Czyżew, cz. V (7)
W wyniku bombardowania miasteczko niemal doszczętnie spłonęło. Niemcy już bez przeszkód wkroczyli do Czyżewa większymi siłami. Miejscowa ludność została spacyfikowana, a kilkanaście osób straciło życie. W. Minkiewicz i J. Kowalczyk w książce „Bez przedawnienia” pisali:
Pacyfikacji dokonano w dniach 8-11 września 1939r. Najpierw Czyżew był kilkakrotnie bombardowany i ostrzeliwany, mimo braku jakiegokolwiek uzasadnienia wojennego. Następnie wkraczające pododdziały Wehrmachtu strzelały do ludności i paliły zabudowania. Podczas pacyfikacji zamordowano 11 osób, w tym jedną kobietę.
Spalono: 13 domów i 22 budynki gospodarcze; spalono lub zrabowano: 11 koni, 46 krów i 64 sztuki trzody chlewnej.
Zniszczone zabudowania zostały odbudowane. Sprawcami pacyfikacji byli żołnierze z 10 dywizji pancernej i lotnicy z grupy lot. „Prusy Wschodnie”

W październiku roku pamiętnego Niemcy na mocy układu z Sowietami wycofali się, a miejscowość trafiła pod jurysdykcję okupantów ze Wschodu. Pod okupacją Sowietów Czyżew pod względem administracyjnym znalazł się w strukturach tzw. Zachodniej Białorusi. Bombardowana we wrześniu linia kolejowa szybko została przywrócona do porządku. Z peronów stacji kolejowej w Czyżewie ruszyły pierwsze wagony, które wiozły Polaków w dalekie, zimne krainy. Wielu już nigdy nie wróciło. Deportacje na Syberię tak wspominała Stanisława Łapiak (za Ośrodkiem „Karta”):
W nocy 13 kwietnia 1940 roku, przyszło trzech uzbrojonych żołnierzy sowieckich i kazali zabierać na stojące furmanki, mówiąc że będziemy żyć w ZSRR. W domu było nas troje, starszy brat lat 20, młodsza siostra lat 17 i ja lat 18.
Mama ukrywała się na wsi u rodziny, a ojciec przed aresztowaniem uciekł do Warszawy do najstarszej córki. Załadowali nas na furę i odwieźli razem z innymi rodzinami do stacji Czyżew, gdzie było już dużo takich jak my. Załadowali wszystkich do towarowych wagonów ile tylko wlazło, drzwi zamknęli i postawili żołnierza z bronią. W wagonie był jeden płacz i krzyk dzieci i ludzi starych. Dowieźli do Białegostoku, dołączyli do transportu i powieźli na wschód w nieznane. Jechaliśmy 18 dni, przez ten czas dali 6 razy przypalonej zupy z kaszy i na stacjach „kipiatok” [wrzątek].
W tym tragicznym okresie dziejów znowu miała miejsce nowa odsłona konfliktu polsko-żydowskiego. Żydzi, a zwłaszcza młodsza część tej społeczności była mocno skomunizowana i wystąpiła przeciwko Wojsku Polskiemu i polskim mieszkańcom wsi. Młodzież żydowska założyła czerwone opaski na ramię i pełniła funkcje porządkowe w strukturach aparatu okupacyjnego. Część starszych widziała w tych poczynaniach swoją klęskę, zwłaszcza gdy losy Polaków się odwrócą.

W okolicy powstawały kompleksy schronów bojowych – tak zwana Linia Mołotowa. Stalin zabezpieczał nowopowstałą granicę sowiecko – niemiecką, a robił to rozbrajając dawną linię obronną. Skutek był taki, że obie były mocno nieszczelne. Stara częściowo rozbrojona, a nowa niekompletnie uzbrojona i w dużej mierze nieukończona. Tę chwilę wykorzystał Hitler i uderzył swoimi siłami na Związek Sowiecki. W ten sposób w czerwcu 1941 roku przygraniczny Czyżew dostał się pod okupację niemiecką. Nazistowska machina wojenna w tym czasie zwróciła się przede wszystkim przeciwko Żydom. Powodów było kilka, jednym z nich było pozbycie się ludzi, których Niemcy wywłaszczyli i okradli, a także którym byli winni pieniądze. Inny, powszechnie znany powód to niechęć w stosunku do społeczności żydowskiej i sposobów jej postępowania w handlu i gospodarce. Hitler nie tylko uważał Żydów, Cyganów, Polaków… za niższych rasowo, ale planował wypchnąć ich z Europy. Dla Żydów oznaczało to śmierć w obozach zagłady, które do tej pory były więzieniami głównie dla Polaków. Przykładem jest KL Auschwitz, który powstał jako więzienie i obóz pracy dla Polaków, a dzisiaj został zawłaszczony przez środowiska żydowskie jako miejsce kaźni Żydów. Zdołali nawet siłą, przy haniebnej postawie hierarchów Kościoła katolickiego usunąć krzyże i tablice pamiątkowe mówiące o zamordowanych w tym miejscu Polakach. Usunięcie krzyży planują także z terenu Treblinki, gdzie jest cmentarz polskich ofiar totalitaryzmu. Żydzi masowo ginęli nie w Auschwitz, ale w pobliskiej Birkenau (Brzezince). Wróćmy jednak do Czyżewa.

Opanowanie Czyżewa poszło Niemcom bardzo sprawnie, obrony praktycznie nie było. Na terenie miasta, w obrębie ulic Polnej, Niecałej i Przytorowej utworzyli miejsce koncentracji Żydów. Prowizoryczne getto ogrodzili drutem kolczastym. Tam ginęły pierwsze ofiary niemieckiego terroru. Egzekucji dokonywano przeważnie na terenie cmentarza żydowskiego. Litman, Kirszenbaum, Bolender, Zygelbaum, Jakubowicz… - lista ofiar ciągle powiększała się o nowe nazwiska. Wiele z nich można odnaleźć w „Księdze Pamięci Czyżewa” („Sefer Zikaron Czyzewo”) zredagowanej przez Szymona Kanca. Stosunki polsko – żydowskie opisane są tam jako „naprawdę przyjazne”, a przynajmniej do czasów, kiedy Polacy zaczęli bojkotować konkurencyjny handel żydowski. Mimo to gros mieszkańców stanowili Żydzi i to do nich należało większość okolicznych biznesów. Kilka rodzin żyło na przykład z transportu towarów i osób prywatnych do innych miejscowości. Furmanki żydowskie kursowały nawet do oddalonej o 50 km Łomży. Shlomo Zelman Hofman kursował do Zambrowa, Leizer Nebach do Ciechanowca, a Michał Koszleon do Andrzejewa. Była też w Czyżewie wytwórnia wody sodowej, fabryka mydła i wiele innych, mniejszych biznesów. Pomimo oporu ze strony starszych, młodzież żydowska coraz bardziej szła w kierunku syjonizmu i komunizmu. Wychodziła z zamkniętych enklaw, gdzie nawet nie znano języka polskiego. Ryzykowali wiele, bowiem karą za odstępstwa było wygnanie a nawet śmierć. Marzyli o swoim miejscu na świecie i planowali wyjazd do Izraela. Państwa o tej nazwie jeszcze nie było, ale był konkretny obszar na mapie, na którym pragnęli się osiedlić. Po latach niektórym się to udało, niestety kosztem życia setek tysięcy zamordowanych Palestyńczyków i ziemi, którą im odebrano.

Wielowiekową egzystencję na ziemiach polskich przerwali Niemcy, którzy przejęli miasto 21. Czerwca 1941 roku. Utworzyli Judenrat (Radę Żydowską), na czele którego stanął Zebulon Grosbard. We współpracy z Judenratem wybrano ponad setkę fachowców (kowali, szewców…) zdolnych do pracy na rzecz III Rzeszy Niemieckiej, a resztę przeznaczono do eksterminacji. Niektórzy zdołali uciec i ocalili życie ukryci przez znajomych Polaków, innych poprowadzono w kierunku Szulborza. Tam przebiegała tzw. Linia Mołotowa, z której Niemcy przepędzili Sowietów. Na terenie wsi Mianówek był pokaźnych rozmiarów rów przeciwpancerny. To w nim zagrzebano pomordowanych Żydów z Czyżewa, Zaręb Kościelnych, Andrzejewa i innych okolicznych miejscowości. W Mianówku zamordowano około pięciu tysięcy ludzi (prawdopodobnie mniej). Miejsce jest ogrodzone metalowym płotem, a od 1959 roku stoi tam granitowy pomnik informujący o zbrodni w języku polskim, hebrajskim i jidysz. Napis na nim głosi: „Tu w masowej mogile spoczywają szczątki 5000 Żydów mężczyzn, kobiet i dzieci z miasteczek Zaręby Kościelne, Czyżewa, Andrzejewa i okolicy bestialsko zamordowanych przez hitlerowskich ludobójców jesienią 1941 r. Jedyną ich zbrodnią było to, że byli Żydami. Cześć ich pamięci”.

Opis tych strasznych wydarzeń znajdujemy między innymi w „Sefer Zikaron Czyzewo”. Mojżesz Aaron:
Cały czwartkowy dzień przetrzymywano ich w szkole we wsi Szulborze, 8 km od Czyżewa. Drugiego lub trzeciego dnia partiami prowadzono ich do szerokich dołów, które już dawno zostały wykopane do ochrony przed czołgami. Doły miały 1 m. głębokości i 3 m. szerokości. Pierwsza partia składała się 40 osób. Rozstrzeliwano ich po 20 osób nad każdym dołem.
Bramy szkoły co chwila otwierały się i wypychano przez nie kolejne partie, nowe ofiary.
Chłopi przejeżdżający później obok tego miejsca, widzieli jak ziemia się porusza. Żegnali się znakiem krzyża i pospiesznie odjeżdżali. Po okolicznych wsiach krążyły różne opowieści o pojawiających się tam przerażających duchach.

Haniebny, kłamliwy tekst można odszukać na stronie www.jewish.pl. Jego autorką (podpis pod tekstem w Internecie) jest dr Katarzyna Grabowska, redaktor naczelna tego portalu i autorka książek o tematyce żydowskiej. Aczkolwiek tekst ponoć należy do Katarzyny Merkusz – tego nie wiem. Oto, co napisała autorka o mordzie w Mianówku w listopadzie 2020 roku:
Kilka tysięcy Żydów Niemcy z pomocą polskiej ludności zastrzelili i zakopali w rowach przeciwlotniczych jesienią 1941 r. w lesie pod Szulborzem Wielkim. Dziś o tamtych wydarzeniach przypomina postawiony przez miejscowe władze pomnik. Już drugi, bo pierwszy, marmurowy, został skradziony w latach 50.
Autorka tekstu przywołuje zeznania Arona Lermana, który jakimś sposobem znalazł się na miejscu kaźni i wiele widział:
„Opodal szkoły były doły po okopywanej artylerii. Niemcy co pewien czas zabierali po 10 osób, wyprowadzali do tych dołów, wyczytywali wyrok, [który] brzmiał, iż są oskarżeni za to, że nie chcieli wojny i dlatego muszą za to ponieść karę. Był pośród Żydów jeden rzeźnik koszerny o nazwisku Synaj. On podczas tej egzekucji krzyknął: ‘Nie wolno zarzynać cielaka w obecności krowy’. Za to został zastrzelony w pierwszej kolejności” – relacjonował po wojnie Aron Lerman.

Na ile świadectwo Lermana jest wiarygodne niech świadczy fakt, że był funkcjonariuszem aparatu bezpieczeństwa publicznego (WUBP), który mordował Polaków po oficjalnym zakończeniu działań wojennych. Lerman był jednym z trybików tej zbrodniczej machiny, a tutaj podawany jest jako wiarygodny świadek zbrodni. Aron Lerman urodził się w Zarębach Kościelnych jako syn Lejzera i Rojzy. Więcej można się o nim dowiedzieć z akt IPN (Sz 0019/2125). Może i szeregowy, ale jednak ubek, a takiemu wiara na słowo graniczy z dużą naiwnością.
Historyk żydowski Szymon Datner pisał, że egzekucja „została przeprowadzona przez niemieckich i polskich policjantów”. Rozgrywały się tam dantejskie sceny, łącznie z łapaniem dzieci za nóżki i roztrzaskiwaniu ich główek o drzewa „na podwórzu szkolnym”.
Na czym polegała „pomoc polskiej ludności” w egzekucji? Ano na tym, o czym pisał Datner:
Żydów ustawiono na brzegu dołu i rozstrzelano z broni maszynowej. Żywi, ranni i martwi wpadli do dołu, który, godzinę później kazano zasypać miejscowej ludności. Egzekucja została przeprowadzona przez niemieckich i polskich policjantów.

Polacy byli zmuszeni przez Niemców do zakopania rozstrzelanych. Jedną z ofiar tego mordu był członek mojej rodziny, jak najbardziej Polak z pobliskiej wsi Leśniewo. Zmuszony przez okupantów do zakopywania dołu nie wytrzymał psychicznie gdy spośród ciał wysunęła się dziecięca rączka. Odmówił pracy, a Niemcy powiedzieli, że może wrócić do domu. Odwrócił się i szedł z myślą, że za chwilę zginie. Niemcy nie strzelili, ale stres był tak duży, że serce nie wytrzymało i zmarł po dojściu do domu.
Grabowska wymienia z nazwiska polskiego policjanta Ratyńskiego, który brał udział w mordowaniu. Pisze też o mieszkańcach Zarębów Kościelnych, którzy zwrócili się do władz okupacyjnych o zabranie tamtejszych Żydów z wioski, aby „odziedziczyć żydowskie majątki”. Czy są na te petycje jakieś dowody? Ja takich nie znam. Trzeba mieć naprawdę bujną wyobraźnię, aby uwierzyć, że Niemcy, okupanci tego terenu pozwolą się bogacić Polakom kosztem Żydów. Trudno uwierzyć też w naiwność Polaków, którzy mieliby uwierzyć, że Niemcy, którzy kradli wszystko co wartościowsze i wymagali ciągłych kontrybucji, pozwolą wyręczać się w rabowaniu. Tego typu pomówienia opierają się przeważnie na powojennych relacjach ocalałych z zagłady Żydów. Wiadomości trzeba szukać w zasobach ŻIH i Yad Vashem, ale to praca na inny czas. Świadectwo o petycji wystosowanej przez Polaków dała Cypora Goldberg z Zarębów Kościelnych. Jej relacja znajduje się w archiwach Żydowskiego Instytutu Historycznego (ŻIH). Oto fragment:
Polscy mieszkańcy Zarębów Kościelnych zazdrościli Żydom ich domów, sklepów i majątków. Chcąc się ich pozbyć i przejąć ten dorobek, zorganizowali zbiórkę podpisów pod specjalną petycją. Wybrani przedstawiciele – lokalne osobistości, w tym [nazwiska urzędnika i aptekarza] – udali się z tym pismem osobiście do Łomży, do niemieckiego komisarza polowego (Amtskommissara). Prosili w nim Niemców, aby zarębskich Żydów całkowicie usunąć i wywieźć z miasteczka, aby ich domy i sklepy mogły przejść w polskie ręce. Niemcy chętnie na to przystali.

Inni żydowscy świadkowie, Rachela i Mindel Olszak mówią o udziale polskiej policji, ale mylą miejsce morderstwa podając Mianowo zamiast Mianówek. Mieszkając w okolicy powinni się orientować, że są to zupełnie inne wioski oddalone od siebie o kilka kilometrów. Mówią też o głębokim na trzy metry dole, który był „przygotowany przez władzę sowiecką na potrzeby kolei”. Również tę relację (ŻIH 301/386) należałoby zweryfikować jako mało wiarygodną i nie pochodzącą od bezpośrednich świadków. Żydzi troszeczkę się na Niemcach zawiedli i to nie po raz pierwszy. Oto relacja W. Zakrzewskiego, który był naocznym świadkiem wydarzeń:
Miejscowi Żydzi z rabinem na czele wyszli witać Niemców. Niemcy pozwolili się powitać, po czym kazali wszystkim Żydom zgromadzić się na rynek. Gdy zeszli się wszyscy Żydzi kazali im rękoma zbierać nawóz pozostały na rynku po targu, a rabinowi w kapeluszu wynosić. (za: www.salon24.pl).
M. Godlewski dodaje, że w Czyżewie Rosjanie postawili pomnik Lenina - stojący na rynku w Czyżewie oraz Stalina - popiersie na dworcu kolejowym, skwerek koło stacji kolejowej. Od stacji do miasteczka było ok. 1 km. Zaraz po zajęciu miasta Niemcy w kilka dni zegnali wszystkich Żydów z Czyżewa i nakazali im rozbić pomnik Lenina, następnie iść na stację i rozbić pomnik Stalina, potem nieść resztki obu pomników na nosiłkach, śpiewać pieśni pogrzebowe żydowskie; po tej procesji wrzucić te rozbite posągi do rzeki Brok. Była to sprawa zorganizowana przez Niemców. (za: www.salon24.pl).

Waldemar Monkiewicz („Studia Podlaskie”):
Tragicznie potoczyły się losy Żydów zamieszkałych w Czyżewie oraz pobliskich miasteczkach. W sierpniu 1941 r. polecono wszystkim Żydom w Zarębach Kościelnych, łącznie było ich około 1500, opuścić wczesnym rankiem swoje zabudowania pod pretekstem, że zostaną wywiezieni do Czyżewa, aby tam pracować. Wcześniej Amtskomisarz wyznaczył furmanki u okolicznych rolników, którymi przewieziono Żydów, ale nie do Czyżewa, lecz do Szulborza. Tam odebrano od wysiedlonych bagaż podręczny, a ich samych – oczekującymi już samochodami ciężarowymi – w ciągu kilku godzin przewieziono na pole koło wsi Mianówek, gdzie nad głębokimi dołami rozstrzeliwano kolejne grupy. Nie uchronili się od zagłady także Żydzi z Czyżewa. Zabrano wówczas z tego miasteczka – wg przybliżonych obliczeń około 1500 osób, które poniosły śmierć w okolicy wymienionego już wyżej Mianówka.

Przeciwko tzw. „granatowym policjantom” toczyły się procesy przed Specjalnym Sądem Karnym w Białymstoku. Część nich była funkcjonariuszami z polecenia Polskiego Podziemia, aby infiltrować wroga od środka. Inni byli wcieleni na polecenie władz okupacyjnych i nie mieli w tej kwestii wiele do powiedzenia. Byli też i tacy, co do których nie ma wątpliwości, że byli zdrajcami i łotrami. Tacy musieli liczyć się z wymiarem sprawiedliwości Polskiego Podziemia, które ich ścigało i karało (z karą śmierci włącznie). Policjantom, którzy uczestniczyli w zbrodni dokonanej w Mianówku zarzucano „pójście na rękę władzy niemieckiej” i udział w biciu i morderstwie. Takie zarzuty postawiła prokuratura policjantom z Czyżewa i Zarębów Kościelnych. Ci, mówili o działaniu pod przymusem na rozkaz okupanta niemieckiego. Policjanci podlegali bezpośredniemu zwierzchnictwu niemieckiej policji porządkowej (Ordnungpolizei) i musieli wykonywać jej rozkazy. Za niesubordynację i odmowę wykonania polecenia groziła kara śmierci. Takie zarządzenie wydał już w 1939 (17. XII) roku Gubernator Hans Frank:
Polska policja jest zobowiązana do wykonywania rozkazów służb niemieckich, a nieprawidłowe wykonanie rozkazu lub odmowa jego wykonania są karane natychmiastowym odwołaniem, specjalnymi karami lub natychmiastową karą śmierci.
Główni świadkowie, czyli Żydzi już nie żyli, a więc ciężko było o faktyczną rekonstrukcję zdarzeń. Ani niemieccy zbrodniarze, ani konkretni policjanci polscy, którzy pełnili funkcje pomocnicze nie zostali skazani za ten konkretny mord. Warto dodać, że przy tego typu akcjach wykorzystywana była także policja żydowska. Czy policjanci polscy wykazali się bestialstwem w czasie opisywanej tragedii? Niestety, póki co nie udało mi się dotrzeć do wiarygodnych informacji na ten temat.

W każdym razie nie wszyscy żydowscy mieszkańcy miasteczka zostali zamordowani. Liczba podana na pomniku w lesie koło Szulborza jest prawdopodobnie mocno zawyżona, co było powszechną praktyką po zakończeniu działań wojennych. Bez ekshumacji nie jesteśmy w stanie stwierdzić ile istnień ludzkich skrywa piaszczysta gleba w Mianówku.
W roku 1942 getto czyżewskie zostało całkowicie zlikwidowane, a jego mieszkańcy zostali przewiezieni do Zambrowa. Ze źródeł żydowskich możemy się dowiedzieć, że kolejnym przystankiem ofiar hitlerowców były komory gazowe w Auschwitz. Nie do końca jest to prawdą. W Auschwitz była tylko jedna komora, w której ginęli przede wszystkim jeńcy sowieccy i Polacy. Żydów uśmiercano w pobliskiej Birkenau, która stanowiła podobóz KL Auschwitz. Z pewnością poręczniej było odesłać tych ludzi do oddalonej o kilkanaście kilometrów Treblinki, gdzie od 1941 roku specjalne grupy niemieckie (Einsatzgruppen) mordowały ludność tubylczą. W 1942 roku utworzono obóz zagłady Treblinka II, na terenie którego uśmiercono setki tysięcy Żydów i Cyganów z wielu państw europejskich. Większość strażników stanowili, współpracujący z Niemcami Ukraińcy. Pilnowali też bram obozu w Treblince I, czyli obozie pracy. Tam również ginęli w wyniku wycieńczającej pracy i chorób Żydzi, Polacy i Cyganie. Szacuje się, że zginęło w tym miejscu około 10 000 więźniów. W tej liczbie są też żołnierze podziemia niepodległościowego, których przywożono tu z warszawskiego Pawiaka. Przed likwidacją obozów w Treblince przybyły tu jeszcze dwa duże transporty Żydów z Białegostoku. Po ich zamordowaniu Niemcy zaczęli stopniową likwidację miejsc kaźni i zacieranie śladów zbrodni.

Właśnie do Treblinki w listopadzie 1942 roku ruszyły transporty Żydów z Czyżewa i Zarębów Kościelnych. Część osób faktycznie trafiło do Zambrowa, gdzie na terenie byłych koszar wojskowych stworzono obóz przejściowy. Wcześniej przetrzymywano w tym miejscu jeńców sowieckich, z których około 12 000 poniosło śmierć. Natomiast w czasie późniejszym więziono na terenie koszar jeńców z armii włoskiej. W czasie likwidacji obozu dla Żydów, osadzonych przewożono z Zambrowa na stacje kolejową w Czyżewie i tam ładowano do transportów kolejowych. Ponieważ była zima, wiele osób zmarło już podczas podróży.
Na szczęście część Żydów ocalała i dzięki pomocy Polaków zdołali przeżyć. Przykładem heroizmu jest rodzina Andrzejczyków, która ukryła osiemnastu Żydów uciekających z likwidowanego getta w Czyżewie. Niestety Niemcy odkryli kryjówki i zamordowano gospodarza i część ukrywających się. Pozostałych uciekinierów zamordowali w szulborskich lasach. Rodzina Andrzejczyków jest upamiętniona w ramach projektu „Zawołani po imieniu”.
Żydzi z Czyżewa wyemigrowali do Palestyny, USA i innych części świata, gdzie ich potomkowie żyją do tej pory. W Czyżewie niewiele zostało po dawnej społeczności żydowskiej. Nawet cmentarz został zdewastowany przez Niemców podczas wojny i w latach późniejszych, a do dnia dzisiejszego pozostało po nim kawałek muru i fragmenty macew nagrobnych. Należy do Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich, a na jego skraju w 2024 roku odsłonięto niewielką tablicę informacyjną.
Terror okupacyjny trwał nadal. Aleksander Borowy z Czyżewa-Sutki zeznał (maj 1969 r.):
Daty dokładnej [sobie] nie przypominam, ale chyba w 1943 r., porą zimową, widziałem, jak dwaj żandarmi niemieccy z posterunku w Czyżewie zamordowali małżeństwo żydowskie, które ukrywało się w zabudowaniach Tadeusza Krasnodębskiego. Mieszkał on w kolonii wsi Dmochy-Sadły i przechowywał dwoje Żydów. Żandarmi niemieccy dowiedzieli się o tym w jakiś sposób i przyjechali po tych Żydów. Znaleźli ich podczas rewizji domowej w kryjówce w stodole. Ja w tym czasie zostałem wyznaczony przez sołtysa naszej wsi jako woźnica furmanki wskazanej przez żandarmów. Żandarmi przyszli do naszej wsi pieszo, a dalej pojechali moją furmanką. Byli to żandarmi z posterunku w Czyżewie, lecz ich nazwisk nie znałem.
Kiedy znaleźli Żydów, wyprowadzili ich pod las koło wsi Dmochy. Tam ich rozstrzelali. Widziałem, jak rozstrzeliwali, z odległości ok. 400 m. Było to w dzień. Z furmanką, na polecenie żandarmów, zatrzymałem się na szosie, a żandarmi podprowadzili Żydów pod las, tam ich ustawili pod drzewem i oddali do nich kilka strzałów z karabinów. Żyd ten miał w tym czasie ok. 35 lat, a Żydówka była w tym samym mniej więcej wieku.
Żandarmi po rozstrzelaniu Żydów polecili parobkowi Krasnodębskiego zakopać ciała zamordowanych. Po egzekucji odwiozłem żandarmów do zabudowań Krasnodębskiego, a później chyba na posterunek do Czyżewa.

Do Czyżewa nigdy nie wrócił Jan Zaręba, Aleksander Zalewski i wielu innych aresztowanych przez Niemców.
Stanisław Ryszewski:
Po przyjeździe na posterunek żandarmerii zostałem zwolniony do domu. Jak się następnie dowiedziałem, Dmochowski, Zaręba i Zalewski następnego dnia odwiezieni zostali do więzienia w Łomży. Od tej pory zaginął po nich wszelki ślad. Do chwili obecnej żaden z nich nie wrócił do swojej rodzinnej wsi. Co się z nimi stało, tego nie wiem, prawdopodobnie zostali zamordowani.
Źródła:
- „Szkice z dziejów szlachty mazowieckiej”, W. Smoleński
- „Wspominki starowarszawskie”, J. Ficowski
- „Kwartalnik historyczny”, 3/2020 r. (W. Konończuk)
- „Powstanie listopadowe 1830/1831”, S. Szpotański
- „Z pamiętników guwernera”, Bronisław Piętka
- „Czerwony lampas i niebieskie kepi”, B. Piętka
- „Pamiętnik podlaskiego szlachcica”, Julian Borzym
- „Rola neofitów w dziejach Polski”, Stanisław Didier.
- „Żydzi w powstaniu 1863r.”, Merwin Bertold
- „Pamiętniki włościanina”, Jan Słomka
- „10. Pułk Ułanów Litewskich 1918-1939”, Jerzy S. Wojciechowski.
- „Historia 18 Dywizji Piechoty Wojska Polskiego. 1918-1944”, B. Zakrzewski
- „Wschodni rocznik humanistyczny”, nr 2/2025 r. (Adam Buława)
- „Tygodnik Polityczny Warszawskiego Dziennika Narodowego”, nr 4/1937 r.
- „Kawaleria samodzielna Rzeczypospolitej Polskiej w wojnie 1939 roku”, Leon Mitkiewicz
- „Studia Łomżyńskie”, nr 6/1996 r.
- „Goniec Warszawski”, nr 123/1937 r.
- „Krokiem zdobywców”, Innocenty Libura
- „Słowo, Dziennik powszechny” nr 254/1912 r:
- „Nowiny, Dziennik Powszechny”, nr 209/1912 r
- „Kurier Warszawski”, nr 259/1912 r.
- „Biuletyn IPN”, nr 9/2020 r.
- „Zbudzona Polska”, nr 2/1937 r.
- „Kurier Warszawski”, nr 122/1937 r.
- „Orędownik”, nr 20/1937 r.
- „Pamięć i Sprawiedliwość”, Tom 25, nr /2015 r. (IPN)
- „Tajemnica Pana Cukra”, Anna K. Kłys
- „Bez przedawnienia”, W. Monkiewicz, J. Kowalczyk
- „Żołnierze wyklęci ziemi ostrowskiej” – Kazimierz Krajewski
- „Mein kampf”, Adolf Hitler
- „Ekshumacja”, W. Sumliński, M. Grupa
-„Sefer Zikaron Czyzewo”, Szymon Kanc
- „Studia Podlaskie”, Tom 2/1991 r.
- „The Encyclopedia of Jewish life before and during the Holocaust”, Tom 3
- „Losy mieszkańców gminy Zaręby Kościelne w latach wojny 1939-1945”, Daniel E. Skłodowski
- „Biuletyn IPN”, nr 3/2022 r.
- „Studia nad Totalitaryzmami i Wiekiem XX”, T. VI (Igor Michał Niewiadomski).
- „Zakola wojennej pamięci” – Ryszard Czarkowski
- www.umczyzew.pl
- „Partyzantka NOW na Ziemi Ostrowsko Mazowieckiej”, S. Zamęcki


Komentarze