Bitwa pod Byczyną

Prawie 440 lat dobiega, gdy po śmierci Stefana Batorego arcyksiążę austryacki, Maksymilian, nie turbowany przez najgroźniejszego rywala, jakim był dla Habsburgów w wieku XVI-m książę francuzki, przez stronnictwo Zborowskich został obwołany królem polskim, - a nie wątpiąc o osiągnięciu celu swoich życzeń, dążył do Krakowa dla objęcia korony Jana Zamoyskiego, popierającego na czele większości narodu Zygmunta, królewicza szwedzkiego, został wraz ze swymi adherentami nie tylko od bram stolicy, ale z granic Rzeczypospolitej do Szlązka wyrzucony i tam pod Byczyną pobity i do niewoli wzięty dnia 24-go stycznia 1588-go roku.¹


Król Stefan Batory zmarł w Grodnie 12 grudnia 1586 roku, w trakcie przygotowań do kolejnej wojny z Moskwą. Pochowany został w katedrze na Wawelu, a tron po nim przejął Zygmunt III Waza (elekcja z 1587 r.). O tron Rzeczpospolitej zabiegał także austriacki arcyksiążę Maksymilian III z potężnego rodu Habsburgów. Potęga Habsburgów dodatkowo podbudowana była wsparciem Watykanu, który właśnie w nich upatrywał sojuszników w sprawach watykańsko-francuskich. Dużym wsparciem dla Habsburgów byli również Zborowscy, którzy mieli interesy powiązane z rodem austriackim. Zborowscy mieli wówczas ogromne wpływy w Polsce i gotowi byli na wszystko, oby tylko wprowadzić na tron arcyksięcia Maksymiliana III.


Kraków, Byczyna, Król, Andrzejewo, Husaria,
Zygmunt III Waza. Z Bożej łaski król Polski.

Zygmunt Waza mógł liczyć na wsparcie Prymasa Stanisława Karnkowskiego, który potwierdził wybór Stefana Batorego na króla Polski, a po jego śmierci pełnił funkcję interreksa (zastępującego osobę króla w czasie bezkrólewia). On też ogłosił później królem Zygmunta III Wazę i koronował go w katedrze wawelskiej. Stronnikiem króla był także hetman i kanclerz wielki koronny Jan Sariusz Zamoyski i kilku innych, wysokich dostojników.


Po ukończeniu czynności sejmowych – pisał Górski¹ - pospieszył (27 sierpnia) Zamoyski z wojskiem, jakie miał pod ręką, śpiesznym marszem do Krakowa, w celu zabezpieczenia stolicy od poruszeń nieprzyjaciół; Zborowscy zaś ruszyli ze swemi najemnikami do Wiślicy, aby, opanowawszy ten gród, nie dopuścić do zjazdu, który strona przeciwna sobie tutaj naznaczyła. (…) Wojsko Maksymiliana urosło tymczasem do 4 000 piechoty i 2 000 jazdy. Składało się zaś po większej części z ochotników morawskich, szlązkich i austryackich, którzy przystali do arcyksięcia nie tyle jako wojskowi, ale raczej jako służba honorowa, odprowadzająca go na królestwo, przy zapewnionym trzech miesięcznym żołdzie.


Stronnictwo przyszłego króla Polski wysłało w październiku posłów, którzy odradzali Habsburgowi przekraczanie granicy. Ten jednak nie był skory do stosowania się do próśb i 10 października wkroczył na tereny Rzeczpospolitej. Posłów zaś, którzy odmówili tytułowania go królem Polski kazał pojmać. Mieszczanie z Będzina musieli obiecać mu wierność, ale tak naprawdę nie wszyscy zrobili to z przekonaniem.


Po drodze do Olkusza świta arcyksięcia natknęła się na opór załogi zamku w Rabsztynie. Dzisiaj to tylko okazałe ruiny, ale wówczas, zbudowany za panowania króla Kazimierza Wielkiego zamek był trudną do zdobycia twierdzą. Dowódcą załogi zamkowej był Gabriel (Hawryło) Hołubek, oficer kozacki w służbie Rzeczpospolitej, który nie zamierzał się poddać woli rodu Habsburgów.


Arcyksiążę Maksymilian III nie miał czasu na obleganie i zdobywanie zamku i zaniechał sporu z niechętną mu załogą. 14 października przybył do Olkusza, gdzie zastał zamknięte i zatarasowane bramy miejskie.


Konstanty Górski:


W tem miejscu przybyły arcyksięciu znaczne posiłki. Zborowscy przyprowadzili mu 2, 500 koni, niejaki Swarowski 2, 000, mniejsze hufce przywiedli: Jazłowiecki, Oppersdorf i inni. Dodawszy te siły do 6, 000, z któremi Maksymilian z Ołomuńca wyruszył, widzimy, że armia jego urosła wśród dotychczasowego pochodu do 11, 000 żołnierza.


Z taką potęgą Olkusz nie mógł się mierzyć, więc mieszkańcy szybko otworzyli bramy miasta. Ze wzmocnioną armią arcyksiążę ruszył do Krakowa. Gród Królewski prezentował się dużo okazalej niż Olkusz i tutaj już miasto było całkowicie przygotowane do obrony. Gruby mur i 46 baszt stanowiło całkiem solidną linię obrony głównej części Krakowa.


Maksymilian III Habsburg

Na spotkanie Habsburga i jego kompanów wyruszył wojewoda Tęczyński i okoliczna szlachta z wojskiem zaciężnym. Ten nie podjął walki, ale wycofał się do pobliskiego Rakowca, a potem do jeszcze bezpieczniejszej Mogiły (dzisiaj część Krakowa). Tam, w miejscowym klasztorze debatował i radził o dalszym toku postępowania. Tymczasem jego wojsko, które czuło się zbyt bezpiecznie, zlekceważyło rotmistrza z rabsztyńskiego zamku.


Joachim Bielski w swojej kronice zapisał:


Tymi czasy Hołubek kilkaset ludzi Maxililianowych zesławszy z Rabsztyna pobił, za pomocą gornikow, y chorągiew im wziął (którą posłał do Krakowa, y wisi nad grobem Śgo Stanisława w kościele na zamku) gdzie korzyść nie małą otrzymał: acz górnicy do wozow go uprzedzili.


Z pomocą arcyksięciu przyszedł dwór cesarski. Wojska niemieckie zasilili kolejni żołnierze, a w skrzyniach przybyło złota. Jednakże strona polska nie próżnowała. Okoliczne wioski były palone a drogi, po których transportowano żywność odcinane.


Arcyksiążę Maksymilian III pod koniec października wyruszył do Zielonek. Był to jednak manewr, który miał zmylić stronę polską. Prusacy wycofywali się tylko pozornie. Docelowo, w porozumieniu z niektórymi mieszczanami, którzy mieli otworzyć bramy miejskie zaatakowali Kraków. Do szturmu przystąpili też między innymi niedawno przybyli podwładni renegata Górki wraz z artylerią, a także Zborowscy i Stadniccy.


Kraków, Byczyna, Maksymilian III, Habsburg, Waza, Husaria,
Rynek główny w Krakowie. Widok na Sukiennice.

Sytuacja była dość niebezpieczna. W krytycznej chwili sam hetman Zamoyski stanął na czele piechoty i odparł wroga od bram miasta. Przy okazji zagarnął przeciwnikowi działa. Padło około półtora tysiąca stronników arcyksięcia. Po srogiej porażce Prusacy wycofali się do Słomnik, a później do Miechowa i Pilicy. Za nimi pogoniono Niemców, mieszkańców Krakowa, którzy pomogli im przedrzeć się do miasta. Ich domostwa puszczono z dymem.


Joachim Bielski:


Nie rychło ich naszy postrzegli: a wszakże się przecie z nimi dosyć długo uganiali po Garbarzach: ale im rady dać nie mogli bo ich sieła było y przyszli ku szewczey bramie nasze wparwszy ku młynom. Aż sam przypadnie Hetman y porwawszy chorągiew krzyknie na swe, y sam wprzod z nią poszedł: Więc co żywo za nim się porwie, tak że ie od bramy odgromią: A Łascz też Rotmistrz tym czasem bramą na nie wypadł, y Mieszczanie na nie z murów strzelać imą, tak że ie przełomili y pobili: gdzie pełna Rudawa była trupow, y woda ze krwią się była zmieszała: tak iż ryby opiwszy się krwie zdychały. Po Garbarzach też y po ogrodziech wszędzie trup na trupie leżał: które Hetman chować dla zarażenia kazał, albo też raczey placu uprzątania: albowiem iuż zimna zachodziły, nie mogł się tak prędko zacuchnąć trup człowieczy. Zginęło wszystkich około dwu tysiącu, naszych barzo mało: na zancznieyszy między nimi Woyciech Kiermański, a Szcudlik, który był rodem z Sadku. Chorągwi dwie wzięto. Iazda też działek kilka w polu odięła.


Zrabowawszy zamek Ogrodzieniec, siódmego grudnia arcyksiążę przybył do Siewierza, gdzie oczekiwał na posiłki ze Śląska i Węgier, z którymi planował ponownie zaatakować Kraków. Tymczasem do miasta przybył Zygmunt Waza i pod koniec grudnia został koronowany na króla Polski. W tej sytuacji wielu stronników Habsburgów, widząc niemożność zwycięstwa odeszło ze swoim wojskiem. Wśród nich był Jan Zborowski.


Joachim Bielski zanotował, że „Król wiechał do Krakowa 9 Grudnia z Wieliczki prosto przez Kazimierz. Potym na Kleparz się obrocił, y bramą Śgo Floryana wiechał. Przeciw kroremu Kanclerz z ludzmi wyciągnął, y Senatorowie wszyscy wyjechali. Od których witał go Xiądz Goslicki Biskup Kamieniecki: uczyniwszy do niego przemowę ięzykiem Polskim, y on także po polsku odpowiedział”.


Kraków, Byczyna, Husaria,
Brama Floriańska w Krakowie

Hetman Zamoyski optował za wkroczeniem na tereny podległe Habsburgom, argumentując to faktem pogwałcenia traktatów i wtargnięciem Prusaków na teren Rzeczpospolitej. Brakowało wojska, dział i pieniędzy, ale mimo to hetman wyruszył w połowie stycznia na spotkanie z przeciwnikiem. Ten przemieścił się do Wielunia, gdzie blisko granicy czuł się dużo bezpieczniej.


Konstanty Górski:


Zamoyski, wyruszając z Krakowa, rozdzielił wojsko swoje na kilka pułków i puścił je kilkoma drogami, należycie przedniemi i bocznemi strażami je opatrzywszy, a gdy się do nieprzyjaciela zbliżył, kazał się kolumnom ściągnąć i skupić. W Kłobucku naznaczył do pierwszej straży Porębskiego, Hołubka i Zamoyskiego z kozakami i tatarami, a z niemi do drugiej straży Koniecpolskiego z Jakubem Potockim. Zlustrowawszy na górze za miastem dokładnie całe wojsko i wydawszy odpowiednie rozkazy dodał mu jako strażnika, doświadczonego w tej służbie Karchowskiego, i do Wielkowiecka szyki swoje wyprawił.

Postąpiwszy nie daleko na obranej drodze, spotkali polacy nieprzyjaciela; przewidując jednak zasadzkę, stanęli w sprawie i hetman, który za niemi następował, znalazł ich w tym porządku. W dalszym pochodzie napotkali znowu straż nieprzyjacielską na rz. Lizwarcie, koło Dankowa, która za ukazaniem się wojska naszego pierzchnęła. Na nocleg stanęli Polacy w Parzymiechach.¹


22 stycznia hetman Zamoyski przebywał, jak sam pisał w jednym z listów „w dwóch milach w bok od Wielunia”, czyli bardzo blisko arcyksięcia, który w tym czasie był w drodze do Byczyny. Nie podjął jednak żadnych kroków, aby utrudnić przejście pochodowi Habsburga i jego stronnikom. Ruszył dnia następnego.


Konstanty Górski:


Straż pierwsza, z kozaków i tatarów złożona, pod dowództwem Hołubka i Przerębskiego w nocy przeszła granicę, t.j. rz. Prosnę, i wypłoszyła z bliższych wsi szląskich Polaków i morawianów. Była nawet niewielka utarczka, podczas której kilku morawianów padło i kilku do niewoli się dostało. Wypędzeni z kwater żołnierze, przybiegli w trwodze do Byczyny z wieścią, że nieprzyjaciel następuje. Sprawiło to wielki popłoch o 8 godzinie (20-ej na pełnym zegarze wieczorem). Dały się słyszeć bębny i kotły, bijące na alarm. Lud strwożony biegał po ulicach, wojsko się zbierało i wozy zaprzęgano. Feldoberst Lichtenstein z chorągwiami Opersdorfa i Bernhardswalda wyruszył za miasto na zwiady, lecz nigdzie nieprzyjaciela nie napotkał. Rozstawił silne straże i przyprowadził z sobą jakiegoś łotra, pojmanego przy podpalaniu wsi. Poddano go indygacyi i torturom, i gdy mu lewe ucho przypieczono, wyznał, że należy do pierwszej straży, składającej się z 500 ludzi pod dowództwem Hołubka i Przyrębskiego, i że w ślad za nimi następuje kanclerz, oddalony już tylko zaledwie dwie mile.¹


24 stycznia 1588 roku wojsko podległe królowi stanęło naprzeciw stronnictwu pruskiemu. Kampania mająca na celu zdobycie tronu Rzeczpospolitej zbliżała się do finału w decydującej bitwie w pobliżu Byczyny. Siły były wyrównane, gdyż po każdej stronie było około 6 tysięcy żołnierzy. Arcyksiążę zorientowawszy się w położeniu stwierdził, że stronnicy króla Polski zachodzą jego pozycje z boku i rozkazał atak wyprzedzający. Sytuacja Polaków była niepewna. Korzystali z zaskoczenia, ale musieli przebyć wąską groblę położoną wśród bagien.


Konstanty Górski:


Przeprawiwszy wojsko za groblę, hetman zmienił odzież i pojechał pod nieprzyjaciela, Ażeby się w jego położeniu i miejscowości rozejrzeć, a powróciwszy, złożył naradę z Farensbachem i Pękosławskim, którzy byli zdania, ażeby bitwę do jutra odłożyć. Zamoyski kazał sobie pokazać zegar i rzekł: „pięć godzin jeszcze mamy do nocy; żołnierze nasi nieprzyjaciela za zwyciężonego uważają, bo uciekł przed nimi, nie wiedzą jeszcze, że posiłki świeże nadciągnęły, do jutra zaś ukryć tego przed nimi nie potrafimy, trzeba więc korzystać z ich zapału i bitwę stoczyć. (…) Zresztą niedziela zawsze pomyślną była dla mnie.” Powiedziawszy to, zaczął wojsko do boju szykować.


Początkowo podjęto próbę sprowokowania wojsk Habsburga i jego sprzymierzeńców do wyjścia z szyków, ale fortel z udziałem harcowników nie powiódł się. Kilku jeźdźców straciło przy tym życie.


Układ sił pod Byczyną.

Do ataku ruszyło więc prawe skrzydło szyku, które tworzył Hołubek i Kozacy Zamoyskiego. Dzielny, zyskujący sobie coraz większą sławę G. Hołubek padł w boju, co wprowadziło zamęt w szeregi jego podkomendnych, którzy zaczęli się wycofywać pod naciskiem arkebuzerów. Hetman natychmiast interweniował i nakazał dalszy atak, który wsparła druga linia szyku polskiego, składająca się m. in. z rajtarów. Hetman Zamoyski w liście opisującym zajścia pod Byczyną nie rozróżnia rajtarów i arkebuzerów, więc powinniśmy ich traktować jako równą sobie jednostkę. W odróżnieniu od Kozaków wyposażeni byli w lekkie zbroje, co dawało im pewną przewagę nad lekką jazdą.


Rzucił się potem na naszych z wielką furyą Stadnicki z polakami – pisał Górski – chcąc dosiądz kanclerza; lecz został straszliwie pogromiony tak, że i chorągiew zgubił. Potem przyszła kolej na rajtarów, którzy dzielnie się potykali i trzymali się upornie; ale nie posiłkowani, ani wystrzelić, ani poprawić się nie mogli, gdy kanclerz swoich ciągle posilał.


Najgroźniejsze miało być starcie Węgrów między sobą, którzy zacięcie się rąbali, lżąc i przeklinając się wzajemnie, lecz hufy posiłkowe musiały i tu odnieść górę. Druga zaś linia niemiecka, widząc, że pierwsza złamana, zamiast ją ratować, do ucieczki się rzuciła.


Bratobójcze starcie między Węgrami przechyliło szalę zwycięstwa na stronę hetmana Zamoyskiego. Trzeba wspomnieć, że pod komendą hetmana Zamoyskiego, oprócz starosty sandomierskiego Stanisława Pękosławskiego był także wspaniały żołnierz Stanisław Żółkiewski ze swoimi chorągwiami. Zwycięstwa pod Byczyną dopełniła szarża husarska, która skutecznie przetrzebiła i rozbiła szeregi przeciwników. Do szarży ruszyła też husaria węgierska w służbie Habsburgów. Na jej skrzydło zwaliło się ponad 1000 polskich husarzy, których sława, jako ciężkiej jazdy znana była już z pól bitewnych pod Orszą ( 1514 r.), Obertynem (1531 r.), Lubiszewem (1577 r.), czy Mohylewem (1581 r.). Siła uderzenia husarii całkowicie rozproszyła i zdemotywowała wrogie wojsko.


Za uciekającym w popłochu wojskiem Habsburga ruszyła pogoń, którą zatrzymać miały działania artylerzystów. Okazało się jednak, że podwładni kanclerza Zamoyskiego są zbyt blisko i pociski armatnie przelatują nad ich głowami. W tych okolicznościach będące w natarciu stronnictwo Wazów rzuciło się na szańce piechoty, która po oddaniu jednej salwy zaczęła salwować się ucieczką. W tym czasie ucieczkę galopem uskuteczniała także jazda arcyksięcia Maksymiliana III Habsburga, a on sam umknął do pobliskiej Byczyny. Bitwa była dość krótka, ale bardzo krwawa. Poległo w niej kilka tysięcy żołnierzy po obu stronach. Relacje są tutaj rozbieżne. Konstanty Górski pisze w tej kwestii tak:


Skutkiem tego zwycięstwa było zupełne rozproszenie i zniszczenie armii nieprzyjacielskiej. U Oppersdorfa ze stukonnej chorągwi zostało 24 ludzi, inne podług jego świadectwa tyleż ucierpiały. Straty rozmaicie liczą. Jedna relacya podaje je na 2,200 ludzi. Doktor Schwalbius liczy 3,077 żołnierzy, w ćwierć godziny zrąbanych. Mayer powiada, że 5,000 trupów pokrywało pole bitwy, z których 3,000 polskich. Heidenstein rachuje podgolonych na sposób węgierski i polski zabitych 1,800 i na sposób niemiecki 1,200; zkądby się pokazywało, że właściwie Niemcy zwyciężyli węgrów i Polaków, wciągnąwszy ich przez swe matactwa w wojnę.


Wojska dowodzone przez Zamoyskiego, nie tracąc czasu obległy Byczynę i zaczęły ostrzeliwać ją za pomocą dział. Palono przedmieścia, a ogień wybuchł też w samym mieście. W trakcie przygotowań do szturmu na Byczynę, żołnierze arcyksięcia wywiesili białą płachtę i podjęli rokowania. Arcyksiążę Maksymilian III Habsburg, późniejszy Wielki mistrz zakonu krzyżackiego trafił do niewoli. Zdobywanie Byczyny okazało się zbędne. Hetman Zamoyski zabrał arcyksięcia do Zamościa, gdzie ten został nawet ojcem chrzestnym jego córki Gryzeldy. Traktowany był więc z szacunkiem. Przynajmniej do chwili, kiedy podjął próbę ucieczki. Schwytany został osadzony na terenie zamku w Krasnymstawie.

Zamek w Krasnymstawie w malarstwie. Zygmunt Vogel.

Arcyksiążę zrzekł się swoich pretensji do tronu polskiego (faktyczne zrzeczenie się pretensji do tytułu miało miejsce dużo później), co oświadczyć musiał pod przysięgą on i jego podwładni. Żołnierzom pozwolono odejść poza granice kraju, ale najpierw przysięgli, że więcej nie obrócą się zbrojnie przeciw Rzeczpospolitej. Szczegóły wieńczące kampanię elekcyjną określał traktat bytomsko-będziński. Na jego mocy Habsburgowie uznali Zygmunta III Wazę za prawowitego króla Polski i Litwy. Upokorzeni Habsburgowie musieli zwrócić zagarnięte rzeczpospolitej tereny i zobowiązali się nie zawiązywać sojuszu z Moskwą przeciwko Polsce i Szwecji.


„Co dzieje się współcześnie z upamiętnieniem tej heroicznej batalii?” - Pyta retorycznie stowarzyszenie „Wizna1939”:


Samo pole bitwy nie zostało dotychczas przebadane, a miejscowi pasjonaci historii i mieszkańcy Gminy Byczyna bezskutecznie walczą z instytucjami próbującymi na zawsze zmienić krajobraz tego historycznego miejsca. Pomimo tego, że istnieje alternatywny wariant przebiegu drogi (W.1), GDDKiA rekomenduje wariant, który ma przebiegać przez miejsce batalii (W.2).

Jak zauważyli projektanci, miejsce to nie jest chronione prawnie, dlatego podjęliśmy decyzję o realizacji badań terenowych i poszukiwawczych, które pozwolą na podstawie odnalezionych artefaktów ustalić konkretny przebieg i zasięg bitwy, a być może także wskazać miejsce lokalizacji pobitewnej mogiły.


Wawel w Krakowie.


Źródła:

- „Bitwa pod Byczyną dnia 24 stycznia 1588 roku”, Konstanty Górski, Warszawa 1888 r. ¹

- „Bitwa pod Byczyną”, Teodor Nacher w „Przewodnik naukowy i literacki”, Lwów (1883)

- „Kazanie Piotra Skargi po bitwie pod Byczyną”, J. Domański i J. Tazbir w „Odrodzenie i Reformacja w Polsce”, XXVI/1981r.

- „Joachima Bielskiego dalsza część kroniki polskiej zawierającej dzieje od 1587 do 1598 r.”, Franciszek M. Sobieszczański, 1851 r.

- „Piotr Skarga i jego wiek”, M. Dzieduszycki i M. Rychcicki, T.II/1869r.

- www.wizna1939.eu

Czytelnia
IMG_20180916_102220.jpg
Wybierz kluczowe słowo: