Ks. płk. Antoni Józef Warakomski

 

        Antoni Warakomski urodził się 23 maja 1904 roku w Augustowie. Jego rodzicami byli Jan i Natalia (z domu Pożarska).

 

        Jako 13-letni chłopiec, podczas Wielkiej Wojny wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej, gdzie pełnił funkcję kuriera. W roku 1918, wraz z innymi peowiakami brał udział w rozbrajaniu żołnierzy niemieckich na terenie rodzinnego Augustowa. Dwa razy był dotkliwie pobity przez Niemców, a fizyczne ślady tych zajść nosił do końca życia.

 

        W roku 1920 wybuchł kolejny konflikt zbrojny. Na Polskę napadła zbolszewizowana Rosja. Antoni, jak na prawdziwego harcerza przystało, zgłosił się do wojska. Już od roku 1917, podczas pobytu w Suwałkach wstąpił do I Drużyny Harcerskiej im. Bartosza Głowackiego. Był również obecny podczas zakładania takiej drużyny w Augustowie (Drużyna im. Józefa Poniatowskiego).

 

        22 lipca 1920r. Generalny Inspektor Armii Ochotniczej gen. Józef Haller rozkazał sformowanie Dywizji Ochotniczej. Stanęły całe rzesze ochotników. Pierwszym pułkiem zorganizowanym w ramach I Dywizji Ochotniczej, który pomaszerował na front był 201 pułk piechoty. W jego szeregach maszerował młody harcerz Antoni Warakomski.

 

W sierpniu 1920 roku 201 pułk piechoty znalazł się w okolicach Andrzejewa. W rejonie Srebrnej i Paproci Dużej miała miejsce potyczka, którą Innocenty Libura, uczestnik bitwy zapamiętał tak:

 

„Pędzi wiara przez niezżęte jeszcze owsy, przez kartofliska i zagony buraków. Płaszcze w biegu przeszkadzają, plączą się koło nóg niewygodnie. Zasapał się czarny wąsal – sekcyjny lekceważonych „młodzioków” – nie może za nimi nadążyć. A Mietki, Tomcie, Bohdany skaczą przez miedze i bruzdy jak zające. Potrząsają groźnie karabinami i ryczą „hurra!” – jak niegdyś na kursie pod Sikorką czy na Pustyni Błędowskiej. Przychodzi im to tym łatwiej, że tamci prawie nie strzelają. Przerazili się widać ich groźnym widokiem.

        Zdobywszy wioskę, wiara zapija mleko, które sobie tamci przygotowali, ociera bohaterski znój z czoła. Ale okazuje się, że to nie koniec – z następnej wsi wychodzi długa tyraliera. Widać ją jak na dłoni.

         - Naprzód! – biegną chłopaczki, przypadają do ziemi, pukną raz i drugi i znów się podrywają. Krzyczą nawet i wymachują karabinami.

        Ale tamci nie chcą uciekać. Strzelają coraz częściej i nawet trafiają: ktoś dostał po łapce, jednemu z częstochowiaków przestrzelili łydkę, ale można jeszcze wytrzymać. Zbliżywszy się na paręset metrów, obie strony przypadły do ziemi i pukają dalej.”²

 

        W bitwie pod Paprocią Dużą Antoni Warakomski został ranny w nogę i po krótkim leczeniu został konnym zwiadowcą w 1 pułku strzelców suwalskich (przemianowany na 41 Suwalski Pułk Piechoty). Za udział w wojnie polsko-bolszewickiej otrzymał odznaczenie „Polska swemu obrońcy”.

 

        Po zakończeniu działań wojennych, Antoni powrócił do szkoły i w roku 1923, po ukończeniu gimnazjum matematyczno - przyrodniczego w Augustowie, uzyskał świadectwo dojrzałości. Postanowił wstąpić do Seminarium Duchownego w Łomży, co też zrealizował.

 

        W kwietniu 1927 roku, Antoni Warakomski otrzymał z rąk bpa łomżyńskiego Stanisława Kostki Łukomskiego święcenia kapłańskie. Pierwsze kroki kapłańskie skierował do parafii Przemienienia Pańskiego w Piątnicy. W roku następnym skierowany został do posługi przy katedrze w Łomży. Z kolei w roku 1929 został kapelanem pomocniczym w łomżyńskim garnizonie wojskowym. W następnym roku został kapelanem 18 Dywizji Piechoty w Łomży. W 1931r. został przeniesiony do garnizonu w Lidzie, w którym służył Bogu i Ojczyźnie do roku 1933, kiedy został przeniesiony do rezerwy ze względu na zły stan zdrowia.

W maju 1933r. powrócił do Łomży, skąd został przeniesiony do pracy duszpasterskiej w parafii Trójcy Przenajświętszej w Myszyńcu. Z Myszyńca trafił do parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Andrzejewie, czyli w okolice swoich walk z 1920 roku.

Tuż przed wybuchem kolejnej wojny, w której przyszło mu uczestniczyć, został mianowany proboszczem w Wigrach.

 

        Pod koniec sierpnia, zgodnie z planem mobilizacyjnym ks. Warakomski został przydzielony do Ośrodka Zapasowego 29 Dywizji Piechoty w Grodnie. W skład Ośrodka wchodził m.in. 41 suwalski pułk piechoty im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, gdzie kiedyś, dzięki protekcji swego brata Warakomski był zwiadowcą. Właśnie w Grodnie zastał go wybuch kolejnego konfliktu zbrojnego. Był wówczas kapitanem Wojska Polskiego.

 

Kościół w Andrzejewie

 

        29 Dywizja Piechoty weszła w skład zgrupowania Armii „Prusy”, dowodzonej przez generała Stefana Dąb – Biernackiego. Do zgrupowania Armii „Prusy” przynależała też 19 Dywizja Piechoty pod dowództwem generała Józefa Kwaciszewskiego. Ośrodki Zapasowe obu dywizji w połowie września były w trakcie reorganizacji. Ks. Warakomski został kapelanem połączonych ośrodków i 13 września 1939r. otrzymał rozkaz przeniesienia się do Lidy.

 

        17 września Polskę zaatakowali Sowieci. Strona Polska zdawała sobie sprawę, że walka na dwa fronty nie ma sensu. W obliczu wkroczenia bolszewików, Polacy mieli przeciwko sobie Niemców, Austriaków, Słowaków i Rosję Sowiecką. Do tego sabotażystów żydowskich, białoruskich i ukraińskich. Wobec tego Wódz Naczelny Edward Śmigły – Rydz wydał rozkaz:

 

„Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.

 

Ks. płk. Antoni Warakomski:

 

„Smak II wojny światowej poczułem wczesnym rankiem dnia 1 września 1939r. z chwilą zbombardowania koszar 76 pp w Grodnie, gdzie z przydziału mobilizacyjnego byłem kapelanem Ośrodka 29 DP. Grodno, jako twierdza, zaszczycone jest codziennymi wizytami bombardującego lotnictwa nieprzyjacielskiego. Cierpi miasto i okolice”.¹

 

        Nie lepiej było w innych miejscowościach nawiedzonych przez sowieckie czołgi. Niebawem, podobnie jak w 1920 roku czerwoni dotarli również w okolice Andrzejewa.

 

Profesor Stefan Kurowski wspominał:

 

„Jechałem na rowerze, szosa do Zaręb Kościelnych. Na rogatkach Łap zatrzymał mnie młody milicjant z czerwoną opaską i karabinem na sznurku. Typowy wyrostek żydowski, starszy ode mnie ze dwa lata, wysoki, chudy i nieogolony. Niebywale przejęty swą milicyjną „misją” natychmiast zabronił mi dalszej jazdy i zażądał dokumentów. Zaczęliśmy rozmowę, która szybko przemieniła się w jego długą tyradę o Polsce przedwojennej, a zwłaszcza o tym, jak bardzo Żydzi cierpieli w tym „podłym” państwie, jakie to niebywałe znosili upokorzenia. Ale teraz się to już raz na zawsze skończyło. I oto on właśnie bierze teraz swój osobisty odwet za tamte czasy „pańskiej Polski” i będzie twardo pilnował porządku i wypełniał rozkazy nowej sowieckiej władzy. (…) W końcu tak się rozgorączkował w swej agitacji o urokach nowego sowieckiego szczęścia, że zapomniał o swych pierwotnych zamiarach wobec mnie, nie zabrał mi roweru, na co najpierw wyraźnie się zanosiło. I w końcu puścił mnie wolno. Mimo niepokoju, jaki wówczas przeżyłem, dotąd pamiętam jak bardzo groteskowy wydał mi się ten typ bezkrytycznego, panegirycznego patriotyzmu nowosowieckiego i buty wynikłej z przekonania, że władza jest wreszcie w ręku Żydów, i każdy musi się im podporządkować”.

 

        Ks. Warakomski wraz z oddziałem płk. Kazimierza Jarosława Rybickiego podążał w kierunku granicy z Litwą. Po przekroczeniu granicy został umieszczony w obozie dla internowanych. Najwidoczniej status internowanego nie bardzo odpowiadał ks. Warakomskiemu, skoro 7 października uciekł z niego i niebawem dotarł do Kowna. Dzięki urzędnikom polskiego konsulatu zdobył paszport i wizę, co umożliwiło mu przedostanie się przez Łotwę, Szwecję, Norwegię i Anglię do Francji.

 

        W listopadzie bp. Polowy Wojska Polskiego Józef Gawlina przydzielił ks. Warakomskiego do koszar w Bessiures koło Paryża, a w grudniu do Coëtquidan, jako kapelana 3 pułku piechoty (od 3 maja 1940 przyjął nazwę 3 Pułku Grenadierów Śląskich).

 

        17 lutego 1940r. ks. Warakomski otrzymał przydział do Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. Wraz z brygadą, 2 marca 1940r. przeniósł się do nowego miejsca stacjonowania, do St. Marcel.

W kwietniu Brygada otrzymała ufundowany przez biskupa Gawlinę sztandar, a ks. Warakomski odebrał przysięgę od Podhalańczyków.

 

        Niedługo po uroczystości wręczenia sztandaru brygada dostała rozkaz wymarszu. Kierunek – Norwegia. 23 kwietnia Brygada wyruszyła z Brestu, a 8 maja dotarła do Norwegii. 2 maja ks. Warakomski awansował do stopnia majora, ale na odpowiedni rozkaz czekał jeszcze wiele lat.

 

        Bitwa o norweskie miasto Narwik rozpoczęła się 9 kwietnia 1940 roku. Aktorami występującymi na tej wojennej arenie walki zbrojnej byli żołnierze alianckiego Korpusu Ekspedycyjnego zmagający się z potęgą III Rzeszy Adolfa Hitlera. Być może przebieg tej trzymiesięcznej bitwy nie interesowałby nas tak bardzo, gdyby nie udział w niej polskiej Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich (SBSPodh) i ks. Warakomskiego, który dbał o zaopatrzenie i morale żołnierzy.

 

Ks. płk. Antoni Warakomski:

 

    „Pierwsze zetkniecie Podhalanina w boju i okrzyk Niemców – „und wieder die verfluchten Polen!” Nie wierzy szwab swoim oczom. Przecież wmówiono w niego poprzez prasę, ulotki i megafony, że wyprawa Polaków została zatopiona w drodze do Norwegii i to nie raz, skądże się więc wzięli? Są wszędzie, gdzie trwa walka o wolność! Kapelani obsługują oddziały walczące, będąc wraz z żołnierzem na pierwszej linii. Posługi swoje świadczą w razie potrzeby swemu rodakowi, Brytyjczykowi, strzelcowi alpejskiemu, legioniście cudzoziemskiemu i wreszcie Norwegowi – gospodarzowi”.¹

 

        Brygada musiała się wycofać do Francji. 14 czerwca Polacy znowu znaleźli się w porcie Brest. Obrona Francji nie trwała zbyt długo. Cała potęga Francji skapitulowała przed Niemcami. Polacy nie mogli uwierzyć, że Francuzi nie chcą walczyć. 17 czerwca podpisane zostało porozumienie z Niemcami o zawieszeniu broni. Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich została rozwiązana. Polacy skierowali swoje kroki w kierunku Anglii, gdzie mieli nadzieję nadal bić się z wojskiem Hitlera i jego sprzymierzeńcami.

Wobec rozwiązania Brygady, ks. Warakomski rozmontował sztandar, spakował go do plecaka i z takim bagażem na plecach, wraz z grupką żołnierzy wyruszył do Anglii. Przedzierając się przez tereny zajęte przez Niemców, zdobyli niewielki holownik o nazwie „Abeville” i na jego pokładzie opuścili Francję, aby 21 czerwca 1940r. przybić do portu Plymouth w Anglii. Bezpiecznie dowieziony sztandar został przekazany kapitanowi Antoniemu Tomaszewskiemu, po czym żołnierze wyjechali do Szkocji. Sztandar spłonął w 1944r. podczas bombardowania.

 

        W lipcu ks. Warakomski zorganizował apel poległych, na który przybył gen. W. Sikorski. Tego dnia generał, jako Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych nadał sztandarowi Order Virtuti Militari. SBSPodh poniosła do tego czasu ogromne straty, co spowodowało przeformowanie jej w 6 batalion strzelców podhalańskich.

       

        1 października 1940r. ks. Antoni został mianowany kapelanem 5 Brygady Kadrowej Strzelców stacjonującej w Moffat. Brygada miała zadania przeciwdesantowe, czyli strzegła wybrzeża Szkocji przed desantem wroga.

 

        9 grudnia ks. płk. Warakomski otrzymał od Naczelnego Wodza PSZ Krzyż Walecznych za ocalenie i bezpieczne dostarczenie do Anglii sztandaru SBSPodh. Tego dnia król Norwegii nadał Podhalańczykom przywilej noszenia sznura z norweskimi barwami narodowymi i miniaturką złotego lwa na lewym ramieniu.

Rok później ks. Antoni powrócił do strzelców podhalańskich.

 

        Od 14 maja 1941r. ks. płk. Warakomski pełnił funkcję kapelana szpitala polowego. W tym szczególnym miejscu, misja kapelana jest jak najbardziej ważna i nieoceniona. To właśnie w lazaretach ludziom potrzebna jest pilna potrzeba pojednania z Bogiem i podniesienie na duchu. To patrząc śmierci w oczy, człowiek zastanawia się nad sensem życia i stawia sobie wiele pytań. Rolę duchownego – psychologa sprawuje właśnie kapłan.

 

        W grudniu 1941r., kiedy ks. Warakomski powrócił do Podhalańczyków i wraz z batalionem został wcielony do słynnej 1 Polskiej Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka. Był kapelanem 10 Brygady Kawalerii Pancernej. Przeszedł cały szlak bojowy, wiodący przez Francję, Belgię, Holandię i Niemcy, aż do czasu, kiedy 1 Dywizja Pancerna przyjęła kapitulację niemieckiej twierdzy Wilhelmshaven.

 

 

Kościół w Jasienicy

 

        Do Polski ks. płk. Antoni Warakomski powrócił latem 1946 roku. Decyzję o szybkim powrocie przyspieszyła choroba matki ks. Antoniego.

 

Ks. płk. Antoni Warakomski:

 

    „W sierpniu 1946r., mając w pamięci, że dla polskiego ludu święcony byłem, wracam do kraju, aby dlań pracować. Od października 1946r. jestem proboszczem na wiejskiej parafii w Jasienicy Mazowieckiej i zamierzam tu pozostać, póki NAJWYŻSZY WÓDZ nie powoła mnie do swego raportu. Wówczas zobaczymy się chyba jeszcze i, jeśli to będzie zgodne z wolą Sędziego i Stwórcy, wspominać będziemy Ankenes i Narvik… Czekajcie więc, druhowie frontowi, na swego kapelana, wy – „bohaterowie spod Narviku bum, bum…”.¹

 

        Parafia w Jasienicy wiele zawdzięcza ks. Warakomskiemu. Po pierwsze parafianie musieli nauczyć się żołnierskiego drylu. Nowy proboszcz nie tolerował spóźniania się i braku ogłady. Potrafił wyrzucać z kościoła delikwentów „na rauszu” i odmówić udzielenia ślubu parom, które spóźniły się na własną ceremonię.

Pomijając początkowe niesnaski, parafianie szybko się nauczyli, że parafia musi funkcjonować jak w przysłowiowym zegarku, po wojskowemu.

 

        Ksiądz Warakomski zadbał o kościół i zabudowania parafialne. Założył centralne ogrzewanie, elektryczność i wybudował toalety. Częściowo za swoje pieniądze wyremontował też kościół. Wymienił poszycie dachu świątyni i wyremontował dzwonnicę. Dokonał remontu posadzki, witraży, organów, wstawił nowe ławki. Powiększył też i opasał murem cmentarz grzebalny, na którym spoczął po swojej śmierci w roku 1971.

 

        Jako dumny bohater walk o Narwik nadal chodził w mundurze. W czasie rocznic bitwy o Narwik odprawiał Msze św. za towarzyszy broni, którzy polegli w bitwie. W ten sposób kultywował pamięć o nich.

 

        Był też ksiądz pułkownik kapłanem niepokornym. Nie stronił od środowiska podziemia antykomunistycznego (Żołnierzy Wyklętych); udzielał ślubów i chrzcił dzieci. Naturalną koleją rzeczy było zainteresowanie się jego osobą funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Ostrowi Mazowieckiej. Podczas jednej z wizyt bezpieczniaków, jeden z ubeków obraził matkę ks. Warakomskiego, za co ks. Warakomski wyrzucił ich za drzwi. Spodziewanych konsekwencji, o dziwo nie było.

Z inspiracji kardynała Stefana Wyszyńskiego Episkopat Polski na 120 Konferencji Plenarnej przedstawił list noszący tytuł: „Rocznica Wielkich zmiłowań Pańskich”, który dotyczył 50 rocznicy tzw. „Cudu nad Wisłą”. Chociaż list nie wspominał o bolszewikach z „ostrożności procesowej”, to i tak znalazł się w orbicie zainteresowań watah bezpieczniackich.

Ks. Warakomski został wezwany do Ostrowi Mazowieckiej, gdzie komuniści namawiali go, aby nie odczytywał z ambony listu od Episkopatu. Ksiądz odparł, że walczył w bitwie pod Paprocią Dużą i był uczestnikiem tych działań wojennych, a list a i owszem przeczyta, jeśli taką dyspozycję wyda mu Biskup.

 

Ostatecznie Episkopat Polski, po naciskach, pogróżkach i szykanach ze strony władzy komunistycznej, odłożył list na pamiątkę potomnym. Prymas Wyszyński zauważył, że list już spełnił po części swoją rolę, „przez rozgłos jaki nadał [mu] rząd PRL”.

 

        W życiu doczesnym swojej parafii ks. Warakomski również nie próżnował. Pomagał przy budowie dróg i melioracji pól. Był wskrzesicielem miejscowej jednostki strażackiej. W dowód wdzięczności, został honorowym patronem Ochotniczej Straży Pożarnej w Jasienicy.

 

        W roku 1967 ks. Warakomski otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Rok później otrzymał oficjalnie, przyznany już wiele lat wcześniej awans do stopnia pułkownika.

 

        27 października 1971r., po długiej chorobie ks. płk Antoni Warakomski zmarł w szpitalu w Ostrowi Mazowieckiej. Na pogrzeb przybył niemalże każdy parafianin, z członkami OSP na czele. Przybyła też kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego.

 

 

Ks. Warakomski nie chciał pogrzebu z pompą i przemówieniami. Był człowiekiem skromnym i takiego pogrzebu sobie zażyczył. Pozostawił list do swoich parafian, który został odczytany podczas uroczystości pogrzebowych. Zgodnie z wolą zmarłego, pochowano go w skromnej trumnie, a na jego grobie położono jedynie duży kamień i zasadzono zwykłe, skromne, polne kwiaty.

 

 

 

Opracowano na podstawie:

 

- „Narwik”, Felicjan Majorkiewicz

- „Udział kapelanów wojskowych w drugiej wojnie światowej”,

pod red. ks. płk. dr. J. Humeńskiego¹

- „Wspomnienia wojenne kapelanów wojskowych 1939-1945”,

pod red. ks. płk. dr. J. Humeńskiego

- „Krokiem zdobywców”, Innocenty Libura²

- „Wiadomości Kościelne Diecezji Łomżyńskiej”, nr. 9, Łomża 1. XI. 1928r.

- „Zeszyty Naukowe Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego”, nr. 13/1999r., G. Socik

- „Jeśli zapomnę o nich…”, Grażyna Lipińska

- „Marsz czarnych diabłów”, Evan McGilvray

 

Zdjęcie ks. płk Warakomskiego pochodzi z książki „Udział kapelanów wojskowych w drugiej wojnie światowej”.

IMG_20200502_190928_edited.jpg
Screenshot_2020-05-18 Pulpit Wix com(3).
IMG_20200523_110444.jpg