Kpt. rez. Stanisław Ościłowski

        Stanisław Ościłowski urodził się w roku 1910. Zamieszkiwał w Andrzejewie przy ulicy Rynek. Znany, dla odróżnienia od wszystkich innych Ościłowskich, pod pseudonimem „Kulawy Ościłowski”. Uszczerbek na zdrowiu, od którego wziął się ów pseudonim ma ścisły związek z wydarzeniami z września 1939r., a dokładniej z bitwą pod Andrzejewem.

        Stanisław Ościłowski swój żołnierski szlak rozpoczął od ukończenia szkoły podoficerskiej w Baranowiczach. W toku służby, trafił w szeregi 33 pułku piechoty w Łomży, gdzie był dowódcą drużyny ciężkich karabinów maszynowych.

 

        33pp w 1939r. wchodził w skład 18 Dywizji Piechoty pod komendą płk dypl Stefana Kosseckiego. Całość dywizji była częścią składową Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”, dowodzonej przez gen. bryg. Czesława Młot-Fijałkowskiego.

Stanisław Ościłowski w 18DP pełnił funkcję podoficera dywizyjnego kompanii ciężkich karabinów maszynowych. Brał udział w słynnej bitwie pod Wizną, gdzie Wojsko Polskie zablokowało na linii Narwi ogromne siły niemieckiego generała Heinza Guderiana. Później wycofywał się w kierunku Łomży, macierzystej jednostki 33pp, a dalej w stronę Zambrowa i Andrzejewa. W okolicach Srebrnego Borka został ranny, ale też zanotował pewne sukcesy wojenne. Wziął do niewoli dwóch Niemców oraz zestrzelił wrogi samolot rozpoznawczy. Na wieczornym apelu został odznaczony przez płk. Kosseckiego srebrną miniaturką Krzyża Virtuti Militari. Twierdził, że dowódca prawdopodobnie wręczył mu swoją własną miniaturkę i obiecał awans oraz dedykowane odznaczenie wraz z legitymacją.

Swoją walkę Stanisław Ościłowski przedstawiał tak:

"Ostatnią bitwą, w której brałem udział, było przeciwnatarcie prowadzone przez ppłk Stanka. Bardzo dużo ludzi ginęło. Padali koledzy na całym placu boju... Wcześniej brałem udział w pierwszym starciu pod Wizną. Niemcy odparli nas do Siedlec koło Łomży. Tam doszło do potyczki, lecz nadal cofaliśmy się do Łomży, Zambrowa i Srebrnego Borka. Tu doszło ponownie do starcia. Wtedy zostałem ranny. Obsługiwałem ckm. Skończyła mi się amunicja.

Byłem bezradny. Koło mnie, w zasięgu oka nie było już ani jednego polskiego żołnierza. Migały tylko niemieckie mundury. Niedaleko zobaczyłem rannego ckm-istę. Podczołgałem się. Nie żył już. Zająłem jego stanowisko. Nie widziałem nikogo...tylko nienawiść...i te mundury. Kiedy i tu skończyła mi się amunicja, dopiero poczułem ostry ból w nodze. Kiedy ucichła strzelanina, zacząłem się cofać. Zauważono mnie. Niemcy zaczęli strzelać. Byłem blisko jakiegoś leja, i tam wpadłem. Widziałem, jak Niemcy podchodzili do naszych i przebijali bagnetami. Kiedy przyjechało niemieckie dowództwo wojskowe zaczęli zbierać swoich, a także naszych jeńców."

       Ranny Ościłowski trafił do szpitala zorganizowanego w kościele andrzejewskim, gdzie otrzymał pierwszą pomoc medyczną. Dzięki interwencji płk Stefana Kosseckiego trafił wraz z nim do szpitala św. Rocha w Białymstoku. Tam, wraz z pułkownikiem przebywali w tej samej sali nr. 5.

Zofia Jasko:

 

„– Pamiętam, jak niosłyśmy Żyda, który miał rozpruty brzuch, tak że było widać wnętrzności. Okropnie jęczał. Wśród rannych był także mieszkaniec Andrzejewa, Ościłowski, którego ranili w nogę. Była spuchnięta jak bania i cała sina. Później zabrali go do Białegostoku i tam mu tę nogę amputowali."

 

Stanisław Ościłowski:

 

"Zebrali wszystkich na rynku w Andrzejewie. Ganiali nas dookoła. Noga bolała strasznie. Po kilku rundkach opadłem z sił. Dalej nie mogłem iść. Tych, co byli słabsi dobijali. Wiedziałem, co mnie czeka. Koniec zbliżał się. Dookoła stały nasze rodziny i przyglądały się. Kiedy upadłem, podszedł jeden i chciał mnie zastrzelić. Wtem nadjechał następny. Nie pozwolił mnie dobić. Na moich oczach zdegradował "litościwego". Ten, który przyjechał, dał mi kilka paczek papierosów i czekoladę, z której wcześniej odłamał kawałek i zjadł sam. To chyba dlatego, żeby pokazać, że nie była niedobra, czy zatruta. Zostałem przeniesiony do kościoła razem z innymi rannymi, następnie do Domu Ludowego. Stąd zostałem zabrany do Zambrowa, po czym przewieziono mnie do Białegostoku, do szpitala św. Rocha. Do domu wróciłem bez nogi, jako inwalida. W szpitalu w Białymstoku spotkałem gen. (wówczas jeszcze pułkownika) Kosseckiego. Mieliśmy odchodzić tego samego dnia przed wieczorem. Niestety generał został zatrzymany do rana, z nieznanych mi bliżej przyczyn. Nigdy potem już go nie spotkałem.

Bitwę przegraliśmy. Siły nasze w porównaniu z niemieckimi, były znikome. Do tego jeszcze nadlatywały eskadry samolotów i biły z góry".

         Po powrocie ze szpitala do rodzinnego Andrzejewa, Ościłowski popadł w poważne tarapaty. Został zadenuncjowany przez mieszkankę Andrzejewa i na skutek rewizji przeprowadzonej przez sowieckiego okupanta, znaleziono u niego pas z amunicją do karabinu maszynowego. Szybki sąd polowy zorganizowany w przykościelnym sadzie był dość łaskawy. Oskarżony nie dostał kary śmierci, ale został skazany na katorgę w głębi mroźnej Rosji Sowieckiej. Oczywiście dla kalekiego człowieka był to wyrok równoznaczny ze śmiercią.

 

Tutaj wkroczył brat Stanisława Lucjan. Kiedy Sowieci przyszli po Stanisława, zabrali Lucjana. Miał być Ościłowski i był, a że nie ten, to już tylko drobny szczegół.

Lucjan Ościłowski ciężko pracował przy wyrębie drzew. Zsyłka zakończyła się dla niego w czasie, kiedy narodowi socjaliści Hitlera napadli na socjalistów Stalina. W czerwcu 1941 rozpętała się wojna niemiecko – sowiecka. Na mocy umów międzynarodowych Polska stała się sojusznikiem „niezwyciężonego miotu Stalina” i Lucjan Ościłowski trafił w szeregi 2 Korpusu Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa.

 

W szeregach byłych zesłańców przeszedł cały szlak bitewny Korpusu, wraz ze słynną bitwą pod Monte Cassino. Podczas bitwy stracił piętę oderwaną przez jeden z odłamków. Nie mając nadziei na normalne życie w zdominowanej przez komunistów Polsce, wyemigrował do USA.

 

        Stanisław Ościłowski przez wiele lat bezskutecznie ubiegał się o przyznanie mu obiecanego odznaczenia. Pomagał mu w tym między innymi płk Kazimierz Pluta – Czachowski, szef sztabu rozbitej pod Andrzejewem 18DP.

 

Po wielu latach, sprawą przyznania odznaczenia starszemu sierżantowi rezerwy S. Ościłowskiemu zajął się Edward Cylwik – Sekretarz Zarządu Okręgowego Inwalidów Wojennych. Efektem było przyznanie S. Ościłowskiemu, w grudniu 1994r. obiecanego wyróżnienia. W Klubie Garnizonowym w Białymstoku 84 – letni wówczas weteran otrzymał Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari. Wręczył go zastępca szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego Eugeniusz Nikulin.

       Na polu bitwy pod Andrzejewem, czyli miejscu zwanym „Ulaskami” Stanisław Ościłowski, jako wotum wdzięczności za ocalenie, ufundował kapliczkę. W roku 2018, na okoliczność 79 rocznicy bitwy na polach Andrzejewa i Łętownicy, została ona odrestaurowana.

      Stanisław Ościłowski zmarł 3 kwietnia 1999r. w randze kapitana rezerwy. Spoczywa na cmentarzu grzebalnym w Andrzejewie.

Źródła:

- Tygodnik Ostrołęcki, 9 października 2010r.

- "Kontakty"

- Relacje niektórych świadków spisane przez Stanisławę Stańczuk (Obecnie S. Zielonka)

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com