Szkolnictwo

 

 

O początkach szkolnictwa poczytasz klikając na ten link, albo wchodząc w zakładkę: "Parafia" - "Szkoła parafialna".

 

     Do I rozbioru, w Polsce nie istniał system nauczania państwowego. Dopiero w 1773r., na bazie zlikwidowanego Zakonu Jezuitów, powstała Komisja nad Edukacją Młodzieży Szlacheckiej Dozór Mająca. Była to pierwsza tego typu instytucja w Europie. Na potrzeby nowego, świeckiego szkolnictwa, przeznaczono budynki i grunty odebrane jezuitom. Dodatkowo próbowano opodatkować probostwa, aby w ten sposób pozyskać fundusze niezbędne na prowadzenie edukacji na poziomie elementarnym. Na próbach się jednak zakończyło. Szkoły parafialne pozostały pod dotychczasowym nadzorem, ale oficjalnie zależne były od Komisji. W 1783r. ogłoszone zostały ogólne przepisy dotyczące pracy i rozbudowy szkół, opracowane przez ks. Hugo Kołłątaja.  

 

       Po III rozbiorze, rząd Pruski zrównał przywileje miejsko – wiejskie, a przy okazji, zagrabił ogromne dobra królewskie i kościelne. W zamian wyznaczył rekompensatę, która nijak się miała, do dotychczasowych dochodów. Stanowiła zaledwie ok. 30% poprzednich zysków. Z pewnością miało to negatywny wpływ na rozwój szkolnictwa parafialnego. (Podobnie zachował się rząd Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (PRL) w dobie tzw. komunizmu, odbierając dobra kościelne, a w zamian ustanawiając tzw. fundusz kościelny.) Obydwa rządy miały na celu podporządkowanie sobie hierarchów Kościoła. W przypadku Prusaków, duże znaczenia miał fakt innowierstwa. Znowu wróg, do tego innej wiary, przychodzi, grabi i mówi nam, co mamy i jak robić. Reformy spotkały się z oczywistym oporem, chociaż na pokuszenie, wprowadzono pewne ustępstwa w kwestii odrabiania pańszczyzny przez chłopów.

W dziedzinie szkolnictwa, Pruski zaborca wprowadził obowiązek nauczania szkolnego. Nauczyciel wiejski otrzymywał kawałek ziemi, z którego częściowo się utrzymywał i nawijał uczniom makaron na uszy. Oczywiście, wszystkie prawdy moralne głoszone w szkole i próby wynarodowienia Polaków, spotkały się z wrogością. Szkolnictwo, jak to w Polsce, zeszło do podziemia. Wiele lat później, powstał wierszyk:

 

"My z Tobą Boże rozmawiać chcemy,

lecz "Vater unser" nie rozumiemy

i nikt nie zmusi nas Ciebie tak zwać,

boś Ty nie Vater, lecz Ojciec nasz".

 

Wiersz był wyraźną i dosadną odpowiedzią dzieci z Wrześni na germanizacyjną politykę rządu.

        Ustawa z 1833r. podzieliła szkolnictwo na: parafialne (podstawowe), obwodowe (średnie ogólnopowiatowe) i gimnazjalne (wyższe, na terenie guberni, czyli ówczesnego województwa). Za szkoły parafialne, odpowiadał zarządca danej parafii. Z czego miała się utrzymywać szkoła? Ano, przeznaczono na ten cel przymusowe składki wśród społeczeństwa. 30% potrzeb pokrywał skarb państwa. Kilkanaście lat później w ogóle zniesiono obowiązek szkolnictwa. Wiadomo wszakże, że w okresie żniw i tak mało kto do szkoły uczęszczał. Człowiek może być głupi i będzie sobie żył ze swoja głupotą, ale głodny długo nie pociągnie. Takie jest prawo natury.

W samym Andrzejewie istniało tylko szkolnictwo parafialne. Oczywiście niektórzy przedstawiciele okolicznej szlachty, czy mieszczaństwa, mogli sobie pozwolić na prywatnego nauczyciela, albo posłanie dziecka na dalszą drogę edukacji do Łomży, Pułtuska, albo Płocka. Społeczeństwo jednak, było ubogie i niewielu miało możliwość poważnie się wykształcić. Pewne możliwości dawała bliskość klasztorów, ale jedyny klasztor w okolicy, to ten ojców Reformatów w Zarębach Kościelnych. Nie wiem jednak, czy ojcowie zajmowali się nauczaniem szkolnym. Można przypuszczać, że w jakimś stopniu tak.

       Na temat szkolnictwa w parafii andrzejewskiej w roku 1817, czytamy:

 

„Proboszcz teraźniejszy powodowany dobrem religij i kraju jeszcze przed urzędzeniem krajowym względem zgromadzenia szkółki sprowadził dyrektora niejakiego Franciszka Tyszkę i utrzymywał go częścią swym kosztem, częścią parafii po tegoż śmierci sprowadził drugiego niejakiego Michała Czarneckiego, któremu na budynek drzewo i kilkanaście sztuk flankowego drzewa czyli fruktowego na zasadzenie ogródka dał. Ten uczył szkółki parafialnej blisko 20 lat, miasto zaś upatrzywszy coś do niego bez dołożenia się proboszcza alienowało go i innego sprowadziło i rok po rok odmieniał, i tak szkółka gotowa upadła, gdyż rzeczony Michał Czarnecki dom swoy, który był szkółką przedał. Miasto i teraz dyrektora utrzymuje, stancję dla niego najmuje, w której oraz i dzieci uczą się. Izba przeznaczona dla nauki dzieci jest dosyć obszerna i wygodna, w alkierzu zaraz przez ścianę mieszka nauczyciel. Ten nauczyciel pobiera pensyą tylko od uczniów i od miasta ile jest jego pisarzem. Ogrodu ani ordynarii nie ma, stołuje się tylko u innego obywatela, jest pod dozorem wikariusza, gdyż proboszcz zajęty nauką seminarium pułtuskiego.

Nauczyciel teraźniejszy nazywa się Edward Orłowski, przybył z Węgrowa, nie jest patentowany, posiada język łaciński i inne nauki. Obyczajów jest miernych, obowiązki chrześcijańskie ile słabość ludzka pozwala wykonywa, zapłata onego dochodzi i opał ma.

W tym roku uczyło się dzieci 30. Dziewcząt 6 katolickich. Kilku chłopców uczyło się na gramatykach pijarskich, reszta miała elementarze, postępek w naukach był mierny. Rok nauk trwał nie ciągle, gdyż lud niedostateczny, na lato z dzieci swych potrzebuje pomocy. Do tej szkółki oprócz niektórych wiosek, które sobie utrzymują nauczycieli należy cała parafia.”

 

       W dekanacie andrzejewskim, w pierwszej ćwierci XIX w., jedną z najlepiej prosperujących szkół, była szkółka parafialna w Rosochatem. Nadzorowali ją: proboszcz, wójt i dwóch „obywateli z parafii słusznych”. Dla nauczyciela wyznaczono stałą pensję w wysokości 100 talarów, na którą składali się mieszkańcy parafii. Nauczycielem w tej, trzyklasowej szkole był Piotr Chmielewski, wykształcony parafianin. 

 

Dopiero w 1864r. szkoły przeszły pod opiekę gmin. Nie trzeba tłumaczyć, że próbowano przy tym, pozbyć się księży z systemu edukacji. W 1876r. gubernator warszawski oznajmił, że szkoły mają podlegać wyłącznie władzy świeckiej i „sprawy tychże szkół pod żadnym pozorem nie podlegają przewodnictwu lub jakiemukolwiek wpływowi duchowieństwa”.

Nauczyciel z ziemi andrzejewskiej, ściślej rzecz ujmując z Janowa, Bronisław Piętka, tak opisywał zagadnienia związane z ówczesnym systemem edukacji:

 

„Po dwuletniej początkowej edukacji rodzice uważając, że nauka w domu, z powodu ciągłych przeszkód i rozrywek, nie może być systematyczna i owocna, oddali mnie do pobliskiej szkółki elementarnej, a następnie jeszcze do drugiej i trzeciej.

W nich niewiele się nauczyłem, bo zaledwie czterech działań arytmetycznych, nieszczególnie czytać i słabo pisać po polsku i rosyjsku i z tym skromnym zasobem wiadomości, odwiózł mnie starszy brat do 5 – cio klasowej szkoły powiatowej w Łomży, jako kandydata na ucznia I – ej klasy (…)

Po zapłaceniu 10 rubli rocznego wpisu szkolnego i po przybraniu się w mundur zostałem prawdziwym uczniem szkoły rządowej łomżyńskiej.”

 

Anna z Gostkowskich Piętka, pochodząca z Grzymków, wspominała, że dziecko z rodziny szlacheckiej, przy odrobinie szczęścia, mogło liczyć na naukę w szkole przyklasztornej:

„Gdy skończyła lat dziesięć, została sierotą i wtedy dopiero pomyślano o jej wykształceniu. Lecz nauka młodych dziewcząt w owe czasy była niezmiernie utrudnioną, bo prywatnych zakładów naukowych, nawet w większych miastach, nie było, zaś w domu prawie nie uczono dzieci, gdyż trudno było o wykształconą osobę, któraby zechciała przyjąć obowiązki nauczycielki. Jeżeli więc przebywała na rezydencji jakaś daleka krewna, to ta mogła nauczyć zaledwie słabych początków i robótek ręcznych. Dla nabycia zaś szerszego wykształcenia młode panienki umieszczano w zakładach wychowawczych przy żeńskich klasztorach. W Łomży przy klasztorze panien Benedyktynek znajdowała się szkoła dla córek szlacheckich. […] Nauka w klasztorze była ciężka i surowa, bo troszczono się tam więcej o wzmocnienie ducha chrześcijańskiego, wszczepienie pobożności, umartwienie ciała i inne cnoty, aniżeli o wiadomości doczesne i świeckie”

 

     Po zakończeniu I wojny światowej w całym kraju przystępowano do organizacji szkolnictwa. W początkowym okresie obowiązywały nadal „Przepisy tymczasowe o szkołach elementarnych w Królestwie Polskim” z 10 sierpnia i 7 września 1917 roku. Przepisy te nakładały obowiązek utrzymania szkół na władze gminne. To one odpowiadały za remont pomieszczeń, dostarczenie niezbędnych pomocy dydaktycznych, uposażenie nauczycieli i wiele innych powinności. Subwencje ze Skarbu Państwa tylko w niewielkim stopniu pokrywały te zobowiązania.  Dekret z 7 lutego 1919 roku nakładał na gminy dodatkowe obowiązki: według zawartych w nim postanowień władze gminy musiały zakładać szkołę w każdej miejscowości, w której liczba dzieci w wieku od 7 do 14 w ciągu trzech kolejnych lat wynosiła co najmniej 40. Dekret z 7 lutego 1919 roku wprowadzał również powszechny obowiązek szkolny. Jeszcze w dziennikach klasowych z terenu gminy Warchoły pochodzących sprzed tego okresu można było znaleźć podczas trwania prac wiosenno - letnich adnotacje przy nazwiskach uczniów: „zwolniony do pasionki”. Sytuacja ta uległa zmianie po roku 1919. W latach 1922–1923 istniała w Andrzejewie 2-klasowa szkoła, do której w roku 1923 uczęszczało 198 uczniów. Była to największa tego typu placówka na terenie gminy. W następnych latach zmieniał się stopień organizacyjny szkoły. Od roku 1924 była to szkoła 3-klasowa, naukę pobierało w niej około 180 dzieci. Od roku 1930 szkoła w Andrzejewie jest 5-klasowa, wiąże się z tym także liczba uczęszczających do niej uczniów, która wynosi 259. Poza Andrzejewem na terenie gminy Warchoły w latach dwudziestych funkcjonowały mniejsze szkoły w: Goskach Pełkach, Przeździecko - Jachach, Przeździecko - Mroczkach, Przeździecko Pierzchałach, Skarżynie Starym, Zarębach Ciemnych i Zarębach - Warchołach. W latach trzydziestych część z tych placówek zlikwidowano. Na terenie gminy funkcjonowały szkoły w następujących miejscowościach: Andrzejewo, Zaręby Ciemne, Przeździecko - Mroczki i Skarżyn Stary. Placówka w Andrzejewie nadal była największa. W roku 1932 uczęszczało do niej 275 uczniów.

Uczniowie szkoły poza uczęszczaniem na lekcje brali także czynny udział w życiu lokalnej społeczności. Często swymi występami starali się uświetnić różnego rodzaju okolicznościowe akademie. Wszystko to miało służyć, jak to wówczas określano, „uobywatelnieniu i uspołecznieniu słuchaczy szkoły elementarnej”. Temu celowi miało służyć między innymi święto sadzenia drzew. Taka uroczystość została zorganizowana jesienią roku 1925 przez jedną z nauczycielek szkoły w Andrzejewie. Mimo początkowych niepowodzeń udało się jej w końcu, przy pomocy właścicieli okolicznych majątków ziemskich, zdobyć około 1000 sadzonek szlachetnych drzew. Przed rozpoczęciem sadzenia uczniowie udali się do świątyni na uroczystą mszę, po czym parami pomaszerowali w stronę rynku gdzie w parku mieli sadzić drzewka. Po uroczystej mowie nauczyciele przystąpili do pracy, którą tak opisywała ich opiekunka, w korespondencji do łomżyńskiego tygodnika „Życie i Praca” z 11 października 1925 roku: „Wszystko przygotowane, a wiec powoli podniosłam łopatę pod pierwsze drzewko garść ziemi, to samo wykonał na przeciwnym biegunie pan Inspektor, w następstwie pracowały dzieci, sadziły swoje drzewka z czterech stron dokoła rynku z napisem: imię – nazwisko. Starsi ciekawie patrzyli na to wszystko, życzliwi natychmiast pomagali, kończyli pracę: zakopywali należycie, starannie, sumiennie sypały dzieci ziemię, znowu starsi dokoła palikowali ziemię”.

 W roku 1925 w szkole w Andrzejewie pracowali następujący nauczyciele: Edmund Matej, Aleksander Olijnych, Andrzej Olijnych, Emilia Królikowska. W latach trzydziestych uczyli tu miedzy innymi Bolesław Szulkowski, który pełnił także funkcję kierownika szkoły, Michał Mlonek i Wanda Przeździecka oraz Teofil Przeździecki, który w latach 1930–1939 kierował szkołą w Andrzejewie.  Zajęcia z religii w roku 1935 na terenie szkoły prowadzili miejscowi księża. Łączny wymiar godzin dla całej szkoły wynosił tygodniowo 14 godzin, z czego 2 godziny prowadził proboszcz i 12 wikary. Stosunek nauczycieli do duszpasterzy oceniano jako poprawny.

Prawie przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego zajęcia odbywały się w wynajętych pomieszczeniach w prywatnych domach mieszkańców Andrzejewa. Sale lekcyjne wynajmowane były m.in. od: Andrzeja Staniaszka, Antoniego Kalupy, Kazimierza Polaka, Bartłomieja Brzozowskiego, Jana Brzozowskiego, Antoniego Gołasia oraz Wincentego Karpińskiego, który przez wiele lat sprawował funkcję wójta gminy. Zajęcia z gimnastyki odbywały się najczęściej w plebańskim ogrodzie. Plany lokalnych władz zakładały rozpoczęcie budowy budynku szkolnego na rok 1930. Podjęto już w tym kierunku liczne działania. Przystępując do parcelacji gruntu lokalne władze wyznaczyły przy ulicy Warszawskiej plac, na którym miała zostać wybudowana szkoła. Mimo zebrania znacznej części materiałów jeszcze w roku 1931 nie podjęto prac, co uzasadniano trwającym kryzysem finansowym. Ostatecznie rozpoczęto budowle w pierwszej połowie lat 30. Znaczny koszt wznoszenia nowego budynku ponosili rodzice uczęszczających do szkoły dzieci: „Każdy uczeń - wspomina jeden z mieszkańców Andrzejewa – zobowiązany był do wpłacenia raz w miesiącu 5 groszy na fundusz budowy szkoły, za taką kwotę można było wówczas kupić jedną cegłę. Aby zmobilizować dzieci do regularnego przynoszenia pieniędzy, nauczyciele w salach lekcyjnych umieszczali na ścianach specjalne tablice, z wpisanymi imionami i nazwiskami wszystkich uczniów, na których przyklejano znaczek potwierdzający dokonanie wpłaty”.  Uczniowie angażowali się w zbiórkę niezbędnych środków na różne sposoby, organizowali na przykład inscenizacje teatralne i majówki połączone z kwestą. Pierwsi uczniowie rozpoczęli naukę w roku szkolnym 1936/1937. Były to dzieci z najstarszego rocznika, w ten sposób kierownik placówki chciał podziękować im za trud i zaangażowanie, jakim wykazali się podczas zbierania środków na trwającą od wielu lat inwestycję. W roku szkolnym 1937/1938 po raz pierwszy wszystkie klasy spotkały się w jednym budynku.

Nie długo było jednak dane im cieszyć się nowym obiektem. Wybuchła wojna. We wrześniu w szkole znajdował się lazaret, później kwaterowali tu lotnicy radzieccy. Przez cały okres trwania okupacji uczniowie musieli wielokrotnie zdawać egzamin z wychowania patriotycznego i robili to wzorowo. Angażowali się w pomoc rannym w bitwie pod Andrzejewem żołnierzom, chowali poległych, dość spora grupa czynnie uczestniczyłka w ruchu oporu. Niektórzy niestety przypłacili to życiem.

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com