Jeńcy z 18 Dywizji Piechoty

September 10, 2020

        „Żołnierze niemieccy wysłani do Polski w 1939r. we wszystkich jej mieszkańcach widzieli potencjalnych wrogów. Prawo do obrony kraju przyznawali jedynie wybranym grupom, to jest oddziałom, które nie prowadziły działań bojowych z ukrycia, lecz stawały do walki w zwartych formacjach. Odmawiali natomiast statusu regularnych wojsk żołnierzom nieprzyjaciela, którzy ze względu na szybko przesuwającą się na wschód linię frontu znaleźli się na tyłach armii niemieckiej, a także organizacjom paramilitarnym, które nie wchodziły wprawdzie w skład armii czynnej, jednak zgodnie zobowiązującym prawem wojennym były uprawnione do obrony kraju.” - J. Böhler

         13 września 1939r 18 Dywizja Piechoty przestała istnieć. Po fanatycznej obronie na linii rzeki Narwi, na skutek braku amunicji, mając setki rannych i zabitych w bojach o Nowogród, Łomżę, Wiznę, Zambrów… 18DP została zniszczona pod Andrzejewem. Dowódca jednostki, płk. dypl. Stefan Kossecki był ciężko ranny, płk Aleksander Hertel zginął podczas próby wyjścia z okrążenia, płk Kazimierz Pluta-Czachowski chociaż zdołał wyrwać się z okrążenia, dostał się do niewoli.  Ppłk Witold Sztark poprosił Niemców o udzielenie pomocy rannym żołnierzom. Rannych zabierano z pola bitwy jeszcze kolejnego dnia. Niektórych Niemcy zabili tuż po rozbiciu resztek dywizji, innych męczyli po wzięciu do niewoli. Niektórym udzielono pomocy, a nawet zoperowano w prowizorycznie zorganizowanym szpitalu w kościele andrzejewskim.

 

Stanisław Ościłowski, podoficer dywizyjny kompanii ckm wspominał:

 

„Obsługiwałem ckm. Skończyła mi się amunicja. Byłem bezradny. Koło mnie, w zasięgu oka nie było już ani jednego polskiego żołnierza. Migały tylko niemieckie mundury. Niedaleko zobaczyłem rannego ckm-istę. Podczołgałem się. Nie żył już. Zająłem jego stanowisko. Nie widziałem nikogo...tylko nienawiść...i te mundury. Kiedy i tu skończyła mi się amunicja, dopiero poczułem ostry ból w nodze. Kiedy ucichła strzelanina, zacząłem się cofać. Zauważono mnie. Niemcy zaczęli strzelać. Byłem blisko jakiegoś leja, i tam wpadłem. Widziałem, jak Niemcy podchodzili do naszych i przebijali bagnetami. Kiedy przyjechało niemieckie dowództwo wojskowe zaczęli zbierać swoich, a także naszych jeńców."

 

        Większość jeńców Niemcy zgromadzili na polach przy jednym z młynów wiatrowych w Andrzejewie. Płk. dypl. K. Pluta-Czachowski stwierdził, że „pod Andrzejewem, w ostatniej bitwie dywizji, nieprzyjaciel zdobył zasadniczo kilka tysięcy rannych, około tysiąca cywilnych więźniów, zniszczony sprzęt bojowy i tylko niewielką ilość jeńców, tych zresztą w większości w toku walki.”

         Przez cały dzień 13 września jeńców przewożono spod „wiatraka” do zambrowskich koszar. Większość musiała przebyć około 20 km trasę pieszo. W ręce Niemców dostała się również część sprzętu artyleryjskiego. Na fotografiach wykonanych przez niemieckich żołnierzy możemy zobaczyć m.in. stosy broni i umundurowania żołnierzy polskich oraz armaty, haubice i działka przeciwlotnicze zdobyte przez najeźdźców. Wraz ze sprzętem zagarnięto też kilkadziesiąt wozów taborowych 18DP.

Ppłk Witold Sztark, dowódca 18pal i ostatni dowódca 18DP:

 

„Zakomunikowałem wysłannikowi niemieckiemu, że oddziałów walczących nie ma, a tylko są ranni i chorzy, ponowiłem prośbę o pomoc dla nich. Płk niemiecki razem z przybyłym wkrótce porucznikiem niemieckim wydali odpowiednie zarządzenia dla zebrania rannych. Ponieważ w Łętownicy była pewna ilość rozbitków i oderwańców, a przy kolumnie wozów z rannymi i chorymi, wyciągniętej wzdłuż drogi Srebrny Borek-Łętownica było dużo cywilnych woźniców, to Niemcy zabrali i ich do niewoli. (…)

Artyleria po wystrzelaniu amunicji miała działa bądź zniszczone, bądź ze zniszczonymi przyrządami celowniczymi, bądź z lufami rozworowanymi nie nadającymi się do użytku.”

 

         Około 4 tysiące wziętych do niewoli Polaków (żołnierzy, policjantów i osób cywilnych) znalazło się na terenie koszarowym w Zambrowie.

Tutaj zgromadzono też konie kawaleryjskie i pociągowe. Konie odegrają tutaj bardzo istotną rolę, dlatego warto wiedzieć, że Niemcy zabrane z pola walki konie zamknęli w stajni, a niektóre umieścili za drewnianym ogrodzeniem.

Jeńcom nakazano na noc położyć się na ziemi i nie wstawać pod groźbą śmierci. Dalej oddaję głos bezpośredniemu świadkowi wydarzeń Leonowi Szyszko:

 

„Leżałem bardzo blisko jednego z samochodów niemieckich. Nie spałem i rozglądałem się na leżąco po placu zwracając głowę w kierunku samochodów. Stało na nich w pobliżu karabinów maszynowych po kilku żołnierzy. W pewnym momencie na te samochody wskoczyło po kilku dalszych żołnierzy uzbrojonych w rozmaitą broń. Na pobliskim samochodzie jeden z żołnierzy wskazywał ręką innym na skos placu. Zwróciłem głowę i zobaczyłem, jak jeden z żołnierzy niemieckich trzymał za lejce konie lub konia zaprzęgniętego do wozu. Obok stał drugi żołnierz niemiecki i bił te konie batem.

W pewnym momencie zobaczyłem, że ten żołnierz, który bił konie odskoczył od nich, a ten drugi puścił lejce i konie wyrwały się biegnąc prosto na leżących na placu jeńców polskich. Kiedy konie rozpoczęły tratować jeńców polskich, to jeńcy krzycząc odskakiwali na boki i do przodu zrywając się z ziemi. Widziałem na własne oczy jak jeńcy wstawali ratując się w ten sposób przed stratowaniem.

Jeńcy kierowali się w stronę wozowni. Konie spłoszone przez Niemców pędziły bardzo szybko. W tym samym czasie dwa karabiny maszynowe umieszczone na samochodach otworzyły ogień. Żołnierze niemieccy zamiast zatrzymać konie, strzelali do jeńców polskich zrywających się z ziemi w obawie przed stratowaniem. Nie wykluczam, że Niemcy strzelali także z innych karabinów maszynowych lub innej broni, gdyż zauważyłem strzelające dwa karabiny maszynowe znajdujące się w bliskiej ode mnie odległości około 8 metrów.”

 

Leon Szyszko, składając zeznania przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich z Białegostoku stwierdził, że podczas wydarzeń z nocy z 13/14 września 1939r. zginęło 100 jeńców. Oczywiście wielu też zostało rannych.

 

        Wbrew zeznaniom Leona Szyszko Szymon Datner pisał o „niewyjaśnionych okolicznościach”, podczas których konie wbiegły na plac z jeńcami i 200 zabitych:

 

„W niewyjaśnionych całkowicie okolicznościach na plac i na śpiących żołnierzy wpadły konie taborowe. Żołnierze zagrożeni stratowaniem poderwali się z miejsca i wówczas momentalnie straż rozpoczęła ogień z broni automatycznej, który trwał około 10 minut i ustał dopiero wtedy, gdy w zamieszaniu Niemcy ranili również kilku swoich żołnierzy; dopiero ich krzyki spowodowały zaprzestanie ognia. Po masakrze ponownie zapowiedziano, że jeńcy nie mogą się ruszać ze swoich miejsc. Przez całą noc rozlegały się jęki umierających i rannych wołających o pomoc lub dobicie, a którym do świtu zabroniono okazać jakiejkolwiek pomocy. Rozmiary rzezi okazały się dopiero w dzień, kiedy to z placu zebrano około 200 zabitych iokoło100 rannych. Wśród jeńców uporczywie komentowano przyczynę wpadnięcia koni na plac jako zorganizowaną robotę niemiecką, niektórzy tłumaczyli ją jako spowodowaną spłoszeniem ich przez oślepiające światło reflektorów”.

 

        Niestety do dzisiaj, pomimo prowadzonego śledztwa nie wiemy gdzie zostali pochowani zabici w masakrze i ilu ich faktycznie było. Zeznania świadków wskazują na miejsce pochówku przy jednym z bloków koszarowych. Leon Szyszko wskazywał miejsce za koszarową wozownią. Jest on o tyle wiarygodnym świadkiem, że był jednym z wyznaczonych przez Niemców do znoszenia zwłok zabitych jeńców. Po wojnie wybudowano tam halę produkcyjną i budynek biurowy Zambrowskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego.

 

 Miejsce, gdzie zgromadzeni byli jeńcy 18DP w Andrzejewie. Czasy współczesne.

 

 

Źródła:

- „Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce”, Jochen Böhler

- „Zbrodnie Wehrmachtu na jeńcach wojennych w II wojnie światowej”, Szymon Datner

- „Komentarze historyczne – Zbrodnie Wehrmachtu na jeńcach polskich we wrześniu 1939 roku”, Tomasz Sudoł.

- „Garnizon Zambrów”, Jarosław Strenkowski

 

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com