UB


Łomżyński UB


Poniżej fragment tekstu autorstwa Roberta Radzika:


W początkowym okresie (1945-1946) do łomżyńskiej bezpieki przyjmowano wszystkich chętnych, bez możliwości szczegółowej weryfikacji kandydatów, co prowadziło w przyszłości do różnych problemów dla bezpieki. Nieufność i wrogość, z którą większość mieszkańców powiatu odnosiła się do powiatowego „resortu”, wytworzyły rodzaj ostracyzmu, który spowodował, że przyjmowano większość chętnych. W historii łomżyńskiej bezpieki dość duży procent funkcjonariuszy stanowili Białorusini lub osoby deklarujące w oficjalnych ankietach w rubryce „wyznanie” wiarę prawosławną. Pochodzili głównie z powiatu Bielsk Podlaski, który w tamtym czasie stanowił istne „zagłębie” kadrowe dla władzy komunistycznej na Białostocczyźnie. Inną grupę stanowili oddelegowani do pracy w łomżyńskich „organach” komuniści z innych części Polski, m.in. z Lubelszczyzny, Kielecczyzny czy też z Zagłębia Śląsko-Dąbrowskiego. Nie brakowało również wśród nich aktywnych kolaborantów sowieckich z czasów I okupacji (1939-1941). (…)


O braku wykształcenia i nędzy intelektualnej ówczesnych „utrwalaczy władzy ludowej” świadczyć może życiorys, przez niego samego napisany, niejakiego Władysława Czabana z 1946. Ten 24-letni człowiek podał w swojej ankiecie personalnej, iż ukończył 5 klas szkoły powszechnej, chociaż czytając poniższy tekst wydaje się to mało prawdopodobne…:


„(…) Po ikazaniu się band AK i NSZ zaczęły bandyci ścigać mnie i prześladować, że obecnie ja mam ufność do demokracji i ludności po wsiach głosiłem że bandyci będą za owe uczynki wywieszane i że dla nich nie ma miejsca w Polsce demokratycznej. Więc bandyci dowiedziawszy się, że ja nie mogąc na nich patrzyć, i że zameldował o nich do Milicji Obywatelskiej, zaczęły bandyci ścigać za mną, żeby mnie zabić, żebym ja jem nie przeszkadzał. (…) Gdy wojsko znowoj odjechało to bandyci zaczęły mnie poszukiwać, a ja zdołałem zbiec do Bielska, ażeby ofiarować swoje młode lata dla dobra Demokracji. I odemścić faszystom z NSZ za ich bandyckie uczynki (…).”


8 listopada 1947 r. ówczesny szef łomżyńskiej bezpieki Zygmunt Rewucki zorganizował zabawę taneczną dla swoich podwładnych. Jako że w mentalności pracowników „resortu” dobra zabawa była równoznaczna z upiciem się w sztok, nie zabrakło morza alkoholu. Po kilku godzinach, gdy wszyscy znajdowali się już w odmiennych stanach świadomości, plutonowy Edward Rogala odbezpieczył rewolwer i gromko krzyknął, że wszystkich powystrzela. Po czym realizując groźbę wystrzelił w stronę Rewuckiego kładąc go trupem! Został skazany na 12 lat więzienia, które Najwyższy Sąd Wojskowy zmniejszył do 5 lat. Nie wiadomo, czy był to wynik zamroczenia alkoholem czy nagły wyrzut resztek sumienia… Podobny był przypadek niejakiego Włodzimierza Hapanowicza. Ten również będąc całkowicie pijanym 19 grudnia 1948 r. zastrzelił II sekretarza gminnego PPR w Szudziałowie. (…)


Jan Kulikowski także nabierał niezdrowego animuszu po wypiciu większej ilości gorzałki. Czynione przez niego ekscesy i burdy rosły w lawinowym tempie, co doprowadziło pod koniec lutego 1951 r. do dyscyplinarnego zwolnienia go ze służby w UB. Miarę przebrał podczas zabawy w Zambrowie, gdy pijany zaczął strzelać do uczestników zabawy. Plutonowy Józef Chrapowicz był nawet przez krótki czas oddziałowym aresztu PUBP w Łomży, ale jego notoryczny alkoholizm spowodował w końcu zwolnienie ze służby w UB z dniem 30 listopada 1947 r. za „systematyczne pijaństwo”.