Pępek Świata


Tekst z „Jednodniówki” zambrowskiej z roku 1935, dotyczący półrocznego Kursu Podchorążych Rezerwy 18. Dywizji Piechoty:


Ostatni dzień. Niby taki sam, jak każdy inny, a jednak… - Już rano, o godzinie szóstej, na gromki okrzyk służbowego „Pobudka, pobudka, wstawać!” posypały się zewsząd – rzecz niesłychana – zdecydowane wyrazy protestu i oburzenia. „Zamknij gębę, łaciarzu! Dopiero słońce wschodzi! Możebyś uszanował piękno natury! Służbowy jednak jest zazwyczaj człowiekiem prostym i nieokrzesanym. To też wszystko odbywa się na czas. I mycie, i zamiatanie i modlitwa. Tylko ten porządek, pożal się Bożę! Na podłodze (przenośnia poetycka: mowa o asfalcie) leżą całe stosy walizek, ubrań, butów… Łóżka są wprawdzie zasłane, ale Pan Szef, na którego nasz wyjazd absolutnie nie działa, woli omijać rejonu, aby nie narażać się ich widokiem na atak apopleksji.


Gwałt, zamieszanie, pośpiech. O dwunastej odchodzi pierwszy autobus do Czyżewa z partją 42. Zaraz potem drugi – do Łomży. Część zostaje w Zambrowie. Łatwo ich poznać po mdłym wyrazie twarzy i bladym uśmiechu. O godzinie jedenastej szef zarządza zbiórkę odjeżdżających. Raport służbowy. Stajemy na placu w dwuszeregu. „Baczność. Równaj w prawo.” – Ale nie tak to łatwo równać w prawo, kiedy tuż za bramą, na lewo, stoi autobus gotowy do drogi –

- Zaraz przyjdzie Pan Kapitan – rzuca ktoś poinformowany.


Na skutek tych magicznych słów od razu jakoś się wyrównało i pokryło. „Baczność. Na lewo patrz. Panie Kapitanie melduję posłusznie zbiórkę kompanji. Stan 81”. Przed frontem staje Pan Kapitan. Jak zawsze pogodny i uśmiechnięty. „Czołem kompanja”. Czołem Panie Kapitanie! – Chyba nigdy jeszcze mury Zambrowskie nie słyszały tak potężnego wrzasku. Pan Kapitan jął żegnać nas prostemi żołnierskiemi słowami. Abyśmy nie ustawali w pracy. Aby nie stygł nasz zapał. Abyśmy wynieśli stąd zrozumienie tej pięknej idei, jaką jest służba dla Ojczyzny. Potem mówił ktoś z mas, ale nikt go już nie słyszał, ani rozumiał. Wszystkich pochłaniało jedno uczucie: żalu, że to już pożegnanie. Że zostawimy tu dowódcę, który był nie tylko przełożonym i opiekunem, ale potrafił być kolegą i przyjacielem. To też nigdy chyba jeszcze krzyk „Niech żyje”! którym ów Kolega zakończył słowa pożegnalne nie brzmiał szczerzej i donośniej. Pan Kapitan przeszedł wzdłuż szeregu, ściskając każdemu dłoń. Jeszcze jeden okrzyk” Czołem Panie Kapitanie! A potem przemożna chęć uniesienia tego niezwykłego człowieka do góry, wiwatowania, entuzjazmu i – zimna woda zdrowego rozsądku, który zaprotestował, że to brak szacunku, że to efekt niegodny powagi chwili. – Tak, zapewne. Ale jakże chętnie zanieślibyśmy Go na rękach do domu.


Potem powiedział parę słów Pan Szef. Pierwszy to raz dowiedzieliśmy się, z miłem zdziwieniem, że żadnych poważnych zarzutów pod naszym adresem nie ma. Że owszem, byliśmy „cośkolwiek z przodu”, szczególnie w ostatnich czasach, kiedy Pan Szef pozostał z nami sam jeden. A więc – Niech żyje Pan Szef!

Żegnaj Zambrowie –

Oazo wszelakiej mody, Kaskado szarzyzny, Świątynio błota i plotek –

Grodzie wspaniały, Muzeum osobliwości, Panoptikum niezwykłe –

Żegnamy cię, Pępku Świata, łaskawem kopnięciem w – Spraw, abyśmy nigdy już nie oglądali Twego niebiańskiego oblicza – Zaiste, niegodniśmy…

Zygmunt Jabłkowski


Czytelnia
IMG_20180916_102220.jpg
Wybierz kluczowe słowo: