerowskich na Wschodzie – tacy jak Wilhelm Keitel, Walter von Reichenau, Erich von Meinstein – w swoich rozkazach próbowali dorabiać do słów führera swoistą „filozofię” twierdząc, że „żołnierz na terytorium wschodnim jest nie tylko żołnierzem według reguł sztuki wojennej, lecz jest wykonawcą twardych narodowych idei”. Hans Frank w swoich dziennikach pisze: „W Pradze np. rozlepiono afisze zawiadamiające, że dziś rozstrzelano 7 Czechów. Powiedziałem sobie wówczas: gdybym kazał rozklejać afisze za każdym razem, gdy zostanie rozstrzelanych 7 Polaków, nie starczyłoby lasów w Polsce na te afisze”, gdzie indziej stwierdził: Kiedy wreszcie wygramy wojnę, wówczas, jeśli o moje zadanie chodzi, można będzie z Polaków, Ukraińców i tych, którzy się tu włóczą, zrobić siekaninę! Reszta nas nie wzrusza”. Mamy zbyt wiele dowodów, by wiedzieć, że rzeczywiście „reszta” nie wzruszała ani wodzów „Herrenvolku”, ani wykonawców „twardych narodowych idei”. Także wówczas, gdy pacyfikowali wsie regionu białostockiego. Nawet dziś, gdy wiedza o rozmiarach hitlerowskich zbrodni została wystarczająco udokumentowana i utrwalona – są jeszcze ludzie gotowi powtórzyć za Hansem Frankiem „reszta nas nie wzrusza” i dlatego powinniśmy ciągle przypominać, przypominać ludziom o losach, jakie innym ludziom zgotowali „nadludzie”. – z przedmowy Romualda Łazarowicza z 1986r.

 

Fragment książki:

 

„Czyżew, nazywany niegdyś Czyżewo (prawa miejskie z 1738r. utracone w 1870r.) leży nad rzeką Brok, na skrzyżowaniu szosy Białystok – Siedlce z szosą Łomża – Siemiatycze. Przed pacyfikacją miejscowość ta liczyła około 2500 mieszkańców.

Pacyfikacji dokonano w dniach 8-11 września 1939r. Najpierw Czyżew był kilkakrotnie bombardowany i ostrzeliwany, mimo braku jakiegokolwiek uzasadnienia wojennego. Następnie wkraczające pododdziały Wehrmachtu strzelały do ludności i paliły zabudowania. Podczas pacyfikacji zamordowano 11 osób, w tym jedną kobietę.

Spalono: 13 domów i 22 budynki gospodarcze; spalono lub zrabowano: 11 koni, 46 krów i 64 sztuki trzody chlewnej.

Zniszczone zabudowania zostały odbudowane. Sprawcami pacyfikacji byli żołnierze z 10 dywizji pancernej i lotnicy z grupy lot. „Prusy Wschodnie” (…)

 

        Dębniki, gm. Rutki, woj. Łomżyńskie.

 

Wieś leży w odległości około 3 km od stacji kolejowej Czarnowo – Undy. Przed 1939r. Dębniki liczyły 40 gospodarstw, mieszkało w nich około 200 osób.

10 września 1939r. miejscowość ta została spacyfikowana przez żołnierzy niemieckich. Wojska hitlerowskie przybyły z Wizny, ostrzeliwując zabudowania pociskami zapalającymi i mordując napotkanych po drodze mężczyzn. Po wkroczeniu wojsk niemieckich – zeznał Stanisław Brzozowski – żołnierze przyszli także na nasze podwórko. Mój ojciec Czesław Brzozowski wraz z sąsiadami Stanisławem Godlewskim i Wacławem Kołakowskim znajdowali się wtedy na strychu obory. Żołnierze niemieccy podpalili zabudowania. Zaniepokojeni tym mężczyźni zaczęli schodzić w dół. Żołnierze niemieccy zauważyli ich i ostrzelali. Godlewski i Kołakowski zginęli na miejscu, a mój ojciec ciężko ranny w głowę męczył się jeszcze około trzech tygodni zanim zmarł. W płomieniach zginęła 10-miesięczna Wanda Józefa Urbańska. Niemcy wrzucili do mieszkania w którym znajdowało się dziecko granat i budynek stanął w płomieniach. Słychać było dochodzący z wewnątrz rozpaczliwy krzyk dziecka. Znajdujący się w pobliżu ludzie mimo grożącego im niebezpieczeństwa ze strony Niemców usiłowali pospieszyć z pomocą, lecz żołnierze niemieccy odepchnęli ich. Matka dziecka Anna Urbańska próbowała wejść do płonącego budynku, aby ratować swoje dziecko, lecz jeden z żołnierzy niemieckich uderzył ją kolbą karabinu w twarz i odepchnął.

 

Napastnicy dokonali we wsi innych zbrodni. W chwili gdy Niemcy pojawili się w naszej wsi znajdowałem się wraz z rodziną na podwórku, gdzie odpoczywałem po pracy – wspomina Piotr Świętkowski – rozmawiałem z sąsiadem Adamem Rosochackim. Gdy tak spokojnie siedzieliśmy podjechał do moich zabudowań czołg niemiecki, który zatrzymał się w pobliżu. Z czołgu wybiegł żołnierz z pistoletem w ręku. Inny żołnierz niemiecki, który wyszedł z czołgu w ślad za pierwszym, podszedł do mnie i pistoletem bił mnie po głowie. Zalałem się krwią ale przytomności nie straciłem. Żołnierz ten wrócił do czołgu, wziął toporek i ostrzem uderzył mnie w głowę. Upadłem na ziemię. Do Rosochackiego oddano strzały. Wkrótce Niemcy odjechali licząc widocznie, że pozbawili nas życia. Rosochacki na skutek odniesionej rany postrzałowej po kilkunastu dniach zmarł. Ja pozostałem przy życiu, lecz jestem kaleką.

 

        Na podwórku Teofila Urbańskiego niemieccy czołgiści zastrzelili z karabinu maszynowego czterech mężczyzn, a następnie ich zwłoki zmiażdżyli gąsienicami. W tym samym dniu do wsi wkroczył pododdział Wehrmachtu, który kontynuował dzieło zniszczenia. Palono zabudowania i mordowano mieszkańców. Podczas rewizji osobistej u Teofila Dębnickiego znaleziono scyzoryk. Został on na miejscu zastrzelony. Natomiast Henryk Urbański posiadał przy sobie lusterko. Żołnierz niemiecki, który przeprowadzał rewizję, polecił mu odwrócić się. Gdy ten wykonał polecenie strzelił w głowę zabijając go na miejscu. W trakcie pacyfikacji hitlerowcy zamordowali 16 osób, w tym jedno dziecko w wieku 10 m-cy spalili żywcem. Na roboty zabrano 12 osób (Leon Ożarowski zginął w Niemczech w bliżej nieustalonych okolicznościach). (…)

Pacyfikacji dokonali żołnierze wchodzący w skład 3 dywizji pancernej dowodzonej przez gen. mjr Leo Beyera von Schweppenburga.”

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com