Ks. prałat Kazimierz Fertak

February 27, 2020

        Kazimierz Fertak urodził się 26 maja 1905r. w Zarębach Kościelnych, jako jeden z pięciorga rodzeństwa Stanisława i Rozalii (z domu Lizuraj). Miał trzech starszych braci i siostrę.

 

        Po początkowym okresie szkolnym rodzice posłali młodego Kazimierza do warszawskiego gimnazjum, które ukończył w roku 1924, mając 19 lat. Dalszy etap

 

rozwoju i nauki Kazimierza Fertaka był ściśle sprecyzowany – postanowił zostać księdzem. Wstąpił więc do Metropolitarnego Wyższego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela w Warszawie.

 

        Świecenia kapłańskie otrzymał 16 lutego 1930r. z rąk księdza biskupa generała dywizji doktora Stanisława Galla w Katedrze Warszawskiej.

 

        Pracę duszpasterską rozpoczął od parafii w Lesznie (koło Błonia). Kilka miesięcy później, w październiku 1930 roku został mianowany prefektem szkół powszechnych w Warszawie.

Podążając drogą duszpasterza został wikariuszem w parafii pw. św. Andrzeja w Warszawie.

 

        We wrześniu 1932r. został przeniesiony do parafii pod wezwaniem św. Stanisława Kostki w Warszawie, a dwa lata później do warszawskiej parafii Trójcy Świętej.

        Od roku 1934 do 1941 sprawował funkcję kapelana Braci Albertynów w Warszawie.

 

        W lutym 1941r. ksiądz Fertak został proboszczem parafii pod wezwaniem św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Mrozach, na terenie powiatu mińsko mazowieckiego.

 

        Zakrystia kościoła, którym zarządzał ks. Furtak stała się przystanią dla harcerskiej konspiracji. To pod okiem ks. Kazimierza odbywał się kolportaż prasy konspiracyjnej, przemycanej przez członków tajnych organizacji, w tym księży.

 

Mrozy, to teren okupowany zarówno przez Niemców, jak i przez Sowietów. To tutaj, podobnie jak w całym rejonie pogranicza Mazowsza i Podlasia działały liczne organizacje podziemne, walczące z okupantem. Działała tu Armia Krajowa, Narodowe Siły Zbrojne, Narodowa Organizacja Wojskowa i wiele innych organizacji, w różnym okresie okupacji.

U księdza Fertaka słuchano zakazanych audycji radiowych i uczono się, bo ks. proboszcz włączył się aktywnie w tajne nauczanie zorganizowane przez Związek Walki Zbrojnej.

 

Parafia w Mrozach, podobnie jak tysiące innych parafii w kraju zaangażowana była w ratowanie członków organizacji podziemnych i ukrywających się Żydów. Starozakonnym wystawiano fałszywe zaświadczenia chrztu, albo inne, niezbędne zaświadczenia. Ks. Fertak wspomagał akcje podziemia również finansowo, poprzez organizowanie zbiórek wśród parafian.

Ks. Fertak był współorganizatorem miejscowego koła Polskiego Stronnictwa Ludowego (nie mylić z dzisiejszym, skompromitowanym PSL-em).

 

        W roku 1945, kiedy nadeszli Sowieci Obwód AK Mińsk Mazowiecki został rozwiązany, a członkowie organizacji zostali zobowiązani do ujawnienia się przed organami bezpieczniackimi. Mroczna karta kolejnego wymiaru okupacji dopiero zapisywała się w zeszytach historii Polski…

 

Wkrótce na plebanii ks. proboszcza zaczęły pojawiać się osoby ścigane przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Tutaj uzyskiwali schronienie, wyżywienie i wszelką pomoc.  W czerwcu 1946r. plebania kościoła była miejscem spotkania konspiracyjnego kadry oficerskiej Narodowych Sił Zbrojnych.

 

Jesienią 1947r. w Mrozach powstał oddział NSZ pod dowództwem porucznika Zygmunta Jezierskiego ps. „Orzeł”. Ks. Fertak dobrze znał „Orła” z czasów, kiedy ten był harcerzem, dlatego często przewodniczył Mszom św. i nabożeństwom z udziałem żołnierzy konspiracji. Oddział mógł też oczywiście liczyć na strawę duchową i wszelkie sakramenty wynikające z wyznawanej religii.

 

Podczas jednej z Mszy, zorganizowanej w kwietniu 1948 roku w Kuflewie (w Mrozach nie mogła się dobyć ze względów konspiracyjnych), u zaprzyjaźnionego, pochodzącego z Pułtuska ks. Wiktora Łubińskiego ks. Fertak poświęcił ryngrafy przyniesione przez żołnierzy NSZ i wygłosił podnoszące na duchu kazanie. Żegnając się z dowódcą, ucałował go.

 

        Niebawem, w skutek zdrady jednego z żołnierzy oddział NSZ został rozbity przez funkcjonariuszy UB, KBW i MO. Podczas walki zginęło pięciu żołnierzy NSZ. Ciężko ranny por. Jezierski (pięć ran postrzałowych) wydostał się z okrążenia. Schwytany został dopiero pięć lat później. Komunistyczny sąd skazał porucznika na karę śmierci. Wyrok wykonano.

 

Rozpoczęły się aresztowania, których nie uniknęli ks. Fertak i ks. Łubiński. Na plebanii w Mrozach, w wyniku rewizji bezpieczniacy odnaleźli broń i amunicję. To spowodowało, że próbowano z ks. Kazimierza wyciągnąć jak najwięcej informacji na temat konspiracji. Metoda stosowana przez komunistów była znana – tortury. Ks. Fertak przeszedł ciężkie śledztwo w warszawskich aresztach. Śledztwo, nadzorowane przez sadystę Bronisława Szczerbakowskiego trwało do 25 stycznia 1949r. i cechowało je bicie drewnianą pałką, wyrywanie paznokci itp. wymyślne zabiegi.

 

        Po zakończeniu śledztwa, nadszedł czas rozprawy sądowej. Proces okrzyknięto wielką aferą pod nazwą: „Fertak Kazimierz i inni”, co miało sugerować, że to ks. Fertak stał na czele konspiracji. W domyśle kler, Watykan…itd.

Władza komunistyczna od samego początku próbowała zniszczyć autorytet Kościoła Katolickiego. Nie bez powodu Kardynał Stefan Wyszyński mówił kiedyś, że ,,jeśli przyjdą zniszczyć ten Naród, zaczną od Kościoła gdyż Kościół jest siłą tego narodu”. Sektorem walki z Kościołem kierowała owiana złą sławą Julia Brystygier (tzw. „Krwawa Luna”), była absolwentka studiów historycznych na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie i nauczycielka w żydowskim seminarium nauczycielskim „Tarbuth”. Brystygierowa doskonale wiedziała, że to Kościół stoi w pierwszym szeregu walki o niepodległość. W jednym z wygłoszonych referatów, pt. „Ofensywa kleru i nasze zadania”, stwierdziła:

 

„W walce przeciw demokratycznemu ustrojowi Państwa Polskiego zaczyna kler polski wysuwać się na pierwszy plan. Dlatego też sprawa przeciwdziałania i zwalczania wrogiej działalności politycznej kleru i obozu katolickiego musi zająć odpowiednie miejsce w pracy organów BP. Fakt, że centrum dyspozycyjne kleru polskiego jest w Watykanie, który – jak wyżej wspomniano – odgrywa dziś rolę jednego z najbardziej antydemokratycznych, antysowieckich i proamerykańskich czynników w polityce międzynarodowej, określa również kurs polityki episkopatu polskiego. (…) Aparat nasz dotychczas nie doceniał i na ogół nienależycie odniósł się do [tego] zagadnienia. (…) Zwalczanie wrogiej działalności kleru jest niewątpliwie jednym z najtrudniejszych zadań, jakie stoją przed nami. (…) Praca nasza operacyjna musi iść w kierunku: Rozpracować udział księży w podziemiu, który obecnie jeszcze jest b. poważny”.

 

       Rozprawa sądowa rozpoczęła się 16 lutego 1949r. Przewodniczącym był mjr Józef Badecki, a pomagał mu, w charakterze ławnika por. Konstanty Fabisiak oraz asesor por. Ryszard Czarkowski. Ten ostatni niegdyś więzień tzw. „Czerwoniaka” w Ostrowi Mazowieckiej, tym razem na usługach okupanta sowieckiego.

W jednej ze swoich książek Czarkowski pisał:

 

„W okresie pierwszych dwóch lat praktyki adwokackiej prowadziłem wiele spraw z terenu Ostrowi Mazowieckiej, i to właśnie spowodowało przeniesienie tam mojej siedziby. Powróciłem, rzec można, w strony rodzinne, skąd we wrześniu czterdziestego czwartego roku wywędrowałem do wojska, w strony związane z moją młodością. Powróciłem do rówieśników, z którymi pracowałem, jako robotnik kolejowy, do przyjaciół. Znalazłem się w miejscu, skąd wystartowałem do dorosłego życia.”

 

        Czarkowski współtworzył aparat opresji komunistycznej, a kiedy przyszedł okres rozliczenia, to jak wielu innych jego pokroju, cierpiał na amnezję. Brał udział w rozprawach toczących się m.in. przeciwko rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu ps. „Witold” oraz majorowi Hieronimowi Dekutowskiemu ps. „Zapora”.

 

Kiedy komuniści ogłosili amnestię w roku 1947,  „Zapora” powiedział znamienne słowa: „amnestia to jest dla złodziei, a my to jesteśmy wojsko polskie”.

Temu właśnie Wojsku Polskiemu służył jak mógł ks. Kazimierz Fertak, choć sam

oficjalnie nie należał do żadnej organizacji.

 

         Na temat procesu, w prasie komunistycznej PZPR pisano:

 

„Składając dziś zeznania przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie, proboszcz parafii Mrozy ks. Kazimierz FERTAK przyznał, iż był połączony z NSZ licznymi kontaktami. Wspomina, jak zbierał datki „na cele organizacyjne” w „miejscowych sklepikach”, a także, jak udzielał noclegu uzbrojonym członkom band leśnych.

Oskarżony przyznaje, iż w drugi dzień Wielkanocy 1946r. udał się do lasu, aby uczestniczyć „w święconym” grupy dywersyjnej. Ksiądz Fertak przyznał, iż posiadał pistolet, który odnalazł w stosie broni, złożonej jako dowody rzeczowe na Sali i pokazał sądowi.

        Oskarżony opowiedział szczegółowo o swym spotkaniu z dowódcą grupy dywersyjnej, która następnie przybyła do parafii w Kuflewie na spowiedź. Prokurator zrezygnował z zeznań księdza, dotyczących działalności pozostałych oskarżonych świeckich, wychodząc z założenia, iż duchowny ten związany jest tajemnicą spowiedzi. Ks. Fertak oświadczył na rozprawie, iż również w śledztwie nie żądano od niego żadnych wyjaśnień z tego okresu. Oskarżony zaprzecza, jakoby miał wygłosić do młodocianych bandytów przemówienie. Na pożegnanie – jak zeznaje – pocałował się z dowódcą bandy.

        Ks. Kazimierz Fertak oświadczył:

„Przebywając w więzieniu, miałem możność zastanowienia się nad działalnością związków i organizacji nielegalnych. Stwierdziłem, iż obraz tej działalności jest namalowany krwią pomordowanych ojców rodzin, pojąłem łzy nieletnich sierot, rozpacz i niedolę rodzin po pomordowanych, pojąłem istotę rabunków i grabieży. Widmo to stoi wciąż przed moimi oczyma. Dlatego to rozumiem doskonale, iż każde poparcie, choćby nawet moralne, jak przy spowiedzi świętej urządzonej dla organizacji nielegalnych i podnoszącej tę organizację na duchu, jest przestępstwem.

        Doskonale widzę swe przewiny i doskonale je rozumiem i wcale się nie dziwię, że organizacje nielegalne są tępione. Zdaje sobie sprawę, że będę karany nie dlatego, że jestem księdzem, kapłanem, lecz dlatego, że źle postępowałem, źle czyniłem. Pragnąłbym bardzo, proszę Wysokiego Sądu, aby położenie, w jakim dziś się znajduję, było ostatecznym ostrzeżeniem dla wszystkich kapłanów. Chciałbym, żeby żaden z nich nie próbował w najmniejszej mierze przyczynić się do popierania tych organizacji, czy też do stykania się z nimi.”

         O ile prasa propagandowa uczciwie zapisała słowa ks. Fertaka, to widzimy, że obrał on drogę przyznania się do winy. Wiemy, że torturowany człowiek jest w stanie przyznać się nawet do tego, że jest samym diabłem wcielonym i mało kto nie dał się złamać komunistycznym śledczym. Takie przypadki jednak się zdarzały.

 

        W „Trybunie Robotniczej” nr 47, nagłówek artykułu „krzyczał”:

 

„Krwawe wyczyny bandy NSZ ujawniają zeznania świadków w piątym dniu procesu ks. Fertaka i współoskarżonych”

 

Komunistyczna prasa donosiła:

 

„W piątym dniu procesu ks. Fertaka i współoskarżonych, Rejonowy Sąd Wojskowy w Warszawie przesłuchał pozostałych świadków, którzy przedstawili dalsze krwawe wyczyny bandy NSZ.

Studentka Uniwersytetu Poznańskiego – JACAK zeznała, iż podczas Wielkanocy 1946r. bawiła w gościnie u przywódcy bandy NSZ w galówce w lasach koło Mrozów. Na święcone przybył ks. Fertak, który wygłosił serdeczne przemówienie do zebranych.

        Żona zabitego palacza sanatorium dla gruźlików w Rudce – WOŁKIEWICZOWA, przedstawiła dzieje tragicznej nocy, podczas której mąż jej padł z ręki NSZ-owców. Wołkiewiczowa wskazuje Kochańskiego i Markowsika jako tych, którzy uczestniczyli w napadzie. Jeden z nich wywlókł jej męża, bestialsko pobitego na dwór, podczas kiedy drugi strzegł jej samej w mieszkaniu.

        Indagowani przez sąd obaj wskazani bandyci przyznają się do brania udziału w napadzie na dom Wołkiewiczów.

        Świadek DOBISZEWSKA zeznała, iż mąż jej, oficer, został zabity przez bandę „Orła”, do której należeli oskarżeni. Zrabowane zabitemu buty z cholewami, świadek rozpoznaje na nogach osk. Kochańskiego – „Zośki”, któremu przypadły one przy rozdziale łupu.”

 

        Jak widzimy, oddział „Orła” ukazany jest (nieprawdziwie), jako banda napadająca na niewinnych ludzi, aby rabować i mordować z ryngrafem na piersi.

 

        28 lutego 1949r. zapadły wyroki. Wyroki śmierci wykonano na Czesławie Gałązka ps. „Bystry”, Edwardzie Markosiku ps. „Wichura” i Józefie Łukaszewiczu ps. „Kruk”.

Ks. Fertak został uznany za winnego przestępstw, mających na celu „zmianę przemocą ustroju Polski Ludowej” oraz przechowywaniu bez zezwolenia broni i amunicji. Winny był również udziałowi w nielegalnych związkach (AK i NSZ).

Wyrok – 15 lat pozbawienia wolności, pozbawienie praw publicznych, obywatelskich i honorowych na okres 5 lat oraz przepadek mienia na rzecz Skarbu Państwa.

Ks. Wiktor Łubiński skazany został na 4 lata pozbawienia wolności, pozbawienie praw publicznych, obywatelskich i honorowych na okres 2 lat oraz przepadek mienia na rzecz Skarbu Państwa.  

 

Obaj księża osadzeni zostali w więzieniu w Rawiczu.

 

        Zakończenie procesu nie umknęło uwadze prasy komunistycznej. Szczególnie zajadły paszkwil spłodził pewien znany krytyk, pisarz i homoseksualista Jerzy Waldorff. W „Przekroju” z 20 marca 1949r. pisał tak:

 

„Procesy typu warszawskiego, czy łódzkiego, nie są przejawem walki z katolicyzmem. Nikt nie przeszkadza nikomu w Polsce być katolikiem. Oświadczenia rządu w tym względzie są zresztą zupełnie jasne. (…) Procesy owe nie są również przejawem walki z Kościołem, gdyż nie można reakcyjnej części duchowieństwa katolickiego, a nawet złego papieża-polityka, który popiera pretensje rewizjonistów niemieckich do naszego Zachodu – utożsamiać z wartością i nauką Kościoła Katolickiego. W stosunku do tego Kościoła, który jest reprezentowany przez lojalne wobec państwa duchowieństwo, rząd nie objawia zastrzeżeń. (…) Jest wszakże ktoś, kogo działalność band dywersyjnych jak najżywiej interesuje. Ale ten ktoś nie przebywa na terenie naszego kraju i zainteresowania ma dość specyficzne. Polityka państw imperialistycznych nie od dziś polega na tym, żeby siać wokół zamęt. Na tej taktyce wyrosła i przez wieki trzymała się potęga Anglii i rozszerzało się Imperium Brytyjskie. Jeśli Anglia, bez narażania jednego Anglika, posyłała pieniądze na dywersję do jakiegoś kraju, to nie z troski o ten kraj, lecz żeby wywoływać tam niepokoje, idące jej na rękę. (…) Dobrze jest finansować bandy, które – w razie gdyby nawet choćby tylko polski eksport na jakimś odcinku miał zagrażać interesom ich imperialistycznych mocodawców – będą gotowe zdezorganizować nasze warsztaty produkcji, czy arterie komunikacyjne. – Za funty i dolary zostały dostarczone karabiny i ryngrafy, które święcił ks. Fertak. Nie chcę wątpić, że księża typu Fertaka są mało liczni. Do tego, że istnieją w ogóle, przyczyniło się w dużej mierze wykształcenie naszego niższego kleru, które jest – w porównaniu z wiedzą kleru katolickiego we Francji – na ogół niezbyt wysokie. (…)

Lecz księża Fertacy mają nad sobą przełożonych, którzy winni ich pouczać, a milczą. Gdyby ukazały się były w swoim czasie listy pasterskie, potępiające szczerze i ostro działalność reakcyjnego odłamu kleru, to zapewne procesy w Warszawie i Łodzi, gdyby zaszły, odbyłyby się bez udziału księży.

Do ks. Fertaka nikt nie może mieć pretensji o to, że spowiadał NSZ-owców z ich zbrodni: tajemnica spowiedzi i granice konfesjonału są nietykalne. Ale tylko te granice. Żaden rząd żadnego państwa nie zgodziłby się na to, by ksiądz poza owymi granicami przechodził z działalności pasywnej przyjmowania grzechów, w aktywną i namawiał wiernych do pospolitych przestępstw, bowiem z punktu widzenia prostej moralności – tak należy zakwalifikować czyny skazanych w Łodzi i w Warszawie.

Reakcyjna góra kleru może uważać, że nasz ustrój obecny jej nie odpowiada. To jej rzecz. Ale nie może pomijać milczeniem przestępczej działalności księży osądzonych w Łodzi i w Warszawie, jeśli pragnie – tak jak całe społeczeństwo – żeby te procesy były ostatnimi”.

Leszek Żebrowski:

 

„Ta „reakcyjna góra kleru”, jak to ujął Waldorff, też była prześladowana, komunistom chodziło bowiem o złamanie Kościoła i uczynienie z niego posłusznego narzędzia zniewolenia społeczeństwa. Na szczęście to się nie udało. Ale i Kościół, i społeczeństwo zapłaciły za to bardzo wysoką cenę. Czyż nie byłaby ona o wiele niższa, gdyby komuniści nie mieli do pomocy takich gorliwców? (…)

Były to ciężkie czasy dla (prawie) wszystkich, ale takich jadowitych, nienawistnych i zakłamanych tekstów Waldorff pisać nie musiał. Przyzwoici ludzie, jeśli nic dobrego dla innych zrobić nie mogli, to przynajmniej milczeli i nie przykładali ręki do ideologicznej nagonki. Ale Waldorff widocznie chciał żyć ponad stan, imponowały mu układy i układziki z nową władzą, miał bowiem z tego liczne profity. Władza zaś, ceniąc dyspozycyjność, pozwalała mu na publiczne zaspokajanie mitomańskich zapędów i popisywanie się rzekomą erudycją, która w jakże licznych przypadkach była powierzchownym blichtrem. Nawet później, gdy miał szansę na szczerą opowieść o swej kolaboracji z reżimem, nie zdobył się na jakąkolwiek ekspiację. Pamiętajmy, że podsądni, których opluwał, byli skazywani na kary śmierci – wykonywane! – i długoletnie kary więzienia, z których wychodzili schorowani i ograbieni z najlepszych lat życia. W jego przypadku, wprost przeciwnie, zamiast szczerości mieliśmy bagatelizowanie zła, jakie wyrządzał, i spłycanie zagadnienia do nic nieznaczących epizodów.”

 

        W kwietniu 1955r. ks. Kazimierz Fertak został warunkowo zwolniony z więzienia. Spowodowane to było chorobą gruźliczą, której nabawił się podczas odbywania kary. Leczył się w Powiatowym Zespole Sanatoriów Przeciwgróźliczych w Otwocku.

 

        W roku 1956, na skutek zmian politycznych zarządzono amnestię dla więźniów politycznych. Ks. Kazimierz odzyskał wolność i podjął pracę duszpasterską w parafii pod wezwaniem św. Wincentego à Paulo w Warszawie.

 

        Schorowany ks. Fertak w latach 1960-73r. pełnił funkcję dyrektora Domu Księży Emerytów w Warszawie.

 

        W uznaniu zasług dla Kościoła Katolickiego w Polsce ks. Kazimierz uzyskał przywilej noszenia rokiety (specjalna szata, rodzaj komży o wąskich rękawach) i mantoletu (rodzaj narzuty bez rękawów). Został kanonikiem honorowym Kapituły Kolegiaty Łowickiej.

 

        Ks. prałat Kazimierz Fertak zmarł 30 września 1973r. w Warszawie. Został pochowany na warszawskim Bródnie.

 

Pośmiertnie został zrehabilitowany i odznaczony: Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem „Za zasługi dla Związku Harcerstwa Polskiego”, Krzyżem – Odznaką Kapelana Wojska Polskiego.

 

        W roku 1990 w Mrozach odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą osobie ks. Fertaka.

 

        W listopadzie 2007r. dzięki Stowarzyszeniu Przyjaciół Mrozów oraz władz lokalnych udało się odsłonić pomnik poświęcony pamięci ks. prałata. Stanął na Placu im. Księdza Kazimierza Fertaka, przy kościele w Mrozach.

         „Aktualny proboszcz parafii w Mrozach ks. Krzysztof Pietrzak w czasie rocznicowej Mszy św. polowej w Grodzisku przy pomniku żołnierzy NSZ 12 czerwca 2016r. w trakcie swojego pięknego kazania przypomniał zebranym parafianom o potrzebie mówienia prawdy, aby móc być w pełni wolnymi ludźmi. Tak postępowali żołnierze miejscowej konspiracji antykomunistycznej wraz z ks. prałatem Kazimierzem Fertakiem. Mówili prawdę o nowej władzy, która narzucona siłą przez Moskwę prześladowała Polaków za patriotyzm i wiarę w Chrystusa. W tym zniewoleniu bycie wolnym człowiekiem oznaczało mówienie i świadczenie prawdy, a jak wielką cenę za to przyszło zapłacić, wiedzieli nie tylko żołnierze por. „Niedźwiadka” i por. „Orła”, ale także okoliczni proboszczowie: ks. Kazimierz Fertak z Mrozów, ks. Wiktor Łubiński z Kuflewa, a także ks. Zygmunt Muszalski (zamordowany na plebanii 10 lipca 1942r. przez komunistów z GL i PPR) i ks. Zygmunt Jarkiewicz (zamordowany 10 czerwca 1949r. w więzieniu we Wronkach) z Kiczek, gm. Cegłów.” – cytat za Michałem J. Chromińskim w „Wyklęci” (nr. 2 (10) 18r.)

 

 

 

 

Źródła:

- Kwartalnik „Wyklęci”, nr. 2 (10) 2018r.

- „Rocznik Kałuszyński”, 16 (2016r.)

- „Nasz Dziennik” z 2008r., 4/5. X

- „Trybuna Robotnicza”, nr: 43, 47 (1949r.)

- www.radiomaryja.pl

- www.nsz.com.pl

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com