top of page

Ekshumacja

  • 11 lip
  • 2 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 21 lip


 

         Prawda ukryta pod ziemią bywa groźniejsza od tej zapisanej w archiwach – zwłaszcza, gdy może zburzyć kłamstwa budowane przez dziesięciolecia, a poznali ją ci, którym potem nakazano milczenie.

    Książka powstała we współpracy z profesor Małgorzatą Grupą - prowadzącą przerwaną ekshumację w Jedwabnem oraz ekshumacje polskich ofiar na Ukrainie.

    Książka ujawniająca nieznane fakty dotyczące relacji polsko – żydowskich i polsko – ukraińskich, pokazująca skalę mistyfikacji i przemilczeń wokół wydarzeń, których wpływ na dzisiejszą rzeczywistość przekracza wyobrażenie wielu z nas.

    Książka, która zachwieje społecznym zaufaniem wobec tych, którzy sprawują władzę obnażając ich krótkowzroczność, tchórzostwo i gnuśność.

    Książka rzetelnie napisana, ale którą czyta się jak thriller polityczny.


 

    Poniżej fragment książki, która właśnie miała premierę podczas uroczystości w Jedwabnem:


    Schemat, który w oparciu o mimo wszystko całkiem sporą liczbę danych mieliśmy przed oczami, był dość czytelny: x najpierw zabito mężczyzn niosących pomnik Lenina i złożono ich do mogiły. Nie wiemy, czy mogiły wykopanej w stodole już wcześniej, czy wykopali ją sami ci nieszczęśnicy i tego się już pewnie nie dowiemy, bo pamięć ludzka zanikła. To, co wiemy jednak na pewno i co udało się ustalić ponad wszelką wątpliwość, to fakt, że gdy już zostali zamordowani, przy wysypano ich warstewką pięciu – dziesięciu centymetrów ziemi i dopiero wtedy wpędzono kobiety, dzieci, starców - a potem podpalono. Tak kilku centymetrowa warstwa ziemi była na tyle przeproszona przez przeprażoną stodołę, że tkaniny na tej pierwszej warstwie zostały wyprażone. Innymi słowy  -  tkaniny podlegały nie tyle działaniu bezpośredniego ognia, co temperatury. Już tylko to, co udało nam się odkryć, całkowicie zmieniało obraz wydarzeń w odniesieniu do tego, co przedstawiano nam wcześniej. Mogiły zbiorowej szukaliśmy na kirkucie, bo tak nakazywały zeznania tak zwanych „naocznych światków” i rabini – i nikt nie powiedział, że będzie w stodole. A to był zwrot o 180 stopni  w tych sprawach, Bo i te zeznania, i w ogóle cała ta historia nabierały zupełnie odmiennej formy i treści - Całkowicie odmiennej od wersji lansowanej przez Żydów. Te nieliczne, ale jednak ważne dane, jakie zebraliśmy, wskazywały na coś jeszcze - coś szalenie ważnego, wręcz kluczowego - że ci mężczyźni zostali po prostu rozstrzelani. W związku z tym, że w Jedwabnem nie mogliśmy podnieść szczątków, jak w Katyniu czy Charkowie, nie mogliśmy też ze stuprocentową pewnością sprawdzić czy są przestrzeliny w czaszkach lub zadraśnięcia na kościach. W Charkowie, takie rzeczy mogliśmy łatwo zweryfikować - i tu też moglibyśmy to potwierdzić ze stuprocentową pewnością lub temu absolutnie zaprzeczyć dzięki analizom archeologicznym. Ktoś jednak nie chciał takiej weryfikacji - najwyraźniej ktoś bardzo ważny - więc nie było weryfikacji. W sytuacji, jaką nam wytworzono, pozostała teoria - ale nie byle jaka teoria. Układ szkieletów - już tylko to, co odkryliśmy - nie wskazywał, by tych mężczyzn zasypano żywcem. Zdecydowanie byli martwi, gdy znaleźli się w tej mogile. Tu sprawa była oczywista.


    Zachęcam do lektury, zwłaszcza, że współautorką książki jest Małgorzata Grupa, która brała udział w pracach ekshumacyjnych, które zostały zaniechane na polecenie ówczesnego prokuratora Lecha Kaczyńskiego. Domagajmy się wznowienia prac ekshumacyjnych, wyjaśnienia zbrodni w Jedwabnem i godnego pochówku dla pomordowanych. Zwłaszcza, że byli oni obywatelami Rzeczpospolitej, a wg. świadków obok żydów znajdują się tam również katolicy. Wrzuceni do dołu i zagrzebani ziemią i resztkami zabudowania gospodarczego. To nasz prawny i moralny obowiązek.


    Poniżej wystąpienie Leszka Żebrowskiego w Jedwabnem:

 


Komentarze


Czytelnia
IMG_20180916_102220.jpg
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com

bottom of page