Instytut Pileckiego

Instytut Pileckiego (wł. Instytut Solidarności i Męstwa imienia Witolda Pileckiego), to – jak można wyczytać na stronie internetowej Instytutu – „miejsce stworzone na potrzeby interdyscyplinarnej i międzynarodowej refleksji nad kluczowymi zagadnieniami XX wieku: dwoma totalitaryzmami – niemieckim i

sowieckim, a także konsekwencjami ich działań.”


Instytut gromadzi dokumenty „ukazujące oblicza XX wieku” oraz wspiera projekty edukacyjne, które upowszechniają wiedzę o minionych, tragicznych czasach.


W artykule 3 ust. 1 ustawy z 9 listopada 2017 roku o Instytucie, zdefiniowano jego cele, jako „inicjowanie, podejmowanie i wspieranie działań mających na celu upamiętnienie i uhonorowanie osób żyjących, zmarłych lub zamordowanych, zasłużonych dla Narodu Polskiego, zarówno w kraju, jak i za granicą, w dziele pielęgnowania pamięci lub niesienia pomocy osobom narodowości polskiej lub obywatelom polskim innych narodowości będącym ofiarami zbrodni sowieckich, nazistowskich zbrodni niemieckich, zbrodni z pobudek nacjonalistycznych lub innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodni wojennych, w okresie od dnia 8 listopada 1917r. do dnia 31 lipca 1990r.”


Równie ważnym polem działalności Instytutu Pileckiego, jest uhonorowanie obywateli polskich, którzy nieśli ofiarną pomoc tym, którzy jej wówczas potrzebowali. Na tę okoliczność, przyznawany jest również medal „Virtus et Fraternitas” (Cnota i Braterstwo), którego mottem są słowa wypowiedziane przez Papieża Jana Pawła II: „Człowieka trzeba mierzyć miarą serca”.


W pierwszej grupie odznaczonych medalem znalazł się m.in. Тасыбай Әбдікәрімов (Tassybaj Abdikarimow), który uratował przebywającego w Kazachstanie Walentego Jabłońskiego oraz opiekował się grobami Polaków, którzy zmarli na ziemi Kazachów.


Instytut Pileckiego koordynuje projekt „Zawołani po imieniu”, który poświęcony jest upamiętnieniu osób, które „wykazały się heroizmem” i w czasie, kiedy za jakąkolwiek pomoc Żydowi groziła śmierć, nie wahali się tej pomocy udzielić. Wielu z nich przypłaciło ten gest człowieczeństwa życiem własnym, a nawet rodziny. Czasami konsekwencję poniosły całe wsie. Mottem przypisanym do projektu, są słowa Zbigniewa Herberta z wiersza "Pan Cogito o potrzebie ścisłości":


„musimy zatem wiedzieć/policzyć dokładnie/zawołać po imieniu/opatrzyć na drogę”


„Projekt Zawołani po imieniu ukazuje osoby – ich imiona i nazwiska, które zbyt długo pozostawały niewypowiedziane. Oddając im cześć, przypominamy sobie o najwyższych, uniwersalnych wartościach. Osób, które powinny zostać zawołane po imieniu, jest znacznie więcej. Instytut Pileckiego będzie kontynuował badania oraz upamiętnianie Polaków zamordowanych za pomoc Żydom.”

16 czerwca 2019r. w Skłodach Piotrowicach, w ramach projektu upamiętnieni zostali Aleksandra i Hieronim Skłodowscy. Skłodowscy podczas wojny ukrywali kilku Żydów. Niestety, na ich trop wpadli niemieccy żandarmi i zarządzili obławę. Z pobliskich posterunków (z Andrzejewa, Jasienicy i Zarębów Kościelnych) zjechali się żandarmi i obstawili najbliższe sąsiedztwo. Nakazali opuścić mieszkańcom dom. Hieronim Skłodowski, pomimo pobicia nie przyznał się do ukrywania Żydów. Rewizja budynków gospodarskich przyniosła zadawalający żandarmów skutek – odnaleziono pustą kryjówkę. Hieronim Skłodowski został rozstrzelany, a jego najbliższą rodzinę zabrano do Jasienicy. Wszystkich, oprócz 82-letniej matki Hieronima, która będąc w chorobie nie była w stanie ruszyć się z łóżka. Aleksandra Skłodowska również została zamordowana, a jej zwłoki nakazano pogrzebać wraz z synem na terenie gospodarstwa. Dom Skłodowskich został zarekwirowany i, po opuszczeniu aresztu, musieli szukać sobie nowego miejsca zamieszkania. Azyl znaleźli w sąsiednich Skłodach Średnich.


Ks. dr. Andrzej Dmochowski, prob. zarębskiej parafii podczas Mszy św. powiedział:


„Pamiętajmy w modlitwie o tych, którzy ewangeliczne przykazanie, że nie ma już podziału na „Greków i Żydów”, że wszyscy ludzie są braćmi, tak bardzo wzięli sobie do serca, że oddali za to życie”.


[„ουκ ενι ιουδαιος ουδε ελλην ουκ ενι δουλος ουδε ελευθερος ουκ ενι αρσεν και θηλυ παντες γαρ υμεις εις εστε εν χριστω ιησου” - „Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie.”]


22 września podobna uroczystość miała miejsce w Nurze. Jej uczestnicy, członkowie stowarzyszenia „Wizna 1939” ujęli to zdarzenie, w ten sposób:


„W niedzielę 22.09 w miejscowości Nur upamiętniono Wacława Budziszewskiego, który mając zaledwie 18 lat został zamordowany za pomoc Żydom. Jego rodzina podczas okupacji niemieckiej ukrywała żydowskie małżeństwo z trójką dzieci. Bohater ujął się za swoją rodziną i młodszym rodzeństwem mówiąc, że to on sprowadził ich do domu. Został przewieziony do obozu Stutthof, gdzie przeżył jedynie 33 dni.”


Faktycznie, trzeba być odważnym człowiekiem, żeby podczas okupacji niemieckiej przyjąć Żydów pod swój dach. Trzeba być bohaterem, żeby poświęcić swoje osiemnastoletnie życie, aby ratować rodziców i rodzeństwo.

„Pamiętajmy, że nasi sąsiedzi, państwo Budziszewscy, ratowali ludzkie życie, a nie ma ważniejszej sprawy niż ochrona ludzkiego życia. Takie piękne świadectwo ta rodzina pozostawiła po sobie dzisiaj. Mam ogromny zaszczyt być z Państwem i prosić o pamięć o zamordowanym Wacławie Budziszewskim” – mówiła prof. Magdalena Gawin, a po niej puentował dr. Wojciech Kozłowski:


„Wacław Budziszewski i cała jego rodzina dali świadectwo, że można postępować słusznie wobec potrzebujących ludzi. Jest to element historii, z której chcemy i możemy być dumni. Coraz częściej stara przekonać się nas, że powinniśmy się nieustannie za naszą historię wstydzić. Nie, to nie jest prawda. Tutaj jest tego dowód. Postawę Wacława Budziszewskiego określa cytat doskonale państwu znany: „Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś oddaje życie za swoich przyjaciół”.


Brat zamordowanego, Konstanty Budziszewski powiedział:


„W zabudowaniach moich rodziców we wsi Żebry-Laskowiec moja rodzina ukrywała rodzinę żydowską. Niemcy, kiedy dowiedzieli się o tym od jakiegoś złego człowieka, wyprowadzili wszystkich na podwórze. Zapytano mojego ojca, od kiedy są Żydzi w naszych zabudowaniach. Wacek wystąpił krok do przodu i powiedział, że to właśnie on przyprowadził tę rodzinę w nocy i wpuścił do naszych zabudowań. Wacław został dostarczony do obozu Stutthof, tam przeżył tylko trzydzieści trzy dni. Mam przy sobie dokumenty, które to wszystko potwierdzają.”


Śmierć poniosła również rodzina żydowska, którą Budziszewscy ukrywali. Dwóch braci, którzy próbowali uciec, zastrzelono. Pozostałych członków ukrywanej rodziny wywieziono i zapewne zamordowano w nieznanym nam miejscu.

„Rodzina Andrzejczyków prowadziła duże gospodarstwo we wsi Czyżew Sutki (…), gdzie znajdowało się wówczas niewiele zabudowań. Kiedy jesienią 1942r. Niemcy likwidowali getto w Czyżewie, do Andrzejczyków przyszła grupa Żydów z prośbą o ukrycie – rodzina nie odmówiła pomocy.


Franciszek Andrzejczyk (ur. 1891r.) razem z żoną Stanisławą (posługiwała się imieniem Aleksandra) już wcześniej przygarnęli jednego chłopca. Tak wspomina ich syn, Henryk: „(…) latem 1942r. pojawił się u nas syn olejarza z Czyżewa liczący około 16 lat. Ojciec mój oświadczył wszystkim nam, że ten Żyd będzie u nas ukrywał się” (IPN BU 392/844). Chłopiec pomagał Andrzejczykom paść krowy.


Sytuacja zmieniła się jesienią 1942r. Henryk relacjonuje: „wywieźli żandarmi niemieccy wszystkich Żydów z Czyżewa, likwidując getto. Wtedy do nas przyszło wielu innych Żydów w dwóch grupach, czternaście osób i trzech mężczyzn. Były młode kobiety i kilkoro dzieci. Pamiętam nazwiska mężczyzn: Szczupakiewicz, Węgorz praz imię Moniek” (IPN BU 392/844). Jego brat Edward zapamiętał, że ojciec znał wszystkich jeszcze z czasów przedwojennych: „Chyba z przyjaźni dał się przekonać, aby ich przechować wraz z rodzinami. My jako dzieci, też wyraziliśmy zgodę na przechowywanie Żydó, chociaż mieliśmy w związku z tym bardzo wiele pracy a żadnej korzyści, bo Żydzi nie mieli zupełnie pieniędzy” (IPN BU 392/844).”


Rodzina Andrzejczyków przygotowała kilka kryjówek, w których ukrywali się Żydzi. Dzieli się z nimi tym, co mieli do jedzenia. Chociaż w latach okupacji i nakładanych przez okupanta kontrybucji, nie było to łatwe.


„Henryk dobrze pamięta dzień, kiedy przyjechali: „o świcie 20 marca 1943r. pojawiło

się u nas 4 żandarmów z posterunku w Czyżewie. Przyjechali oni bryczką. Nazywali się: Karwat, Olscha, Ciepierzyński oraz Krakowiak. Dwóch z nich weszło do mieszkania: Karwat i Olscha” (IPN BU 392/844). Zapytali Franciszka o Żydów. Nie przyznał się do ukrywania kogokolwiek. Niemcy nie wierzyli mu i poprowadzili go w stronę stodoły. Edward i Eugenia natychmiast uciekli do lasu. Jadwiga z matką ukryły się na strychu, a Henryk pozostał na terenie gospodarstwa i obserwował zajście.”


Rewizja gospodarstwa doprowadziła do wykrycia kryjówki w piwnicy. Jeden z żandarmów rozrąbał podłogę siekierą i w ten sposób odkrył ukrywających się tam Żydów. Przy wejściu do kryjówki padł zamordowany Franciszek Andrzejczyk. Zaraz po nim zamordowano ukrywających się mężczyzn, który wyszli na polecenie żandarmów. Niemcy nie dali się zwieść i chwilę po egzekucji powrócili do mieszkania i odkryli pozostałe, ukrywające się osoby. Wywieziono ich do lasu w okolicy Szulborza i tam rozstrzelano. Wszystkich, oprócz jednego, który obiecał pokazać ukryte kosztowności. Niemcy wrócili z nieszczęśnikiem do domu Andrzejczyków, ale żadnych kosztowności nie znaleźli, ponieważ ich zapewne nie było. Żyd wytargował sobie kilka godzin życia… Wściekli Niemcy pobili Edwarda Andrzejczyka, wskutek czego oślepł na jedno oko.


27 października 2019r. rodzina Andrzejczyków została uhonorowana w Czyżewie, gdzie stanął pamiątkowy głaz z tablicą poświęconą Franciszkowi Andrzejczykowi.

Niestety Instytut Pileckiego, to także byt upolityczniony. Nasza władza nie znosi konkurencji i coraz bardziej brnie w kierunku autorytarnym, wręcz dyktatorskim. Daleki to kierunek od haseł typu: „wolność”, czy „demokracja”.


Dr. Anna Mandrela, autorka książek o rotmistrzu Pileckim ujawniła, że Instytut nie chce z nią współpracować, gdyż jest „kojarzona ze środowiskiem narodowym”. Instytutowi Pileckiego ("Instytutowi Solidarności...") przypominam więc, że rotmistrz Pilecki ściśle współpracował ze środowiskiem narodowo-katolickim. Działał z narodowcami w organizacji „NIE” (Niepodległość), która kontynuowała walkę o niepodległość Polski po napaści Armii Czerwonej. Brał udział w najbardziej walecznym zgrupowaniu powstańczej Warszawy – „Chrobry II”, które tworzyli w większości narodowcy. W Auschwitz współpracował z Janem Mosdorfem; działaczem m.in.: Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Wielkiej Polski, Stronnictwa Narodowego, Obozu Narodowo Radykalnego. Mosdorf przed wojną okrzyknięty był jednym z czołowych antysemitów w kraju. W KL Auschwitz pomagał Żydom i angażował się w konspirację.

Rotmistrz Witold Pilecki współpracował z każdym, komu bliskie było hasło „Bóg, Ojczyzna i Honor”!

Pozwolę sobie przytoczyć fragment Odpowiedzi na instrukcję z 1946r, autorstwa W. Pileckiego:


„Polska racja stanu wymaga, by przede wszystkim dbać o element najlepszy – o tych, którzy patriotyzmem swym, ofiarnością i poświęceniem zdobyli sobie legitymacje najlepszych Polaków. W dzisiejszym układzie stosunków w Polsce – ci właśnie Polacy są systematycznie niszczeni. Do nich się stosuje wszystkie możliwe szykany, areszty i zsyłki – oni bowiem stanowią trzon ruchu oporu przeciwko każdemu najeźdźcy. Już po zakończeniu działań wojennych z Niemcami - dawał się odczuwać brak Polaków gotowych do dalszej pracy dla Narodu, chociażby wymagała ona największych ofiar. Dziś – po dwóch latach okupacji bolszewickiej – stan ten uległ dalszemu pogorszeniu. Staczamy się po równi pochyłej i możemy dojść do stanu, w którym prawie cała ofiarna część narodu zostanie wyniszczona. (…) Jeżeli proces niszczenia najlepszej części Narodu odbywać się będzie w tym tempie jak teraz przez okres kilkuletni, to w chwili obejmowania władzy w Polsce Rząd RP stanie wobec braku ludzi rozumiejących swe obowiązki w stosunku do państwa i przedstawiających odpowiedni poziom umysłowy i moralny. Obecnie masy Narodu, wtłoczone są w system „demokracji”, system szalbierstw, zakłamania, gwałtu, oszustwa i panicznego lęku przed terrorem bezpieki – szybko się degenerują, szybciej niż pod okupacją niemiecką.” – poprawiłem niewielkie błędy.

Czy naprawdę musimy iść w tym kierunku; ku chorej „demokracji”?

Na podstawie:

- www.instytutpileckiego.pl

- „Biblia Warszawska”

- „Głos katolicki”, nr.39

- Materiały z wystawy w „Muzeum Ziemi Czyżewskiej”

Czytelnia
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com