Chłopi


Pod cmentarzem czerwienił się już zdala rzęd kobiet, pochylonych i zasnutych delikatną mgłą dymów, a wkrótce i głuchy, monotonny trzepot międlic jął raz w raz dopływać z powiewem, co się był podnosił z nizinnych łąk.


- Dobry czas na międlenie. Zlezę przy nich, bo jest tam i Jaguś moja.


- Nic mi z drogi, to was podwiozę.


- Dobrzyście, Macieju, że jaże mi dziwno… - uśmiechnęła się chytrze.


Skręcił z topolowej na pełną drużkę, co biegła do cmentarnych wrótni, i podwiózł pod cmętarz, gdzie pod kamiennym, szarym płotem, w cieniu brzóz, klonów i tych krzyżów, co się z mogiłek pochylały ku polom, kilkanaście kobiet międliło zawzięcie suchy len, aż mgła pyłów wisiała nad niemi, i długie włókna czepiały się żółtych listków brzóz i wisiały u czarnych ramion krzyżów; wpodle, na prętach rozpiętych nad dołami, w których paliły się ognie, przesuszono len mokrawy jeszcze.


Miądlice ostro kłapały, aż cały rząd kobiet pochylał się ciągle w krótkich a prędkich drganiach, i tylko coraz któraś się prostowała, roztrzepywała przygarść lnu z ostatnich paździerzy, zwijała ją w kulkę libo w chochoła i rzucała na rozpostartą płachtę przed siebie.


Słońce, że się już było przetoczyło nad lasy, świeciło im prosto w twarze, ale nic to: robota, śmiechy, wesołe słowa nie ustawały ani na to oczymgnienie.


- Szczęść Boże na robotę! – zawołał Boryna do Jagny, która międliła zkraja zarno, w koszuli była ino a w czerwonym wełniaku i w chustce na głowie od kurzu.


- Bóg zapłać! – odrzuciła wesoło, i modre ogromne oczy podniosła na niego, i uśmiech przeleciał przez jej urodną, opaloną twarz.


- Suchy, córuchno, co? – pytała stara, obmacując obmiądloną garść.


- Suchy, kiej pieprz, jaże się łamie…


Znowu spojrzałą na starego z uśmiechem, aż ciarki przeszły po nim, że świsnął batem i odjechał, ale raz w raz się obracał za nią, choć już widną nie byłą, bo mu jak żywa stała w oczach.


- Dziewka kiej łania… W sam raz – rozmyślał.



120 lat temu w „Tygodniku Ilustrowanym” zaczęto drukować powieść pt. „Chłopi” Władysława Stanisława Reymonta. W niezbyt długich odcinkach drukowana była w latach 1902 – 1908. Jako wersja książkowa wydana została przez wydawnictwo „Geberthner i Wolff”, a w roku 1924 autor otrzymał za nią literacką Nagrodę Nobla.


Pierwsza wersja powieści powstała już w roku 1901, ale pisarz nie był z niej zadowolony i część rękopisu zniszczył.


W 1922 r. na podstawie dzieła nakręcono film pod tytułem „Chłopi”, a w roku 1972 powstał także serial telewizyjny pod tym samym tytułem. Rok później na podstawie serialu zmontowano wersję filmową z przeznaczeniem do projekcji w kinach. Dzięki temu nawet ci, co niechętnie sięgają po książki mogą zapoznać się z dziełem Reymonta i postaciami odgrywającymi główne role w spektaklu życia na wsi.


Oczywiście interpretacja filmowa nie zastąpi pierwowzoru, dlatego warto jednak sięgnąć po książkę.