Relacje polsko-białoruskie, cz. I (2)

Relacje polsko-białoruskie

Obóz zagłady w Kołdyczewie


Po wybuchu wojny w 1939 roku obszar Kresów Wschodnich RP znalazł się pod okupacją sowiecką. Okolicę zamieszkiwali przedstawiciele wielu nacji i religii, między innymi: Żydzi, Polacy, Białorusini, Tatarzy. Na ogół nie było większych problemów i cały ten konglomerat ludzki zgodnie współistniał obok siebie. Wojna diametralnie zmieniła ten wielokulturowy świat. Dwory szlacheckie spalono i zamieniono w ruinę, kościoły zamienione na magazyny, albo stajnie. W mroźne rejony Wschodu ruszyły transporty zesłańców. Komuniści mieli własną wizję świata, którą bezwzględnie realizowali.


Żołnierz AK, Stanisław Woronowicz wspominał (Archiwum Wschodnie):


W 1939 roku, kiedy Warszawa jeszcze się broniła, to w naszej świetlicy „Nasz dom” słuchaliśmy Warszawy, a Dzikiewicz przychodzi i przełącza nam radio i gasi i mówi: „Dość słuchać Warszawy, będziemy Moskwy słuchać!”. Ja wcale nie żałuję, że go Niemcy Rozstrzelali. Takich zwolenników Moskwy było więcej. Jak przyszli Rosjanie to Białorusini byli z nimi bliżej – i wcale się temu nie dziwię. Byli m.in. tacy Wasilewscy: Ludwik w 1931 r. sądzony był za komunizm, a Stasiek był w Brzozówce, a potem gdzieś wyjechał, a jeszcze wcześniej po wojnie /tej I-ej/ to był w policji, a jak przyszli Rosjanie w 1939 r., to on zrobił się straszny komunista i przyjechał do nas /przedtem był gdzieś w fabryce szkła w Polsce/. Występował na tych deputowanych czy jak – w Moskwie.


Po ataku III Rzeszy Niemieckiej na Związek Sowiecki w roku 1941 okupant zmienił się na całym terytorium Rzeczpospolitej. Swoją wizję świata zaczęli wdrażać narodowi socjaliści Adolfa Hitlera. Okupacja niemiecka trwała do roku 1944. W tym czasie o swoją niepodległość, z pomocą Niemców postanowili zawalczyć Ukraińcy. Niepodległość tę zdobyli między innymi poprzez wymordowanie dziesiątków tysięcy Polaków, Żydów, Słowaków…, którzy zamieszkiwali tereny dzisiejszej Ukrainy. Przede wszystkim na obszarze Wołynia. W okrutny sposób pozbawiono życia około 60 tysięcy Polaków.


Wkroczenie Niemców na obszar Litwy było impulsem również dla Litwinów. Gromadnie zgłaszali się oni w szeregi owianych złą sławą SS. W Ponarach koło Wilna, w ciągu dwóch lat wymordowali ponad 100 tysięcy ludzi. Ich ofiarami byli Żydzi (około 70 tysięcy), Polacy (ok. 20 tysięcy) oraz Rosjanie, Cyganie, Słowacy…


Również Polacy na Nowogródczyźnie nie byli bezpieczni. Z porozumienia między Niemcami i Sowietami wynikało, że ziemie te przypadły w udziale Sowietom. W dokumentach z tego okresu czytamy, że sowieckie wojska wsparły powstanie wzniecone przez Polskich i Białoruskich robotników i chłopów, mające na celu „zrzucenie jarzma obszarników i kapitalistów” oraz nie dopuściły „do zdobycia terytorium Zachodniej Białorusi przez Niemcy”. Zadaniem Frontu Białoruskiego było: „zniszczyć i wziąć do niewoli siły zbrojne Polski, operujące na wschód od granicy litewskiej i linii Grodno-Kobryń”.


Był to oczywiście stek bzdur mających na celu usprawiedliwienie agresji wobec Polski. Podobnych argumentów używa dzisiaj strona Rosyjska usprawiedliwiając agresją wobec Ukrainy. Oczywiście żadnych powstań robotniczo-chłopskich nie było, a co bardziej gorliwi komuniści osadzeni byli w więzieniach. Nie było też żadnej potrzeby obrony tego terytorium przed Niemcami, ponieważ podział Polski na dwie strefy wpływów był już wcześniej ustalony w pakcie Ribbentrop-Mołotow. Kłamliwa propaganda Armii Czerwonej głosiła hasła typu: „nie jesteśmy zaborcami, lecz wyzwolicielami”.


W roku 1941 miejsce Sowietów na okupowanych terenach zajęli Niemcy. Obok Ukraińców i Litwinów, o swoją niepodległość postanowili również walczyć Białorusini. Im również pewną pomoc zaoferowali Niemcy, z czego, podobnie jak Litwini i Ukraińcy skorzystali. Nadzieję w Niemcach Białorusini pokładali już przed wybuchem wojny. Zwolennicy niepodległej Białorusi byli przekonani, że tylko współpraca z hitlerowcami pozwoli na samostanowienie ich nacji. Pod auspicjami niemieckimi powstał Generalbezirk Weisruthenien (Generalny Okręg Białoruś), na terenie którego uruchomiono szkoły białoruskojęzyczne. System wojskowości funkcjonował pod nazwą Białoruskiego Korpusu Samoobrony. Na wzór Hitlerjugend utworzono Związek Młodzieży Białoruskiej. Rugowano język polski w obrębie parafii katolickich i rosyjski z Cerkwi.



Na poletku stosunków polsko-białoruskich musiało dojść do konfliktu. Konflikty na tle narodowościowym podsycali okupanci, którzy celowo wyróżniali jednostki z kręgów mniejszości narodowych, aby wzbudzać wzajemny brak zaufania i niechęci. Antagonizmy narodowościowe (mniejszościowe) były jak najbardziej zalecane przez dowództwo niemieckie, a ich pokłosiem jest także współczesna polityka państw. Jerzy Grzybowski:


W kontekście realizacji polityki stopniowej kolonizacji wschodnich obszarów 21 VII 1941 r. szef ministerstwa okupowanych wschodnich obszarów Alfred Rosenberg w liście do władz Wehrmachtu oraz komisarza Rzeszy Wschód H. Losego określał cele i zadania komisarzy generalnych Litwy, Łotwy, Estonii i Białorusi. Rosenberg podkreślał, że nadrzędnym celem komisarzy jest przygotowywanie podlegających im okręgów do przyszłej integracji z III Rzeszą. Zalecano m.in. pozyskanie do współpracy „miejscowych elementów pełnowartościowych rasowo”. W stosunku do Białorusinów należało prowadzić politykę zmierzającą do rozpalania niechęci i nienawiści do Polaków i Rosjan.


Zgodnie z zamiarami okupanta niemieckiego główne stanowiska w administracji zajmować mieli Białorusini. Było to dość problematyczne, ponieważ żywioł białoruski stanowili głównie chłopi, wśród których panował duży odsetek osób niepiśmiennych. Dlatego Niemcy woleli widzieć na stanowiskach urzędniczych Polaków. Było to zbieżne z potrzebami polskiego podziemia niepodległościowego, które nie omieszkało obsadzić urzędy osobnikami propolskimi. Komendant Okręgu Nowogródzkiego ZWZ-AK, Janusz Szlaski ps. Prawdzic raportował:



Tysiące ludzi, a zwłaszcza ludność miast, pytała, czy iść na stanowiska. Komendant Okręgu zdecydował, aby iść wszędzie, gdzie tylko można, i na wszystkie stanowiska. Ta decyzja miała olbrzymi wpływ na całe dzieje konspiracji w tym Okręgu. Tam, gdzie Obwody były już dobrze zorganizowane, a więc Szczuczyn, Lida, Wołożyn i Stołpce, urzędy w miastach przechodziły szybko w ręce Armii Krajowej. Na południu spowodowana przez BNS masakra Polaków opóźniła bardzo naszą pracą.


Zaistniała sytuacja nie podobała się Białorusinom. Zwłaszcza, że na ziemie, które rozdzielili wśród chłopów Sowieci powrócili prawowici właściciele. Polski wywiad alarmował, że antagonizmy między Polakami a Białorusinami nasilają się, do czego przyczynia się okupant. W jednym z niemieckich raportów zapisano takie oto słowa (za „Przegląd Wschodni”, T. IX, z. 2/34):


Polacy sprytniejsi od Białorusinów i wielu z nich zna język niemiecki, istnieje duże niebezpieczeństwo, że w rejonach, gdzie Polacy stanowią większość, nadal będą oni uciskać Białorusinów. Wniosek: ludność białoruską należy wszędzie wspierać i bezwzględnie chronić przed Polakami i Żydami.


Podsycanie antagonizmów przez Niemców było posunięte do tego stopnia, że zabronili małżeństw między Polakami i Białorusinami. Skoro takowe miały miejsce, znaczy, że polityka skłócania nie do końca przynosiła efekty. Niemcy postanowili bardziej się zaangażować w waśnie między podległymi im narodami. Pod koniec 1942 roku zaczął się proces wyrzucania Polaków ze stanowisk urzędniczych i policji. Wielu wysłano na tzw. „roboty” w głąb Rzeszy. Podobny los czekał Białorusinów, którzy uważali się za Polaków, lub utożsamiali się z Polską. Ich miejsce zajmowali Białorusini, Ukraińcy, Litwini, Łotysze. W wielu regionach zabroniono używania polskiego języka i zlikwidowano polską prasę. Polskie nazwy ulic zniknęły z krajobrazu Kresów RP. Wiosną 1942 roku Zarząd Główny Bezpieczeństwa Rzeszy uruchomił operację o nazwie „Polenaktion”. Operacja wymierzona była głównie w polską inteligencję, przy jednoczesnym wzbudzaniu wyższości wśród Białorusinów. W „Gazecie Mińskiej” z 15. I 1942 roku przeczytać można było, że Polacy, „odwieczni wrogowie Białorusinów” zniewolili ludność białoruską i za wszelką cenę chcą taki stan rzeczy, kosztem Białorusinów utrzymać. Białorusini zaproponowali Niemcom deportowanie kilku tysięcy polskich przedstawicieli inteligencji (nauczycieli, księży, posiadaczy ziemskich, urzędników…). Bywało, że Białorusini bez wyraźnego polecenia niemieckiego, sami dostarczali imienne listy osób, które ich zdaniem powinny być deportowane. To musiało wzbudzić, delikatnie rzecz ujmując niechęć Polaków. W wielu miejscach polskie podziemie niepodległościowe likwidowało nadgorliwych Białorusinów. W niemieckich raportach z tego czasu wiele miejsca poświęcono napadom na urzędników i ogólne „wzmożenie działalności” polskiego podziemia niepodległościowego. Wzmogły się także represje wobec Polaków. Latem 1942 roku w Lidzie i najbliższej okolicy aresztowano około 300. Polaków. Kilkudziesięciu rozstrzelano. Takie egzekucje powtarzały się przez kolejne miesiące. Mimo usilnych starań nie możliwe było zastąpienie polskiej większości białoruską mniejszością. Nadal wiele stanowisk zajmowali Polacy.


Jerzy Grzybowski:


Wiadomości ostatnie z tego terenu brzmią nadzwyczaj niepomyślnie. Wszystkie instytucje, wszystkie posterunki życia oddano żywiołowi białoruskiemu. Zbiałoruszczono szkołę, kościół, urzędy, gorączkowo sposobi się surogat mieszczaństwa i inteligencji białoruskiej, celem obsadzenia miast. Żywioł polski jest tępiony z niesłychaną zapamiętałością.


Zdarzały się sytuacje, kiedy Niemcy ratowali Polaków przed śmiercią, wysyłając ich na roboty w głąb III Rzeszy. Nazista Wilhelm Kube nie pałał może wielką sympatią do Polaków, ale potrzebował inteligencji polskiej na stanowiskach publicznych, na których nie sprawdzali się Białorusini. Potrzebował też rąk do pracy, zamiast zimnych trupów. Wzajemna niechęć w relacjach polsko-białoruskich, podsycana przez niemieckiego okupanta wzmagała się. To już nie były przypadki wzajemnego denuncjowania się, ale zalążek czystki etnicznej.



Źródła:

- „Dzieje najnowsze”, kwartalnik nr 4/2018r. (K. Jasiewicz)

- „Dzieje najnowsze”, kwartalnik nr 1/2011r. (J. Grzybowski)

- „Glaukopis”, nr 31/2019 r. (Michał Wołłejko)