Walka z gruźlicą a szczepionki

16% - tyle kobiet ryzykowało śmiercią, związaną z porodem w szpitalu w połowie XIX wieku. W roku 1847 doktor Ignaz Semmelweis, profesor położnictwa, który praktykował w Wiedniu doszedł do wniosku, że zgony mają związek z higieną rąk osób odbierających poród lub asystujących przy nim. Skutkiem obserwacji doktora było wprowadzenie w szpitalu sterylizacji narzędzi oraz lepsza higiena rąk. Efekt był taki, że umieralność kobiet na skutek tzw. „gorączki poporodowej” spadła do 1,27%.


Zdawałoby się, że to przełomowe odkrycie natychmiast zrewolucjonizuje sposoby leczenia i podejścia do chorób. Nic takiego się nie stało, nie od razu. W środowisku lekarskim prof. Semmelweis został wyśmiany i skazany na ostracyzm – zabroniono mu wykonywania zawodu. Przeżył załamanie nerwowe i trafił do szpitala dla psychicznie chorych, w którym zmarł w tajemniczych okolicznościach po dwóch tygodniach pobytu.


Nikt nawet nie pokusił się, aby sprawdzić, czy rewelacyjne odkrycie ma pokrycie w faktach. Nikt nie chciał znać prawdy, ponieważ ta prowadziła do prostego wniosku - lekarze de facto sami, nieświadomie zabijali swoich pacjentów.


Z taką obawą poznania prawdy mamy do czynienia do czasów współczesnych. Wielu lekarzy nie szuka i nie docieka prawdy, a jedynie zdaje się na opinię i zalecenia organów państwowych, albo przedstawicieli firm farmaceutycznych. Wierzą w to, czego zostali nauczeni i boją się zarówno prawdy, która mogłaby być brutalna, jak w przypadku austriackiego doktora, jak i utraty prestiżu, kariery, uznania… Wielu lekarzy, którzy sprzeciwiali się oficjalnej polityce medycznej straciło prawo do wykonywania zawodu. Przykładem może być tutaj los dr. Huberta Czerniaka, któremu niedawno zabroniono wykonywania zawodu na czas 2 lat, albo dr Martynowskiej.

To, że nie wszyscy lekarze są święci i działają w interesie rządów, korporacji, instytucji zaprzeczających swym istnieniem działaniu na rzecz ogólnopojętego dobra ludzkiego wiemy doskonale. Przykładem tutaj chociażby plejada zbrodniarzy, z doktorem Mengele na czele.


W połowie XIXw. w wielu krajach gruźlica była głównym zabójcą grasującym dniami i nocami bez wytchnienia po ludzkich domostwach. W Anglii umierało około 3 tys. osób rocznie na milionową populację. Spadek umieralności na gruźlicę rozpoczął się właśnie wtedy, w roku 1850.


W Wolsztynie koło Poznania swoją pracę naukową z chorobotwórczymi drobnoustrojami rozpoczął Robert Koch. Uwieńczeniem jego badań było przyznanie mu Nagrody Nobla (1905r.). W czasie zaborów był cenionym lekarzem ludności polskiej, co umożliwiło mu lepsze poznanie polskiej mowy i obyczajów. Przez wiele lat nazywany był „doktorem z Wolsztyna”.


Robert Koch odkrył między innymi czynnik etiologiczny gruźlicy i od tamtej chwili ludzie na całym świecie oczekiwali na lekarstwo przeciw prątkowaniu. W roku

1890 rozpoczął prace, których owocem było pozyskanie tuberkuliny - cieczy zawierającej „przesącz prątków” gruźlicy. Wstępne analizy były tak obiecujące, że zaczęto produkować ten specyfik, a przy okazji otwarto w Berlinie oddział gruźliczy.

Niestety specyfik dra Kocha nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Doktor Koch musiał zmierzyć się z falą krytyki ze strony środowiska naukowego. Tuberkulina znalazła jednak zastosowanie jako test diagnostyczny i stosuje się ją do dzisiaj.


Robert Koch podczas swoich wykładów omawiał istotę gruźlicy oraz radził jak walczyć z epidemią. Zalecał szerzenie wiedzy o chorobie i odpowiednią profilaktykę. Przewidywał, że choroba szybko zniknie z życia ludzkości („The Nobel lecture on how the fight against tuberculosis now stands” – R. Koch). Niestety epidemie gruźlicy nie ustąpiły tak łatwo. Według oficjalnych statystyk podawanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), gruźlica zabija co roku ponad 2 miliony ludzi. Obecnie notuje się bardzo dużo zachorowań na objętej działaniami wojennymi Ukrainie, gdzie poziom higieny w niektórych regionach obniżył się. Koszt leczenia pacjenta zarażonego prątkami o oporności XDR to kwota rzędu 180 000 €. WHO z niecierpliwością oczekuje szczepionki, która pokona chorobę całkowicie, albo ograniczy ją do kilku procent populacji. Tymczasem ciągle szczepi się ludzi przeciwko gruźlicy, pomimo, że jak twierdzi dyr. Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc prof. Kazimierz Roszkowski-Śliż „szczepionki nie mają żadnego wpływu na zapadalność i to również na zapadalność u dzieci”.


Prof. Kazimierz Roszkowski-Śliż:


„Dowód jest prosty. Mianowicie, jeżeli zbadamy tempo spadku zapadalności w krajach o najlepszych wskaźnikach epidemiologicznych i w Polsce, to tempo spadku jest dokładnie takie samo. Niezależnie od tego, że w tamtych krajach się nie szczepi, a w Polsce się szczepi, tempo spadku wynosi około 2,5% rocznie.”


Pod koniec 1944r. z niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz wyjechał transport dzieci w wieku od 5 do 12 lat. Miejscem docelowym był obóz w Neuengamme, w którym od początku ‘44r. prowadzone były doświadczenia pseudomedyczne. Początkowo pracował tam m.in. nasz rodak dr Zygmunt Szafrański. Kiedy zaczęły się eksperymenty na więźniach, do Neuengamme przybył inny lekarz-więzień Francuz René Quenouvill. To właśnie jemu powierzono założenie szpitala, w którym można było „uprawiać coś na kształt medycyny”. Francuz był na tyle zaangażowany w swoje zadania, że cieszył się poważaniem wśród owianych złą sławą żołnierzy z SS.


Nadzór nad całokształtem zapoczątkowanych w obozie eksperymentów, sprawował lekarz całkowicie pochłonięty obsesją narodowo-socjalistycznych Niemiec, z ich zbrodniczymi planami włącznie. Jeszcze przed wybuchem wojny tenże lekarz – Kurt Heissmeyer dał wyraz swojej pogardy dla osób chorych. Twierdził, że zbyt dużo czasu poświęca się w szpitalach na opiekę nad chorymi, którzy „na tę opiekę nie zasługiwali”. Miał na myśli założenie ideologii rasowej, wg. której „nieograniczony czas trwania kuracji powinien przysługiwać tylko temu choremu, który spełnia wymagania natury rasowej”.


Dzieci dostarczone z Polski miały spełniać rolę tzw. królików doświadczalnych. Heissmeyer polecił wstrzykiwać im pałeczki gruźlicy. Dzieci były dobrze karmione, ale tylko dlatego, żeby warunki choroby były jak najbardziej zbliżone do naturalnych i aby zarażony nie zmarł zbyt szybko. Celem eksperymentów było wynalezienie szczepionki przeciw gruźlicy.


Kurt Heissmeyer:


„Posługując się aparatem rentgenowskim wprowadzałem każdemu więźniowi sondę kontrastującą do dolnego płuca. Następnie przy pomocy zwykłej strzykawki przez sondę wstrzykiwałem do płuca surowicę”.


Zainfekowane gruczoły, a także płuca zmarłych były wycinane i przesyłane na badania do Hohenlychen.


Niepotrzebne, schorowane dzieci zostały przewiezione do obozu Bullenhauser Damm i zamordowane w kwietniu 1945 roku.


Dr Albert Trzebinsky:


„Frahm wziął dwunastoletniego chłopca na ramię i powiedział do innych: ‘Zaniosę go teraz do łóżka’. Wszedł z nim do pomieszczenia (…) a tam zobaczyłem pętlę na haku. Na pętli Frahm powiesił śpiącego chłopca i obciążył własnym ciężarem ciało dziecka, by pętla się zacisnęła.”


Heissmeyer zakopał karty i zdjęcia zarażonych pacjentów i uciekł do Sandersleben, gdzie mieszkali jego rodzice. Tam pomagał w pracy swojemu ojcu, a rok później otworzył gabinet lekarski w Magdeburgu. Swoją klinikę chorób płuc prowadził do roku 1963, kiedy został aresztowany. Zmarł w więzieniu 29 sierpnia 1967r.


Podczas przesłuchania Kurt Heissmeyer powiedział:


„Zdawałem sobie sprawę, że tego rodzaju doświadczeń z wirulentną surowicą nie wolno mi w ogóle przeprowadzać na ludziach, z drugiej strony wiedziałem także, że eksperymenty na świnkach morskich do niczego nie prowadzą, bowiem w warunkach naturalnych te zwierzęta nie chorują na gruźlicę. Dlatego przeprowadzałem swoje doświadczenia w obozach koncentracyjnych, gdzie miałem do dyspozycji dostateczną liczbę więźniów i nie musiałem na nic zważać.”


Oczywiście lista eksperymentów na ludziach przeprowadzanych przez medyków III Rzeszy jest dużo, dużo dłuższa.


Przenieśmy się teraz do innego miejsca, ale o jakże podobnym charakterze. Dowiemy się jak hodowano bakterie używane do doświadczeń. Filip Müller, więziony w Rajsku odnośnie lekarzy z SS (Kitta i Webera) powiedział:


„Przed uśmierceniem obydwaj lekarze niczym handlarze bydłem obmacywali uda i łydki żyjących jeszcze mężczyzn i kobiet, by wybrać ‘najlepsze sztuki’. Po rozstrzelaniu ofiary kładziono na stole. Następnie lekarze wycinali kawałki ciepłego jeszcze mięsa z ud i łydek i wrzucali je do stojącego nieopodal pojemnika. Mięśnie dopiero co zastrzelonych poruszały się jeszcze, drgały i trzęsły się w wiadrach, wprawiając je w ruch.”


W następstwie działalności lekarzy w czasie wojny, do kanonu światowych zasad etycznych wprowadzono zakaz eksperymentowania na ludziach. Jak się to ma do przymuszania ludzi do szczepień, które mogą okazać się niebezpieczne dla zdrowia i życia?


Gruźlica nie została wyeliminowana do dzisiaj. Chociaż istnieją szczepionki na różne typy tej choroby, to tak naprawdę ich działanie jest wielce wątpliwe. Jest to choroba całkowicie wyleczalna, która jako niebezpieczna objawia się wskutek zaniedbania, albo późnego wykrycia. Tylko jeden typ tej choroby jest niemal w 100% śmiertelny. Pomimo to, nadal szczepi się ludzi. Przypominam, że prof. Kazimierz Roszkowski-Śliż powiedział w Sejmie RP, że „szczepionki nie mają żadnego wpływu na zapadalność i to również na zapadalność u dzieci”. Szczepienie wiąże się za to z dużym ryzykiem.

„U niewielkiego odsetka szczepionych, już między 2 a 8 dniem w miejscu szczepienia pojawia się rumień, naciek i grudka szybko ulegająca martwicy owrzodzeniu. Zmiana goi się pod strupem w ciągu 2-4 miesięcy. Niekiedy gojenie się zmiany przedłuża się. Zmianie tej często towarzyszy powiększenie węzłów chłonnych.

Taka reakcja poszczepienna – ze względu na jej „przyspieszenie” w stosunku do zwykłego odczynu – określana jest jako przyspieszony odczyn poszczepienny, a przez analogię do klasycznego Fenomenu Kocha (szybko występująca martwica) bywa też nazywana poronnym Fenomenem Kocha.”¹


Przeciwników przymusu szczepień od dziesięcioleci określa się (wbrew prawdzie) antyszczepionkowcami i szaleńcami działającymi na szkodę ludzkości. Ale co, jeśli tymi „szaleńcami” są wybitne autorytety medyczne z dziedziny wirusologii, albo epidemiologii?


W książce pt. „Podstawy chorób zakaźnych” (Mandell&Ralph) napisano, że „szczepienia ochronne przeciwko powszechnym dziecięcym chorobom zakaźnym (…) były najbardziej efektowną akcją nowoczesnej medycyny w redukowaniu epidemii zachorowań i śmiertelności”.


Tymczasem dr. Lancaster stwierdził:


„Studia śmiertelności z powodu gruźlicy w Australii pokazują, że największy spadek tego współczynnika wystąpił zanim nadeszła era leków.”


Angielski profesor medycyny Thomas McKeown, na temat szczepionki przeciwgruźliczej (BCG) wyraził się w ten sposób:


„Nadejście ery szczepień BCG spowodowało niewielki albo nawet żaden spadek śmiertelności z powodu gruźlicy w Anglii i Walii. W USA do tej pory nigdy nie szczepiono przeciwko gruźlicy, a mimo tego spadek zachorowań na tę chorobę jest dokładnie taki sam jak w Anglii czy innych krajach europejskich, w których masowo szczepionkę tę stosowano”.

Jak widać lekarze, ale i naukowcy nie są zgodni co do wpływu szczepionki na ograniczenie występowania gruźlicy. Szczepionka przeciwko gruźlicy (BCG) była badana w Indiach. Zaszczepiono 260 tysięcy osób. Efekt był taki, że wśród zaszczepionych było więcej przypadków zachorowań niż u nieszczepionych (podano im czynnik neutralny – placebo).

Medyczny magazyn „The Lancet” zamieścił wówczas taki tekst:


„Historia szczepień przeciwko gruźlicy jest skomplikowana, kontrowersyjna i zaskakująca. Eksperyment szczepień w południowych Indiach, stanowiących największe pole doświadczalne szczepień dowiódł, że szczepionka przeciwko gruźlicy w żaden sposób nie chroni organizmu przed tą chorobą. Rezultaty nieukończonych badań, prowadzonych przez ponad siedem lat (ich wyniki opublikowano w „Indian Journal of Medical Research”) są negatywne. Co ciekawe, więcej przypadków gruźlicy odnotowano wśród zaszczepionych niż u niezaszczepionych osób. Szczepienia te nie przyniosły zatem żadnych efektów”.


Logiczne więc, że taka nieskuteczna szczepionka nadaje się jedynie do wycofania. Nic bardziej mylnego. Ani Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), ani indyjscy decydenci nie skłonili się w tym kierunku, a wręcz przeciwnie – zachęcali do dalszych szczepień. Pomimo, że były też ofiary śmiertelne tych szczepień! Dlaczego? Wystarczy prześledzić powiązania finansowe i wiele kwestii staje się bardziej jasnymi.


Profesor Walgen ze Szwecji:


„Większość szczepień BCG, zastosowanych w takich krajach, jak Szwecja, nigdy nie chroniła przeciwko chorobie w okresie dzieciństwa. Jednym słowem szczepienia te były zbyteczne”.


Śmierć, to zdecydowanie największy z efektów ubocznych szczepienia, jednak nie jedyny. W Holandii wykazano, że wśród niemowląt po zaszczepieniu BCG pojawia się coraz częściej występujące zapalenie węzłów chłonnych, opryszczkowe zapalenie spojówek oraz wysięk z zatok”.


Ian Sinclair:


„Według dr Archie Kalokerinos i Glen Dettman, szczepienia przeciwko gruźlicy przeprowadzone w Australii były przyczyną ponad 600 przypadków śmierci dzieci (magazyn „Let’s Live” z grudnia 1976r., s.57).

Warto zaznaczyć, że w Niderlandach w latach 1957-1959 i 1967-1969, pomimo braku programu szczepień BCG, wystąpił najniższy stopień umieralności na gruźlicę spośród wszystkich krajów europejskich.”²

Do dnia dzisiejszego firmy farmaceutyczne i rządy wielu państw zachęcają do szczepień, jednocześnie ukrywając wiele faktów dotyczących powikłań poszczepiennych. Zasięgając opinii znajomych lekarzy miałem nadzieję na rozwianie wielu wątpliwości. Niestety środowisko lekarskie nadal jest podzielone; jedni szczepią siebie i dzieci, inni nawet nie chcą słyszeć o szczepionce przeciwko grypie sezonowej – wszystko zależy od poziomu wiedzy i, co za tym idzie świadomości.


Szczepionki (wszystkie szczepionki) niosą ze sobą ryzyko utraty zdrowia i życia, dlatego dobrowolność szczepień wydaje się rozwiązaniem logicznym i uwarunkowanym w prawie jednostki do wolności, o którym tyle razy mówił Prymas Wyszyński w swoich naukach. Tymczasem coraz nachalniej przymusza się ludzi do obowiązku szczepienia. Ofiarami nakazów są oczywiście małe dzieci, które rodzice w trosce o ich zdrowie sami przyniosą do lekarskiego gabinetu oraz służby mundurowe, które wykonają polecenie przełożonego, albo pożegnają się z karierą w wojsku, czy policji. Są też biedni ludzie w krajach objętych wojnami i biedą, gdzie fanatyczni lekarze mają doskonałe poletko doświadczalne.


Sir Graham Wilson, kierownik Laboratoryjnej Służby Zdrowia w Anglii i Walii:


„Dr J. R. Hutchinson z Ministerstwa Zdrowia zebrał informacje na temat śmiertelnych wypadków związanych z systemem immunologicznym podczas wojny i był na tyle uprzejmy, by mi je udostępnić. Byłem całkowicie zaskoczony, kiedy je zobaczyłem, gdyż dowiedziałem się, jak duża liczba cywilów i żołnierzy zmarła w wyniku szczepień przeciwko różnym chorobom. Dotychczas tylko o niektórych przypadkach wspomniano w magazynach medycznych (…) Co więcej, jeśli takie zdarzenia trwają od 60 czy 70 lat, można sobie wyobrazić, jak mała część takich przypadków została opisana w literaturze medycznej na całym świecie.”

Źródła:

- „Acta Medicorum Polonorum”, nr. 8/2018, Zofia Wolska

- „Epidemia szczepień”, L. Habakus, M. Holland

- „Szczepienia – niebezpieczne, ukrywane fakty”, Ian Sinclair²

- „Bonae spei promontorium albo O morowym powietrzu nauka”, Marcin J. Sokołowski

- www.stopnop.com.pl ¹

Czytelnia
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com