„Bohaterscy żołnierze Armii Czerwonej! Nadszedł czas rozrachunku. Armia Czerwonego Sztandaru oraz armia drapieżnego Białego Orła stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na Zachód!” – grzmiał Michaił Tuchaczewski przed szeregami bolszewickiej armii.

„Drapieżny Biały Orzeł” odpowiedział na apel słowami Rady Obrony Państwa:

„Ojczyzna w potrzebie! Wzywa się wszystkich zdolnych do noszenia broni, by dobrowolnie zaciągali się w szeregi armii; jak jednolity, niewzruszony mur stanąć musimy do oporu, o pierś całego narodu rozbić się ma nawała bolszewizmu! (…) Do broni!”

„Dziwne, że w tej małej Polsce – mówił bp Zawitkowski - piętnaście milionów liczącej, w lipcu 1920 roku armia polska liczyła już ponad milion żołnierzy i ochotników, i Legii Kobiet. W odezwie Rządu Obrony Narodowej czytamy: 

„(…) wzywając naród cały do broni, Rząd Polski ogłasza całemu cywilizowanemu światu, (…) że dąży tylko do sprawiedliwego i trwałego pokoju. Ale dzisiaj niech wie Europa, niech wie cały świat, że najazd bolszewicki, w odpowiedzi na to, gotuje się dokonać na Polsce zbrodni gwałtu, równej zbrodniom tyranów (…), którzy rozebrali Polskę”. (…) Stolicę opuścił już korpus dyplomatyczny. Pozostał tylko nuncjusz apostolski – kardynał Achilles Ratti, który postanowił modlić się w Warszawie o zwycięstwo dla Polski i który – jak pisze historyk – chciał osobiście stanąć oko w oko z antychrystem.”

        22 lipca 1920r. Generalny Inspektor Armii Ochotniczej gen. Józef Haller rozkazał sformowanie Dywizji Ochotniczej. Stanęły całe rzesze ochotników. W jej skład weszły Ochotnicze Pułki Piechoty (m.in. 201, 202, 205) i 101 Pułk Rezerwowy. W walkach brały też udział inne Ochotnicze Pułki Piechoty: 204, 207, 238, 240. Powstało też wiele Pułków przeznaczonych na uzupełnienie strat na linii frontu. Utworzono 7 Ochotniczych Pułków Kawalerii. Mobilizacja trwała również poza granicami kraju. Polska osiągnęła niesamowity poziom mobilizacji.

Innocenty Libura:

„Wystąpiwszy w pełnym uzbrojeniu, bataliony 201 pułku wyglądają całkiem bojowo, choć połowa ludzi na pewno prochu jeszcze nie wąchała. Wyciągnięte na prostej jak strzała szosie do Zegrza kompanie maszerują sprawnie z cichym chrzęstem rzemieni i klekotem długich bagnetów u pasa jak wojsko z prawdziwego zdarzenia.”

        W skład Armii Ochotniczej masowo weszli przedstawiciele polskiego skautingu, których od lat kształtowano w kierunku walki zbrojnej o „własne, niepodległe i zjednoczone państwo polskie.” „Skauting jest środkiem wychowania młodzieży na obywateli zdolnych realizować ideę niepodległości tak w pokoju, jak w walce” – pisano w „Zarzewiu” z 1911r. Wzorowany na angielskiej młodzieży skauting, niebawem został przemianowany na harcerstwo.

Rozkaz Dzienny Nr 1 Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej gen. Józefa Hallera:

W latach 1914 - 1918 młodzież tych organizacji wzięła udział w wojnie, w różnego rodzaju formacjach niepodległościowych, w tym w „Strzelcach” J. Piłsudskiego. Tomasz Katafiasz pisał, że „z ogólnej liczby 10 tys. ludzi, na jaką szacowano pod koniec 1914r możliwości mobilizacyjne Polskich Drużyn Strzeleckich (PDS), aż 4 tys. stanowiły rezerwy, objęte przynależnością do drużyn harcerskich. Podobnie było w polskich formacjach wojskowych powstających w latach 1914 – 1918, na wszystkich frontach I wojny światowej. Wówczas też pojawiły się pierwsze, złożone niemal wyłącznie z harcerzy pododdziały czy to Legionów Polskich, Polskich Korpusów Wschodnich, a także w zakonspirowanej Polskiej Organizacji Wojskowej (POW).”

         Październikowy zjazd Komsomołu z 1919r, tak oto wyraził stosunek bolszewików do ruchów skautowskich:

„Uznając skauting za system czysto burżuazyjnego fizycznego i duchowego wychowania w kierunku imperialistycznym zjazd stwierdza konieczność niezwłocznego rozpędzenia wszystkich istniejących w Rosji sowieckiej organizacji skautowych.”

Skutkiem uchwały komsomolców były morderstwa popełniane na uczestnikach ruchu skautowego.

Już w styczniu 1920r. harcerze gremialnie wzięli udział w walkach z bolszewikami w Wilnie i Grodnie, a w lipcu sformowano pierwszy pułk harcerski (201 OPP). Dopuszczenie do walki frontowej przewidziane było od 17 roku życia, ale czasami udawało się przemknąć nawet młodszym harcerzom. Wileński Batalion niesamowicie spisywał się również w późniejszych potyczkach. Pisano, że „kompania harcerska Wileńskiego Baonu, dowodzona przez por. Tadeusza Kawalca podczas defensywy polskiej i zachwiania się ducha w szeregach okazała swą wyższość nad innymi oddziałami tego odcinka. (…) Zachowanie spokoju przez harcerzy w czasie paniki odwrotowej wpłynęło bardzo dodatnio na innych żołnierzy.”

Archiwum Akt Nowych w Warszawie, ZHP, sygn. 177, k. 312:

„W Naczelnictwie ZHP pozostali tylko inwalidzi i niezdolni do służby w polu, reszta członków poszła na front. Gniazda harcerskie przekształciły się jakby w niewielkie obozy wojskowe, pospiesznie szykujące się do wymarszu. Rodzice i Koła Przyjaciół ekwipowały ekwipowały je w odzież, bieliznę i obuwie. Chłopcy zabierali ze sobą broń kto jaką miał, łopatki saperskie i siekierki, apteczki polowe, telefony, rowery. Całą wyprawę harcerską, która do tej pory służyła tylko do ćwiczeń skautowych zabrali chłopcy ze sobą na wojnę.”

         Pierwszym, zorganizowanym w ramach I Dywizji Ochotniczej pułkiem, który wyruszył na front był 201 Pułk Piechoty. Dywizja wzięła udział w operacji osłonowej odwrotu I Armii Polskiej. Wielu harcerzy poległo w bitwach pod Surażem, Paprocią Dużą i nad Wkrą.

„- Bolszewicy zajęli Suraż i pchali się na most przez Narew. A my z maszynek po nich i w tyraliery. Dopadliśmy do rzeki, walimy z karabinów, a potem przez most sekcjami!...

Nadchodzą nowe, radosne wieści. Zdobyto maszynki, odpędzono nieprzyjaciela. I choć są ranni, nawet zabici (poległ ten gruby sierżant z 11 kompanii i paru gości, ranny jest minister Thugutt), ale radość i zapał powszechne. Chrzest ogniowy 201 pułku wypadł świetnie.” – Zapisał Innocenty Libura w swoich wspomnieniach. O bitwie pod Paprocią Dużą pisał:

„- We wsi nieprzyjaciel – meldunek od czoła.

- Karabiny maszynowe od przodu!

- Bagnet na broń! Hurra!

Pędzi wiara przez niezżęte jeszcze owsy, przez kartofliska i zagony buraków. Płaszcze w biegu przeszkadzają, plączą się koło nóg niewygodnie. Zasapał się czarny wąsal – sekcyjny lekceważonych „młodzioków” – nie może za nimi nadążyć. A Mietki, Tomcie, Bohdany skaczą przez miedze i bruzdy jak zające. Potrząsają groźnie karabinami i ryczą „hurra!” – jak niegdyś na kursie pod Sikorką czy na Pustyni Błędowskiej. Przychodzi im to tym łatwiej, że tamci prawie nie strzelają. Przerazili się widać ich groźnym widokiem.

        Zdobywszy wioskę, wiara zapija mleko, które sobie tamci przygotowali, ociera bohaterski znój z czoła. Ale okazuje się, że to nie koniec – z następnej wsi wychodzi długa tyraliera. Widać ją jak na dłoni.

         - Naprzód! – biegną chłopaczki, przypadają do ziemi, pukną raz i drugi i znów się podrywają. Krzyczą nawet i wymachują karabinami.

        Ale tamci nie chcą uciekać. Strzelają coraz częściej i nawet trafiają: ktoś dostał po łapce, jednemu z częstochowiaków przestrzelili łydkę, ale można jeszcze wytrzymać. Zbliżywszy się na paręset metrów, obie strony przypadły do ziemi i pukają dalej.”

Jan Radgowski:

„Po drodze spotykam ks. Gawrychowskiego i Florcia Gierałtowskiego.  Coś radzą.  Punkt 12 w nocy - 2 sierpnia.  Zbliżam się do nich.  Nagle pędem gna jakiś jeździec.  Dojrzał nas. ,,Kto tu!  do domu marsz!  tu placówka!  bolszewiki tuż!  tuż! "Jakby piorun trzasł.  Stało mi się jakoś strasznie, tak jakoś dziwnie, tak jakoś przeklęcie jak to nieraz w polskiej duszy bywało.

Siadłem przy oknie i patrzyłem z żoną w czarną otchłanną noc.

Matusia staruszka odmawiała koronkę, dzieci śpią.  Cisza straszna, potworna cisza. Chwilami się zdawało, że jakieś mary snują się obok ścian. Wargi same odruchowo szepczą „Królowo Korony Polskiej zmiłuj się nad nami, ratuj nas!  Chryste nie karz tak strasznie” Trzewiami targa, rwie coś, zmaga się w człowieku i naraz łzy, łzy, łzy.

Za chwilę tętent kopyt kilkunastu koni, w poświacie księżycowej mignęło galopem kilkanaście postaci.  Zaręby Kościelne wzięła w swą moc i władanie inwazja czerwonej, pod żydowskim knutem będącej krwawej i dzikiej hałastry. 

3 sierpnia, rozwidnia się a tu ciągną i zajmują plac przed lokalem sądowym tabory i zastępy Lejbusia Bronsztejn Trockiego.  Bose, pół nagie, brudne, zawszone do ohydy zastępy. 

Zachodzi do mnie oficer, zrzuca pas i rewolwer na ławkę i pyta ,,Daleko w Warszawu?"  Odpowiadam ,,ściśle nie wiem, pociągiem się jedzie dwie i pół godziny” - ,,Hm!  Znaczit za dni tri budiem w Warszawie".

Czerwone  tatałajstwo  rozłazi  się  po  placach,  ulicach,  domach.  Ciągle. Żądają:  sała,,  chleba,  groszka,  myła,  tabaka,  no  i  wodki.  Oj tej wodki to szukali.  Magistrowi Strumpfowi to nawet wszelkie środki narkotyczne wybrali - niby za swą na łokcie mierzoną gotówkę.

Rozstawili kociołki, łamią płoty, wyłamują belki z szopy - gotują.  Niszczą w ogrodzie warzywa, kradną gęsi, kury, kaczki.  Znoszą naręcza chleba i bułek - żrą, strasznie żrą.  Po najedzeniu, rozbierają się do naga i palą wszy nad resztkami ognisk.

Nocą 3 sierpnia ozwała się nagle na Kańkowie gęsta strzelanina. To pancerka polska od Małkini do Uścianka se jeździła i łupiła jak się patrzy, aż się serce radowało. Odpowiadała jej z Uścianku bolszewicka armata i tak monotonna strzelanina nocą i dniem.”

        Bardzo znaczące straty 201-wszy miał nad Wkrą. Trzeba było natychmiast je uzupełnić, bo pułk praktycznie stracił wartość bojową. Pod koniec sierpnia, w Komorowie w jego skład weszła Harcerska Kompania Szturmowa z Wilna. Oprócz wilniaków w składzie kompanii znaleźli się też harcerze z Krakowa, Kielc, Jędrzejowa, Białegostoku. Doszli do Grodna, gdzie przeszli chrzest bojowy, a później walczyli też z Litwinami pod dow. gen. Żeligowskiego. 201 OPP ilościowo przekroczył 500 żołnierzy i wg. kpt. harcmistrza W. Niekrasza stanowił „kwiat Związku Harcerstwa Polskiego i jego najprzedniejszą Chorągiew.”

        Na innych polach bitewnych mocno krwawiły inne formacje harcerskie. 202 Ochotniczy Pułk Piechoty stracił prawie cały skład osobowy. 205-ty dzielnie bił się pod Nowogrodem. III batalion tego pułku walczył do ostatniego naboju. Rannych bolszewicy dobijali, podobnie jak innych jeńców. Dzięki ich krwi, bolszewicy zrezygnowali z ataku na Łomżę.

Pod Ossowem bili się harcerze z 236 OPP. Tam poległ ich kapelan, były drużynowy skautów w Klińcach, ksiądz Ignacy Skorupka. Tam poległo też wielu z nich.

         Podczas wojny polsko – bolszewickiej poległo i zmarło z ran lub chorób około 200 - 300 harcerzy. Wielu odznaczono Krzyżami Walecznych. Tych najmłodszych dekorował w Płocku Józef Piłsudski; Tadek Jeziorowski miał wówczas 11 lat, a Józek Kaczmarski 14 lat. Wielu harcerzy zasłużyło na Krzyż Virtuti Militari.

Jan Radgowski:

„14 sierpnia wezwał Klimow nas wszystkich do urzędu swego i oznajmił, że Warszawa wzięta, że 40 000 rewolucyjnych polskich robotników witało czerwonymi sztandarami sowiecką armię i że on Klimow wyjeżdża do Warszawy bo tam ,,mnogo anglijskoj manufaktury i można połuczit sapogi z lakierowanymi goleniszczami"

15 sierpnia, w środę pojechał do Małkini furmanką i w niespełna godzinę wrócił p. Bundrewicz, który woził Klimowa i oświadczył nam, że bolszewicy zmiatają aż się kurzy. Okazało się to prawdziwe, bo Klimow i czerwona milicja zaczęli po cichu z miasteczka się wynosić. Po prowizorycznej uczcie pospieszyliśmy do domów aby ogłosić szczęśliwą wieść rodzinie. Idąc do domu, przechodzę koło kościółka a tu bolszewicy łapią ludzi do pędzenia bydła.

Daję więc drapaka, o mały figiel a byliby mnie chwycili...

19 sierpnia zebraliśmy się na naradę przy drodze do Kosut, koło domu p. Pawelczyka.  Wkrótce okazało się, że ktoś w lesie Niemirowskim strzela.  Wtedy Stach Sokołowski wsiadł na szkapę i pognał na zwiady.  W niedługim czasie wyłoniło się na widnokręgu dwóch jeźdźców z lancami. Jechali wolno i ostrożnie, że nie mogliśmy rozeznać, kto to jest. 

Jezu!  Rogatywki!.  W oczach mgła, mgła coraz silniejsza. Jeźdźcy to poznańscy ułani. Uchylają rogatywek, wołają ,,Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!". ,,Na wieki” Kochane chłopaki, chwała i cześć wam zuchy za waszą mitręgę, za wasze trudy, za waszą krew.  Cześć, cześć.

I nie wytrzymały źrenice naporu łez, poszły łzy serdeczne, spłynęły po policzkach.  Już nie łzy rozpaczy, zwątpienia, lecz łzy szczęścia, radości, łzy chwały, że Polska nie zginęła. Wszyscy zakrzątnęli się niezwłocznie za żywnością, bo już nadciągał oddział z podporucznikiem.  Nie chcieli jeść, tylko pić, pić, bo strasznie gonili.  Zostawili nam trochę karabinów i naboi, bo mieli sporo i poszli dalej gnać czerwone hordy.”

        20 września 1920r. rozpoczęła się bitwa nad Niemnem, która przypieczętowała zwycięstwo żołnierza polskiego nad nawałą bolszewicką. Pobita pod Warszawą, armia Michaiła Tuchaczewskiego i tutaj musiała uznać wyższość szabli polskiej kawalerii i wycofać się resztkami sił w głąb Rosji. Europa znowu została ocalona poprzez daninę krwi żołnierza polskiego. Według ustaleń historyków, liczba ofiar „czerwonego terroru”, może wynosić ponad 250 tysięcy ludzkich istnień.

        Generał Haller dziękował swoim żołnierzom tymi słowami:

„Ochotnicy! Nie zawiodłem się na Was. W znużone szeregi walczących od dwóch lat żołnierzy wnieśliście wiarę w zwycięstwo wraz z nową energią. Siła Waszego oręża i potęga Waszego ducha wspiera walczące szeregi armii […] W imieniu służby dziękuję Wam oficerowie i żołnierze 201, 205 i 236 pułku. Każdy z Was jednakowo zasłużył na wdzięczność Ojczyzny, każdy spełnił to, co mu honor żołnierski nakazał.”

        Dziękował również sam Wódz Naczelny Józef K. Piłsudski:

„Rozrzuceni po oddziałach regularnej armii lub zgrupowani w odrębne jednostki w służbie wywiadowczej, kurierskiej i frontowej zdaliście raz jeszcze egzamin ze swej dojrzałości obywatelskiej i gotowości do ofiar, zawsze świecąc swym starszym towarzyszom broni przykładem wysokiego pojmowania swych ochotniczo na siebie wziętych obowiązków. Oddając cześć poległym za Ojczyznę kolegom Waszym, wyrażam Wam harcerze podziękę i uznanie za dotychczasową służbę.”

„Mimo bolesnych strat – pisał Libura -  przez dworce i stacje zborne

przewalały się coraz większe masy żołnierstwa powracającego z wojny.

W Jabłonnie gospoda żołnierska i bufet szumiały wciąż wesołym gwarem. Radość jaśniała w obliczach wojowników z odniesionego zwycięstwa i z bliskiego już powrotu do szkół i zagród ojczystych, do urzędów, warsztatów i fabryk.

        Olkuszacy dowiedziawszy się, że ich 201 pułk otrzymał „Virtuti”, udekorowali się pięknie wstążkami przy bluzie, przypięli też odznaki za rany i lada dzień oczekiwali zwolnienia. Brak było jeszcze Walerka, któremu nieźle pono powodziło się w prowiantowej czołówce, no i – niestety – Marianka Prażmowskiego, który poległ w natarciu pod Ciechanowem, jak twierdził druh ze Szczekocin:

        - Widziałem, jak upadł, a z piersi trysnęła mu krwawa fontanna.

        Słuchającym go olkuszanom serca ścisnęły się z żalu. Był przecież z nich najmłodszy.”

         Ferdynand A. Ossendowski w „Leninie”, włożył w usta Feliksa Dzierżyńskiego, bolszewickiego mordercy słowa:

„Wy nie rozumiecie tego, na co się porywacie! Wy nie znacie polskiego ludu! To nie Rosjanie! Polacy miłują sercem każdą grudkę ziemi, każde drzewo, każdą cegłę kościoła… Oni mogą się kłócić i za bary wodzić, lecz gdy o kraj pójdzie, gorze temu śmiałkowi, który nań się targnie!...”

Źródła:

- „Krokiem zdobywców”, Innocenty Libura

- „Słupskie Studia Historyczne” nr. 6/98, Tomasz Katafiasz

- „Lenin”, Ferdynand A. Ossendowski

- Homilia ks. bpa J. Zawitkowskiego z 15 VIII 1995r.

- www.gimzareby.neostrada.pl

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com