Kamień Radomana

October 10, 2019

        „Wojsko polskie, pozbawione bezpośrednio pomocy francuskich i brytyjskich sojuszników, otoczone z trzech stron przez armie niemieckie w Prusach Wschodnich, na Słowacji oraz na granicy zachodniej przez przeważające zarówno liczebnie, jak i technicznie siły, miało niewielkie możliwości zwycięstwa. Zagrożone również, jak się okazało, przez Armię Czerwoną od wschodu, miało znikome szanse nawet na przedłużony opór. Mimo to polskie siły zbrojne dobrze spełniły swój obowiązek. Przekroczyły nawet pierwotne zadanie, które polegało na trzymaniu w szachu Wehrmachtu przez 14 dni, dopóki Francja nie zdoła zmobilizować swoich dywizji na Linii Maginota i rozpocząć inwazję w Nadrenii. W wielu wypadkach, jak podczas obrony Westerplatte, w czasie dziewiętnastodniowego oblężenia Warszawy czy w ostatniej wielkiej bitwie pod Kutnem, Polacy walczyli świetnie i bohatersko. (…) Polacy, broniąc się, zabili lub zranili w sumie ponad 50 tysięcy żołnierzy Wehrmachtu i nadal zaciekle walczyli, kiedy wkroczenie Rosjan 17 września przypieczętowało ich los. Walka Polaków była z pewnością bardziej chlubna niż działania sił brytyjskich i francuskich, gdy one z kolei stanęły w obliczu niemieckiego blitzkriegu osiem miesięcy później. Tymczasem we wrześniu 1939r. zachodni alianci nie oddali ani jednego strzału w obronie Polski. Ostatnia polska jednostka znajdująca się w akcji skapitulowała pod Kockiem 6 października” – Norman Davies.

        Emil Noiński z Muzeum Niepodległości w Warszawie napisał kiedyś:

 

„Kamień położony na żołnierskiej mogile, często bezimiennej, był niezwykle wymowny. W trudnych czasach podtrzymywał tożsamość narodową oraz wolę walki w najcięższych latach zaborów, okupacji niemieckiej czy stalinowskiej nocy. Był zatem odbiciem kultury i historii narodowej.”

 

        Dodając do siebie powyższe wypowiedzi dochodzimy wreszcie do jednego, konkretnego żołnierza z kampanii polskiej 1939r. Jednego z tych, którzy walczyli „świetnie i bohatersko” – plutonowego Stefana Radomana. W miejscu, gdzie poległ wraz z towarzyszami broni, położono „niezwykle wymowny”… kamień.

 

        Stefan Radoman urodził się 15 sierpnia 1912 roku w miejscowości Snów, leżącej na szlaku Baranowicze – Nieśwież na Nowogródczyźnie . Od roku 1854 miasteczko należało do zamożnej holenderskiej rodziny Hartingów. Wcześniej właścicielami były potężne rody Kiszków, Radziwiłłów i Rdułowskich. Właściciel Snówia Gustaw Harting służył w armii radzieckiej. Jego dzieci przybrały sobie za ojczyznę Polskę i o jej niepodległość walczyły chociażby podczas powstania z roku 1863. Konstanty Herting wstąpił do oddziału Mariana Langiewicza, a jego siostra Alina włączyła się w akcje dobroczynne. Snówianie, jako bliscy sąsiedzi Rosji wiele wycierpieli podczas wojny polsko-bolszewickiej. Syn Konstantego – również Konstanty – walczył w 1939r. jako dowódca baterii w 4dak.

 

W takich oto, patriotycznych warunkach dorastał młody Stefan. Wojsko przyciągało go jakimś, nie do końca pojętym magnetyzmem. W 1928 roku wstąpił na ochotnika w szeregi Wojska Polskiego. Tym samym nie ukończył nauki rozpoczętej w trzyklasowej Szkole Handlowej w Baranowiczach i nie zasilił szeregów kupców kresowych. Został żołnierzem, a świadectwo dojrzałości otrzymał dopiero w lipcu 1939r.

         Służbę wojskową Stefan Radoman pełnił w 2 kompanii ciężkich karabinów maszynowych w 2 batalionie 71 pułku piechoty w Zambrowie. Batalion stacjonował w zambrowskich koszarach od 9 września 1926r.

 

Po ukończeniu Szkoły Podoficerskiej, uzyskał stopień kaprala. Przeszedł również kurs instruktorski przy 18 Dywizji Piechoty w Łomży. Specjalnością kaprala była obsługa ciężkich karabinów maszynowych oraz wsparcie piechoty przy pomocy moździerzy. Prywatnie interesował się również fotografią.

 

        We wrześniu 1939r wraz z 71pp wyruszył na wojnę. Już 30 sierpnia poszczególne pododdziały wymaszerowały z koszar. 2 batalion przemieścił się w okolice Chojnowa Śmieszne. 1 września koszary zostały zbombardowane przez lotnictwo niemieckie. 71pp, zgodnie z rozkazem Marszałka Edwarda Rydza – Śmigłego wyruszył w nocnym marszu na wsparcie odcinka Myszyniec – Ostrołęka. Niebawem okazało się, że nieprzyjaciel porusza się bardzo szybko i sprawnie, co zrodziło zagrożenie oskrzydlenia polskich jednostek. 5 września Niemcy przekroczyli linię rzeki Narew, której miała strzec Samodzielna Grupa Operacyjna „Narew” oraz Armia „Modlin”. Dowództwo miało tak wiele odcinków do opanowania, przy znikomej sile własnych podkomendnych, że zachowywało się trochę jak błądzący we mgle. Rozkazy były często zmieniane, a 71pp krążył z jednego miejsca w drugie, co powodowało zamieszanie i wyczerpanie sił u piechurów. O morale nie wspominając.

 

Nie znaczy to, że nie odnotowano sukcesów. W okolicach Jakaci zdobyto praktycznie cały park motorowo – pancerny oddziału rozpoznania Dywizji Pancernej „Kempf”.

 

        Tymczasem Niemcy zajęli Zambrów. Dla 18 Dywizji Piechoty oznaczało to jedno – okrążenie. Płk dypl. Stefan Kossecki zdecydował się na odbicie miasta. Główną siłą uderzeniową był 71pp. Pierwszy batalion nacierał z Sędziwuj, drugi z lasu w Wądołkach, a trzeci z Zakrzewa Starego.

 

Drugiemu batalionowi postawiono za zadanie zdobycie koszar wojskowych oraz zajęcie pozycji obronnych.

 

Pierwszy batalion osiągnął pozycje zambrowskie, ale poniósł ciężkie straty (ok 50% stanu) i musiał się wycofać. Zginął wówczas kapitan Władysław Dąbrowski, dowódca I komp. ckm.

 

Drugi batalion również poniósł ciężkie straty. Poległ m.in. dowódca batalionu major Stanisław Knapik. Ten batalion również musiał się wycofać. Podobnie trzeci.

         Nieudane próby zdobycia Zambrowa oraz ogrom poniesionych strat spowodowały wycofanie się 18DP w okolice Srebrnej, Srebrnego Borka, Łętownicy. Dywizja została osaczona przez cztery potężne dywizje niemieckie. Jednak nie było mowy o kapitulacji; prawdziwie „Żelazne Dywizje” się nie poddają.

 

Dowódca 18DP wydał rozkaz przebicia się przez Andrzejewo. Stefan Radoman awansował w międzyczasie do stopnia plutonowego. Jego zadanie podczas próby wyrwania się z okrążenia pod Andrzejewem, polegało na wsparciu 2 batalionu 71pp ogniem moździerzy. W bitwie pod Andrzejewem plut. Radoman dowodził plutonem moździerzy.

Najcięższe walki miały miejsce w rejonie Srebrny Borek – Łętownica, gdzie Niemcy próbowali przebić się na tyły 18DP.

 

        Po przemówieniu do żołnierzy, płk dypl. Stefan Kossecki osobiście poprowadził natarcie na Andrzejewo. Przyniosło ono skutek i Niemcy zostali zmuszeni do opuszczenia pierwszej linii obrony. Mieli niestety miażdżącą przewagę liczebną oraz w czołgach i artylerii. No i mieli więcej amunicji. Tymczasem plutonowy Radoman liczył już ostatnie naboje.

 

Płk Kossecki padł skoszony serią karabinu maszynowego. Zanim stracił przytomność wydał rozkaz starszemu sierżantowi Marianowi Karczowi z batalionu Obrony Narodowej „Kurie”. Tak pisał o tym fakcie płk Witold Sztark:

 

„W dn. 12 września przed południem został ciężko ranny D-ca 18 DP płk. dypl. Stefan Kossecki. Wydał on następujący rozkaz: ,,Dywizję ma objąć płk. Aleksander Hertel d-ca P.D. Dywizja nie może się poddać. Ma walczyć do wieczora, a w nocy przebijać się choćby pojedynczo.” Ten rozkaz obowiązywał nas wszystkich w 18 DP.”

 

Płk. Hertel podjął decyzję o ponownym ataku na pozycje nieprzyjaciela. Spotkało się ono z kontratakiem niemieckim, który powstrzymał ogień artylerii, głównie dział 6 baterii z 18 pułku artylerii lekkiej. Kolejne niemieckie kontrataki zostały odparte, ale sytuacja, w której znalazły się resztki 18DP była krytyczna.

 

Wieczorem 12 września pułkownik Aleksander Hertel zwołał odprawę, na której rozkazał uformować ochotniczy oddział uderzeniowy. Była to ostatnia, dramatyczna próba przebicia się przez niemieckie pozycje. Zniszczono dokumenty i zbędną broń. Plutonowy Stefan Radoman zgłosił się na ochotnika. Amunicji do moździerzy i tak już nie było, dołączył więc do piechoty.

 

Nocne uderzenie, nazwane „Taranem” załamało się w skutek silnego ognia nieprzyjaciela. Pułkownik Hertel poległ, a około 500-osobowy oddział uderzeniowy został zdziesiątkowany. Wielu żołnierzy przebiło się i wróciło do pobliskich domów rodzinnych lub połączyło się z innymi oddziałami. Wielu poległo lub zostało ciężko rannymi.

 

Wśród poległych leżało również ciało plut. Stefana Radomana, który w ostatnim zrywie poderwał towarzyszy broni do walki na bagnety.

        Plut. Stefan Radoman został pośmiertnie przedstawiony do odznaczenia Krzyżem Walecznych. Krzyż Walecznych, obok Virtuti Militari znajduje się również na mauzoleum poległych w Andrzejewie, gdzie spoczął wśród kolegów plut. Radoman. Na tablicy informacyjnej, wśród zidentyfikowanych żołnierzy widnieje nazwisko Stefana Radomana, a przy nim stopień sprzed września 1939 – kapral. Nazwisko Radomana figuruje też na tablicy pamiątkowej, zaprojektowanej przez Tadeusza Hodakowskiego, którą po wielu perypetiach udało się umieścić na ścianie kościoła w Andrzejewie.

 

Kapitan Władysław Wujcik:

 

„26 września 1971r. na spotkanie koleżeńskie żołnierzy 18 pal w Warszawie zaproszono mjr. rez. Jana Sadowskiego, mającego już pewne doświadczenie w takich sprawach, i zaproponowano mu objęcie kierownictwa budowy mauzoleum. Major Sadowski zobowiązał się do grudnia 1971r. przedłożyć wstępne założenia budowy.

Niezależnie od tych działań rodziny poległych czyniły ze swej strony starania o trwałe upamiętnienie wspólnej mogiły w Andrzejewie, o czym początkowo uczestnicy spotkania żołnierzy 18 pal nie wiedzieli. Otóż bracia poległego w 1939r. kpt. dypl. Ludwika Hodakowskiego już w 1968r. powzięli zamiar położenia na mogile tablicy mosiężnej o wymiarach 122x73 cm z wyrytymi na niej ustalonymi nazwiskami poległych. Ponadto Antoni Radoman, kierownik szkoły podstawowej w Sopocie, brat poległego Stefana kaprala zawodowego 71 pp występował w 1972r. do rady Ochrony Pomników Walk i Męczeństwa w Warszawie oraz do Wojewódzkiego Komitetu Ochrony Pomników Walk i Męczeństwa w Warszawie o wystawienie pomnika na wspólnej mogile. W dalszym etapie starania te połączono z inicjatywą żołnierzy 18 pal i wspólnie doprowadzono do zrealizowania projektu budowy mauzoleum.”

         Antoni Radoman utrzymywał ścisły kontakt z andrzejewskim proboszczem, ks. Bolesławem Kozłowskim, który dbał o pamięć i dokumentację poległych. 11 lutego 1972r. w liście do ks. Kozłowskiego pisał:

 

„Ogromnie jestem wdzięczny za tak rychłą odpowiedź – cenną informację o moim Bracie ś.p. Stefanie Radomanie.

Równocześnie chciałbym serdecznie podziękować za okazywaną troskę i opiekę nad Grobami poległych Obrońców naszych granic w roku 1939 oraz dokumentami stanowiącymi bezcenną wartość dla Ich najbliższych Rodzin – żyjących i przyszłych pokoleń.

Słowa podzięki tym są gorętsze im bardziej uświadamiam sobie, że właśnie dzięki prośbie Przewielebnego Księdza Proboszcza p. Lucjan Fabianowicz ujawnił nazwiska poległych Żołnierzy 18 Dywizji Piechoty”.

 

        Pamięć o poległym plut. Radomanie nie zatarła się nie tylko dzięki umieszczeniu jego personaliów na tablicach poległych. Antoni Radoman umieścił w miejscu heroicznej walki swojego brata, pamiątkowy kamień. Wyryto na nim napis o treści:

 

„TU

POLEGŁO 25-30

ŻOŁNIERZY

18 D.P.

A WŚRÓD NICH

KPR. STEFAN

RADOMAN

71 PP 2 KOM. CKM

12. 09. 1939

8 VIII 1974”

 

       W zwieńczeniu kamienia znajduje się krzyż rycerski.

 

        Tuż przed 80-tą rocznicą bitwy pod Andrzejewem kamień, rękami lokalnych miłośników historii (Damian Jasko, Michał Rutkowski, Marek Krajewski, Ewa Warszawin) został odnowiony, a przestrzeń wokół niego odpowiednio zagospodarowana. Może brakuje tam tylko krzyża…

     

 

 

  

Źródła:

- „Serce Europy”, Norman Davies

- „Cmentarze i groby żołnierzy Września 1939r. na Wschodnim Mazowszu” w „Dziedzictwo i pamięć Września 1939 na Mazowszu, Emil Noiński

- „Mauzoleum w Andrzejewie” w „Dziedzictwo i pamięć Września 1939 na Mazowszu, Adam Dobroński

- „Mauzoleum poległych żołnierzy 18 Dywizji Piechoty” w „Rocznik Mazowiecki”, Władysław Wujcik

- www.polesie.org

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com