O miłości Ojczyzny

"Przekonałem się raz jeszcze, że zaraza nienawiści coraz bardziej ogarnia ziemię i że czynniki burzące i demoralizujące usiłują zawsze i wszędzie tę nienawiść wyzyskać na zgubę cywilizacji chrześcijańskiej". - Antoni F. Ossendowski "Płomienna Północ.


My w Polsce żyjemy w obrębie cywilizacji łacińskiej. W koncepcji wybitnego znawcy tematu Feliksa Konecznego, cywilizacje są formą ustroju, w ramach którego funkcjonuje dane społeczeństwo. Koneczny zauważył, że jedynie cywilizacja łacińska wypracowała troskę o historię, jako nauczycielkę życia. „Historia est magistra vitae” – „historia jest nauczycielką życia” mawiał Cyceron. Takie samo zdanie miał Feliks Koneczny. Właśnie dbałość o historię i wyciąganie wniosków z przeszłości odróżnia naszą cywilizację od innych, sklasyfikowanych przez Konecznego jako: bizantyjska, turańska, żydowska. To właśnie dla nas ma ogromne znaczenie przeszłość. W odróżnieniu od mieszkańców innych części Europy i śwata, którzy niekoniecznie przywiązują do niej wagę; żyją tu i teraz.

Oczywiście cywilizacja nie została wymyślona i wcielona w życie – kształtowała się na przestrzeni wieków. To społeczność, która żyła wspólnie na jakimś terenie wytworzyła pewien styl życia zbiorowego. Jeżeli mówimy o cywilizacji łacińskiej, musimy zwrócić uwagę na podstawowe czynniki, które wpłynęły na powstanie tego konkretnego sposobu na życie. Otóż ukształtowało nas zamiłowanie do filozofii greckiej, gdzie ważnym aspektem życia społeczności było dążenie do poznania prawdy. „Tylko prawda jest ciekawa”, powiedział kiedyś Józef Mackiewicz. Drugim czynnikiem, który stworzył naszą cywilizację było prawo zaczerpnięte z Rzymu. To z niego wzięto prawdę, że z dobra i dążenia do prawdy wypływa dbałość o prawodawstwo. Trzecim, najważniejszym czynnikiem tworzącym naszą cywilizację był wpływ chrześcijaństwa, który wniósł w życie społeczeństwa swoje zasady etyczne i „dostosował” do nich dwa pozostałe czynniki normujące życie społeczne.


Stąd państwo działające w granicach cywilizacji łacińskiej oparte jest na rodzinie, jako podstawowej komórce społecznej. Pewna ilość konkretnych rodzin tworzy ród. Z kolei pewna ilość rodów, tworzy jakiś konglomerat, który wspiera się, chociażby w celu obrony przed napaścią, a z czasem organizuje się w naród. Łączy ich wspólny interes, ale też wspólny język i obyczajowość, czyli zbieżna kultura życia. Wszystko to jest rozłożone w czasie zależnym od konkretnych uwarunkowań. Chłopi nie mieli kiedyś świadomości narodowej. Przeciętny mieszkaniec wsi mówił, że on jest tutejszy. Po prostu; ani Polak, ani np. Białorusin – tutejszy. Świadomość narodowa przyszła z czasem, pod wpływem okoliczności dziejowych.


Naród, albo kilka narodów mogą funkcjonować w ramach jednej cywilizacji. Nie bez znaczenia jest fakt, dla naszej historii niezbyt miły, że nasi główni sąsiedzi, Niemcy i Rosja nie należą do tej samej cywilizacji co Polska.


Poszczególne cywilizacje różnią się miedzy sobą rozumieniem takich cnót, jak: prawda, dobro, piękno, zdrowie, dobrobyt.


Dzięki ogromnemu wpływowi chrześcijaństwa w okresie średniowiecza, które niektórzy nazywają „ciemnym”, nastąpił rozkwit szkolnictwa, sztuki... Dążenie do posiadania wiedzy, a co za tym idzie mądrości stało się jednym z podstawowych praw człowieka. Kościół zakładał pierwsze szkoły parafialne, stosując się do bezpośrednich nakazów wynikających z Biblii.


Również dzięki wpływom etyki chrześcijańskiej człowiek uchodził za jednostkę wolną. Każdy obywatel był równy względem prawa. Podwaliny pod praworządność, oprócz wpływów rzymskich położyło Święte Oficjum Kościoła, czyli owiani złą sławą (niesłusznie) inkwizytorzy. Kościół katolicki głosił, że monarcha jest tak samo odpowiedzialny przed sądem, jak każdy inny człowiek. Oczywiście zmiany w rozumowaniu i podejściu do życia nie nastąpiły z dnia na dzień. Ciężko było posiadaczowi niewolnika zrozumieć, że jest on równym mu człowiekiem.

Konkwistadorzy podbijający lądy amerykańskie mieli dylemat, czy Indianie w ogóle są ludźmi, czy zwierzętami człekokształtnymi. Wątpliwości musiał rozwiać dopiero papież. Papież Paweł III wydał w roku 1537 bullę „Sublimus Deus”. Bulla papieska była pierwszym dokumentem w historii świata, który uznawał prawo człowieka do wolności i własności. Papież jednoznacznie określał, że Indianie, a także Murzyni są jak najbardziej ludźmi i mają prawo do godności człowieka, jako dzieci jednego Boga. Każde życie było święte i pod ochroną od chwili poczęcia. Tak nauczał i nadal naucza Kościół. Dzisiaj może jest to dla nas coś naturalnego, ale kilkaset lat temu, ówczesna mentalność nie pozwalała na zrozumienie podstawowych prawd egzystencjalnych w takim stopniu jak dzisiaj. U starożytnych niewolnik był traktowany jako „żywe narzędzie” do pracy. Dopiero chrześcijaństwo wprowadziło zmiany w postrzeganiu i traktowaniu innych ludzi (w tym podejściu do kobiet).


Papież nie był pierwszym katolikiem, który potępiał niewolnictwo. Podwaliny pod inny tok myślenia położył sam Chrystus Jezus, a kilkaset lat później pisał o tym chociażby święty Boencjusz, filozof i teolog chrześcijański (ur. 480r. – zm. Ok 525r.). Św. Boencjusz zauważył, że każdy kto posiada rozum jest osobą i stoi wyżej w hierarchii egzystencjalnej niż zwierzę, czy roślina. Niewolnictwo nie było więc zgodne z prawem naturalnym, do którego odwoływał się Kościół.


Jednym z podstawowych problemów, z którymi stykamy się na co dzień, jest pojmowanie historii przez pryzmat współczesności. Niestety, bez znajomości mentalności i uwarunkowań z okresu, do którego się odnosimy, nie jest możliwe zrozumienie danej sytuacji z przeszłości. Spostrzeżenia św. Boencjusza wydawać by się mogły czymś oczywistym, ale w czasach starożytnych były przełomowe i przyczyniły się do powstania znanych nam dzisiaj praw ludzkich. Oczywiście praw, które były po wielokroć naciągane i łamane, ale Kościół w swej nauce nigdy się ich nie wyrzekł.


Właśnie w średniowieczu ukształtowała się ostatecznie cywilizacja łacińska. Do dzisiaj charakteryzuje ją podejście do życia przez pryzmat wiary katolickiej. Wiara w Boga, który stał się człowiekiem z krwi i kości była czymś niespotykanym nigdzie indziej. W różnych społecznościach Bóg był bytem niedostępnym dla człowieka. Między człowiekiem, a Bogiem istniała ogromna przepaść, a historia Chrystusa była dla wielu bluźnierstwem, albo szaleństwem. Do tego zwolennicy i wyznawcy Jezusa z Nazaretu głosili inne podejście do drugiego człowieka. Miał on być traktowany jako bliźni i jako taki wymagał miłości, kimkolwiek by był. Nie mieściło się to w normach społeczności żydowskiej, dla której bliźnim był drugi Żyd. Tak jest do tej pory w judaizmie rabinicznym, gdzie ktoś, kto nie jest żydem (goj) traktowany jest na równi ze zwierzęciem.


Dzisiaj możemy zauważyć pogłębiający się proces zapaści naszej cywilizacji. Prawo naturalne, na którym oparta została cywilizacja łacińska jest odrzucane w imię inaczej rozumianej wolności, czy tolerancji. Duża część społeczeństwa jest zdecydowanie roszczeniowa wobec państwa i ogółu społeczności, natomiast nie przyjmuje do wiadomości, że ma również obowiązki względem tegoż Państwa. Tolerancja jest wskazana wobec „uciskanych” mniejszości seksualnych, ale np. wobec katolików już nie jest to takie oczywiste. Są tacy, co niszczenie kościołów uważają za… przejaw tolerancji! (Proszę posłuchać Marty Lempart z tzw. „Strajku kobiet”). Daleko niesie się krzyk o pozwolenie na mordowanie dzieci nienarodzonych, jako prawa kobiety, przy czym zapomina się o prawach tegoż dziecka i jego ojca. Nawet wśród katolików (?) są osoby, które uważają, że dziecko podejrzane o chorobę należy zabić, bo będzie cierpiało. Dlatego należy skazać je na cierpienie wskutek aborcji… Wszystko to oczywiście przejaw rzekomego miłosierdzia, a tak naprawdę wygodnictwa i materializmu. Podejście katolickie jest jedno: „Nie zabijaj” – rozumiane jako: „Nie morduj”. Kropka.

Skoro mowa o cierpieniu, to również dzięki chrześcijaństwu i samemu Bogu inaczej pojmujemy cierpienie niż starożytni. Filozofowie przez setki lat starali się zrozumieć cierpienie i jakoś je włączyć w życie człowieka. Dla hołdujących zabawie i korzystaniu z życia myślicieli nie było to łatwe i chyba wszyscy na tym polu polegli. Np. Epikur uważał, że celem życia jest czerpanie z niego przyjemności. Tyle, że w takim życiu nie było miejsca na cierpienie. Dopiero Jezus pokazał, że cierpienie ma głęboki sens. Sam cierpiał i swoim uczniom nakazał siebie naśladować. Wizjonerka i święta Kościoła katolickiego, św. siostra Maria Faustyna Kowalska w swoim „Dzienniczku” zapisała takie słowa: „Aniołowie, gdyby zazdrościć mogli, to by nam dwóch rzeczy zazdrościli: pierwszej – to jest przyjmowania Komunii Świętej, a drugiej – to jest cierpienia”. Nawet dzisiaj niewiele osób potrafi zrozumieć tak pojęte cierpienie. A szkoda bo z tego wypływa radość, miłość i miłosierdzie.


Miejsce piękna zajmuje brzydota, a sztuka jest niszczona i opluwana. Podważana jest rola rodziny tworzonej przez mężczyznę i kobietę, a promuje się wolne związki, najlepiej homoseksualne. To wszystko możemy obserwować na własne oczy. Co ciekawe, to wszystko głosi się jako przejawy… nowoczesności i postępu. Tymczasem to nic innego, jak zwykłe wstecznictwo. Związki homoseksualne, pedofilskie, zoofilskie, itp. już były w historii świata. Była aborcja i eutanazja. Były próby wprowadzenia w życie utopii o równości ludzi względem siebie (nie chodzi tu o równość względem siebie wobec prawa stanowionego). Nie dlatego cywilizowany świat odszedł od tych praktyk bo były dobre, ale właśnie dlatego, że się doskonalił i odrzucał to, co było złe i niepraktyczne. Na tym zbudowano ład i porządek, z którym walczą dzisiaj antykulturowe frakcje rewolucyjne.


Górę bierze roszczeniowość mniejszości, która domaga się wprowadzenia w życie swoich żądań, przy czym odrzuca to, co przez setki lat tworzyło naszą tożsamość, naszą kulturę. Nie ma przy tym miejsca na dyskusję. Feliks Koneczny uznał cywilizację łacińską za najdoskonalszą formę ustroju życia społecznego. Co będzie, gdy ją zniszczymy?

Oczywiście żeby ją zniszczyć, należy zniszczyć Kościół. Stąd te wszystkie ataki i manipulacje, którym jesteśmy poddawani. Stąd też oficjalne wsparcie satanistów dla protestów proaborcyjnych i stąd też finansowanie ich przez organizacje związane z masonerią. Dlatego na transparentach manifestantów widać odwrócone krzyże bądź piorun uderzający w Krzyż i rozłupujący Go. Swój interes w zniszczeniu naszej cywilizacji mają też przedstawiciele innych cywilizacji. Cóż - „Nihil novi sub sole”…


Przeciwko cywilizacji łacińskiej występują też kolejni decydenci. Kolejni rządzący coraz bezczelniej kłamią i ograniczają naszą wolność. Ludzie, których powinniśmy darzyć największym autorytetem, okazują się być miernotami. Podczas tak zwanej "pandemii" okłamywanie społeczeństwa stało się zupełnie jawne, a poziom obłudy i hipokryzji sięgnął granicy z kosmosem. Kłamią politycy i kłamią lekarze. Kłamią i manipulują media publiczne i prywatne. Niestety ma i będzie to miało swoje tragiczne konsekwencje w przyszłości.


Wizja świata opartego na prawie naturalnym wymaga nie tylko żądań, ale też dążeń i pracy dla dobra wspólnego. Nie dla mnie, jako jednostki, ale właśnie dla ogółu, a za tym pośrednio też dla własnego dobra i dobrostanu. Stąd Kościół domaga się szacunku dla człowieka oraz poszanowania jego praw i własności. Nie zmieniło się to przez setki lat. Praca dla Ojczyzny, dla polepszenia jej bytu wymaga wyrzeczeń i trudu, a zatem poświęcenia. Doskonale rozumiała to Jadwiga Zamojska, którą obszernie cytuję poniżej. Myślę, że Zamojska doskonale zdawała sobie sprawę w duchu jakiej cywilizacji egzystuje w społeczeństwie. Widziała jego wady (społeczeństwa), zalety i powinności.


Książka, jak możemy zauważyć pochodzi z okresu, kiedy Polska była pod okupacją, z czasów rozbiorów. Myślę jednak, że nadal jest aktualna, ciekawa i warta polecenia.

„O miłości Ojczyzny” – Jadwiga Zamoyska (1899r.):


„Człowiek w istocie należy przedewszystkiem do Boga, który go dla chwały swojej stworzywszy, chce, by on go znał, kochał i wiernie mu służył, i to jest dla każdego pierwszym obowiązkiem. Ale ten bezpośredni obowiązek służenia Bogu składa się właśnie z mnóstwa obowiązków pośrednich. I tak, człowiek należy do rodziny, której powinien odpłacać się za to, co od niej i przez nią otrzymał; należy do społeczeństwa, którego jest członkiem i dla którego być powinien, i to z woli bożej, członkiem pożytecznym; należy do ziemi, która go zrodziła i względem której ma obowiązki obywatelskie; należy wreszcie do Ojczyzny, której stanowi cząstkę żywotną, której chwała i pomyślność od niego w części zależą, Ojczyzny, którą winien znać i kochać, ażeby módz jej wiernie służyć, królestwo boże w niej szerząc.


Ojczyznę zatem trzeba znać: znać jej dzieje, jej język, jej właściwe cechy, jej warunki bytu ekonomiczne, społeczne i polityczne, gdyż z obeznania się z jej sprawami ubiegłemi i bieżącemi, z jej zasobami materyalnemi i moralnemi wynika możność służenia jej rozumnie i skutecznie. W rzeczy samej, ludzie najbardziej pod względem narodowym wykształceni zwykle najpożyteczniej Ojczyźnie służą. Mówię zwykle najpożyteczniej, bo nie zawsze tak jest. Są potworne natury, dla których nauka zostaje martwą literą, do niczego ich nie pobudza i nic im nie nastręcza, ani poczucia obowiązków względem Boga, ani poczucia obowiązków względem Ojczyzny. Skądinąd są dusze wybrane, które z małym zasobem wykształcenia posuwają miłość Boga aż do świętości, i są serca szlachetne, które z bardzo ograniczoną wiedzą dziejów narodowych posuwają miłość Ojczyzny aż do bohaterstwa. Wyjątki jednak nie stanowią prawidła. Z zasady trzeba kraj swój znać i znać wszystko, co się do niego odnosi, ażeby wypełnić obowiązki miłości i służby jemu należnej.


Każdy naród, jak i każdy człowiek, ma w myśli bożej swoje szczególne posłannictwo, jakby swój szczególny powód bytu. Dla narodu jak i dla człowieka najżywotniejszą jest rzeczą, by zrozumiał to posłannictwo, zrozumiał to zadanie, jakie na niego przypada według myśli i woli bożej, bo inaczej niechybnie się temu zadaniu sprzeniewierzy i odrzucony zostanie przez Boga jako bezużyteczny lub przeciwny mu żywioł. (…)


My po większej części w zupełnem żyjemy urojeniu co do naszego kraju i naszej przeszłości.


Czasami nie przypuszczamy, ażebyśmy mieli sobie cośkolwiek do zarzucenia, ażebyśmy w jakikolwiek sposób byli odpowiedzialni za nasz upadek. Niedawno jeszcze mówiono o naszej „świętej historyi”, porównywano nas z Chrystusem ukrzyżowanym niewinnie za cudze grzechy. Mówiliśmy o naszych cierpieniach i krzywdach, o gwałcie na nas dokonanym, ale o grzechach, o powodach, któreśmy dali do tych nieszczęść, nie mówiliśmy wcale, aniśmy o nich wiedzieć chcieli, a jednak to dla nas rzeczą główną. „Szczęśliwy”, mawiał Urquhart, „kto w sobie znaleźć może przyczynę złego, a nie w powodach od niego niezależnych.” Na cóż się przyda utyskiwanie na drugich, skoro ich zmienić nie można, ani ich złości uniknąć niepodobna? Przeciwnie, jeżeli w sobie odkryć potrafimy powody swojej niedoli, toć i walczyć zdołamy ze złem, którego naprawa choćby tylko w pewnej mierze od nas samych zależy.


Inni znów innej poddają się ostateczności: dla nich cała nauka dziejów narodowych zdaje się opierać na jakiemś cynicznem wyszukiwaniu i uwydatnianiu wszystkiego, coby cześć przeszłości obalić mogła. Mają dar jakiś odarcia tych dziejów narodowych z wszelkiej aureoli. Przypominają te muchy jadowite, co wszędzie tylko truciznę, zepsucie, rozkład upatrzyć i wypić umieją, ażeby je potem wszczepiać we wszystko, czego się dotkną.


Cóż dziwnego, że pod wpływem tego jadu niektórzy wpadają w zwątpienie pod względem narodowym zupełnie zabójcze. Według nich zdawałoby się, że dla nas żadnego już niema ratunku, żadnej nadziei; że niczego już nie posiadamy, coby nas podźwignąć mogło; że nic już nam do czynienia nie pozostaje; że nic już niema u nas ani do pochwalenia ani do zużytkowania. Ta rozpacz zbyt lenistwu sprzyja. Niepochodzi ona z miłości kraju i gorliwości o naprawdę złego, które nas na zewnątrz gnębi a wewnątrz roztacza, ale raczej z braku tej miłości i tej gorliwości. Kto sam sobie dowodzi, że nic czynić nie może, ten się od wszystkiego wysiłku uwalnia.


Są nareszcie, niestety! i tacy, którzy zaczynają pytać, czy nie lepiej było zaniechać już ostatecznie wszelkiego starania o samoistność narodową; czyby nie lepiej zapewnić sobie spokojne życie i pomyślne karyery, wchodząc w myśl zaborczych rządów i „lojalnie” – jak się teraz mówi, tworząc nowe słowa dla nowych zapatrywań, - przeistoczyć się na Moskali lub Niemców.


Otóż, zastanawiając się nad przeszłością naszego kraju, nad stanem jego teraźniejszym, nad jego niedolą, nad pokusą zwątpienia, która ze wszech stron na niego naciera, nie będziemy ani wpadać w próżność, która przez zaprzeczenie złego podźwignąć się zeń nie daje, ani poddawać się rozpaczy, która ku samolubnemu lenistwu i bezczynności tylko prowadzić może, ani się damy omamiać ową „lojalnością”, która dla nas i w ustach naszych jest wprost odszczepieństwem.


Wszechstronnem zbadaniem kraju i spraw jego nauczymy się kraj nasz kochać, a ta miłość stanie się bodźcem do służenia mu wiernie wszelkiemi siłami.


Miłość Ojczyzny, w istotnem słowa znaczeniu, nie polega bynajmniej na jakiemś przyrodzonem upodobaniu do narodowych przywyknień, potraw, obyczajów złych czy dobrych, jedynie dla tego, że się do nich przywykło. Takie usposobienie, chociażby było bardzo wybitne, nie stanowi wcale zadośćuczynienia obowiązkowi miłości Ojczyzny. Ani też przeciwne usposobienie, to jest brak upodobania do tego, co ojczyste, nie zwalnia bynajmniej od obowiązków na każdego przez miłość Ojczyzny nałożonych.


Śródziemne morze i Alpejskie szczyty mogą się lepiej podobać od Pińskiego błota, klimat Egipski może się wydać milszym od Inflanckich śniegów, a kopuła św. Piotra kształtniejszą od dzwonnicy własnego parafialnego kościoła, ale to w niczem nie zmienia obowiązku miłości. Ułomności rodziców nie zmniejszają obowiązków synowskich, tak jak ułomności dziecka nie zmniejszają obowiązków rodzicielskich. Każdy jest naraz synem i rodzicem Ojczyzny i ma względem niej podwójne ztąd wynikające obowiązki.

Wykonanie obowiązków polega na czynach a nie uczuciach. Wrodzone uczucia ułatwiają lub utrudniają wykonanie obowiązków, ale nie mogą ani ich zmienić, ani od nich uwolnić, ani same przez się być poczytane za spełnienie onych.


Miłość Ojczyzny nie polega na jakiemś majaczeniu o sprawach narodowych i na poetyzowaniu ich, nie polega na manifestacyach, patryotycznych biesiadach, toastach, szumnych mowach i tkliwych wrażeniach.


Miłość Ojczyzny nic nie ma wspólnego z narodową pychą i próżnością, jak to niektórzy mniemają, robiąc sobie jakby punkt honoru narodowego z odrzucenia wszystkiego, co obce, choćby było pożądanem, dla tego że obce, a broniąc do upadłego tego, co swoje, choćby było szkodliwem, dla tego że swoje. Próżność narodowa, tak jak wszelka próżność i jak wszystko, co zatrutego źródła pychy płynie, jest wadą zabójczą, - zabójczą dla wszelkiego postępu i ulepszenia. „Podłość czy pycha”, mówi Krasiński, „to jednakie śmiecie.”


Miłość Ojczyzny nie tylko że nie wyklucza, ale raczej powoduje grozę i boleść w obec tego, co w kraju zdrożnem być może.


Miłość Ojczyzny nie polega na nienawiści tych, którym się przypisują klęski narodowe. Nienawiść może czasami niszczyć to, czego nienawidzi, ale niczego nie może stworzyć, niczego nie może zbudować, żadnej rany nie zagoi, żadnej szkody nie naprawi, żadnej korzyści nie przyniesie.


Miłość Ojczyzny jest cnotą, - cnotą w porządku woli bożej, bo wynika z obowiązku stanu, - cnotą obywatelską; - a dla tego że cnotą, to siłą, a że jest miłością, więc jak wszelka miłość jest twórczą.


Miłość ma dwie główne cechy: chce posiadać przedmiot swego kochania i chce mu się poświęcić. Taką jest miłość Boga, taką miłość Ojczyzny. Miłość zespala się z przedmiotem swojej miłości: cierpi jego cierpieniem i chce mu ulżyć; odczuwa jego potrzeby i chce je zaspokoić; przeczuwa, co mu grozi i chce go bronić; widzi, coby mu było korzystnem, i nie spocznie, póki mu tego nie pozyska. Poświęcenie jest tak od miłości nierozdzielne, tak z niej wynika, że nie można mówić o miłości Ojczyzny, żeby nie mówić o służbie dla Ojczyzny i o tem wszystkiem, co ona nastręcza, a mianowicie:


1. Szanowaniu i utrzymaniu w kraju tego, co dobre;

2. Poprawieniu i odpokutowaniu tego, co złe;

3. Zdobywaniu dla kraju i przeprowadzeniu w nim tego, co pożądane.”

Czytelnia
IMG_20180916_102220.jpg
Wybierz kluczowe słowo: