top of page

Wiktor Godlewski

 

 

    Urodził się  w grudniu 1831 roku w Bogutach Wielkich. Trwało akurat powstanie, którym Polacy chcieli zagwarantować sobie niepodległy byt. Nie udało się, a na polskiej krwi umocnili się ci, którzy podpuścili Polaków do sprawy, którą należało uznać za przegraną już na starcie. Mimo to rebelia przeciwko zaborcom posłużyła jako budulec do świadomości narodowej, a w rezultacie odzyskania niepodległości w wyniku wybuchu Wielkiej Wojny wiele lat później. Czasy były więc burzliwe. Obrywało się przeważnie szlachcie, której w okolicach nie brakowało, zwłaszcza tej ubogiej, zwanej „zaściankową”, albo „szaraczkową”. Byli to potomkowie sławnego rycerstwa, które osiedliło się w tych stronach w nagrodę za męstwo i oddanie dla Rzeczypospolitej. W takiej właśnie rodzinie urodził się 30 grudnia 1831 roku Wiktor Ignacy Godlewski, syn Aleksandra i Karoliny z Ciołkowskich. Od początku wychowywany w duchu patriotyzmu i sposobiony do walki o niepodległość. Kształcił się w łomżyńskim gimnazjum, a praktykował w majątku rolnym swojego stryja Józefa. Z czasem sam został administratorem okolicznych majątków ziemskich. Bardzo interesowała młodego Wiktora przyroda, która go otaczała co owocowało współpracą z Gabinetem Zoologicznym w Warszawie, którego kustoszem był Władysław Taczanowski. Godlewski dostarczał między innymi różne gatunki ptaków, które były następnie preparowane i opisywane przez zoologów. Było to połączenie zamiłowania Godlewskiego do myślistwa i zoologii.

    Życie Godlewskiego diametralnie zmieniło się po trzydziestym roku życia. Jeszcze w 1862 r. poznał Benedykta Dybowskiego – profesora Szkoły Głównej, zoologa i doktora nauk medycznych. Ich losy miały się spleść podczas wybuchu kolejnego powstania Polaków w roku 1863. Dybowski był delegatem powstańczego Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś, a więc bliskim współpracownikiem dowódców insurekcji. Już wcześniej był karany za udział w patriotycznej manifestacji w Wilnie. Zaszkodziło to jego karierze, gdyż ze względów politycznych nie dopuszczono go do pracy wykładowcy zoologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Niepodległa Polska była jednak ważniejsza.

    W marcu 1864 roku Dybowski został uwięziony w słynnym X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej i szybko skazany na karę śmierci przez powieszenie. Symbolicznym końcem powstania styczniowego było powieszenie pod stokami Cytadeli Romualda Traugutta (5. VIII 1864 r.). Na szczęście dla Benedykta Dybowskiego był szanowanym za swoją wiedzę naukowcem i lekarzem i wstawili się za jego osobą zoolodzy niemieccy. O interwencję poproszono samego kanclerza Prus Otto von Bismarcka. Najwyższy wymiar kary został zamieniony na 12 lat zsyłki.

    Na zesłanie skazany został również Godlewski. W ogóle po upadku powstania na dalekiej i mroźnej Syberii znalazło się tylu Polaków, że nie omieszkali zjednoczyć się i rozpętać kolejnego powstania. To jednak temat na inny czas.

    Co istotne nasz bohater nie był katorżnikiem przykutym do taczki w jakiejś kopalni w Tomsku, czy innej, zasypanej śniegiem i skutej mrozem wiosce. Zsyłka była rodzajem więzienia, odosobnienia. Na zesłaniu Godlewski trzymał się z pasjonatem ornitologii, z pochodzenia Szwajcarem, Alfonsem Parvex, który kolekcjonował okazy fauny syberyjskiej. Kiedy spotkali się w miejscu zsyłki, razem z Dybowskim postanowili zająć się tym tematem. Otrzymali pozwolenie na posiadanie broni myśliwskiej i rozpoczęli odławianie i preparowanie ciekawych okazów fauny i flory, które słabo, albo w ogóle nie były znane światu. Godlewski utrzymywał kontakt korespondencyjny z Taczanowskim, któremu podsyłał część okazów. Godlewski był doskonałym strzelcem, a jeden z dropiów, którego ustrzelił został nazwany „Othis Taczanowski”. Część okazów sprzedawana była do zagranicznych muzeów i placówek badawczych. Pozyskane w ten sposób pieniądze posłużyły do rozwijania działalności badawczej i leczenia miejscowej ludności, w czym specjalizował się doktor Dybowski.

    Sławomir Koper:

    Dybowski nie zmarnował okazji. Nawiązał odpowiednie kontakty, a przy okazji leczył praktycznie wszystkich chętnych, nie pobierając wynagrodzenia. Jako lekarz stosował odmienne metody niż miejscowi medycy, przywiązując dużą wagę do psycho- i fizykoterapii. Wzbudziło to prawdziwą sensację, a gdy udało mu się wyleczyć z bolesnego światłowstrętu córkę jednego z najbogatszych kupców, zyskał ogromne uznanie. Ojciec dziewczynki był człowiekiem bardzo ustosunkowany i zapewne stąd wzięła się propozycja, by Dybowski stanął na czele ekipy mającej wybudować wzorcowe syberyjskie uzdrowisko w Darasuniu nad rzeką Tułą.

    Wieś Siwakowa nad Ingodą stała się tymczasowym domem i miejscem badań naukowych. Trafili tam także Godlewski z Parvex’em. Ten drugi niestety miał też inną miłość niż zoologia; kochał alkohol. W roku 1868 opuścił zimowe krajobrazy i za sprawą szwajcarskiego obywatelstwa zdołał wywinąć się z zesłania. Zapił się w roku 1890, w wieku 57 lat.

    Znajomość z Godlewskim Dybowski opisał w swoim pamiętniku:

    Godlewskiego poznałem w czasie podróży, wracając z Kijowa do Warszawy już podczas powstania. Parvexa znałem daleko wcześniej był on urzędnikiem, przy fabryce bankowych papierów w Jeziornej, w której dyrektorem pozostawał wówczas Segno.

   Tak wspomina dr Dybowski zdobycie pierwszych okazów:

    Położenie Sumińskiego było wyjątkowe, codziennie wychodził na miasto. Wracając z jednej z takich przechadzek, konwojny przyniósł za nim ptaka, którego S. kupił na rynku, płacąc pół rubla; chciał ażeby kucharz sporządził mu pieczeń. Nazwiska jego zapomniałem, był on kucharzem u Ojców Bernardynów na Wołyniu, a jako fachowy zrobił świetną karjerę na Syberji. Pozwolono mu pozostać w Irkucku i już pierwszego roku płacono mu 600 rubli przy pełnem utrzymaniu, a za naukę dwóch kuchcików do każdego po 100 r. rocznie. Zanim oddał ptaka do kuchni, przyniósł do mnie, ażebym go określił, bo rozmaici koledzy żartują z niego, powiadając, że kupił ptaka drapieżnego, ma on rzeczywiście, powiadał, dziób hakowaty, pazury silne, a nogi kosmate. Był to śliczny okaz samca głuszca. Prosiłem, aby mi go ustąpił, ja zdejmę skórę dla Taczanowskiego, do gabinetu Warszawskiego, a mięso oddam do kuchni. Przystał na to i był to pierwszy okaz zdobyty w szeregu innych, które odpreparowałem na Syberji. Korzystając ze spacerów Sumińskiego dostałem za jego pośrednictwem jeszcze samca Cietrzewia, następnie Sroki, Gawrona i Kawki. Uznaję te pięć form avifauny wschodniej Syberji za odmienne od form europejskich.

    Wiele badań nie było by możliwych bez manualnych zdolności Godlewskiego. Wielokrotnie wykazał się zmysłem konstruktorskim, który pozwolił na realizację poważnych przedsięwzięć. Benedykt Dybowski nazywał go „złotorękim”:

    Godlewski Wiktor „złotoręki ale i złoto twórczy umysł”,  można o nim śmiało powiedzieć, że był to geniusz w zakresie architektury, rzeźby i t. d. W Darasuniu stawiał domy, budował piece, kominki, szył bieliznę, odzież, obuwie, znał się na ogrodnictwie, na uprawie roli, w ogóle na wszystkiem, a wszakże wszędzie był samoukiem. Nauczał towarzyszy więziennych rozmaitych rzemiosł, jemu zawdzięczał: Roguski i Wiśniewski, że się  nauczyli budowy pieców rozmaitych; po powrocie do Irkucka, stali się zawodowymi „piecznikami” zdunami w mieście i zarabiali duże sumy. Innych nauczył krycia dachów: dranicami, gontami, deskami i blachą. Był w potrzebie blacharzem, stolarzem, kowalem i t. d.  Namiętny myśliwy, doskonały strzelec, wyborny obserwator, mnie pomagał przy wymiarach ptaków i zwierząt ssących, spisywaliśmy codziennie spostrzeżenia nad ptakami, każdy gatunek poznany miał osobną rubrykę – notowaliśmy dokładnie, a te notaty posłużyły następnie, do pracy Taczanowskiego „O ptakach wsch. Syberji”, gdzie W. Godlewski podał mu owe spostrzeżenia przezemnie w jedną całość ułożone. Taczanowski był tak przekonany o wszechstronnych zdolnościach Godlewskiego, że go namówił ażeby opracował nasze zbiory mięczaków Mandżurskich. Zrazu podjął się, zniewolony, nastawaniem Taczanowskiego, lecz nie wytrwał w pracy, gdyż inne miał zadanie przed sobą, mianowicie postanowił kupić fermę  i tam zająć się gospodarką rolną. Był siły niezwykłej i wytrwałości zdumiewającej.

Miał też nasz bohater swój udział w planach budowy wspomnianego uzdrowiska. Tak pisał o tym S. Koper:

    Uzdrowisko mieli budować zesłańcy, zresztą innej siły roboczej nie było wówczas na Syberii. Plany opracował Godlewski, człowiek wielu talentów. Genialny samouk potrafił zaprojektować i wybudować drewniany dom, jego wyposażenie z meblami i sprawnie działające piece. Naprawiał również powozy, sanie i furmanki, a nawet zegarki. Szył odzież, zajmował się kowalstwem i ogrodnictwem. Nic dziwnego, że zawsze miał ręce pełne roboty, a dla Dybowskiego okazał się wręcz bezcenny. Tym bardziej że dodatkowo projektował i wykonywał znakomite sidła na zwierzynę.

    Ekipę uzupełnił geolog Aleksander Czekanowski i prawnik Stanisław Kietliński. Wraz z nimi do Darasunia przesiedlono 33 zesłańców z Siwakowej, a Dybowski miał dodatkowo pełnić obowiązki lekarza zdrojowego.

        Nic dziwnego, że kiedy Dybowski powziął starania o przesiedlenie w okolice jeziora Bajkał, które przyciągało go jako badacza, który wątpił w powszechną opinię naukowców, że nic ciekawego tam żyć nie może. Po krótkim pobycie w Irkucku, wraz z Godlewskim i Władysławem Księżopolskim uzyskali pozwolenie na osiedlenie się we wsi Kułtuk. Księżopolski chociaż był wprawnym organizatorem i handlarzem, to podobnie jak Parwex nadużywał alkoholu. Godlewski początkowo wahał się w kwestii przeprowadzki, gdyż miał wiele pracy zarobkowej  w Irkucku, ale ostatecznie skusił się gdy Dybowski zagwarantował mu dochody ze sprzedaży upolowanych okazów do zagranicznych placówek muzealnych.

    Dybowski z Godlewskim jako pierwsi na poważnie zajęli się badaniem Bajkału. Nie tylko złapali rybę głębinową gołomiankę, ale też odkryli sekrety jej życia. Nie było to zadanie łatwe i przyjemne. W swoich zapiskach Benedykt Dybowski zanotował:

    Przez kilka tygodni z rzędu przebywaliśmy na wodzie jeziora bez namiotu, nocowaliśmy, ścieląc posłanie na powierzchni śniegów i lodów, wróciliśmy do Kułtuku z obrzękłymi twarzami, z popękanymi ustami i z czerwonymi oczami, ale zadanie, jakie sobie postawiliśmy, zostało wykonane.

    S. Koper:

    Odkrywcy wykuli w lodzie prawie 80 przerębli, w których prowadzili odłowy. Na początku skoncentrowali się na badaniach kiełży – skorupiaków masowo występujących w Bajkale. Dybowski rozpoznał ich aż 70 gatunków, do tego doszło jeszcze 30 gatunków mięczaków i nowe gatunki ryb. Jednak jego największym osiągnięciem było wyjaśnienie tajemnicy gołomianki – udało się bowiem złowić żywy egzemplarz tej głębinowej ryby. A chociaż przetrzymywana w naczyniu z wodą szybko padła, to jednak jej sekcja przyniosła niespodziewane efekty.

    Dybowski już wcześniej zwrócił uwagę, że wyrzucane przez fale Bajkału ryby mają pęknięte brzuchy i są wyłącznie samicami. Co więcej, wymieranie następowało zawsze o tej samej porze, co zaprzeczało teorii o gazach głębinowych jako przyczynie śmierci. Gołomianka okazała się rybą żyworodną i wydawanie na świat potomstwa przypłacała życiem. Odkrycie to całkowicie zmieniło postrzeganie tego gatunku. (…)

     Polscy badacze podjęli także próbę pomiaru maksymalnej głębokości jeziora. Za pomocą skonstruowanego przez Godlewskiego kołowrotu z liną uzyskali odczyt 1373 metry, co potwierdziło, że Bajkał jest najgłębszym jeziorem świata.

 

    Ludzi żądnych wiedzy i nieograniczonych talentów jezioro niezmiernie zaciekawiło, ale pragnęli się czasem oderwać od badania Bajkału. Tak oto w roku 1868 na Daleki Wschód wyruszyła wyprawa badawcza botanika Aleksandra Rehmana. Miała na celu zbadanie flory południowych krańców Rosji, Kaukazu i Syberii, w tym jeziora Bajkał. Dybowski podjął współpracę z Rehmanem i dzielił się z nim swoimi obserwacjami. Podczas wyprawy Godlewski zaprzyjaźnił się z generałem Nikołajem Przewalskim, tym samym, który w latach późniejszych opisał dziko żyjącego konia, którego nazwano Koniem Przewalskiego. Generał zorientował się jak cennym współpracownikiem był Godlewski i namawiał go do wspólnej wyprawy do Azji Środkowej, ale Godlewski pozostał wierny Dybowskiemu. Czasami odbywał kilkutygodniowe wędrówki, np. z Czekanowskim, ale zawsze wracał.

    Badaczy fauny Wschodniej Syberii i Bajkału doceniło Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne, które udekorowało Dybowskiego i Godlewskiego medalami. Razem napisali kilka prac naukowych o Bajkale i Syberii. Nazwisko Godlewskiego posłużyło do nazwania kilku gatunków stworzeń, które odkryli. Istnieje np. ryba, która nazywa się Limnocottus godlewskii, ptak Emberiza godlewskii, czy też mięczak Godlewskia.

    W roku 1872 dołączył  Godlewski do dra Dybowskiego i Rehmana, którzy podjęli się wspólnej wyprawy nad Chubsuguł, jezioro w Mongolii. Towarzyszył im również Michał Jankowski. Badacze dotarli do Władywostoku, gdzie starali się pozyskać pieniądze na badania. Spotkali się jednak z odmową. Generał Afanasjew miał inny, bardziej oszczędny plan na zbadanie flory i fauny rozległych terenów Rosji. Uznał, że nie ma sensu płacić za badania, skoro obcokrajowcy zrobią to za darmo. Podczas tej wyprawy dr Dybowski zamierzał udowodnić swoje tezy o endemiczności zwierząt Bajkału. Chciał dowieść, że fauna syberyjska jest zgoła inna niż europejska.

   Gabriel Brzęk („Studia Łomżńskie):

    Celem przygotowania się do tej podróży badacze osiedlili się w stanicy Stary Curuchajtuj nad rzeką Arguniem. Dybowski głównie leczył chorych, a dwaj jego towarzysze Michał Jankowski i Godlewski ścieli w lesie kilka drzew, porżnęli je na deski. Jankowski, nowy członek załogi, podobnie jak i oni zesłaniec, z zawodu agronom, wykonał z desek masywną łódź przystosowaną do badań rzecznych. Zaopatrzyli ją w biało-czerwony maszcik i nadali jej nazwę "Nadzieja". Godlewski w miejscowej kuźni wykonał wszystkie akcesoria kowalskie, poczynając od gwoździ, a kończąc na okuciach czoła łodzi i kotwicy.

    Powrócili z tej niebezpiecznej wyprawy w lutym 1875 r.

    Po 12-letnim zesłaniu Wiktor Godlewski powrócił w rodzinne strony. Wysiadł na stacji kolejowej w Czyżewie i udał się na odpoczynek po syberyjskich wojażach. Dybowski kusił go jeszcze wyprawą na Kamczatkę, ale Godlewski nie zdecydował się. Osiadł w majątku Smolechy nieopodal Ostrowi Mazowieckiej i tak jak zaplanował, zajął się gospodarstwem. Był także znanym i cenionym społecznikiem. Współorganizował kasy pożyczkowe, które były alternatywą dla złodziejskich kredytów udzielanych przez Żydów. Pełnił funkcję delegata Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, prezesa Towarzystwa Zaliczkowego, członka Rady Towarzystwa Dobroczynności. Był jednym z założycieli Towarzystwa Pożyczkowo-Oszczędnościowego w Ostrowi Mazowieckiej, które później przekształciło się w Bank Spółdzielczy. Nie było łatwo założyć tego typu kasę pod butem okupantów, ale Rosjanie zgodzili się. Wsparcia udzielili też okoliczni księża, lekarze i przemysłowcy. Godlewski pozostał też zapalonym myśliwym i działaczem Ostrowskiego Oddziału Racjonalnego Polowania.

   Przed wyprawą na Kamczatkę dr Dybowski raz jeszcze próbował namówić Godlewskiego do podróży. Panowie spotkali się w Czyżewie, gdzie wówczas mieszkał Godlewski. Sprawował tu funkcję zarządcy majątku Sokołowskich. Dybowski nie namówił swego zaufanego kompana do podróży na Kamczatkę i musiał zadowolić się towarzystwem młodego myśliwego Jana Kalinowskiego.

    Zmarł na tyfus 17. XI 1900 roku i pochowany został na cmentarzu w Jasienicy. Niestety nie było przy nim dra Dybowskiego, być może żyłby nieco dłużej. Dawny towarzysz i współpracownik, a także przyjaciel napisał po śmierci, że „zbadanie każdego nowego szczegółu biologicznego, stanowiły epoki w naszem życiu ówczesnem, a żaden z tych faktów nie może być pomyślany bez uczestnictwa w nim Wiktora Godlewskiego”.

   

    Źródła:

- „Polskie i syberyjskie ścieżki życia Wiktora Ignacego Godlewskiego”, praca zbiorowa.

- „Pamiętniki dra Dybowskiego od roku 1862 zacząwszy, do roku 1878”, B. Dybowski

- „Studia Łomżyńskie”, nr 8/1997 r.

- „Syberia po polsku”, Sławomir Koper

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com

bottom of page