Sowiety wkroczyły (Grodno)

September 20, 2018

 

        25 lipca 1932r. podpisano w Moskwie polsko – sowiecki pakt o nieagresji. Ze strony Polskiej występował poseł S. Patek, po przeciwnej komisarz spraw zagranicznych N. Kriestinskij. Obie strony, zwaśnione od dawna, zwłaszcza po wojnie polsko – bolszewickiej 1919 - 1920r., zobowiązały się „do powstrzymania się od wszelkich działań agresywnych lub od napaści jedna na drugą, zarówno samodzielnie, jak łącznie z innymi mocarstwami.

 

Co ciekawe, w kontekście późniejszych wydarzeń, dalsza część tekstu brzmiała:

 

Za działanie sprzeczne ze zobowiązaniami niniejszego artykułu uznany będzie wszelki akt gwałtu naruszający całość i nietykalność terytorium lub niepodległość polityczną drugiej umawiającej się strony, nawet gdyby te działania były dokonane bez wypowiedzenia wojny i z uniknięciem wszelkich jej możliwych przejawów”.

 

          Zgodnie z postanowieniami traktatu, obie strony zobowiązały się również nie brać udziału w żadnych, wrogich porozumieniach, dotyczących drugiej strony.

Traktat zawarty został na okres trzech lat, ale w maju 1934r. przedłużono jego ważność do końca 1945r. Dla Józefa Stalina, podpisanie dokumentu nie stanowiło wielkiego wyzwania, czy też przyczynki do zastanowienia się nad nim. Podpisałby wszystko, aby załagodzić stosunki z Polską, czy kimkolwiek innym. Chociażby, ot tak, dla uśpienia czujności i osiągnięcia własnych celów politycznych. A celem politycznym Stalina był… cały świat. Armia Czerwona w szybkim tempie osiągała gigantyczne rozmiary, a przemysł zbrojeniowy przyspieszał z roku na rok...

 

        Polsko – sowiecki pakt o nieagresji, został pogwałcony w chwili, kiedy Stalin podjął rozmowy z hitlerowskimi Niemcami. Rozmowy, których zwieńczeniem był

tzw. pakt Ribbentrop – Mołotow, który zawierał tajną klauzulę, dotyczącą wspólnej napaści na Polskę i podziale jej terytorium między siebie. Postanowień tego paktu Stalin również nie miał zamiaru dotrzymać. Kiedy Hitler ze swoimi żołdakami uderzył na Polskę w 1939r, Stalin spokojnie się temu przyglądał. Hitler pieklił się i wzywał Stalina do wywiązania się z umowy, a ten niewzruszenie obserwował rozwój sytuacji. Kiedy wojska hitlerowskie wykrwawiały się walcząc z Polakami, Armia Czerwona czekała na dogodną sytuację. W końcu przewróciła słupy graniczne z Polską. Był 17 września 1939r.

 

Stalin, zwodził wszystkich do samego końca. I Hitlera i Rząd Polski. Wkroczenie Armii Czerwonej (AC), miało wyglądać, jak wkroczenie sojuszników idących z bratnią pomocą. Na drodze Sowietów stanęli nieliczni, słabo uzbrojeni, ale waleczni żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza.

 

"Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki

polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji". – stwierdzili Sowieci.

 

Minister Józef Beck pisał:

 

„Zachowanie ambasadora sowieckiego nie pozostawiało nic do życzenia, zdradzał on nawet chęć rozmów, co do możliwości dowozu pewnych towarów przez ZSRR. Poleciłem ambasadorowi Grzybowskiemu sondaż u Mołotowa, jakie dostawy przez Sowiety mogłyby być brane pod uwagę, oraz oczekiwałem od niego akcji dla zapewnienia nam tranzytu od państw sprzymierzonych”.

 

       Przeciwko Polsce, Sowieci utworzyli dwa fronty: białoruski i ukraiński. Oto jedna z ulotek propagandowych z tamtych dni:

 

       "Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo - dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów” (W. Materski).

 

Rotmistrz Narcyz Łopianowski z 101 pułku ułanów:

 

„Podczas tych ciężkich chwil, najbardziej nieprzyjemne było zachowanie się grup złożonych prawie wyłącznie z miejscowych Żydów. Szczególniej utkwiła mi w pamięci ulica Dominikańska, gdzie strzały padały nie tylko z broni ręcznej, lecz i z rkm ustawionego na dachu oraz granatów ręcznych, rzucanych z okien domów”.

 

Niestety, takich przypadków dywersji było całe mnóstwo (o czym jeszcze wspomnę).

 

Strona Polska zdawała sobie sprawę, że walka na dwa fronty nie ma sensu. W

obliczu wkroczenia czerwonoarmiejców, Polacy mieli przeciwko sobie Niemców, Słowaków i Rosję Sowiecką. Do tego sabotażystów żydowskich, białoruskich i ukraińskich. Wódz Naczelny, Edward Śmigły – Rydz wydał rozkaz:

 

"Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii".

 

Szef Sztabu Naczelnego Wodza, gen. Wacław Stachiewicz:

 

„Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski”.

 

        Rozkaz Naczelnego Wodza Sił Zbrojnych RP, nie do wszystkich jednak dotarł. A nawet jeśli dotarł, to bywało, że potraktowany został jako sowiecki podstęp.

Dowódca KOP „Gołębie”, płk Zdzisław Zajączkowski:

 

„Nie mam żadnych rozkazów do poddania się wojskom Rosji sowieckiej. To co słyszę, że wyszedł jakiś rozkaz z Naczelnego Dowództwa Wojsk Polskich, aby nie walczyć z wojskami sowieckimi, to na pewno bolszewicka dywersja. Uważam Rosję sowiecką za takiego samego wroga jak Niemców, ale chcę uniknąć zetknięcia się z jej armią. Postanowiłem przedzierać się za Bug, gdzie jeszcze walczą nasze wojska, a wiem także, że gen. Kleeberg z Brześcia zebrał jakieś oddziały i pomaszerował na zachód. Do niego chcę dołączyć”.

 

Oczywiście, większość polskich formacji, skierowanych było do walki z Niemcami, a wschodnie rubieże Rzeczpospolitej były słabo bronione przez jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP). To właśnie liczne jednostki KOP dzielnie stawiły czoło sowieckiemu agresorowi. Do tego wycofujące się oddziały, m.in. wspaniałego dowódcy Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. F. Kleeberga, które nie dały się Sowietom pokonać.

 

         Dzielnie broniły się również miasta i miasteczka Kresów Wschodnich. Jedną z największych bitew stoczonych z Sowietami, były walki o Grodno. „Nim jeszcze nastąpiła obrona Grodna przed wojskami sowieckimi, wybuchła w mieście zakrojona na szeroką skalę dywersja komunistycznej „V kolumny” – pisał prof. Ryszard Szawłowski – Złożona była prawie wyłącznie z miejscowych Żydów, którzy, jak już wspomnieliśmy, stanowili w 1939 roku połowę ludności miasta. Wśród Żydów tych istniał silny odłam probolszewicki. Wielu z nich żywiło zresztą niechęć, czy wręcz nienawiść do Polaków i do Polski „w ogóle”; natomiast Rosja – każda Rosja – niektórym z nich imponowała (stąd na przykład praktykowane przez dużą część burżuazji żydowskiej na Kresach Wschodnich nieraz nawet demonstracyjne mówienie po rosyjsku).

W każdym razie od 17 września 1939 część ludności żydowskiej na Kresach entuzjastycznie witała wojska sowieckie, masowo zapełniła szeregi tworzonej przez okupantów „milicji ludowej”, denuncjowała i aresztowała licznych Polaków. Istnieją na ten temat setki, czy wręcz tysiące świadectw. Najbardziej „bojowy” okazał się jednak ów odłam komunistyczny w Grodnie, który doprowadził tam do jakiegoś na małą skalę powstania.

Naszemu wojsku, policji, a nawet użytej częściowo straży pożarnej (dla zwalczania dywersantów strzelających ze strychów większych domów) udało się w dużym stopniu tę dywersję zlikwidować”.

 Brunon Hlebowicz, nauczyciel z Grodna:

 

„Już wiedzieliśmy, że poprzedniej nocy wybuchła rebelia komunistyczno – żydowska. Strzelano do policji, strzelano do żołnierzy, do pojedynczych osób, ale bunt likwidowano zarówno w samym mieście Grodnie, jak i w miasteczkach takich jak Ostryna czy Jeziory, jak Indura”.

 

        Grodno, nie było pilnie strzeżonym miastem polskim. Już 10 września 1939r. grupa Operacyjna „Grodno” została rozwiązana, a najlepsze jej jednostki, skierowano do Lwowa. Nieliczne oddziały wojskowe, zasilili cywilni mieszkańcy Grodna. Ogólna liczba obrońców szacowana jest na około 2000 osób.

 

        Pierwszy atak Sowietów nastąpił 20 września ‘39r. Kilka, z 11 czołgów nieprzyjaciela zostało zniszczonych na moście, ale niebawem pojawiły się inne oddziały sowieckie. Sytuacja obrońców była nie do pozazdroszczenia.

21 września przybył do miasta gen. bryg. W. Przeździecki. Nakazał ewakuację, ale obrońcy Grodna byli zdeterminowani, aby zostać na pozycjach.

 

Taki oto obraz walki, opisała Grażyna Lipińska:

 

„Na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko, chłopczyk. Krew z jego ran płynie strużkami po żelazie. Zaczynamy z Danką uwalniać rozkrzyżowane, skrępowane gałganami ramiona chłopca. Nie zdaję sobie sprawy, co się wokół dzieje. A z czołgu wyskakuje czarny tankista, w dłoni trzyma brauning, za nim drugi – grozi nam. Z sąsiedniego domu z podniesioną do góry pięścią wybiega młody Żyd, ochrypłym głosem krzyczy, o coś oskarża nas i chłopczyka. Dla mnie oni nie istnieją, widzę tylko oczy dziecka pełne strachu i męki. I widzę jak uwolnione z więzów ramionka wyciągają się do nas z bezgraniczną ufnością. Wysoka Danka jednym ruchem unosi dziecko z czołgu i składa na nosze. Ja już jestem przy jego głowie. Chwytamy nosze i pozostawiając oniemiałych naszym zuchwalstwem oprawców, uciekamy w stronę szpitala. Nazywa się Tadeusz Jasiński, ma 13 lat, jedyne dziecko Zofii Jasińskiej, służącej, nie ma ojca, wychowanek Zakładu Dobroczynności. Poszedł na bój, rzucił butelkę z benzyną na czołg, ale nie zapalił, nie umiał… Wyskoczyli z czołgu, bili, chcieli zabić, a potem skrępowali na froncie czołgu. Danka sprowadza matkę. Nie pomaga transfuzja krwi. Chłopiec coraz słabszy, zaczyna konać. Ale kona w objęciach matki i na skrawku wolnej Polski, bo szpital wojskowy jest ciągle w naszych rękach. Matka umierającego chłopca, zrozpaczona i jednocześnie pobudzona czynem synka, szepcze mu: „Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Śpiewają...”

        22 września Grodno opuścili dowódcy obrony; wiceprezydent miasta R. Sawicki i mjr B. Serafin. Sowieci zamordowali 300 cywili, którzy brali udział w obronie miasta oraz większość oficerów i podoficerów. Do broniącego się miasta, nie zdążył dojechać gen. Józef Olszyna – Wilczyński. Został wyciągnięty z samochodu i zastrzelony przez sowieckiego oficera kilkanaście km przed Grodnem.

 

Prof. Tomasz Strzembosz:

 

„Po zajęciu Grodna rozpoczęły się represje wymierzone głównie przeciwko młodzieży, przy pomocy zresztą tych samych dywersantów. Kim oni byli? Według jednogłośnej opinii, zarówno mieszkańców Grodna jak jego obrońców (w tym także policjantów i żołnierzy ścierających się z dywersantami), byli to Żydzi, zapewne w większości mieszkańcy tego miasta. Uzbrojeni byli w karabiny (a nawet broń maszynową), w części uzyskane z magazynów wojskowych, które otwarto dla cywilów – obrońców”.

 

Wiktoria Duda, ówczesna mieszkanka Grodna:

 

„Bardzo okrutny los spotkał żołnierzy polskich i setki mieszkańców Grodna, wziętych do niewoli, których wskazały bojówki żydowskie i białoruskie. Mężczyzn najpierw okrutnie okaleczano, obcinając nosy, członki, uszy, wydłubywano oczy, następnie wiązano po piętnastu drutem kolczastym, przywiązywano do czołgów i wleczono kamienistą drogą po kilkaset metrów. Wrzucano ich następnie do przydrożnych rowów i lejów po bombach. Jęki, krzyki mordowanych słychać było w promieniu kilku kilometrów od miasta. Grozę sytuacji potęgowały pożary – to płonęły polskie domy niszczone przez młodych Żydów, przystrojonych w czerwone chusty i kokardy”.

 

Ppor. Ryszard Dłuski:

 

„20 IX 1939r. 102 p. ułanów idzie w straży przedniej Brygady, mój szwadron w straży przedniej pułku. Posuwamy się przez Ostrynę i Jeziory szosą Lida – Grodno. Poprzedniego dnia tą samą drogą przeszli bolszewicy (oddziały pancerne) i podobno zajęli Grodno.

Po drodze w miasteczkach (Ostryna, Jeziory) spotykamy bramy triumfalne, przybrane czerwienią, wystawione przez ludność na przybycie bolszewików. Wszędzie już zorganizowano komitety rewolucyjne, które obejmują władzę. Stosunek ludności białoruskiej i żydowskiej wobec nas zdecydowanie wrogi. Pluton idący w szpicy prawie w każdej wsi otrzymuje strzały i musi staczać bitwę. Po drodze znajdujemy trupy żołnierzy polskich zamordowanych w bestialski sposób (wykłute oczy itp.), leżące w rowach. Dokonywali tego miejscowi komuniści”.

 

Tadeusz Bodnar, uczeń Gimnazjum w Grodnie:

 

„Wykładowcami byli Polacy Żydzi i paru Rosjan. Kolegów nie miałem i trzymałem się z daleka od wszystkich, a na tematy polityczne nie chciałem rozmawiać, ponieważ nie dowierzałem Żydom, bo wiedziałem, że oni naszych dużo wydali i część ich została rozstrzelana, część siedzi w więzieniu. Dobrze, że nie wszyscy Żydzi byli tacy, ale oni bali się innych Żydów. Najgorzej ze wszystkich grup etnicznych to ich bałem się, bo oni zrobili się gorliwymi komunistami”.

 

Michel Mielnicki, o swoim ojcu Chaimie:

 

„Pamiętam jak NKWD – owcy komisarze z Moskwy, którzy często przychodzili do nas do domu po zmierzchu, siedzieli w naszej bawialni (…), rozmawiając cicho z ojcem, gdy przeglądali listy podejrzanych o przynależność do piątej kolumny (tak zwanych polskich folksdojczów), polskich faszystów, ultranacjonalistów oraz innych miejscowych zdrajców oraz kontrrewolucjonistów. Rozumiem, że on służył jako doradca przy NKWD, których z miejscowych Polaków wysłać na Syberię albo jakoś się nimi zająć”.

 

Sierżant Jan B. Soliński:

 

„Tłum Ukraińców i komunistów różnego pokroju otoczył nas. Krzyk i śpiew mieszał się, to radość oswobodzonych Żydów, Ukraińców, którzy paśli się polską dobrodusznością i równouprawnieniem. Nie wiedząc, co ich czeka, wygrażali nam „skończyła się wasza Polska, teraz to my będziemy rządzili”.

 

Jan Tomasz Gross:

 

„Muszę zaznaczyć, że Żydzi zajęli od pierwszej chwili większość stanowisk w urzędach sowieckich”.

 

Żydówka z Grodna:

 

„Bardziej wpływowych Polaków oraz takich, którzy zajmowali przed wojną ważniejsze stanowiska, bolszewicy wywieźli w głąb Rosji, wszelkie zaś urzędy obsadzali przeważnie Żydami i im powierzali wszędzie kierownicze funkcje”.

 

Prof. Stefan Kurowski:

 

„Jechałem na rowerze, szosa do Zaręb Kościelnych. Na rogatkach Łap zatrzymał mnie młody milicjant z czerwoną opaską i karabinem na sznurku. Typowy wyrostek żydowski, starszy ode mnie ze dwa lata, wysoki, chudy i nieogolony. Niebywale przejęty swą milicyjną „misją” natychmiast zabronił mi dalszej jazdy i zażądał dokumentów. Zaczęliśmy rozmowę, która szybko przemieniła się w jego długą tyradę o Polsce przedwojennej, a zwłaszcza o tym, jak bardzo Żydzi cierpieli w tym „podłym” państwie, jakie to niebywałe znosili upokorzenia. Ale teraz się to już raz na zawsze skończyło. I oto on właśnie bierze teraz swój osobisty odwet za tamte czasy „pańskiej Polski” i będzie twardo pilnował porządku i wypełniał rozkazy nowej sowieckiej władzy. (…) W końcu tak się rozgorączkował w swej agitacji o urokach nowego sowieckiego szczęścia, że zapomniał o swych pierwotnych zamiarach wobec mnie, nie zabrał mi roweru, na co najpierw wyraźnie się zanosiło. I w końcu puścił mnie wolno. Mimo niepokoju, jaki wówczas przeżyłem, dotąd pamiętam jak bardzo groteskowy wydał mi się ten typ bezkrytycznego, panegirycznego patriotyzmu nowosowieckiego i buty wynikłej z przekonania, że władza jest wreszcie w ręku Żydów, i każdy musi się im podporządkować”.

 

Harvey Sarner, w książce „Generał Anders i żołnierze Polskiego Drugiego Korpusu”:

 

„Jan Karski, wyraźnie żaden antysemita, twierdził, że niektórzy Żydzi współpracowali z Rosjanami w ujawnianiu polskich oficerów, którzy byli w następstwie tego aresztowani. Żeby zrozumieć, jak poważnie zaważyły takie postępki na stosunkach polsko – żydowskich, należy uświadomić sobie, że większość złapanych oficerów polskich została później stracona przez Sowietów w Katyniu i innych miejscach kaźni”.

 

       Wskutek rozbioru, Polska straciła na rzecz Związku Sowieckiego obszar o powierzchni ponad 190 000 km², który zamieszkiwało około 13 milionów ludzi. Część Wileńszczyzny Stalin podarował łaskawie Litwie, a kilka miesięcy później wcielił Litwę do Związku Sowieckiego. Dziesiątki tysięcy Polaków zostało zamordowanych, albo zesłanych do obozów w głąb Rosji. Wielu z nich, nigdy stamtąd nie wróciło. 

 

       Dzisiaj Polskie władze wolą ściągać do Polski Ukraińców, Indyjczyków, Indonezyjczyków czy Uzbeków, niż potomków tych ludzi - Polaków, którzy ciągle tęsknią za swoją utraconą Ojczyzną.

 

 

Źródła:

- „Ostatni raport” – Józef Beck

- „Przemilczane zbrodnie” – J.R. Nowak

- „Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939” – W. Materski

- „Jeśli zapomnę o nich…” - Grażyna Lipińska

- „W czterdziestym nas matko na Sybir zesłali” – Jan T. Gross

- „Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania” – A. Paczkowski

- "Operacja Jedwabne" - Lech Z. Niekrasz

- www.dzieje.pl

- www.1wrzesnia39.pl

- www.phw.org.pl

- www.eska.salon24.pl

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com