Wirus przerażenia

Chyba niczyjej uwadze nie umknął niewielkich rozmiarów wirus, nazwany COVID-19, czyli tzw. koronawirus (ew. coronavirus), który opanował ciała i umysły znacznej części ludzkiej populacji na świecie. Premier Morawiecki twierdzi, zdaje się nad wyrost, że mamy do czynienia z pandemią. Pochodzenie wirusa nie jest nam dzisiaj znane, chociaż od początku pojawiają się teorie spiskowe, próbujące nas przekonać, że jest to działanie celowe, albo przypadkowy efekt uboczny jakiegoś laboratorium pracującego nad bronią biologiczną. USA oskarżają Chiny, Chiny oskarżają USA. Lewacy twierdzą, że z pewnością można by w łatwy sposób uniknąć pandemii. Wystarczy tylko, jak twierdzi pani dr Sylwia Spurek „zrezygnować z zabijania zwierząt i jedzenia zwierząt”.


Rząd podjął szereg trafnych decyzji i chwała mu za to, ale niestety podjął też szereg decyzji z którymi nie mogę się zgodzić.


Dzisiaj więcej rzeczy nie wiemy, niż wiemy. Orędzia premiera Morawieckiego i ministra Szumowskiego trwają i trwają, a żeby usłyszeć jakieś konkrety trzeba wytrwać do końca. Przy czym bardziej szczery wydaje się być minister Szumowski, który przynajmniej szczerze odpowiada, że wiele rzeczy nie wie i nie potrafi przewidzieć.

Nie tylko minister Szumowski niewiele wie. Otóż plan rządu na czas zarazy, świadczy o tym, że żadnego konkretnego planu nie ma. Mamy za to do czynienia z całą masą nieprzemyślanych rozporządzeń. Ot, ktoś tam w szatni rzucił hasło „robimy to i to”, ktoś inny przyklasnął, jeszcze inny strategicznie sprawę przemilczał; coś tam zapisano na kolanie i mamy. Co mamy? Całe mnóstwo rozporządzeń (często niezgodnych z obowiązującym prawem, czyli bez konieczności respektowania przez obywateli), które tłamszą wolność jednostki w imię… No właśnie, w imię czego?


W imię jakiej potrzeby zakazano wstępu do lasów? Jak to ma wpłynąć na powstrzymanie wirusa? Nawet nie mam pomysłu, jak rozwikłać tę zagadkę. No i dlaczego do 11 kwietnia? Czy już później w lesie będzie bezpiecznie? Czy to, że w lesie miało miejsce jakieś zgromadzenie, powinno skutkować zakazem dla wszystkich? Czy zabierzemy noże wszystkim w okolicy, jeśli w pobliżu ktoś zginął od noża?


Wprowadzono zakaz handlu na bazarach, targowiskach... Mnóstwo drobnych handlarzy, sprzedało płody rolne za bezcen, albo oddało za darmo, żeby się nie zepsuły. Po kilku dniach zakaz cofnięto. Słusznie, ale ilu handlarzy już się nie podniosło z tego upadku? To przykre, zwłaszcza, jak się patrzy na upadek polskich przedsiębiorców, którzy handlowali w pobliżu sklepów należących do kapitału zagranicznego, których zakazy nie objęły.


Były też samorządy, które postanowiły skrócić godziny działania targowisk. Oczywiście dla bezpieczeństwa. No bo jak wszyscy przyjdą między godziną ósmą a trzynastą, to jest bezpieczniej niż w godzinach 8.00 – 16.00. Absurd.


Wprowadzono specjalne godziny dla osób starszych, szczególnie podatnych na konsekwencje wynikające z zarażenia. Nie trzeba być jasnowidzem, ze to kolejny przepis, z którego pewnie trzeba się będzie wycofać. Część osób dostało mandaty za złamanie tego rozporządzenia, ale nawet nie muszą uiszczać opłaty za ten mandat, gdyż wystawienie go jest bezprawne. Nie oszukujmy się; jeśli premier coś rozporządza, to nie jest to automatycznie najświętszy kodeks prawny. Wystarczy sobie przypomnieć satrapę Donalda Tuska, kiedy powiedział społeczeństwu, że nie musi płacić abonamentu telewizyjnego. Nieszczęśliwcy, którzy w to uwierzyli zostali ukarani.


Małżeństwo, które mieszka w jednym domu, śpi w jednym łóżku nie może wyjść na zewnątrz trzymając się za rękę, czy chociażby iść obok siebie, gdyż przepis nakazuje im zachować odpowiednią odległość względem siebie. No brawo! Głupi by tego nie wymyślił.


Siedemnastolatek, który może pracować, prowadzić samochód, nawet mieć dzieci, nie może bez opiekuna pełnoletniego wyjść z domu...


Nie wolno jechać do myjni, aby umyć samochód, gdyż grozi za to mandat, ale za brudny samochód też grozi mandat.


Ekipa budowlana, która mieszka w jednej kwaterze, korzysta z jednej toalety, jednego stołu do jedzenia, jednego pojazdu do poruszania się do pracy, w pracy ma obowiązek zachować odstęp - 1,5 metra jedna osoba od drugiej.


Kamieniarze nie mogą pracować na cmentarzach. Okazuje się, że praca przy nagrobkach, to najszybsza droga, żeby na cmentarzu pozostać… Kolejna grupa wściekłych przedsiębiorców, których niszczy się w imię… No właśnie, w imię czego?


Nie wolno przemieszczać się rowerami miejskimi. Drogi obywatelu, dla twojego bezpieczeństwa nie możesz jechać sam rowerem do pracy bo bezpieczniej dla ciebie będzie wsiąść do autobusu, w którym jedzie 30 osób. Logiczne?

Przy okazji dobrze jest zmniejszyć liczbę autobusów (jak to zrobiono np. w Warszawie), żeby więcej osób się zmieściło w tych, które są w ruchu. Przecież to oczywiste, ze jest to bezpieczniejsze…


Oczywiście nie ma problemu, żeby autobusem poruszało się ponad 30 osób, ale w kościele nie daj Boże więcej jak 5 osób. To naprawdę zdumiewające, że Kościół się na to potulnie zgodził. Nie pomagają telefony i dobijanie się wiernych. W wielu parafiach, nie tylko katolickich przerywano Msze bo z wizytą wpadli funkcjonariusze policji. Wiele parafii poradziło sobie ukrywając ludzi w kaplicach, kruchtach, czy poprzez zwiększenie ilości Mszy św. i włączanie głośników zewnętrznych tak, aby więcej osób mogło uczestniczyć. To chora sytuacja, żeby ludzie z Andrzejewa jeździli do innych parafii na Msze…


Jakże słusznie rząd zachęca i nakazuje dezynfekcję pomieszczeń i rąk. Przy czym zakazuje sprzedawania środków dezynfekujących! Dochodzi do sytuacji, kiedy na forach internetowych ktoś pisze, że potrzebuje rękawiczek, maseczek i środków do dezynfekcji, ale nigdzie nie może kupić. Pod spodem, inny internauta odpisuje, że wszystko ma, ale nie wolno mu sprzedawać. Czyli, parafrazując pewną córkę pewnego znanego polityka: „jak rząd coś mówi, to mówi”.


Mam taką teorię spiskową. Rząd nie nakazuje noszenia maseczek ochronnych, ponieważ ich brakuje. Jak tylko rynek się nimi nasyci, wejdzie rozporządzenie o nakazie ich noszenia. Póki co, trzymamy się słów ministra Szumowskiego, że maseczki w niczym nie pomagają.


Oczywiście nie trudno się domyśleć, że w tych okolicznościach czarny rynek kwitnie. Nawet pielęgniarki nieoficjalnie kupują środki do dezynfekcji i ochrony dróg oddechowych.

Służba zdrowia postawiona jest w stan pełnej gotowości, przy czym pękła bańka mydlana dobrobytu i państwa „bez deficytu”. Okazało się, że brakuje wszystkiego. Nie tylko specjalistycznego sprzętu, ale również podstawowych środków bezpieczeństwa, jak maseczki i rękawiczki ochronne. To naprawdę jest tak niewielki wydatek, że nawet nie warto sobie zawracać głowy takimi kosztami. A jednak brakuje… Pomimo, że na rynku jest! Brakuje, pomimo, że decydenci twierdzili od początku, że wszystko jest w porządku. Pan Szumowski twierdził, że jesteśmy „w pełnej gotowości”, a lekarze, sanitariusze i personel szpitala w ogóle twierdził zupełnie co innego. Do tego nasi rządzący „wiedzą, co zrobić, żeby wirus się nie rozprzestrzeniał”. Więc skąd tyle nietrafionych decyzji, z których się trzeba było wycofać?!


Widzimy protesty w szpitalu łomżyńskim, gdzie dyrektor zrezygnowała ze swojej funkcji. Słyszymy wypowiedzi lekarzy, którzy boją się przyjść do pracy bo nie mają zapewnionego bezpieczeństwa, a ze strony polityków… wojna o władzę.


Widzimy prośby ze strony szpitala w Ostrowi Mazowieckiej, któremu również brakuje podstawowych rzeczy niezbędnych do ochrony zdrowia i życia. Być może wielu życzliwych ludzi podarowałoby szpitalowi to i owo, ale… rząd zakazał sprzedawać, więc nie mają gdzie kupić.


Szpital w Ostrowi Maz. zaapelował o pomoc w zebraniu funduszy na: „maseczki chirurgiczne, fartuchy jednorazowe, termometry bezdotykowe i płyny do dezynfekcji rąk, powierzchni oraz sprzętu i aparatury medycznej.”


Nie wiemy jeszcze wszystkiego, bo personel medyczny ma zakaz wypowiadania się. czy to dlatego, że wszystko jest w porządku?


Najważniejsze przy tym są wybory. Co tam, że gospodarka pada na twarz. Co tam, że szaleje groźny wirus, który niesie śmierć. Chodźcie na wybory przyjaciele, bo wirus wtedy będzie miał wolne. Tutaj szacunek dla ministra Szumowskiego, że nie ulega naciskom i nie chce się podpisać pod stwierdzeniem, że pójście na wybory jest bezpieczne. No bo jeśli nie jest bezpieczne wyjście do lasu, czy kościoła, to jak ma być bezpieczne uczestnictwo w wyborach?


Można by wprowadzić stan nadzwyczajny, za którym idą pewne uwarunkowania i przepisy prawne, ale decydenci bronią się przed tym rękami i nogami. Wiedzą, że wówczas wybory mogłyby być przesunięte i musieli by wypłacić odszkodowania za swoje decyzje. Lepiej w nocnym głosowaniu zmienić (niezgodnie z prawem) ordynację wyborczą i spróbować przechytrzyć słabszych graczy na arenie politycznej. Co tam, że ktoś może się zarazić i umrzeć, ważne żeby wcześniej oddać głos na dzielnych obrońców ojczyzny. Co prawda prezydent twierdzi, że jeśli jest możliwe pójście do sklepu, to jest i na wybory, ale… Przepraszam, ale jeśli jest możliwe pójście do sklepu, czy na wybory, to dlaczego nie jest możliwe pójście do lasu, kościoła, pracy… Ja rozumiem, że w składzie sędziowskim jest pani Gersdorf i czekamy aż jej kadencja się skończy, żeby to dobrze rozegrać, ale… nasza gospodarka pada!

Minister Blaszczak napisał w Internecie takie oto słowa:

"Ponad 1600 żołnierzy Żandarmerii Wojskowej oraz @terytorialsi wspiera dziś Policję w patrolowaniu skwerów, parków oraz lasów miejskich. Żołnierze monitorują także miejsca nad jeziorami, plaże i deptaki w miejscowościach nadmorskich".

To znaczy, że wcale a wcale nie mamy stanu wyjątkowego...

Dlaczego głosowanie korespondencyjne miałoby dotyczyć tylko obywateli powyżej 60-go roku życia? Dlaczego nie wszystkich? Dlaczego segreguje się ludzi względem prawa? Czyż nie powinniśmy być wobec prawa równi i w takim samym stopniu odpowiedzialni? Inna sprawa, że takie głosowanie raczej nie dojdzie do skutku, gdyż na przykładzie innych krajów wiemy, że konsultacje w tej kwestii były prowadzone przez wiele lat. Sama procedura jest wielce problematyczna i trudna do zrealizowania w tak krótkim czasie.


W ramach protestu wobec takich nocnych zmian, Bartłomiej Dyba-Bojarski – wieloletni członek PiS odszedł z szeregów partii.


Nadmienię tylko, że to Konfederacja wyszła z taką propozycją. PiS okrzyknęło ten pomysł jako bzdurny już następnego dnia, żeby dnia kolejnego podać jako swój własny. Niech tam kradną pomysły i kłamią, aby je tylko wprowadzali (te dobre oczywiście).


Rząd doskonale zna swój elektorat i zapewne dlatego nie podobają mu się pomysły typu: głosowanie za pośrednictwem Internetu.


Ze względu na panującą zarazę, wybory odwołano w wielu krajach na całym świecie. Odwołano szereg koncertów, festiwali i wydarzeń sportowych. Jednak rząd naszego kraju dalej brnie w kierunku wyborów 10 maja. Może decydenci partii wiodącej czują, że kryzys, który bez wątpienia będzie ich udziałem nie pozwoli im na wygranie wyborów w czasie późniejszym, albo chcą coś ugrać odwołując wybory w ostatniej chwili. Czas pokaże. Póki co, jest to niepoważne i niebezpieczne.


Jaki jest poziom TVP każdy widzi. Na czas kwarantanny zarządzono dzieciom naukę zdalną. Świetnie. TVP uruchomiła lekcje dla dzieci. Istna porażka. Gdyby nauczyciele tam występujący pomylili się w drobnych sprawach, raz, czy drugi, można by to zrozumieć bo i tak winę za całą tę błazenadę ponosi TVP, ale lekcje z TVP poległy chyba w każdej dziedzinie, nawet w plastyce. Przykro patrzeć na nauczycielki, które reprezentują poziom edukacji w Polsce, ale... życie jest brutalne. Można im współczuć, ale należy też pamiętać o starym powiedzeniu: "jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz".

Jest wiadomość optymistyczna. Wsparcie uzyskają zagraniczne korporacje, a na tym wszystkim zarobią banki. Optymizm oczywiście udziela się tymże korporacjom i bankom bo szary, polski przedsiębiorca właściwie musi sobie radzić sam. Po słowach Mateusza Morawieckiego, który stwierdził, że na pierwszym miejscu jest dostarczenie jak największych pieniędzy do budżetu, a tylko minimalna pomoc przedsiębiorcom, chyba wszyscy pozbyli się złudzeń. „Umiesz liczyć? – licz na siebie”.


Najważniejsze co chciałem napisać o tym całym zamieszaniu jest fakt, o którym wiem od znajomych psychologów. Bardzo dużo ludzi uległo poważnej panice. Cała propaganda, którą rozkręciły media spowodowała strach w społeczeństwie.


TV Polsat pokazała materiał filmowy z Manchesteru w Anglii. Stan grozy: karetki pogotowia, pełno ludzi w maskach i strojach medycznych. Jednak Polacy mieszkający w Anglii szybko zweryfikowali te doniesienia i podali w Internecie, że to zwykłe kłamstwo.


W Internecie krążyły zdjęcia z włoskiego Bergamo, gdzie ukazane były setki trumien ze zwłokami zmarłych na koronawirusa. Prawda jest jednak taka, że to trumny ze zwłokami afrykańskich imigrantów sprzed kilku lat.


Te same obrazy w jednej telewizji były wymieniane jako miejsca w USA, w innej lokalizowano je jako część Włoch. Zakłamanie i dezinformacja.


Jeszcze nie tak dawno temu próbowano nam wmówić, że panuje epidemia ospy. Ludzie nie dali się nabrać. Kto i po co to robi?


Wielu ludzi poczuło się bezsilnych w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. To zrozumiałe. Jednak należy zwrócić uwagę na fakt, że jeżeli przyjrzymy się statystykom z lat poprzednich, to z łatwością dojdziemy do wniosku, że w latach ubiegłych, w tym samym okresie umierało więcej ludzi niż teraz. Śmiertelność była wyższa bez dzisiejszej zarazy. To chyba dosyć wymowne? Okazuje się, że na podstawie oficjalnych danych rządowych żadnej wyjątkowej sytuacji nie ma, a jest nawet lepiej pod wieloma względami.

Nie znaczy to, że nie ma wirusa, czy też zagrożenia. Jest i trzeba zachować względy bezpieczeństwa, zwłaszcza w kręgu ludzi starszych i schorowanych. Natomiast te same zasady ostrożności trzeba zachować zawsze, w obliczu każdej grypy, czy zwykłego przeziębienia. Wielu światowej sławy lekarzy twierdzi, że żadnej epidemii, a tym bardziej pandemii nie ma. Dlatego prosty apel: nie ulegajmy panice. Zachowajmy ostrożność i bez potrzeby nie narażajmy osób starszych i chorych, gdyż to oni najczęściej są ofiarami infekcji wirusowych. Naciskajmy też na rząd, aby podjął odpowiednie

środki, pozwalające przetrwać polskim przedsiębiorcom.

Dziesiątki tysięcy firm już upadło, a kolejne upadną w tym miesiącu. Najprostszy sposób, aby pomóc przedsiębiorcom, to im po prostu nie przeszkadzać. Nie zabierać danin, których nie mogą zapłacić bo nie mają takiej możliwości. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy rząd zahamował funkcjonowanie setek tysięcy firm, a jednocześnie wymaga się od tych firm żeby nadal płaciły składki do ZUS i uiszczały podatki. Nie – firma, która nie zarabia nie będzie płaciła bo nie zarabia, nie ma obrotu finansowego. Skutkuje to zawieszaniem działalności i zwolnieniami ludzi, albo przejściem do szarej strefy.


Miał już miejsce jeden strajk przedsiębiorców, a planowany jest kolejny. Strajkować będą też rolnicy. Czy naprawdę tzw. „Tarcza antykryzysowa” nie może mieć mniej jak 172 strony? Czy nie mogłaby służyć do obrony, zamiast do okładania po głowie?


Przykład z Niemiec (dla osoby prowadzącej jednoosobową działalność):


„Wczoraj złożyliśmy online wniosek o bezzwrotną pomoc z landu, na stronach Investitionsbank Berlin, rejestracja na stronę 8:30, nr 17336, Logowanie i otwarcie formularza – wniosku – 15 minut, suma 5 tysięcy euro, 10:00 Info o przyjęciu i rozpatrzeniu wniosku dzisiaj o godz 13:15 pieniądze na koncie, - - - Teraz kolej na następny wniosek z Bundes – na sumę do 9 tyś euro na potrzeby utrzymania działalności”.


Skoro większość populacji i tak zostanie dotknięta zarażeniem, to w jakim celu tak poważne restrykcje? Czy ktoś z decydentów wziął pod uwagę następstwa setek tysięcy upadłych firm i miliony osób skazanych na bezrobocie? Kto odpowie za falę depresji i samobójstw, które dotkną społeczeństwo wciągnięte w machinę zadłużania się w bankach i korzystania z tzw. funduszy unijnych?


Dlaczego, skoro wiemy, że nadciąga fala bezrobotnych rząd przedłuża możliwość pracy w Polsce dla obcokrajowców? Dlaczego promuje imigrantów zamiast rodowitych mieszkańców tych ziem i repatriantów? Wbrew obietnicom przedwyborczym...


Nie załamujmy się i walczmy o swoje! Bądźmy ostrożni i odpowiedzialni. Nie wierzmy we wszystko, co pokazuje telewizja i mówią politycy. Myślmy samodzielnie i szukajmy odpowiedzi wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Nikt nam niczego nie da na tacy. Nie ma nic za darmo.


„Kto w czasie pokoju zanadto się czuje bezpiecznym, ten w czasie walki często jest nadmiernie zgnębiony i tchórzliwy” – Tomasz a Kempis


Oczywiście od samego początku obrywa się Kościołowi Katolickiemu. Antyklerykałowie dwoją się i troją żeby udowodnić, że Kościół to banda darmozjadów, która w obliczu tragedii „nic nie robi”. Oczywiście są to bzdury, które na podatny grunt padają tylko w obliczu kompletnych ignorantów i ludzi zacofanych umysłowo, albo takich którzy nie maja żadnej wiedzy w tej kwestii i chwytają każdą propagandę jak bocian żabę.

Wystarczy wiedzieć, że Kościół Katolicki to największa instytucja charytatywna i to w zasadzie wystarczy. Można jednak dodać, że KK prowadzi ponad 120 placówek opieki medycznej. Szpitale prowadzone przez Kościół również opiekują się chorymi i pomagają w walce z zarazą. Kościół prowadzi setki domów dziecka, samotnej matki, świetlic terapeutycznych, domów pomocy społecznej… Pomaga bezdomnym i chorym na co dzień, nie tylko podczas epidemii i wojen. Kościół buduje domy dla dotkniętych powodzią i tzw. mieszkania chronione. Prowadzi łaźnie, jadłodajnie, schroniska… Tego jest tak dużo, że nie sposób wszystkiego wymienić. Najważniejsze jest to, że Kościół to nie jacyś księża pod wodzą papieża. Kościół to księża i wierni – wspólnota. Więc jeśli ktoś mówi, że Kościół nie pomaga, to pluje w twarz każdemu katolikowi, który na te wszystkie dzieła wykłada pieniądze i poświęca swój czas. Znikoma część dotacji pochodzi z budżetu państwa, ale przecież państwo to my – obywatele, którzy w znakomitej większości deklarujemy się jako katolicy. Poza tym to żadna łaska dorzucić coś instytucji, która wyręcza organa państwowe w tylu obowiązkach… Tak, Kościół pomaga i wykłada ogromne pieniądze na pomoc potrzebującym.

Czytelnia
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com