BITWA POD ANDRZEJEWEM 12-13.IX.1939r

                                          (oparte na relacjach świadków)

 

 

       18 dywizja piechoty po ciężkich bojach toczonych na rubieży rzeki Narew zmuszona była wycofać się w kierunku wschodnim, w kierunku Łomży, a następnie Zambrowa. Dnia 11 września zaatakowała węzeł komunikacyjny w Zambrowie. W wyniku przeważających sił wroga operacja nie powiodła się, a największe straty poniósł 71 pułk piechoty(zambrowski) pod dowództwem pułkownika Adama Zbijewskiego. Sczególnie, gdy wróg przerzucił spod Wizny dwa świeże bataliony 20 dywizji piechoty zmotoryzowanej, przy wsparciu trzech dywizjonów artylerii. Wobec tego 18 DP otrzymała rozkaz od dowódcy Samodzielnej Grupy Operacyjnej Narew, generała "Młota" Fijałkowskiego, aby wycofać się w kierunku rzeki Bug. Dywizja skierowała się w kierunku Czerwonego Boru, gdzie doszło do starcia z wojskami nieprzyjaciela. Kolejne potyczki miały miejsce w Kaczynku oraz Srebrnym Borku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   Ppłk.dypl.Kazimierz Pluta-Czachowski:

 

"Nasza 18 DP należała do SGO "Narew",którą dowodził Młot-Fijałkowski.Dywizja otrzymała rozkaz

"obrona odcinka Narwi i zakaz opuszczania stanowisk bez rozkazu"(od dowództwa SGO "Narew").

Po ciężkich zmaganiach pod Wizną,Zambrowem,Nowogrodem,dywizja cofała się na rozkaz płk.dypl.

Stefana Kosseckiego.Walki były ciężkie...(...)W ciągu 5 dni,Niemcy wykonali 7 szturmów.10.IX.

otrzymaliśmy rozkaz odwrotu...sytuacja była bez wyjścia.Cała 18 DP rozciągnięta była na przestrzeni 60 km.

11.IX. pod Zambrowem nacierał 71 pułk zambrowski.Napotkał przeważające siły.Po pierwszych wal

kach Zambrów został zajęty przez nasze wojska.W drugiej fazie walk,Zambrów ponownie odebrali

Niemcy(po otrzymaniu posiłków,w postaci artylerii).Pod Nowogrodem bombardowali 20 samolotami

Dywizja była już zdziesiątkowana.Ze sztabem zerwana była łączność...i ze wszystkimi pułkami.

Niemcy zaciskali swój pierścień.Płk. Kossecki sam zdecydował się oderwać spod Zambrowa i zgrupować

                                                         pod Łętownicą,Srebrnym Borkiem,Srebrną."                                                                                                                                                                              

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    W wyniku braku łączności z dowództwem SGO "Narew",a także z Suwalską i Podlaską Brygadą Kawalerii,

18 DP została całkowicie osamotniona na placu boju,i skierowała się

do zajętego przez niemców Andrzejewa.

 

Relacja mieszkanki Andrzejewa,Heleny Sołowińskiej:

 

  "Kiedy dowiedzieliśmy się,że zbliża się walka,a nawet słychać już było serie z karabinów maszynowych,wtedy wzięłam dziecko na ręce i razem z mężem zeszliśmy do schronu w młynie(mieszkała obok młyna).

Siedząc w skupieniu i napięciu słyszeliśmy pojedyncze strzały. Serie karabinów ucichły. Jeden z mężczyzn dowiedział się,że w Andrzejewie są już Niemcy i ostrzegł nas. Jak tylko zjawili się Niemcy,sąsiadka przybiegła z wiadomością,że Niemcy szukają żołnierzy.W niespełna godzinę Niemcy przyszli do młyna.Było ich trzech;Żyd i dwóch gestapowców. Zaczęli walić kolbami karabinów w drzwi.Kiedy właściciel młyna, Olejnik otworzył, wypędzili wszystkich na podwórko. Tu ustawili nas w kółko.Mówili coś i przystawiali każdemu lufę karabinu do skroni..Zasłaniałam siędzieckiem, bo chciałam,żeby zginęło razem ze mną. Co mówili nie pamiętam. Żyd wszystko to tłumaczył. Mężczyzn zabrali na bok,po czem zamknęli ich w kościele.Na placu kościelnym posegregowali ich,i młodych zabrali,a starszych zostawili zamkniętych w kościele.Zatrzymani byli jako zakładnicy. Młodzi zmuszeni byli leżeć w szeregu pod gruszą twarzą do ziemi.pod Łętownicą.Zostali przekazani oddziałowi niemieckiemu, po czym zabrali ich i wywieżli na roboty. W południe zjawiło się czterech Niemców na motocyklach-zwiad. Pod grośbą rozstrzelania, ksiądz zmuszony był dać im klucze do kościoła(...)Niemcy uchylili drzwi(od kościoła) i mogliśmy podać swoim coś do zjedzenia, poczem znowu zamknęli kościół i pojechali.W lesie grzymkowskim (w okolicy Grzymk) natknęli się na nie wielki oddziałek i tam zginęli. Kiedy przyszła owa wiadomość do Andrzejewa

mężczyżni wyłamalidrzwi i uwolnili starców."

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Starsza kobieta o nieznanym nazwisku:

 

"Kiedy nasi zaczęli cofać się spod Wizny do Andrzejewa, przyjechał Franciszek Wojtkowski, aby

pożegnać się z żoną. Przybywał z jednostki, która wychodziła  z Andrzejewa. Byli to ochotnicy, którzy pozostali we wsi. Na szloch i prośby żony odpowiedział: "Przysięgałem i muszę bronić Polski.

Niemców musimy pokonać i pokonamy". Spiął konia ostrogami i odjechał" (poległ na polu chwały)"

 

      Rankiem 12 września 18 DP uderzyła z Łetownicy na Andrzejewo, rozpoczynając tym samym

ciężki bój o wydostanie się z okrążenia. Wraz z nimi podążało ok 200 jeńców wziętych pod Zambrowem.

Rolę jedynego konnego sanitariusza pełnił Henryk Jaskół.

 

Ppłk.dypl.Pluta-Czachowski:

 

  "12.IX.1939r od rana oddziały dywizji lokowały się w wyznaczonych im rejonach. Kolumna składała

się z kilkuset wozów z ponad 1500 rannymi, a także 200 jeńcami. Z amunicją było krucho, np. do haubic(100mm), było po ok.20 pocisków na działo. Od jeńców dowiedzieliśmy się, że na Zambrów nacierał 10 DP. Rano,  w Łętownicy dały się słyszeć odgłosy walki z kierunku Andrzejewa. Porucznik Roszkowski zameldował do sztabu w Łętownicy, że z kierunku Czyżewa (w którym udawała się cała18 DP), piechota nieprzyjaciela atakuje przy wsparciu artylerii i 3 czołgów. Meldunek Roszkowskiego ukazał jedyną droge odwrotu odciętą. Kocioł zamykał się. Płk. Kossecki po krótkiej, serdecznej mowie do żołnierzy, sam osobiście poprowadził wojsko w kierunku Andrzejewa."

 

Helena Sołowińska:

 

"Po rosie wyrażnie słychać było odgłosy strzałów.Ukryliśmy się wtedy w malinach,w takich zaroślach.

Byliśmy niedaleko. Walka toczyła się na Ulaskach w Andrzejewie. Walczyli żołnierze cofający

się po bitwie w Łętownicy koło Andrzejewa. Leżąc cichutko, słyszałyśmy jak nasi krzyczeli: "huraa!",

"chłopcy bić", "o Jezu". Były to pojedyncze okrzyki, które głuszył turkot karabinów maszynowych.

Płakałyśmy, bo byli tam i nasi najbliżsi."

 

12 września ok godziny 10, szpica prowadzona osobiście przez płk.dypl.Stefana Kosseckiego polną

drogą posuwała się w kierunku Andrzejewa. Wkrótce rospoczął się ostatni bój "Żelaznej dywizji".

W pierwszej lini natarcia "szły" karabiny maszynowe.Po unieszkodliwieniu załogi natychmiast za

stępowała ją inna. Dywizja przemieszczała się po równym terenie, przy skutecznym wsparciu artylerii.

Niemcy jednak uparcie się bronili ostrzałem z karabinów maszynowych. Mimo to, zostali wyparci

z pierwszej linii obrony. W wyniku nacierających od wschodu czołgów i ogromnej koncentracji ognia,

natarcie zostało powstrzymane. Raniony pięcioma kulami z km padł płk Kossecki (raniony w klatkę,

brzuch i przedramię)Przed utratą przytomności wydal rozkaz znajdującemu się w pobliżu

sierżantowi z BON "Kurpie":

 

"Powiedzcie pułkownikowi Hertelowi i szefowi sztabu,że dywizja nie może się poddać.Ma dotrwać

do nocy, a póżniej przebijać się małymi grupkami, a nawet pojedynczo."

 

Wycofujący się z resztkami wojska st.sierż. M.Marcz zameldował szefowi sztabu (Kazimierz Pluta

 Czachowski), że płk Kossecki został zabity. Do wyniesienia ciała z pola bitwy zgłosiło sie 20 ochotników.

Cała grupa zginęła przy polnej drodze,w wyniku ostrzału z ckm. Ewakuacja, uznanego za nie

żywego płk Kosseckiego udała się dopiero kierowcy "łazika" (plutonowy Edmund Barański), który odwiózł płk

do punktu opatrunkowego w Łętownicy. Natarcie załamało się. W tym czasie wojska Niemieckie zajęły

Zaręby Warchoły.

 

 Ppłk.dypl.Kazimierz Pluta-Czachowski:

 

"Oddziały na tyłach,w Łętownicy nie były jeszcze uporządkowane i wypoczęte,aby były zdolne do

 walki z nieprzyjacielem. Jednak płk. Hertel (Aleksander) objął dowodzenie i zdecydował się na ponowny szturm na Andrzejewo, w celu przebicia się w kierunku Czyżewa, aby wyjść na Nur. Natarcie miało być wspierane pułkiem artylerii. Ruszyło o godz14.30."

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poszczególnymi oddziałami dowodzili: we wschodniej strony polnej drogi (prowadzącej do Andrzejewa)

-kpt.Jerzy Palęcki; środkiem i zachodnim odcinkiem-ppłk Kazimierz Pluta-Czachowski, a odwodem

-kpt.Leonard Bartoszewicz.

 

  Kapral Kazimierz Iwaszkiewicz (6 bateria artylerii):

 

"...Ognia nie przerywamy, ani na chwilę. Na rozpalone lufy dział, nakładamy mokre worki, które moczymy w pobliskim rowie. Obsługa dział rozebrana do pasa, uwija się jak w ukropie. Strzelamy do ostatniego pocisku."

 

Ok. godz.15.00 kontratak nieprzyjaciela zatrzymal natarcie. Hitlerowcy zaczęli posuwać się naprzód.

Zatrzymal ich ogień artylerii i ciężkiej broni maszynowej.

 

Ppłk.Pluta-Czachowski:

 

"W tymże czasie ok.godz.15, chorąży Quindt z 33pp, z punktu obserwacyjnego zauważył posuwającą się kolumnę, na odcinku 1 km. Porucznik Wujcik natychmiast przerzucił ogień na tę kolumnę, powodując zamieszanie i straty w szeregach wroga. Ok.godz.16 nieprzyjaciel wznowił swoje natarcie od strony Andrzejewa.

Ruch niemieckiej kolumny paraliżowały dwa zgrupowania polskiej artylerii. Był to jeden z najzacieklejszych,

spośród 30 szturmów ogniowych."

 

W walce brała udział głównie 6 bateria. Pomagała także ludność cywilna, spośród której wyróżnili

się dwaj bracia Świerżewscy: 20 letni Aleksander i 12 letni Henryk, którzy donosili amunicję

z będącej w pobliżu kolumny amunicyjnej.

 

Plutonowy Stanisław Godlewski i por.Stanisław Wujcik o 6 bat:

 

"6 bateria, przez cały dzień 12 września, wspierała walkę pod Łętownicą i Andrzejewem. Gdy ok.

godz.18 niemieckie czołgi zaatakowały od wschodu, wówczas bateria ogniem na wprost zniszczyła

 6 czołgów, przy stracie jednego działa. Bateria zachowała do końca zdolność bojową, w pełnej gotowości,

aż do zupełnego wyczerpania amunicji. Ostatnie pociski były przeznaczone do zniszczenia dział."

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  Stanisław Ościłowski (podoficer dywizyjny kompanii ckm z Andrzejewa,

zmobilizowany przez33pp w Łomży) wspomina:

 

"Ostatnią bitwą,w której brałem udział, było przeciwnatarcie prowadzone przez ppłk Stanka. Bardzo

dużo ludzi ginęło. Padali koledzy na całym placu boju... Wcześniej brałem udział w pierwszym starciu pod Wizną. Niemcy odparli nas do Siedlec koło Łomży. Tam doszło do potyczki, lecz nadal cofaliśmy się do Łomży, Zambrowa i Srebrnego Borka.Tu doszło ponownie do starcia. Wtedy zostałem ranny. Obsługiwałem ckm. Skończyła mi się amunicja. Byłem bezradny. Koło mnie, w zasięgu oka nie było już ani jednego polskiego żolnierza. Migały tylko niemieckie mundury. Niedaleko zobaczyłem rannego ckm-istę. Podczolgałem się. Nie żył już. Zająłem jego stanowisko. Nie widziałem nikogo...tylko nienawiść...i te mundury.Kiedy i tu skończyła mi się

amunicja, dopiero poczułem ostry ból w nodze. Kiedy ucichła strzelanina, zacząłem się cofać. Zauważono mnie. Niemcy zaczęli strzelać. Byłem blisko jakiegoś leja, i tam wpadłem. Widziałem, jak Niemcy podchodzili do naszych i przebijali bagnetami. Kiedy przyjechało niemieckie dowództwo wojskowe zaczęli zbierać swoich,

a także naszych jeńców."

 

Na wieczornej odprawie,Aleksander Hertel wydał rozkaz do natarcia. Miało ono na celu atak na po

zycje niemieckie w Andrzejewie, a tym samym umożliwienie wydostania się z okrążenia pozostałym

oddziałom 18 DP. Oddział uderzeniowy (ok 500 osób) wyznaczony do tego zadania zyskał miano

"Tarana", a wyruszył pod osobistym dowództwem pułkownika Hertla.

Pomimo ogromnego poświęcenia żołnierzy, natarcie załamało się w skutek silnego ostrzału z ckm,

w okolicy cmentarza żydowskiego w Andrzejewie. Uderzenie zepchnięto pod Łętownicę.

Podczas nocnego szturmu stracił życie płk.Hertel - ostatni dowódca 18 DP.

Działania wojenne zakończyły się 13.IX.1939r. Pole walki między Andrzejewem a Łątownicą pokrywały ciała zabitych i rannych, których nie można było zabrać z powodu ostrzału hitlerowskich ckm - istów.

 

Helena Sołowińska:

 

"Rano Niemcy podpalili wieś od młyna w kierunku zachodnim. Część rannych była w kościele, część

w Domu Ludowym, część zaś koło cmentarza na "poletku". Niemcy prowadzili czwórkami żołnierzy

 wziętych do niewoli w Łętownicy i Andrzejewie.(...) Po bitwie wszystkich nas spędzili na rynek.Stały

 same kobiety bo mężczyzn nie było ani jednego.(...) Kiedy stałam z dzieckiem, podszedł do mnie jeden z

wziętych żołnierzy i podal dziecku suchar; "Masz dziecko,to od Polaka, bo więcej nie dostaniesz. Rośnij i pomścij. Mama ci przekarze" Wtedy podszedł Niemiec i kopniakiem wyrównał szereg.Bez przerwy szli czwórkami przez pół godziny.Kiedy ucichła strzelanina,zdrowi i mniej ranni żołnierze przeszli, wtedy poszłam z kilkoma kobietami do kościoła gdzie przywozili rannych. Pamiętam, że pod amboną leżał młody chłopak w wieku 20-25 lat. Krzyczał; "ja chcę żyć!". Podeszłam do niego, podałam wody, obmyłam rany. Jak się okazało, był to hrabia Stanisław Szembek. On również brał udział w bitwie. Powiedział tylko; "Jak umrę,niech mnie rodzina zabierze" i zmarł. Pochowany został obok mogiły zbiorczej, po czym został zabrany przez rodzinę. Dokąd? Nie wiemy. Ludzie poznawali swoich bliskich i znajomych. Szukałyśmy z sąsiadką Tomasza Truchla między zabitymi na "poletku". Leżało ich razem 80. Jeden przy drugim. Ze wsi uratowali się tylko ci, co byli w wojsku i starcy, bo reszta przyłączyła się do wojsk idących do walki w obronie swoich terenów."

 

Stanisław Ościłowski:

 

"Zebrali wszystkich na rynku w Andrzejewie. Ganiali nas dookoła. Noga bolała strasznie. Po kilku rundkach opadłem z sił. Dalej nie mogłem iść. Tych, co byli słabsi dobijali. Wiedziałem, co mnie czeka. Koniec zbliżał się. Dookoła stały nasze rodziny i przyglądały się. Kiedy upadłem, podszedł jeden i chciał mnie zastrzelić. Wtem nadjechał następny. Nie pozwolił mnie dobić. Na moich oczach zdegradował "litościwego". Ten, który przyjechał, dał mi kilka paczek papierosów i czekoladę, z której wcześniej odłamał kawałek i zjadł sam. To chyba dlatego, żeby pokazać, że nie była niedobra, czy zatruta. Zostałem przeniesiony do kościoła razem z innymi rannymi; następnie do Domu Ludowego. Stąd zostałem zabrany do Zambrowa, po czym przewieziono mnie do Białegostoku, do szpitala św.Rocha. Do domu wróciłem bez nogi, jako inwalida. W szpitalu w Białymstoku spotkałem gen. (wówczas jeszcze pułkownika) Kosseckiego. Mieliśmy odchodzić tego samego dnia przed wieczorem. Niestety generał został zatrzymany do rana, z nieznanych mi bliżej przyczyn. Nigdy potem już go nie spotkałem.

Bitwę przegraliśmy. Siły nasze w porównaniu z niemieckimi, były znikome. Do tego jeszcze nadlatywały eskadry samolotów i "biły" z góry".

 

Do świtu 13.IX. z okrążenia wydostały się pojedyncze grupy żołnierzy:

 

-Grupa ppłk Stanka(ok 400 ludzi)-w kierunku Paproci Dużej. Została rozbita kilka dni później w walce z Niemcami w okolicy Zarębów Kościelnych.

-Grupa ppłk Pluty-Czachowskiego(ok 300 osób)- na Przeździecko Warchoły, gdzie została rozbita.

  Ok 60 osób dołączyło do ppłk Stanka. Koło Radzynia grupa połączyła się z 41 dywizją piechoty.

-Grupa pod dowództwem majora Drewnowskiego (ok 2 kompanii) przedostała się do Czerwonego Boru. 14 września stoczyli walkę pod Rutką, gdzie zostali rozbici. Żołnierze, którym udało się uniknąć

 śmierci, wraz z Podlaską Brygadą Kawalerii, utworzyli oddział partyzancki na bagnach Biebrzy.

-Grupa ppłk Malinowskiego licząca około 120 osób, przedarła się przez Ruskołęki i Dąbrowę Wielką i dołączyła do SGO "Polesie" gen. Kleeberga.

-Kawaleria 18 DP pod dow. por. Roszkowskiego dotarła przez Ruskołeki i Dąbrowę Wielką na pole bitwy pod Kockiem.

-4 bateria 18 pułku artylerii lekkiej pod dow. por. Mieczysława Zielińskiego przez Paproć Dużą, Szulborze Koty dotarła w okolice Daniłowa, gdzie została osaczona przez czołgi i rozbita w walce. Część żołnierzy przedarła się przez Bug i dołączyła do Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie".

-Grupa żołnierzy(oficer nieznany), w liczbie ok 100, sforsowała Bug i pod Białą Podlaską połączyła się z 33 DP.

Zbiegowie szukali schronienia w lasach i wsiach. Jednym z nich był również mieszkaniec Andrzejewa. 21-letni Bojanowski, który przedarł się z Łętownicy do wsi Pieńki. Tam gospodyni ukryła go w szopie. Kiedy Niemcy dotarli do wsi, nie wytrzymał nerwowo i nie czekając zmroku podjął ucieczkę przez słomiany strop. Zginął od serii z karabinu. Pochowany jest w oddzielnej mogile na cmentarzu parafialnym w Andrzejewie.

  

Kazimierz Pluta-Czachowski, Władysław Wujcik:

 

"Bitwa o przebicie się z Andrzejewa była w zasadzie bitwą artylerii(...).tylko artylerii należy zawdzięczać, że przeciwnik nie zdołał aż do nocy z 12 do 13.9 porozrywać i zniszczyć całej 18 DP, że mogła ona, chociaż grupami przebić się z kotła pod Andrzejewem i że grupy te mogły toczyć walki jeszcze w następnych dniach. Skierowana za późno o dwa dni do odwrotu, w sytuacji, gdy już miała odcięte drogi odejścia, walczyła i ginęła w dniach 11,12.IX.samotnie na tyłach niemieckiego frontu.”

 

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com