Virtuti Militari dla Teresy Grodzińskiej



W tym roku obchodzimy 230-lecie ustanowienia orderu hołdującego męstwu wojskowemu w czasie wojny. 22. VI 1792 roku król Stanisław August Poniatowski ustanowił Order Wojenny Virtuti Militari. Jest to jeden z najstarszych orderów na świecie i jednocześnie stanowi najwyższe polskie odznaczenie wojenne. Hasłem przewodnim tego orderu są słowa, które znalazły się na sztandarach wojskowych: Honor i Ojczyzna. Pierwszymi osobami, które miały zaszczyt być udekorowane tym orderem byli: książę gen. lejtnant Józef Poniatowski, gen. major Tadeusz Kościuszko, gen. major Michał Wielhorski oraz trzynastu innych obywateli. Ceremonia wręczenia odznaczeń miała miejsce 25. VI 1792 r. w Ostrogu i miała związek z bitwą pod Zieleńcami.


Grodzińska, 1920, Komunizm,
Teresa Grodzińska

Pierwszą kobietą, której przyznano to zaszczytne odznaczenie była Teresa Jadwiga Grodzińska z Jaszowic. Urodziła się 20. grudnia 1899 r. Była piątym dzieckiem Feliksa Grodzińskiego i Bronisławy z Arkuszewskich. Miała cztery siostry i brata. Życiorys naszej bohaterki nie odbiega od wielu jej rówieśników z tamtych lat. Jako szlachcianka ukończyła gimnazjum w Radomiu i w 1918 roku podjęła naukę w stołecznej szkole ogrodniczej. Działała w tajnej Organizacji Młodzieży Narodowej. Konflikt polsko-bolszewicki narastał, aż znalazł swój punkt kulminacyjny w roku 1920. Teresa przerwała naukę i praktykowała w Szpitalu Ujazdowskim, gdzie uczyła się zasad udzielania pierwszej pomocy. W lipcu 1920 roku jako ochotniczka-sanitariuszka skierowana została do kompanii sanitarnej przy nowo sformowanej Brygadzie Jazdy Ochotniczej, gdzie szczególnie wyróżniała się postać słynnego majora Feliksa Jaworskiego. Brygada składała się z trzech pułków jazdy: wołyńskiego, lubelskiego, siedleckiego. Major Jaworski w wojnie polsko-bolszewickiej zasłużył sobie na Krzyż Virtuti Militari V klasy. Chociaż, moim zdaniem powinien dostać wyższy. Major Jaworski i jego nieustraszeni ułani rozbili bolszewicki 427. Pułk Piechoty. Zdobyli jego sztandar oraz uzbrojenie.


Teresa Grodzińska nie dzieliła sukcesów majora Jaworskiego. Niebawem zmieniono Jej przydział i trafiła do jednego z batalionów 4. Pułku Piechoty Legionów. Walki, które stały się udziałem młodej sanitariuszki toczyły się w okolicach Hrubieszowa.


Dr Maria Zdziarska-Zaleska:


5-ta i 7-ma komp. obsadziły brzeg Bugu od ujścia Huczwy do mostu kolejowego. 8-ma i 6-ta stały w rezerwie w pół drogi między Bugiem a Hrubieszowem, w Hrubieszowie był I baon i dow. pułku. Gdy nasz baon został zaatakowany przez nieprzyjaciela z za Bugu, jednocześnie oddziały bolszewickie, które były między Zamościem a Hrubieszowem, zaatakowały I baon. Dowódca naszego II baonu wysłał natychmiast 6-tą kompanję dla wzmocnienia I baonu i utrzymania z nim łączności: zaś 8-mą dla obsadzenia toru kolejowego. – W momencie tym byłam na placówce koło mostu kolejowego. Bolszewicy byli w znacznej przewadze liczebnej, a przytem atakowali nas z trzech stron, od wschodu, południa i zachodu.

I bataljon nie był w możności utrzymania się w Hrubieszowie i zaczął się cofać. Byłby i nasz baon wycofał się w porządku, gdyby nie to, że 7-ma komp. dostała w tym czasie nowego dowódcę, który, niestety nie dorównywał odwagą i przytomnością umysłu takim dowódcom kompanji, jak por. Cisak – d-wo 5-ej, por. Klein – dow. 6-ej lub por. Wójtowicz – dow. 8-mej. 7-ma komp. zaczęła się wycofywać zbyt wcześnie, no i nie zawiadomiła o rozkazie cofania swej skrzydłowej placówki przy moście. Z tego zbyt wczesnego wycofania się skorzystali bolszewicy, zajmując ich pozycje i tem samem, odcinając bez ratunku placówkę, pozostawioną, oraz utrudniając niezmiernie odwrót 5-tej komp., która dla wycofania się z Gorodka, miała jeden mały mostek na bagniskach Huczwy i musiała pod krzyżowym ogniem karabinów maszynowych go przechodzić. Dzięki tylko bezprzykładnej odwadze i przytomności umysłu dowódcy por. Cisaka, który z jedną sekcją sam osłaniał odwrót swej kompanji, nikt się nie dostał do niewoli, a dzięki bezgranicznemu poświęceniu Tereni Grodzińskiej, która kilkakrotnie przechodziła ów fatalny mostek, aby wynosić i wyprowadzać rannych, żaden z rannych nie dostał się w ręce bolszewików. (…)


Na front, broni, 1920, Bolszewik,
Plakat propagandowy

Zaniepokojona okrutnie, zeskakuję z mojego wozu i zatrzymawszy jakiegoś żołnierza, dowiaduję się, że to resztki 4 p.p., który został rozbity.

Jakby mnie kto obuchem zdzielił, ciemno mi się zrobiło przed oczami i zachwiałam się. Wtem słyszę głos: „czy to panna Zdziarska?” otrzeźwiło mnie to i odpowiadam: „tak, ale kto pyta?” Okazuje się, że to oficer artylerji, która współdziałała z naszym pułkiem – Radomiak, który znał Terenię i słyszał o mojem dostaniu się do niewoli.

Na moje niespokojne pytania, co się dzieje z siostrami, mówi mi ów oficer, że je widział przed godziną, proponował im, że je zabierze na swój wózek, ale nie chciały opuścić swych obowiązków i rannych, że muszą być gdzieś z resztkami piechoty, które się wycofały w bok, w lasy. (…)

Koło 12-tej w nocy dowiedziałam się od jednego z powracających z niewoli, że widział obie moje siostry, jak je prowadzili bolszewicy.

Ostatni błysk nadziei zgasł. Całą noc przeklęczałam, modląc się żarliwie, gorąco, aby Bóg pozwolił powrócić szczęśliwie siostrzyczkom.


W czasie odwrotu sił polskich Grodzińska cały czas trzymała się swoich podopiecznych. Nie opuszczała rannych nawet kiedy znaleźli się pod ostrzałem broni maszynowej. Wielu rannych osobiście przeprowadziła przez płonący most na rzece Huczwie. Na początku września, kiedy to bolszewicy byli w odwrocie, 4. Pułk Piechoty Legionów znalazł się w okrążeniu. Sanitariuszka nadal była przy rannych, nie opuściła ich nawet w najbardziej niebezpiecznych chwilach. Nie wycofała się, kiedy jeszcze miała taką możliwość. Bolszewicy z 1. Armii Konnej Budionnego dopadli ją we wsi Stepankowice i zabrali do pobliskich Czortowic.


Podczas próby ucieczki dzielna sanitariuszka została zabita. Dowódca pułku nakazał odkopać zwłoki Teresy Grodzińskiej i sporządzić raport. Tymczasowym miejscem spoczynku ofiary tej wyjątkowo brutalnej wojny był cmentarz w Chełmie. Na krzyżu nagrobnym napisano: „Cześć Ci, męczennico!”. Oficjalny pogrzeb, wraz z asystą wojskową i wszelkimi honorami odbył się w Radomiu we wrześniu 1920 roku. Uczestniczyli w nim niemalże wszyscy mieszkańcy miasta.


Grodzińska, Virtuti, Militari, 1920,
Informacja z "Kuriera Warszawskiego"

Dr Maria Zdziarska-Zaleska:


18-go był pogrzeb.

Radom, odruchowo, bez żadnych nakazów, (sam z własnego popędu), aby uczcić ciche bohaterstwo i poświęcenie, przybrał szatę powagi świątecznej. Sklepy wszystkie zamknięte. Kościół, choć wielki, nie może pomieścić tłumów, które przyszły pomodlić się za duszę bohaterki. Pogrzeb był wojskowy. Trumnę, zasłaną kwieciem wieziono na lawecie armatniej. Kompanja honorowa. Orkiestra wojskowa. Oficerowie i żołnierze, bawiący w Radomiu i tłumy, tłumy ludzi.

W kościele przemawiał kapelan. Na cmentarzu jeden z żołnierzy – czwartaków, dziękując w słowach prostych i z serca płynących za ten ratunek, który im, żołnierzom, niosła i aby ratować życie cudze, swoje dała w ofierze.

„Tygodnik Ilustrowany” z października 1920 r.:

Dnia 18-go września r. b. w Radomiu została pochowana w grobach rodzinnych ś. p. Teresa Grodzińska, sanitaryuszka 4-go p. p., córka znanego ziemianina, Feliksa i Bronisławy z Arkuszewskich, właścicieli Jaszowic. W pogrzebie wzięło udział całe prawie miasto, ziemiaństwo okoliczne i włościanie z Jaszowic, a honory wojskowe oddane zostały przez miejscowy garnizon. (…)

Bóg obdarzył ją nie tylko pięknem zewnętzrnem, ale dał jej duszę stokroć jeszcze piękniejszą, która głęboko odczuwała wszystkie radości i bóle, nie tylko najbliższych, ale całego swego otoczenia, wszystkich bliźnich i kraju ojczystego. Idealistka w całem słowa tego znaczeniu dążyła do stworzenia królestwa Bożego na ziemi.

Na pierwszy głos, że Ojczyzna w niebezpieczeństwie, przerywa naukę i zapisuje się jako sanitaryuszka do 4-go p. p.; tam z całą odwagą i poświęceniem pod kulami, opatruje rannych żołnierzy, aż do chwili, gdy kula bolszewicka przecina pasmo jej 20-letniego życia, pod Stepankowicami w Lubelskiem, dnia 1-go września 1920 roku.

Dowództwo przyznało jej krzyż Virtuti militari.


4 pułk, Legionów, Grodzińska, 1920,
Odznaka 4. Pułku Piechoty Legionów

Promienna, świetlana jej postać zostanie na zawsze w pamięci tych, co ją znali. Cześć bohaterskiej Polce!


Teresa Grodzińska, jako pierwsza kobieta w II Rzeczpospolitej Polskiej odznaczona została pośmiertnie Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari (nr 0440). Wniosek o nadanie odznaczenia złożyli dwaj pułkownicy (później generałowie): Mieczysław Smorawiński (później zamordowany w Katyniu) oraz Michał Rola-Żymierski. Odznaczenie zostało przekazane matce Teresy w dniu pochówku w Radomiu. We wniosku o odznaczenie napisano:


W dniu 22. VIII 1920 r. podczas wycofywania się II/4 p.p. Leg. z zajmowanych we wsi Gdódku na wschód od Hrubieszowa pozycji sanit. Grodzińska Teresa pełniąc podówczas służbę przy 5/4 p.p. Leg. szła między ostatnimi z wycofujących się żołnierzy przystając przy rannych, opatrując ich i przeprowadzając przez mostek na rzece Huczwie ostrzeliwany przez 3 nieprzyjacielskie karabiny maszynowe. Spokojem, odwagą i swojem poświęceniem wzbudziła podziw i uznanie wszystkich oficerów i żołnierzy.

W dniu 1. IX 1920 r. w czasie rozbicia 4 p.p. Leg. przez jazdę Budiennego przy opatrywaniu rannych została pobrana do niewoli i zamordowana w okrutny sposób przez Kozaków w Czartowicach pod Hrubieszowem. Po ponownym zajęciu Hrubieszowa przez nasze wojska lekarz II/35 p.p. WP na skutek opowiadań ludności cywilnej o śmierci wymienionej sanitariuszki kazał zwłoki pokaleczone odkopać i po zrobieniu zdjęcia fotograficznego odesłać do Dctwa 9 Dyw. Piech. WP stojącego podówczas w Chełmie.


Grodzińska odznaczona została także Krzyżem Walecznych i Odznaką Honorową Polskiego Czerwonego Krzyża. Zarząd Główny PCK na 34. posiedzeniu sprawozdawczym z 1935 roku nadał odznaki honorowe I-go stopnia prezydentowi prof. Ignacemu Mościckiemu, królowej belgijskiej Astrid, Aleksandrze Piłsudskiej (małżonce Marszałaka), gen. Barbeckiemu, gen. Januszowi Gąsiorowskiemu, gen. mjr. dr Arturowi Lossmannowi z Estonii, biskupowi Antoniemu Szlagowskiemu oraz kilkudziesięciu innym zasłużonym.


Na kanwie tej historii powstał epizod w filmie „Wrota Europy” z 1999 roku, a jedna z ulic Radomia nosi dumne miano bohaterki wojny polsko-bolszewickiej. Na Szpitalu Ujazdowskim zamieszczono tablicę upamiętniającą Jej postać. Taka tablica zamontowana jest również na terenie Liceum Ogólnokształcącego w Radomiu. Z kolei w rodzinnych Juszowicach Teresę Grodzińską upamiętnia krzyż wystawiony w 2009 r. W roku 2020, roku okrągłej rocznicy śmierci bohaterskiej sanitariuszki nadano jej tytuł Honorowego Obywatela Miasta Radomia, który oficjalnie przyznany został odpowiednią uchwałą w lutym 2021 r.

Z okazji 120. rocznicy męczeńskiej śmierci Grodzińskiej zorganizowane zostały uroczystości, w które włączył się Kościół i przedstawiciele 42. Bazy Lotnictwa Szkolnego w Radomiu.


Virtuti, Militari, 1920,
Krzyż Srebrny VM (V klasy)

Garść swoich wspomnień zadedykowała Teresie Grodzińskiej dr Maria Zdziarska-Zaleska - lekarz batalionowy 4. Pułku Piechoty Legionów. O śmierci kochanej kuzynki pisała:


Jadąc z Chełma 18-cie godzin – rano stanęłam w Grabowcu. Tam, gdy wchodzę na plebanję – pierwsza osoba, którą spotykam – to Janeczka! Olśnienie. Uszczęśliwienie najwyższe, ale w jednej chwili połączone z rozpaczą. Janeczka rzuca mi się w ramiona ze szlochaniem, że Terenia zabita. (…) W drodze Janeczka zaczęła swoją opowieść.

1-go września 1920 roku pułk nasz stał we wsi Janki, na zachód od Hrubieszowa. Wczesnym rankiem kazano atakować Hrubieszów. Siostry moje dnia tego były pod bezpośrednim kierunkiem lekarza – kolegi Bartoszka. Akcja posuwała się normalnie do południa.

Koło południa zaatakował naszą rozwiniętą zupełnie linję Budienny od tyłu i od boku, chcąc się przedrzeć do Hrubieszowa.

Pułk nasz nie mógł oprzeć się przeważającej liczbie bolszewików, tembardziej, że nie było czasu sformować czworoboków. Przeciw doskonale zorganizowanej konnicy Budiennego jedyną możliwością obrony były czworoboki.

Pułk nasz wzięty z trzech stron w ogień został rozbity. Wszczęła się panika. Za grupami uciekających żołnierzy pędzili kozacy i zabijali bez pardonu.

Poszczególni oficerowie skupiali koło siebie resztki kompanji i przebijali się do lasów lub ginęli śmiercią bohaterską i tragiczną.

Bolszewicy, zobaczywszy wózki z karabinami maszynowemi, sanitarne i kuchnie runęli w pędzie na owe tabory, zmieszali je, odcięli im odwrót i buszowali dobijając rannych.

Wtedy to dostały się do niewoli obie moje siostry i kolega Bartoszek.

Dziewczynkom kazano oddać paski skórzane i obuwie, ale zobaczywszy jak buciki są małe zwrócono je.

Przez pewien czas eskortowano obie razem z innymi jeńcami. Po godzinie bolszewicy zwrócili się do nich z rozkazem, że będą musiały służyć, jako sanitariuszki. Pod tym pretekstem, mimo ich gorących próśb – rozdzielono je.

Janeczkę wsadzono na konia i poprowadzono w stronę Hrubieszowa. Terenię popędzono w bok do wsi Czartowice. Janeczka, gdy noc zapadła zsunęła się z konia w przydrożne krzewy. Naturalnie po chwili bolszewicy zauważyli jej nieobecność, zawrócili przeto, by ją odnaleźć. Konie szukających następowały tak blisko, że o mało co nie została stratowana. A jednak Bóg dał, że nie znaleźli. Gdy już oddział ten odjechał, Janeczka przeczołgała się w pole i schowała pod kopę grochowin. (…)


Po zajęciu Czortowic przez jeden z batalionów 27-go p. chłopi miejscowi zwróili się do oficerów z meldunkiem, że w ich wsi została zabita sanitarjuszka polska. 1-go września przyprowadzili bolszewicy ową sanitariuszkę, która korzystając z chwilowej nieuwagi tych, co ją pilnowali, wskoczyła na konia i zaczęła uciekać. Niestety nie było jeszcze dość ciemno i natychmiast zauważywszy to, zaczęli bolszewicy strzelać i zabili sanitarjuszkę.

Chłopi pochowali ją na miejscu.

Z rozkazu dowódcy, lekarz owego batalionu 27 p.p. zajął się ekshumacją zwłok i przewiózł je do Chełma.

Ponieważ bolszewicy nie zostawili przy owej sanitarjuszce żadnych dokumentów, 7-go rano dostała Janeczka konie, by jechać do Chełma, zobaczyć zwłoki i stwierdzić, czy to Terenia. W okolicach Janek spotkała kapelana i adjutanta naszego pułku, którzy robili poszukiwania na polu bitwy z 1-go września. Dowiedziała się od nich, że pojechałam dnia poprzedniego do Chełma i że 8-go rano mam być w Grabowcu. (…)

Nocami męczył mnie ciągle obraz drogiej Tereni i nieraz całe godziny klęczałam modląc się i płacząc.

Tymczasem Janeczka z bratem zatrzymali się w Chełmie, by być na grobie Tereni, pochowanej i tu bezimiennie, choć z honorami wojskowemi.


Dr Maria Zdziarska-Zaleska po służbie w 4. Pułku Piechoty Legionów była lekarzem w 605 szpitalu polowym. Podczas opisywanych wydarzeń dostała się do bolszewickiej niewoli, z której udało się jej uciec. W roku 1921, jako ochotniczka niosła pomoc rannym w czasie III powstania śląskiego. Pełniła obowiązki lekarza w II batalionie 8. Tarnogórskiego Pułku Piechoty. Tytuł doktora medycyny uzyskała po ukończeniu studiów w roku 1923. Organizowała punkty sanitarne w czasie wojny obronnej z 1939 roku. Przeżyła aresztowanie przez Gestapo, osadzenie na Pawiaku i w niemieckich obozach koncentracyjnych. Zmarła w lipcu 1987 roku w Warszawie i została pochowana na cmentarzu powązkowskim. Ona również otrzymała 28. lutego 1921 roku Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari (nr 0439).


 

Źródła:

- „Sprawozdanie Okręgu Białostockiego PCK za rok 1935”

- „Tygodnik Ilustrowany”, nr 42/1920 (str 802)

- „Kobieta Współczesna”, nr 6, nr 11 i nr 13/1931 r.

- „Radomir. Kwartalnik Turystyczno-Krajoznawczy”, PTTK Radom nr 4/15/1988 r.

- www.wcn.pl (Zdj. VM)