KOP Sarny - Tynne

July 12, 2018

        KOP – Korpus Ochrony Pogranicza powołano do służby 27 września 1924r., w celu zapewnienia bezpieczeństwa pasa granicznego na wschodzie kraju. Decyzja o powołaniu formacji, podyktowana była nasilającymi się w tamtym czasie akcjami sabotażowymi i rabunkowymi bolszewików. Linia obronna stanowiła długość ponad 1442 km.

Do zadań pograniczników należało również zachowanie jak najlepszych stosunków z miejscową ludnością. KOP czynnie uczestniczył w budowie infrastruktury drogowej, szkół, itp. W żołnierskich stołówkach ubogie dzieci mogły najeść się do syta, a także liczyć na opiekę lekarską i podarunki w postaci odzieży.

 

        17 września 1939r., kiedy na Polskę zwaliła się armia Stalina, na jej drodze stanęli właśnie żołnierzy KOP. Większość wysiłków militarnych skupiona była oczywiście na agresji niemieckiej i oddziały kresowe były całkowicie zaskoczone rozwojem wypadków. W porównaniu z siłami napastnika sowieckiego, można powiedzieć, że stawiła im czoło zaledwie garstka obrońców. Część pododdziałów opuściła wschodnie rubieże RP i wzmocniła inne odcinki jeszcze przed agresją sowiecką. W taki sposób znalazł się w jednym ze schronów w rejonie Wizny, słynny dowódca z 1939r., kapitan Raginis. Żołnierze KOP zasilili również schrony w Osowcu i Mikołowie.

 

        Mimo przytłaczającej przewagi wroga, Polacy dzielnie stawili opór na wielu odcinkach frontu. Część posterunków została wzięta z zaskoczenia, inne poddały się lub wycofały wskutek bezsilności. Niektórzy walczyli do końca.

Dzielnie bronili się obrońcy Lwowa, Wilna i Grodna, gdzie niewielki garnizon, wspierany przez harcerzy i miejscową młodzież, zniszczył kilkadziesiąt czołgów. Do końca biła się niesamowita Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” pod dowództwem gen. Kleeberga. Pod Szackiem, żołnierze KOP będącego pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna pobili 52 Dywizję Strzelecką. Od 17 do 20 września bronił się Rejon Umocniony „Sarny”.

Na tym odcinku się zatrzymajmy.

 

         Większość obiektów żelbetowych na granicy polsko – sowieckiej nie była jeszcze ukończona. Najlepiej pod tym względem, prezentował się właśnie 80-kilometrowy odcinek „Sarny”, wyposażony w artylerię i broń maszynową. W porównaniu z przeciwnikiem, nie było tego zbyt wiele. Sowieci posiadali ogrom piechoty, artylerii, czołgów i kilka samolotów.

Atak skupił się na linii obronnej, w rejonie wsi Tynne (dzisiaj teren Ukrainy), położonej nad rzeką Słucz. Usytuowano tam schrony bojowe wyposażone w broń maszynową, armaty kal. 75mm, działka przeciwpancerne i wyrzutnie granatów. Schrony były ze sobą połączone podziemną linią telefoniczną. Niektóre mogły się komunikować za pomocą sygnalizacji świetlnej. Łączność radiowa również istniała, ale była ograniczona ze względów technicznych (przy grubych ścianach, jakość sygnału była bardzo słaba). Część uzbrojenia była wymontowana ze schronów i wraz z żołnierzami opuściła ten rejon jeszcze przed inwazją sowiecką, aby stawić się w miejscu koncentracji wycofujących się pod niemieckim naporem jednostek WP. 16 września, załadowane na wagony kolejowe bataliony forteczne, wraz z uzbrojeniem, zostały zbombardowane przez Niemieckie Luftwaffe. Następnego dnia, bataliony organizowały się do powrotu na stanowiska, ale znowu zostały zbombardowane. Tym razem przez lotnictwo sowieckie.

 

Summa summarum, naszym batalionom udało się powrócić na stanowiska bez większych strat. Do obrońców dołączyły też formacje WP wycofujące się z innych rejonów (Grodna, Wilna...). Był nawet pociąg pancerny kpt. Rokossowskiego.

        18 września miał miejsce kontakt z nieprzyjacielem w rejonie wsi Tynne. Pierwsze czołgi wycofały się po krótkiej wymianie ognia. Prawdopodobnie gen. Orlik-Riickemann nakazał odwrót:

 

„Ze względu na warunki, jakie posiadacie, niech pan się broni, dokąd to będzie możliwe i niech się wycofa, kiedy pan uzna, za Styr i szuka łączności ze mną" – miał przekazać telefonicznie ppłk. Sulikowi, dowódcy Pułku KOP „Sarny”.

 

Podejście do rzeki i most na kanale w Tynnem łatwo padło łupem sowietów, przy okazji zdobycia jednego ze schronów. Może zaczęło się tak, jak pisał Witold Pasek:

 

„Bałłbot: Obsada „Berduchy” przywrócona!

Markiewicz: Co się tam stało?

Bałłbot: Spierdolili…

Markiewicz: Cooo?

Bałłbot: Jeżeli pan kapitan woli: wycofali się bez rozkazu.

Markiewicz: Jak to? Kto tam dowodzi?

Bałłbot: Porucznik Maksym. Ale morale oddziałów słabe. To w większości miejscowe uzupełnienia. Rusini. Przestraszyli się, że są na wysuniętej pozycji, że od swoich oddziela ich rzeka, więc jak zobaczyli, że próbujemy wysadzić most, to spanikowali i zwiali. No, może niezupełnie zwiali, raczej zajęli stanowiska w okopach na lewym brzegu Słuczy. Opierdoliłem. Wrócili na pozycje.”

 

To właśnie kpt. Emil Markiewicz przyjął pierwsze uderzenie nieprzyjaciela na odcinek Tynne – folwark Berduchy. Załogi schronów zawzięcie się broniły i napastnicy byli zmuszeni do wstępnego, zmasowanego ostrzału artyleryjskiego. Przed godziną szóstą, Sowieci opanowali część Tynnego. Szybkie postępy w przeprawie przez rzekę blokowała załoga schronu. Po kilku strzałach z działa 76mm, załoga dalej odgryzała się ogniem. Dopiero strzały z kalibru 152mm ochłodziły zapał obrońców. Załoga jednak nadal trwała, a jej los przypieczętowali saperzy, którzy wysadzili schron ładunkami wybuchowymi. Obiekt „Piorun” przestał istnieć. „Pięść” również uległ. Por. Maciąg poddał „Piekło”, kiedy Sowieci przymierzali się do podłożenia ładunków wybuchowych. „Pikieta” broni się jeszcze...

 

        Wieczorem 20 września wszystkie schrony były otoczone. Na jakiś czas udało się oswobodzić część schronów, wskutek ataku batalionu mjr Balcerzaka i ognia prowadzonego przez batalion mjr Czernika. Atak na pozycje sowieckie, choć załamał się pod silnym ogniem broni maszynowej, to spowodował wycofanie się oddziałów sowieckich. Niestety utracono jeden z ważniejszych schronów bojowych pod dowództwem ppor. rez. Jana Bałbotta.

 

Według relacji dowódcy kompanii, kapitana Markiewicza ppor. Bałbott nie zamierzał ustępować:

 

„Ppor. Bałbott jeszcze kilkakrotnie podaje mi grozę swojego położenia. Czu­je, że npl «obkłada» jego obiekty materiałem łatwopalnym, nie zważając na po­noszone przy tym straty. Obliczył, że na jego bezpośrednim przedpolu - w gra­nicach jego widoczności - leży ponad 100 zabitych. Pomimo to uważa, że sytuacja jego jest jeszcze gorzej niż krytyczna - ma też poczucie, że nie doczeka do wie­czora. Zapewnia mnie jednakże, że bez względu na to, co by się miało stać, będzie wykonywał powierzone mu zadanie. Duch obrońców jest w tej sytuacji tragicznej - wspaniały [...]. Najwięcej szkód wyrządzają czołgi. Zmieniają one kolejno swoje stanowiska, podchodzą na najbliższe odległości i prowadzą ogień z działek ppanc. [raczej amunicją ppanc] wprost w szczeliny. Oślepiają przez to obsługę, a najczęściej powodują niepowetowane straty. Wszyscy najodważniejsi już nie żyją. Ostatnie minuty przyniosły mu znowu 8 zabitych oraz 1 ckm znisz­czony. Amunicja jest faktycznie na wyczerpaniu. Rozumie, że zaopatrzenie w tej sytuacji jest niemożliwe, ale z uwagi na to, że jest dowódcą, melduje mi, że wystarczy jej jedynie na 3-4 godziny walki.”

 

Schron podporucznika Bałbotta wysadzono wraz z kilkudziesięcioma członkami załogi 19 września 1939r.

 

        W rejonie Tynnego zginęło 3 oficerów i 226 podoficerów i żołnierzy, a 301 zostało uznanych za zaginionych. Schron „Pikieta”, który dzielnie się bronił do końca, Rosjanie wysadzili wraz z rannymi obrońcami odcinka. Około stu jeńców zastrzelono, albo zakłuto bagnetami na uroczysku Zawidera (wśród nich, prawdopodobnie był ranny por. Bałbott).

 

      Sowieci zaczęli mordowanie żołnierzy, ale i cywilów już od pierwszych dni agresji. Ich ofiarami padło kilka tysięcy kresowiaków, żołnierzy KOP i policjantów. W Niemirówku wymordowali oddział podchorążych, a w rejonie Sarn kompanię KOP. Część jeńców trafiła do obozów pracy, inni do Katynia, Ostaszkowa, Starobielska…

Miejsce spoczynku zamordowanych żołnierzy nie we wszystkich wypadkach jest znane, ale…   

         Zaginęło bez wieści m.in. 7 oficerów z rejonu „Tynne”. Kapitan Markiewicz:

 

„Oficerowie wszyscy sprawdzono 7-miu zostali ROZSTRZELANI jako przywódcy pod tą samą cerkwią. Taki sam los miał spotkać naszych podoficerów, z tym, że podoficerowie młodsi zostali załadowani na samochody NKWD i odwiezieni do SARNY, skąd przeładowano ich do pociągów i wywieziono w głąb ROSJI.”

 

        Poszukiwania miejsca pochówku owych oficerów podjęli się m.in. członkowie Stowarzyszenia „Wizna 1939”.

 

Dariusz Szymanowski:

 

„Celem kolejnego wyjazdu w rejon Tynnego było przeprowadzenie badań terenowych i sondażowych wzdłuż „odtworzonej” drogi prowadzącej kiedyś przez mostek przy schronie nr 4 o kryptonimie „Pies” do Berduchy (i dalej w kierunku Czabla) Zaplanowano przy tym zbadanie miejsc wokół wybranych schronów rejonu „Berducha”. Do dyspozycji mieliśmy profesjonalny sprzęt elektromagnetyczny, w tym georadar oraz kilka wykrywaczy metali różnych typów, przystosowanych do poszukiwań na różnych głębokościach. Prace nadzorował ze strony ukraińskiej przedstawiciel firmy archeologicznej „Wołyńskie Starożytności”, archeolog Taras Verba; ze strony polskiej obecni byli archeolodzy reprezentujący Radę OPWiM, dr Dominika Siemińska i Adam Kuczyński. Oprócz archeologów i członków Stowarzyszenia „Wizna 1939” w wyprawie uczestniczyli także wolontariusze z Nadwiślańskiego oraz Śląsko – Małopolskiego Oddziału Straży Granicznej, którzy pomagali przy pomiarach i przy wykopach sondażowych oraz członkowie SWPFG. Podczas wyjazdu pracom jak zawsze towarzyszył zespół programu „Było… nie minęło” red. Adama Sikorskiego. Ekspedycję wsparła Fundacja „Honor, Ojczyzna” im. majora Władysława Raginisa, która sfinansowała nadzór archeologiczny oraz koszty organizacji i transportu sprzętu do poszukiwań.”

 

Prawdopodobne miejsce morderstwa udało się zlokalizować, dzięki relacjom świadków. Jesienią 2014r. namierzone zostało miejsce w pobliżu cerkwi, ale poszukiwania nie przyniosły spodziewanych rezultatów.

 

Ponowny wyjazd do Tynnego miał miejsce w październiku 2015r. Wówczas udało się odnaleźć mogiłę zbiorową żołnierzy 4 kompanii batalionu fortecznego KOP „Sarny”. Oczom poszukiwaczy ukazywały się pierwsze wykopane czaszki, orzełki z czapek, nieśmiertelniki, krzyżyki katolickie, fragmenty umundurowania i rzeczy osobiste pogrzebanych. Wystarczyło czekać na pozwolenie na ekshumację…

 

       Więcej na temat poszukiwań w rejonie Tynne, dowiecie się na stronie http://www.wizna1939.eu/index.php/100-wniosek-do-prezydenta-o-wstrzymanie-ekshumacji-w-tynnem i z zeszytów Dariusza Szymanowskiego.

 

         Niestety są też smutne wątki tych poszukiwań. Początkowa radość, musiała ustąpić goryczy. Strona polska nie została dopuszczona do ekshumacji, a szczątki wydobyte z ziemi złożono w skrzynce wojskowej i zakopano ot tak, bez żadnych ceremonii w pobliżu kościoła.

 

 

 

 

Źródła:

- „Tynne. Historia na nowo pisana” – D. Szymanowski

- „Polskie Termopile” – T. Stańczyk, W. Pasek

- „Bastion Polesie: polskie fortyfikacje na Polesiu…” – Z. Pruski

- "Szack Wytyczno 1939" - Cz. Grzelak

- www.kresy24.pl

- www.wolhynia.pl

- www.salon24.pl

- www.swpfg.pl

 

 

 

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com