Szkolnictwo łomżyńskie we wspomnieniach Bronisława Piętki

 

      „W czasach najpomyślniejszych, to jest do początku 17 wieku, Łomża miała tylko szkołę początkową czyli parafialną, której Rektorów mianowała Akademia krakowska. W szkole tej, liczącej około 100 uczniów, uczono Alwara, wykładano Katechizm i listy poufałe. Rektorowi przychodził w pomoc miejscowy proboszcz, a później jeden z mansyonarzy.

Szkoła wyższa utworzoną została dopiero w 1630 roku. Dali jej początek Jezuici, sprowadzeni przez ks. Jana Chociszewskiego, Proboszcza, w 1609r. do tutejszej Fary, pod tytułem: missyi kaznodziejskiej, w kolegium drewnianem, z funduszów, przez siebie zgromadzonych, założonem.

W sto lat potem, Jan ze Słupowa Szembek, Kanclerz koronny, Starosta Łomżyński, wymurował dla Jezuitów do dzisiaj istniejący wspaniały kościół, a żona jego Ewa z Leszczyńskich, wypełniając wolę zmarłego męża, z funduszów, przez niego wyznaczonych, wzniosła murowane wielkie dwupiętrowe kolegium, w którem i teraźniejsze szkoły się mieszczą.”

Tak początki szkolnictwa w Łomży, opisywał, w roku 1861, Leon Rzeczniowski, jeden z nauczycieli historii w Łomży.

Kolejny etap reform, związany był z rozwiązaniem zakonu Jezuitów przez Papieża Klemensa XIV w 1773r. Już wcześniej rozwiązano zgromadzenia zakonne w innych krajach, które domagały się kasaty zakonu i wypędzały zakonników. Powodem były różnego rodzaju zgorszenia i bunty, które rzekomo były dziełem Jezuitów. Niemałe znaczenie miała tu zazdrość innych zgromadzeń zakonnych, a także względy polityczne. Towarzystwu Jezusowemu zarzucano, m.in: herezję (standardowo), amoralne zachowania, nadużywanie spowiedzi świętej (!), dążenie do panowania nad światem, poprzez nadmierne mieszanie się do polityki i szkolnictwa, chciwość i wiele innych odstępstw od czci i wiary. Najpierw zniesiono Towarzystwo Jezusowe w Portugalii, na co niewątpliwie miały wpływ luterańskie zapatrywania ówczesnego ministra Józefa Carvalho. Nie bez znaczenia był też fakt, że Jezuici, jako zgromadzenie kumulujące w sobie ogromne wpływy, stali mu (J. Carvalho) na drodze do władzy. W rezultacie oskarżono Jezuitów o próbę zamachu na króla i wypędzono z kraju. Zaowocowało to, zerwaniem stosunków dyplomatycznych z Watykanem.

We Francji domagano się reorganizacji zakonu, ale ówczesny generał Jezuitów Lorenzo Ricci, stwierdził, że zakon „sint ut sunt, aut non sint” (albo będzie istniał tak, jak do tej pory, albo nie będzie istniał w ogóle). Cóż, papież chyba nie miał większego wyboru. W piśmie urzędowym (brewe), dotyczącym zniesienia zakonu Klemens XIV napisał:

„Zastosowawszy więc tyle tak koniecznych środków, wsparci, jak ufamy, obecnością i natchnieniem Ducha Św., a także z obowiązku Naszego urzędu, który najściślej zobowiązuje Nas do wprowadzenia, popierania i umacniania pokoju i zgody w świecie chrześcijańskim i do usuwania w miarę sił wszystkiego, co by mu najmniejszą nawet szkodę przynieść mogło, dalej, ponieważ przekonaliśmy się, że wspomniane Towarzystwo Jezusowe nie może już przynosić owych obfitych owoców i wszechstronnych korzyści, dla których zostało założone, zatwierdzone i wieloma przywilejami obdarzone przez tylu Naszych poprzedników (…) po dojrzałym namyśle, zupełnie świadomie i w pełni apostolskiej władzy wspomniane Towarzystwo znosimy i kasujemy.

Znosimy i uchylamy wszystkie i poszczególne jego obowiązki, powinności i funkcje, domy, szkoły, kolegia, szpitale, gimnazja i wszelkie placówki w jakimkolwiek kraju, królestwie i państwie istniejące i w jakikolwiek sposób z nim związane, jego ustawy, obyczaje, zwyczaje, dekrety, postanowienia, przysięgą nawet, apostolską aprobatą albo w inny sposób zatwierdzone, znosimy również wszystkie i poszczególne przywileje oraz indulty ogólne i szczególne, których treść należy uważać za dokładnie i dostatecznie tutaj wyrażoną, tak jakby były słowo w słowo zamieszczone w niniejszym brewe i opatrzone wszelkimi możliwymi formułami, klauzulami unieważniającymi, pieczęciami i dekretami.”

Polska z oporem przyjęła brewe Papieża Klemensa XIV. Prusy i Rosja, nie przyjęły go do wiadomości. Papież, który zdecydował się na kasatę, tylko ze względu na naciski polityczne rządów Portugalii, Francji i Hiszpanii, oczywiście nie nalegał. W prawosławnej Rosji i protestanckich Prusach, zakon istniał nieprzerwanie, aż do roku 1814, kiedy ponownie został zalegalizowany.

Rozwiązanie Towarzystwa Jezusowego, nie przyniosło spodziewanego spokoju na łonie Kościoła. Wręcz przeciwnie, pozycja Kościoła została zachwiana. Część Jezuitów pozostała w szkolnictwie już, jako osoby świeckie. Zakonnicy, którym wytyczono procesy, o ile nie zmarli w więzieniach, zostali uniewinnieni, gdyż nie potrafiono udowodnić im winy.

Papież niebawem zmarł, a przeciwnicy Jezuitów rozprzestrzenili pogłoskę, że został otruty przez żądnych zemsty zakonników. Oczywiście, nie znajduje to żadnego uzasadnienia w faktach, za którymi przemawia chociażby sekcja zwłok.

        Miejsce Jezuitów, zajęli w Łomży Pijarzy (Ordo Clericorum Regularium Pauperum Matris Dei Scholarum Piarum - Zakon Kleryków Regularnych Ubogich Matki Bożej Szkół Pobożnych). „Ksiądz Biskup Płocki, książę Poniatowski, który swoim wpływem i usilnem staraniem głównie przyczynił się do oddania kierunku wychowania publicznego Zgromadzeniu Śgo Józefa Kalasantego księży Pijarów, wysłał był od siebie tegoż 1774r. księdza Krzysztofa Żórawskiego, Kanonika Warszawskiego i Warmińskiego, do ks. prowincyała Zgromadzenia Pijarskiego z przełożeniem, ażeby toż Zgromadzenie przyjęło na siebie obowiązek kierownictwa szkołą Łomżyńską, i dało w swojem kolegium miejsce do odbywania rekollekcyj księżom świeckim, z dekanatów: Łomżyńskiego, Wizkiego, Wapowskiego, Ostrowskiego i Andrzejewskiego. Takowe przełożenie przyjęte zostało przez księdza Górskiego, ówczesnego prowincyała.”

Starania Prymasa Michała Poniatowskiego, przyznać trzeba, „usilne” były, ale część jego zabiegów reformatorskich nie spotkała się z ogólną aprobatą społeczeństwa. Znana była powszechnie, niechęć Prymasa do zgromadzeń zakonnych, co miało niewątpliwy wpływ na reformę szkolnictwa. Być może obowiązek odbywania rekolekcji i kongregacji dekanalnych, o którym wspomina Rzeczkowski, należał do tych, pożytecznych zmian w kształceniu duchownych? W szczegóły się nie zagłębiam. Na pewno, poprzez zdecydowaną działalność Prymasa i ludzi takich jak ks. Hugo Kołłątaj, oświata w Polsce została w znacznym stopniu uregulowana (po kasacie Towarzystwa Jezusowego), pod względem materialnym i oświatowym.

       Szkoła łomżyńska skupiała wspaniałych nauczycieli, przez co była jedną z najlepszych uczelni w kraju.

Bronisław Piętka (z majątku Podjanowie koło Andrzejewa) pisał:

„Trudna była nauka w gimnazjum rządowem dla dziecka polskiego po 1867 roku, w którem został zaprowadzony system rusyfikacji w szkołach Królestwa Polskiego. Łatwiej było wtedy, jak mówi pismo Ś – te, przejść wielbłądowi przez ucho igielne, aniżeli dziecku polskiemu dostać się do średniej szkoły rządowej. Kandydat na ucznia kl. I – ej musiał przedewszystkiem posiadać dokładną znajomość języka rosyjskiego w mowie i piśmie; powinien był płynnie czytać, nie mylić się w akcentach, opowiadać to, co zostało przeczytane, a także objaśnić innemi słowami znaczenie trudniejszych rosyjskich wyrazów i zwrotów. Oprócz tego należało możliwie ortograficznie pisać.

Z arytmetyki, według programów, niby dostateczną była znajomość dodawania i odejmowania, w rzeczywistości jednak egzaminowano ze wszystkich czterech działań arytmetycznych, przyczem zadania, dawane do rozwiązywania były nieraz prawdziwemi łamigłówkami.

Tymczasem egzaminowany malec, widząc przed sobą obcego, surowego nauczyciela, ubranego w mundur urzędniczy, przemawiającego na wpół zrozumiałym językiem, tracił przytomność, źle odpowiadał i w rezultacie bywał odrzucony, o co właśnie chodziło władzy szkolnej.

Na naukę religji katolickiej oraz na język polski wcale nie zwracano uwagi i z tych przedmiotów nie egzaminowano.

Kandydatów zawsze było dużo, a wakujących miejsc niewiele, przeto niełatwo było dostać się do szkoły, chociażby nawet uczeń zdał zadawalająco. Należało mieć silną protekcję osób wpływowych, albo też być zamożnym i potrafić przekupywać nauczycieli, bo tylko takiemi drogami można było swemu dziecku ułatwić wstąpienie do gimnazjum.”

Właśnie od Bronisława Piętki możemy dowiedzieć się, jak wyglądało życie ucznia szkoły łomżyńskiej. Pobudka o godz. 5.00 rano. Koniec uczniowskiego dnia wyznaczała godz. 21.00. Zajęcia, rozpoczynające się o godz. 8.00, obwieszczał dzwonek. Po wejściu nauczyciela do klasy i przywitaniu go, wszyscy klękali i odmawiano fragment nowenny do Ducha Świętego. Brzmiała mniej więcej tak:

„Bądź z nami zawsze, Duchu Święty Boże. Napełniaj nas Twoimi darami, oświecaj w wątpliwościach, pocieszaj w smutku, ratuj w niebezpieczeństwach, wyprowadzaj z błędów, dźwigaj z upadków, rządź nami według Twojej mądrości, jednocz nas zawsze wzajemną miłością chrześcijańską, abyśmy wszyscy żyli w zgodzie i jedności, jako jedna rodzina Boża i doprowadź nas wszystkich do szczęśliwej wieczności, abyśmy tam z całą rzeszą Aniołów i świętych składali Ci dziękczynienie i chwałę na wieki wieków. Amen.”

Dopiero po tym, sprawdzano listę obecności i przystępowano do zajęć lekcyjnych. Na koniec dnia nauki, również odmawiano modlitwę:

„Dziękujemy Ci Panie Boże Wszechmogący za te dary, które w szczodrobliwości Twojej otrzymaliśmy…”

Lekcje trwały sześć godzin, z dwugodzinną przerwą obiadową od godz. 12.00 do 14.00. W środy, od południa zajęć już nie było.

W tym czasie, inspektorem szkoły był Jakób Waga, „człowiek wiekowy, prawego charakteru, cierpliwy i kochający młodzież, pedagog”.

Do sympatii, jaką uczniowie darzyli Jakóba Wagę, z pewnością przyczynił się fakt, że nie był zwolennikiem, powszechnych wówczas, kar cielesnych. Jedno z ciekawych zdarzeń, które opisał Piętka, miało następujący przebieg:

„Przypominam sobie, że gdy w naszej klasie należało za jakieś większe przewinienie ukarać kolegę i gdy ten bardzo płakał i prosił o przebaczenie, czcigodny Waga powiedział: „ukarać muszę, ale ukarzę cię sam, po ojcowsku” i wziąwszy z rąk stróża rózgę uderzył nią parę razy po stołku i podłodze, poczem rzucił rózgę na ziemię, a sam, widocznie zdenerwowany, wybiegł z klasy.”

System oceniania był pięciostopniowy, a pozyskane oceny rzutowały na miejsce w ławce, którą zajmował dany uczeń. Najlepsi, piątkowi uczniowie, siadali w pierwszych ławkach, ustawionych po prawej stronie Sali. Na „lewicy” zasiadali uczniowie z najgorszymi ocenami.

Niezbędny do pisania atrament, kupowało się wtedy w aptece, a ołówki i tego typu rzeczy w sklepach należących do Żydów. Zeszytów, jako takich, nie było w sprzedaży, więc każdy musiał sam sobie zszywać poszczególne kartki, za pomocą igły i nici konopnych. Kratki w zeszycie, również trzeba było rysować samemu, za pomocą ołówka. Zakup książki, był na tyle dużym wydatkiem, że nie każdego było na to stać. Nauczyciele, podobnie jak uczniowie, ledwie wiązali koniec z końcem, a więc nikogo nie dziwiło wręczanie upominków nauczycielom, w zamian za dobre oceny. Był to proceder dosyć powszechny i powszechnie tolerowany.

Nauczyciele łomżyńscy, których wymienia B. Piętka, to:

- Karol Szuszkowski („…niski, garbaty, złośliwy starzec, ubrany zawsze w stary cylinder i długi poplamiony oliwkowy surdut. Nauczyciel doskonały i wyborny znawca swego przedmiotu…”)

- Pietraszenko („…wychowaniec Uniwersytetu Kijowskiego, (…) słusznego wzrostu, przystojny, z gęstymi czarnemi włosami, przedstawiał przeciętny typ Ukraińca”)

- Goerst („Dobry ten człowiek i staranny nauczyciel, nie mający śmiesznostek, bo nawet co się rzadko zdarza cudzoziemcom – dosyć poprawnie wyrażał się po polsku, był mimo swych zalet zupełnie przez uczniów lekceważony.”)

- Jan Ulejski („Był to człowiek już starszy, w okularach, zawsze w granatowym mundurze i czapce urzędowej, energicznej postawy wojskowej, doskonały administrator i ścisły wykonawca wszelkich przepisów szkolnych”)

- Bogdanowicz („Śpiewów i hymnów wykonywanych przez uczniów, uczył nauczyciel Bogdanowicz, zwany pospolicie „Wąsikiem”, być może, z powodu ułożonych misternie wąsów a la Napoleon III.”)

- Leopold Mieczyński („…młody, szczupły w okularach, opierających się na dużym, garbatym nosie, człowiek bardzo surowy i wymagający…”)

- Leon Rzeczniowski („…obładowany książkami, ubrany w ciężkie futro i głębokie kalosze – do czego przywykł podczas długoletniego pobytu na wygnaniu w Rosji.”)

- Stefan Wyszkowski („…młody zdolny i wyborny znawca swego przedmiotu…”)

- Józef Łypaczewski („…profesor nie cieszył się wielką powagą ze względu na swoje śmiesznostki, a także ponieważ kaligrafia i rysunki promocji zatrzymać nie mogły.”)

- Szuicki („…spolszczony Niemiec, w wieku podeszłym, flegmatyk bez energji, zajmujący się przeważnie numizmatyką.”)

- Artur Awejde („…był niezmiernie kochany przez uczniów, bo postępował z nimi prawie – po koleżeńsku.”)

- Wroński („…matematyk, był bardzo wysoki”)

- Józef Bosacki („…poważny, dobry nauczyciel…”)

- Piotr Pisarzewski („Przedmiot swój znał doskonale, lekcje dyktował z pamięci, nie potrzebowaliśmy więc kupować żadnych podręczników, mając cały kurs zapisany w zeszytach.”)

- Ludwik Ostrowski („Wykład jego był zajmujący i ciekawy. (…) Był człowiekiem dobrym i sympatycznym, nauczycielem wyrozumiałym, oniemal koleżeńskim, więc uczniowie go lubili, ale nieraz pozwalali sobie w jego obecności więcej, aniżeli zgadzało się z przepisami karności szkolnej.”)

- Aleksander Kiersz („Przedmiotem wykładanym zbyt się nie przejmował, chociaż był wysoko wykształcony. Imponował nam jednak nie tylko powierzchownością, ale całem swem wytwornem obejściem, przytem był to człowiek dobry, który posiadał sympatję i szacunek uczniów.”)

- Wincenty Horoszewicz („Żywego usposobienia, nerwowy, udawał zwykle surowego, a wtedy przeraźliwie sapał nosem i marszczył groźnie czoło, w rzeczywistości zaś był to zacny, łagodny człowiek, a przytem gorący patrjota polski.”)

- Wincenty Kircher („Wykład jego był suchy i niezajmujący, co łącznie z usposobieniem rubasznem i szorstkiem obejściem, nie jednało mu uznania i popularności u młodzieży szkolnej.”)

- Bosacki

 

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com