Ks. płk Antoni Józef Warakomski, cz.III (3)

Link do cz.I (3)


9 grudnia ks. płk. Warakomski otrzymał od Naczelnego Wodza PSZ Krzyż Walecznych za ocalenie i bezpieczne dostarczenie do Anglii sztandaru SBSPodh. Tego dnia król Norwegii nadał Podhalańczykom przywilej noszenia sznura z norweskimi barwami narodowymi i miniaturką złotego lwa na lewym ramieniu.

Rok później ks. Antoni powrócił do strzelców podhalańskich.


Od 14 maja 1941r. ks. płk. Warakomski pełnił funkcję kapelana szpitala polowego. W tym szczególnym miejscu, misja kapelana jest jak najbardziej ważna i nieoceniona. To właśnie w lazaretach ludziom potrzebna jest pilna potrzeba pojednania z Bogiem i podniesienie na duchu. To patrząc śmierci w oczy, człowiek zastanawia się nad sensem życia i stawia sobie wiele pytań. Rolę duchownego – psychologa sprawuje właśnie kapłan.


W grudniu 1941r., jak już wspomniałem ks. Warakomski powrócił do Podhalańczyków i wraz z batalionem został wcielony do słynnej 1 Polskiej Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka. Był kapelanem 10 Brygady Kawalerii Pancernej. Przeszedł cały szlak bojowy, wiodący przez Francję, Belgię, Holandię i Niemcy, aż do czasu, kiedy 1 Dywizja Pancerna przyjęła kapitulację niemieckiej twierdzy Wilhelmshaven.

Latem 1944r., razem z Dywizją brał udział w lądowaniu aliantów w Normandii. Zaraz po wylądowaniu u brzegów Francji polscy żołnierze wzięli udział w bitwie o Falaize. Polacy mieli za zadanie powstrzymać ewentualny odwrót sił niemieckich. Amerykanie nie za bardzo chcieli się pchać na siły niemieckie, zwłaszcza, że zakładali, że okrążeni Niemcy się poddadzą. Żołnierze Hitlera nie tylko nie byli skorzy do wywieszenia białej flagi, ale będąc okrążonymi, bili się jeszcze bardziej zaciekle. Polacy nie mieli takich dylematów – przyjechali tu, aby bić Niemca. Generał Montgomery, głównodowodzący wojskiem na lądzie powiedział: „ Niemcy byli jakby w butelce, a polska dywizja była korkiem, którym ich w niej zamknęliśmy”.

Monumentalnych rozmiarów inwazję wojsk sprzymierzonych rozpoczęła operacja „Neptune”. Tutaj również muszę dodać, że obecni przy operacji byli polscy marynarze z jednostek pływających: ORP „Błyskawica”, ORP „Piorun”, ORP „Kujawiak”, ORP „Ślązak” i ORP „Dragon”. Ten ostatni zatonął, trafiony żywą torpedą. W inwazji wzięły udział także nasze liniowce, spełniające funkcje transportowców: MS „Batory”, MS „Sobieski”, SS „Chorzów”, SS „Katowice”, SS „Kmicic”, SS „Kraków”, SS „Narew”, SS „Poznań”.

Na niebie francuskim pojawiły się załogi 11 tysięcy samolotów, w tym polskie. W inwazji wzięły udział lotnicy ze 131 i 133 Skrzydła Myśliwskiego.


1 Polska Dywizja Pancerna była postrachem żołnierzy niemieckich i obiektem podziwu żołnierzy alianckich. Niemcy nazywali naszych pancerniaków „Czarnymi diabłami”. Tak piekielnie dawali im się we znaki. Swoją drogą, ciekawe jak czuł się

ks. Warakomski, jako „czarny diabeł”…?


Po zakończeniu działań militarnych nasz bohater podjął się zorganizowania wraz z kpt. Kasprzakiem miasteczka, w którym zakwaterowano Polaków uwolnionych z niemieckich obozów. Miasteczko nazwane zostało Maczków (Haren).


Ks. płk. Antoni Warakomski:


„Urządzamy to miasto z kpt. Kasprzakiem. Sprawy oświaty i wyznaniowe do mnie należą, innymi zajmuje się kpt. Kasprzak. Powstają szkoły, przedszkola, ochronki, szpitale. Spowiadać trzeba codziennie 3-4 godziny. Osobny rozdział to małżeństwa. Wielu wygnanych z Polski na przymusowe prace do „bauerów” łączy się w związki naturalne, żyjąc ze sobą po 2-4 lata bez możliwości usankcjonowania swego małżeństwa. Dopiero tu znajduje okazję. W wyniku tego np. jednego tylko dnia 11 czerwca 1945r. błogosławię „za jednym zamachem” przy wspólnym Veni Creator – 82 pary małżeńskie. Symboliczne obrączki każę robić z miedzianego drutu. (…)

Dnia 12 lipca 1945r. opuszczam Maczków i wracam do macierzystego oddziału. Zanim to nastąpi, udaję się do Dachau i zabieram stamtąd kilku księży z diecezji łomżyńskiej”.

Do Polski ks. płk. Antoni Warakomski powrócił latem 1946 roku. Decyzję o szybkim powrocie przyspieszyła choroba matki ks. Antoniego.


Grzegorz Socik:


„Rodzina księdza Warakomskiego, jak wiele innych, bardzo ucierpiała podczas okupacji. Brat księdza, Zygmunt Warakomski został aresztowany jako patriota 25 września 1939r. przez Sowietów i od tego momentu wszelki słuch po nim zaginął. Jego syn Stanisław zginął w 1944r. jako członek AK. Żona Zygmunta Zofia została wraz z córką Haliną deportowana do Generalnej Guberni. Drugi brat księdza Stanisław Warakomski został rozstrzelany jako zakładnik w Grodnie w 1943r. Jego syn Jan zginął 12 września 1944r. pod Wawrem koło Warszawy. Na jego grobie widnieje po dziś dzień tabliczka „NN”. Żona Stanisława Teodora z dziećmi: Ireną lat 17, Zdzisławem lat 10, Józefem lat 3, została 22 czerwca deportowana na Syberię. Do kraju powróciła w 1946r. Matka księdza Natalia Warakomska została w 1939r. aresztowana a w lutym 1940r. zesłana do Kazachstanu. Do Polski powróciła po 7 latach. Ksiądz Warakomski przygarnął obie wdowy z dziećmi i matkę do siebie, do Jasienicy gdzie w październiku został proboszczem parafii św. Rocha.


Ks. płk. Antoni Warakomski:


„W sierpniu 1946r., mając w pamięci, że dla polskiego ludu święcony byłem, wracam do kraju, aby dlań pracować. Od października 1946r. jestem proboszczem na wiejskiej parafii w Jasienicy Mazowieckiej i zamierzam tu pozostać, póki NAJWYŻSZY WÓDZ nie powoła mnie do swego raportu. Wówczas zobaczymy się chyba jeszcze i, jeśli to będzie zgodne z wolą Sędziego i Stwórcy, wspominać będziemy Ankenes i Narvik… Czekajcie więc, druhowie frontowi, na swego kapelana, wy – „bohaterowie spod Narviku bum, bum…”.

Parafia w Jasienicy wiele zawdzięcza ks. Warakomskiemu. Po pierwsze parafianie musieli nauczyć się żołnierskiego drylu. Nowy proboszcz nie tolerował spóźniania się braku ogłady. Potrafił wyrzucać z kościoła delikwentów „na rauszu” i odmówić udzielenia ślubu parom, które spóźniły się na własną ceremonię.

Pomijając początkowe niesnaski, parafianie szybko się nauczyli, że parafia musi funkcjonować jak w przysłowiowym zegarku.


Ksiądz Warakomski zadbał o kościół i zabudowania parafialne. Założył centralne ogrzewanie, elektryczność i wybudował toalety. Częściowo za swoje pieniądze, wyremontował też kościół. Wymienił poszycie dachu świątyni i wyremontował dzwonnicę. Dokonał remontu posadzki, witraży, organów, wstawił nowe ławki. Powiększył też i opasał murem cmentarz grzebalny, na którym spoczął po swojej śmierci w roku 1971.


Jako dumny bohater walk o Narwik nadal chodził w mundurze. W czasie rocznic bitwy o Narwik odprawiał Msze św. za towarzyszy broni, którzy polegli w bitwie. W ten sposób kultywował pamięć o nich.

Był też ksiądz pułkownik kapłanem niepokornym. Nie stronił od środowiska podziemia antykomunistycznego; udzielał ślubów i chrzcił dzieci. Naturalną koleją rzeczy było zainteresowanie się jego osobą funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Ostrowi Mazowieckiej. Podczas jednej z wizyt bezpieczniaków, jeden z ubeków obraził matkę ks. Warakomskiego, za co ks. Warakomski wyrzucił ich za drzwi. Spodziewanych konsekwencji, o dziwo nie było.

Z inspiracji kardynała Stefana Wyszyńskiego Episkopat Polski na 120 Konferencji Plenarnej przedstawił list noszący tytuł: „Rocznica Wielkich zmiłowań Pańskich”, który dotyczył 50 rocznicy „Cudu nad Wisłą”. Chociaż list nie wspominał o bolszewikach z „ostrożności procesowej”, to i tak znalazł się w orbicie zainteresowań watah bezpieczniackich.

Ks. Warakomski został wezwany do Ostrowi Mazowieckiej, gdzie pracownicy komuniści namawiali go, aby nie odczytywał z ambony listu od Episkopatu. Ksiądz odparł, że walczył w bitwie pod Paprocią Dużą i był uczestnikiem tych działań wojennych, a list a i owszem przeczyta, jeśli taką dyspozycję wyda mu biskup.

Ostatecznie Episkopat Polski, po naciskach, pogróżkach i szykanach ze strony władzy komunistycznej, odłożył list na pamiątkę potomnym. Prymas Wyszyński zauważył, że list już spełnił po części swoją rolę, „przez rozgłos jaki nadał rząd PRL”.


I sekretarza KC PZPR, Władysława Gomułka otrzymał list od Prymasa, w którym kard. Wyszyński pisał m.in.:


„Proszę zauważyć, że w Liście nie ma ani jednego drastycznego wyrażenia pod adresem Armii Radzieckiej stojącej w sierpniu 1920 roku pod Stolicą. Na pewno czytelnik listu nie odniesie tego wrażenia, jakie widzi USW, w przewidywanym Liście Episkopatu.

Byłbym wdzięczny Panu, gdyby – sam to spokojnie ocenił.


4. Motywem, który skłonił Biskupów Polskich do uchwalenia Listu – jest fakt historyczny, który miał miejsce w dziejach Narodu i wymazać się z tych dziejów nie da. Fakt ten miał nie tylko oblicze strategiczne czy polityczne. Miał on też wymiary społeczno-religijne: był mobilizacją ducha Narodu polskiego, który poczuł, że Jego młoda niepodległość może być zagrożona; do tej duchowej mobilizacji dla obrony niepodległości walnie przyczynił się Kościół, który podtrzymywał wiarę w to, że wspólnym wysiłkiem i ofiarą wolność zachowana być może i powinna.


Na ten fakt patrzymy oczyma ludzi ówczesnych, przez pryzmat ich wiary w to, że Polska ma prawo do niezależności politycznej. Wiara w to prawo miała olbrzymie znaczenie dla Narodu, któremu prasa światowa wszczepiała wówczas truciznę o „państwie sezonowym”, o „polskim bałaganie”, o „polskiej nieproduktywności” i „niezdolności do samodzielnego bytu”.

Nie da się zaprzeczyć, że zdarzenie wojenne nad Wisłą dodało Narodowi Wiary we własne siły, zaufania do odradzającej się Ojczyzny i pobudziło do tylu nadludzkich ofiar z życia młodego pokolenia odradzającej się Polski.

Nie wchodząc w ocenę polityczną przyczyn, które doprowadziły do tej wojny – co pozostanie sprawą sporną przez długie jeszcze lata, niezależnie od bogatej literatury przedmiotu (J. Piłsudski, M. Tuchaczewski, Wł. Sikorski, Arciszewski, W. Żeligowski, J.N. Siergiejew, W. Putna), należy obiektywnie uwydatnić wyjątkowe dla Narodu zjawisko zjednoczenia sił narodowych (pod przewodnictwem W. Witosa, przy współudziale socjalistów), co było osiągnięciem wyjątkowym dla Narodu indywidualistów, skłóconego przez zwalczające się obozy polityczne.


To są fakty. Ale w Liście Biskupów większe znaczenie ma program ku przyszłości: jak posługiwać się darem wolności, czemu poświęcona jest znakomita część Listu.”


Pięć lat później, podczas kolejnej rocznicy Prymas Stefan Wyszyński, jak to miał w naturze wplótł motyw wojny polsko-bolszewickiej w swoją homilię:


„Ta ziemia polska, której umiemy bronić, jak o tym świadczy dzisiejsza rocznica zwycięstwa oręża polskiego nad Wisłą, ta polska ziemia jest przedziwnie urodzajną przedziwnie wdzięczna, przyjmująca ochotnie i trud pracy Waszej i pot z Waszych czół i krew żołnierzy padających w obronie Ojczyzny na granicach. Pozostaje obowiązek nie tylko korzystania z ziemi, obowiązek miłowania ziemi.”


Tak więc problem z listem rozwiązał się sam, co nie zmienia faktu, że ks. Warakomski wykazał się odwagą i uporem wobec owianych złą sławą funkcjonariuszy UBP.


W życiu doczesnym swojej parafii ks. Warakomski również nie próżnował. Pomagał przy budowie dróg i melioracji pól. Był wskrzesicielem miejscowej jednostki strażackiej. W dowód wdzięczności został honorowym patronem Ochotniczej Straży Pożarnej w Jasienicy.


W roku 1967 ks. Warakomski otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Rok później otrzymał oficjalnie, przyznany już wiele lat wcześniej awans do stopnia pułkownika.


27 października 1971r., po długiej chorobie ks. płk Antoni Warakomski zmarł w szpitalu w Ostrowi Mazowieckiej. Na pogrzeb przybył niemalże każdy parafianin, z członkami OSP na czele. Przybyła też kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego.

Ks. Warakomski nie chciał pogrzebu z pompą i przemówieniami. Był człowiekiem skromnym i takiego pogrzebu sobie zażyczył. Pozostawił list do swoich parafian, który został odczytany podczas uroczystości pogrzebowych. Zgodnie z wolą zmarłego, pochowano go w skromnej trumnie, a na jego grobie położono jedynie duży głaz i zasadzono zwykłe, skromne, polne kwiaty. Dzisiaj obok głazu, zamiast kwiatów znajduje się granitowy nagrobek.


Opracowano na podstawie:

- „Narwik”, Felicjan Majorkiewicz

- „Udział kapelanów wojskowych w drugiej wojnie światowej”,

pod red. ks. płk. dr. J. Humeńskiego

- "Wspomnienia wojenne kapelanów wojskowych 1939-1945",

pod red. ks. płk. dr. Juliana Humeńskiego

- „Krokiem zdobywców”, Innocenty Libura

- „Wiadomości Kościelne Diecezji Łomżyńskiej”, nr. 9, Łomża 1. XI. 1928r.

- „Zeszyty Naukowe Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego”, nr. 13/1999r., G. Socik

- „Jeśli zapomnę o nich…”, Grażyna Lipińska

- „Marsz czarnych diabłów”, Evan McGilvray

Czytelnia
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com