Jedwabne – raport prof. dr. hab. Andrzeja Koli


Pomimo oficjalnego braku cenzury, żyjemy w świecie zdominowanym przez różnego rodzaju koncerny medialne. „Jedynie słuszną” prawdę głoszą nam ludzie z telewizji, radia, prasy… Mało kto zdaje sobie sprawę z tego jak wielkiej manipulacji jest poddawany i jak bardzo jest okłamywany. Przykładów jest tak dużo, że nie trzeba się za bardzo zagłębiać w temat, aby to odkryć. A jednak społeczeństwo zdaje się patrzeć, ale nie widzieć.


W marcu 2016 roku media obiegła informacja, jakoby prezydent USA nie chciał spotkać się z prezydentem Polski, za to chętnie zobaczy na wspólnej kolacji Donalda Tuska. Takie smutne rewelacje przekazywał „Newsweek”, „Na temat”…, no i oczywiście „Gazeta wyborcza” (nie bez kozery nazywana „Gazetą wybiórczą”, tudzież „żydowską gazetą dla Polaków”). Rewelacje te okazały się nieprawdziwe. Prezydent Barack Obama spotkał się z prezydentem Andrzejem Dudą, a nie spotkał się z Tuskiem.


18. VI 2017 r. w stacji TVP Info, w programie pt. „Woronicza 17” poseł PO Jan Grabiec powiedział, nawiązując do kwestii migrantów, że jego proboszcz „zadeklarował, iż każda parafia w Polsce przyjmie rodziny” [migrantów]. Ks. prob. Hieronim Średnicki w oficjalnym piśmie stwierdził, że Grabiec kłamał:


(…) poseł PO Jan Grabiec nigdy nie rozmawiał ze mną na temat uchodźców i migrantów. Nigdy też publicznie nie wyrażałem żadnej opinii na ten temat. Powoływanie się na moją opinię (poprzez wskazanie mnie w swojej wypowiedzi przez określenie „mój proboszcz”) jest kłamstwem.



Gazeta.pl (należy utożsamiać z „Wybiórczą”), odnośnie zaostrzenia „prawa aborcyjnego” napisała, że „zabójcą prenatalnym będzie więc osoba, która „powoduje śmierć dziecka poczętego”. Tu ustawodawca przewidział kary od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Gdy do śmierci (a więc po prostu poronienia) dojdzie nieumyślnie – do lat 3.” To również nie ma nic wspólnego z prawdą. Otóż wg. przedstawionego projektu (art. 2 pkt. 2) „kobieta także nie ponosi odpowiedzialności za zawinione, ale nieumyślne pozbawienie życia dziecka poczętego”. To, co napisali „fachowcy” od aborcji rozmija się również z art. 17§1 pkt 1 i pkt 4 Kodeksu postępowania karnego.


Skoro jesteśmy przy temacie aborcji warto przypomnieć, że prezydent Andrzej Duda, który kreowany jest na typowego Polaka – patriotę – katolika, przed wyborami z 2015 roku wyrzekał się wszelkich kompromisów odnośnie ochrony życia poczętego. Już po wyborach nie był takim radykałem. Stwierdził (w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego”), że jest zwolennikiem ochrony życia, ale uważa, że „pewne rozwiązania muszą być wprowadzone w sposób umiarkowany”. Tłumacząc to z „ichniego” na nasze, prezydent Duda stwierdził, że niektóre życie poczęte można przerwać (czyt. zabić). Tyle pozostało z katolicyzmu Andrzeja Dudy po opadnięciu kurzu bitewnego z czasu kampanii wyborczej.


Znany dziennikarzyna Tomasz Lis w sierpniu 2017 roku stwierdził w internetowym wpisie na jednym z portali społecznościowych, że „nie można zapomnieć o zbrodni w Jedwabnem, należy uświadamiać świat o zbrodniach Polaków”. Nie przeszkadza mu to jednak w napisaniu, że „należy zapomnieć o nazistowskiej przeszłości Niemiec, trzeba żyć przyszłością”. Jeśli ktoś nie dostrzega tu wyjątkowo złej woli i hipokryzji, jest po prostu ślepy.


No i jak w końcu jest z tą zbrodnią w Jedwabnem? Czy powinniśmy przedstawiać ją jako zbrodnię Polaków, jak by sobie życzył Lis, czy jednak Niemców, przy współudziale pewnych osób cywilnych, na co wskazuje przytłaczająca liczba dowodów? Andrzej Milewski („Andrzej rysuje”) na antenie stacji TVN stwierdził, że „jedyną rzeczą, na jaką Polska zasługuje, jest nuklearny holokaust”. Czy zasługujemy na holokaust, czy też na szacunek? Ogromną rolę w wyjaśnieniu sprawy mordu w Jedwabnem odgrywają właśnie dziennikarze i politycy. Była poseł na Sejm z ramienia PiS, szefowa kancelarii prezydenta RP Małgorzata Sadurska w 2014 r. stwierdziła, że absurdem jest, „żeby ludzie sami decydowali na co wydadzą swoje pieniądze”. Skoro tak, to czy mamy prawo decydować co jest prawdą, a co nią nie jest? Czy to również będzie nam narzucone? Jedno jest pewne. Jeśli nie my będziemy pisać swoją historię, napiszą ją za nas inni – farbowane Lisy.



Do pełnego wyjaśnienia kwestii mordu w Jedwabnem potrzeba jest jednej, bardzo prostej i osiągalnej fizycznie rzeczy: ekshumacji. Aby dowiedzieć się szczegółowo na czym polega ekshumacja, sięgnijmy do oficjalnych źródeł rządowych (www.gov.pl):


Ekshumacja polega na wydobyciu zwłok lub szczątków ludzkich z grobu.


Podobnej informacji dostarcza „Słownik języka polskiego” pod redakcją W. Doroszewskiego:


Ekshumacja to wydobycie pochowanych zwłok np. w celu przeniesienia ich do innego grobu


W przypadku mordu w Jedwabnem ustalono, że ekshumacja zwłok osób zamordowanych w lipcu 1941 r. została zlecona z „konieczności procesowej”. Tego wymagał toczący się proces. Rzecz niejako oczywista – jest morderstwo, musi być ekshumacja, badania i konkretne ustalenia: kto, kogo, w jaki sposób i kiedy zamordował. Szczegóły zadań, które stały przed zespołem ekspertów określił prokurator Radosław J. Ignatiew, pełniący wówczas funkcję naczelnika Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku. Cel ekshumacji określił jako „konieczność procesowa otworzenia mogiły zbiorowej, w której pochowano mieszkańców miejscowości Jedwabne, spalonych w dniu 10 lipca 1941 roku”. Jak się później okazało mogiły były dwie.


Łatwo zauważyć, że wg. prokuratora przeprowadzenie ekshumacji było „konieczne” dla toczącego się w tej sprawie procesu sądowego.


W utajnionym przez wiele lat sprawozdaniu z prac archeologiczno-ekshumacyjnych w Jedwabnem prof. dr hab. Andrzeja Koli czytamy:


Po precyzyjnym zlokalizowaniu mogiły przewidywano eksplorację jej wnętrza aż do pojawienia się złożonych w niej szczątków, ich wypreparowanie i podniesienie dla badań antropologicznych i badań w zakresie medycyny sądowej. Pracami archeologiczno-ekshumacyjnymi kierował autor niniejszego opracowania, a w skład ekspedycji wchodzili archeolodzy: mgr mgr Małgorzata Grupa, Anna Drążkowska i Ryszard Kaźmierczak (będący zarazem specjalistami w zakresie konserwacji zabytków archeologicznych), oraz trzech studentów z UMK. Do prac fizycznych zatrudniono mieszkańców Jedwabnego rekomendowanych przez Władze Miasta Jedwabnego. Badania antropologiczne , których zadaniem było określenie liczby i składu osobowego pogrzebanych ofiar, zamierzano zrealizować przez antropologów – członków ekspedycji UMK dr Andrzeja Florkowskiego i mgr Beatę Iwanek. Badania w zakresie medycyny sądowej miały być dokonane przez zespół pracowników naukowych Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku pod kierunkiem prof. dr hab. med. Jerzego Jana Janicy. Zespół ten miał prowadzić swe badania poza zadaniem postawionym ekspedycji UMK, działając na zlecenie Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku.


Profesor Kola miał do dyspozycji świetnych fachowców, z których część brała udział w pracach ekshumacyjnych w Katyniu. Zapewne dziwnie musiał wyglądać dla naukowców wyposażonych w georadar, rabin Menachem Ekstein z Izraela posługujący się… różdżką. Cóż, w Polsce technologia jeszcze tak bardzo nie poszła do przodu i nasi specjaliści musieli posługiwać się tym, czym dysponowali. Dokonali więc pomiarów georadarem, sprzętem do pomiarów elektromagnetycznych, zrobili odwierty sondażowe.



Rabin Ekstein nie ograniczał się jedynie do sobie znanych metod, ale również narzucał je ekipie profesora Koli.


Prof. dr hab. A. Kola:


Po wspólnej odprawie, w której oprócz przybyłych rabinów uczestniczyli członkowie ekspedycji (archeolodzy, antropolodzy i medycy sądowi), a także prowadzący bezpośrednio śledztwo prokurator Ignatiew i nadzorujący śledztwo z ramienia IPN prokurator Nowakowski z Warszawy, przystąpiono do eksploracji nawarstwień w obu mogiłach wg. metody zaprezentowanej przez rabina Eksteina. Polegała ona na precyzyjnym zdejmowaniu w obrębie grobów (przy pomocy szpachelki i pędzli) wierzchniej warstwy gruntu. Jednocześnie rabin Ekstein oświadczył, że tylko przy zastosowaniu takiej metody jest możliwa eksploracja wnętrza grobów, i to tylko do momentu ukazania się szczątków kostnych w układzie anatomicznym. Szczątki będzie można wówczas oczyścić delikatnie pędzlem i dokonać ich obserwacji, jednak bez ich podnoszenia a nawet dotykania. Do przyjęcia takiej metody postepowania zobligował nas prof. Kulesza, twierdząc, że uzgodniona ona została z ministrem Kaczyńskim.


Profesor Kola w swoim raporcie otwarcie nazywa to „pseudoekshumacją” i „farsą”. Prace, rozpoczęto według wskazań rabina Eksteina, który nie widział odstępstwa od tej metody. Przynajmniej do czasu, kiedy się okazało, że taka praca będzie trwała i trwała, a czasu jest niewiele. Szybko okazało się, że to co jeszcze chwilę temu było jedyną metodą „eksploracji wnętrza grobów” można było zmodyfikować:


Tak więc na wyraźną prośbę prof. Kuleszy, mimo obiekcji co do postulowanej metody pracy, rozpoczęto eksplorację obu mogił. Zdawano sobie przy tym sprawę z tego, że zarówno metoda eksploracji, jak i ograniczony do zaledwie półtora dnia (ostatecznie prace prowadzono dwa i pół dnia) czas przeznaczony dla tej czynności, czyni te prace bezsensowne. Zdał sobie również z tego sprawę rabin Ekstein, który po pewnym czasie zmodyfikował metodę eksploracji, pozwalając wypełniska mogił, aż do momentu ukazania się szczątków kostnych, eksplorować przy pomocy łopat, a urobek ten przesiewać przez sita dla wydobycia i zachowania drobnych szczątków kostnych, spalonych i sprażonych.


Również mgr. Małgorzata Grupa nie była zadowolona z metod pracy, które zostały jej, jako archeologowi narzucone. Nie wspominając o fakcie, że nie pozwolono dokończyć powziętych działań.


Małgorzata Grupa:


To było niepojęte, że osoba, która prowadzi badania, nie może decydować, w jaki sposób ma je prowadzić. Sytuacja w Jedwabnem rozwinęła się w przedziwny sposób w związku z tym, że ciągle nam przeszkadzano w pracy i ciągle tę pracę wstrzymywano. A to telefon z Tel Awiwu, a to z Waszyngtonu, w każdym razie dyrygował tym rabin Schudrich, mój ulubieniec, który przez cały czas jakieś zewnętrzne „głosy” nam wprowadzał. I to one decydowały o tym, czy mamy kontynuować, czy nie. Psychicznie chyba dla każdego z naszej ekipy, i dla profesora też, było to strasznie trudne i szczerze mówiąc nie chciałabym już nigdy uczestniczyć w czymś takim.¹


Dla ekipy badawczej problemem było nie tylko dotarcie do szczątków ludzkich, ale także ich przebadanie. Problem okazało się wszechwładne „prawo żydowskie”, które ponoć zabrania ekshumacji (która była w toku) i podnoszenia szczątków w celu ich zbadania. Profesor Kola pisał w raporcie:


Przyjęcie ze względów religijnego prawa żydowskiego określonych zasad eksploracji wnętrza mogił w zasadzie uniemożliwiło dokonanie zamierzonej ekshumacji dla uzyskania wiedzy zawartej w postawionych w śledztwie IPN pytaniach. Desygnat ekshumacji nie został więc spełniony.


Prawo żydowskie nie zakazuje ekshumacji, czego najlepszym dowodem są ekshumacje, które się odbywały w przeszłości i odbywają nadal. Jedynie w Polsce ten proces jest mocno zahamowany, a ogólnie przyjęta propaganda głosi, że takie jest prawo żydowskie. Jest to ogromna manipulacja, którą posłużył się rabin M. Schudrich, aby doprowadzić do zaniechania prac ekshumacyjnych w Jedwabnem. Są oczywiście wspólnoty ortodoksyjne, które sprzeciwiają się naruszaniu grobów w ogóle, ale również one zgadzają się czasami na ustępstwa. Poza tym Arbaa Turim, Jore Dea w „Talmudzie Jerozolimskim” (Moed katan – końcówka drugiego rozdziału) napisano, że ekshumować jak najbardziej można. Podane są tam pewne przesłanki za ekshumacją. Oto one:


- Zmarłego można ekshumować w celu przeprowadzenia ponownego pochówku w Ziemi Izraela.

- Zmarłego można przenieść do innej mogiły, jeśli pierwszy grób miał być w założeniu tymczasowy (a za taki zapewne możemy uznać ten w Jedwabnem).

- Zmarłego można przenieść z istniejącego grobu, jeśli znajduje się on w miejscu bez nadzoru i istnieje niebezpieczeństwo, że zostanie splądrowany, lub gdzie jest zagrożony powodzią.

- Jeżeli grób znajduje się w nietypowym miejscu (poza cmentarzem), zmarłego można przenieść i pochować ponownie na cmentarzu żydowskim.


Jeśli chodzi o pochówek na cmentarzu żydowskim, to jest to chyba najmniejszy problem, gdyż spalona stodoła stała tuż obok cmentarza żydowskiego. Przeniesienie szczątków zamordowanych w niej osób kilkanaście metrów dalej nie jest dużym wyzwaniem logistycznym.


Czy rabin Schudrich kłamie, czy też to nie jest prawo żydowskie? Czy może jest, ale można je modyfikować w zależności od sytuacji, jak to czynił rabin Ekstein z procedurami ekshumacyjnymi?


Z raportu prof. Koli:


Analiza archeologiczna badanych struktur w Jedwabnem pozwala na postawienie hipotezy co do kolejności chronologicznej zdarzeń w tym miejscu. W stratygrafii struktur najwcześniejszym było wykopanie mogiły 2 wewnątrz stodoły i umieszczenie w nich ofiar. Ze względu na brak ekshumacji nie można wnioskować o sposobie uśmiercenia ofiar. Po niezbyt dokładnym przysypaniu mogiły ziemią wprowadzono do wnętrza stodoły kolejną grupę ofiar, których ciała (spalone szczątki) ostatecznie znalazły się w mogile 1 przy stodole. Również i tu brak ekshumacji nie pozwala wnioskować o sposobie uśmiercania ofiar. Znalezione w obrębie reliktów stodoły łuski i łódki niemieckiego karabinu typu mauser przemawiają za tym, iż przed spaleniem stodoły w jej wnętrzu strzelano. Część jednak takich łusek (ponad dwadzieścia) znaleziono także przy stodole, od strony byłego ogrodzenia cmentarza żydowskiego. Odosobnionymi przesłankami o strzelaniu do ofiar znajdujących się w stodole może być znalezienie łuski od mausera bezpośrednio pod fragmentem popiersi Lenina w mogile 2 oraz znalezienie w obrębie wypreparowanych szczątków kostnych w układzie anatomicznym w mogile 1 łuski pistoletowej z wytopionym w ogniu ołowianym rdzeniem.


Profesor Kola zdołał, na podstawie oględzin miejsca zbrodni oszacować ilość ofiar jedwabieńskiego mordu:


Nie znamy też liczby osób które uległy całkowitemu spaleniu. Opierając się jednak na analogach z badań mogił katyńskich, uwzględniając fakt występowania wśród ofiar Jedwabnego również kobiet i dzieci, nasuwa się wniosek o zbyt obszernym przygotowaniu mogiły 1, która w znacznej części nie została wypełniona ofiarami. Zakładając jej głębokość w piaszczystej strukturze gruntu na około 2 m (już na tej głębokości następowało zaobserwowane w badaniach archeologicznych obrywanie się ścian), przy odnotowanym tylko częściowym wypełnieniu dołu szczątkami, liczba pochowanych ofiar nie przekraczała zapewne 300-400 osób, przy czym bardziej realna jest chyba pierwsza z podanych tu liczb.


Dr Andrzej Florkowski, który analizował fragmenty kości (tych, których wg. prawa żydowskiego ponoć nie można podnosić z grobu) stwierdził, że „w przebadanym materiale ciałopalnym można udokumentować (na podstawie bródki żuchwy) że znajdują się tam szczątki co najmniej 33 osób dorosłych i 15? Dzieci w różnym wieku”. To by się zgadzało z relacjami świadków o pierwszej grupie zamordowanych, którzy nieśli ze sobą elementy zniszczonego pomnika Lenina. Niestety analiza była tylko powierzchowna i szczątki kostne szybko pochowano na wyraźne polecenie rabinów. Później trzeba było robić kolejny pochówek bo okazało się, że wśród odkrytych artefaktów również znajdują się elementy kostne.



Te ustalenia są niezwykle istotne. Dzięki wstępnym badaniom udało się obalić „rewelacje” pseudohistoryka Jana Tomasza Grossa, który twierdził, że w Jedwabnem zamordowano 1600 Żydów. Ze względu na odnalezione łuski, możemy również założyć, że nie ma wątpliwości, że w zajściu uczestniczyli Niemcy. Chociaż to wydaje się absurdalne, ale próbowano wmówić opinii publicznej, że przedstawicieli okupantów w Jedwabnem nie było! Kłamliwa okazała się również informacja o tym, że ofiary zostały przed śmiercią obrabowane. Podczas prac ekshumacyjnych znaleziono wiele kosztowności, w tym srebrną i złotą biżuterię oraz pieniądze. Cennych artefaktów było na tyle dużo (ponad 600), że z całą pewnością można wykluczyć rabunek.

Prokurator Radosław J. Ignatiew umorzył śledztwo „w sprawie wzięcia, w dniu 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem, powiat Łomża, b. woj. białostockie, udziału w dokonaniu masowego zabójstwa nie mniej niż 340 obywateli polskich narodowości żydowskiej, których po uprzednim zgromadzeniu na rynku miejskim, dozorowaniu, doprowadzono następnie w okolice stodoły, gdzie grupę najmniej 40 osób zabito w nieustalony sposób, a grupę co najmniej 300 osób płci obojga w różnym wieku, po zamknięciu we wnętrzu wzmiankowanej stodoły, spalono żywcem, przy czym dokonano uprzednio także pojedynczych zabójstw w bliżej nieustalonych okolicznościach, a sprawcy dokonali czynu, idąc na rękę władzy państwa niemieckiego”.


Na polecenie Lecha Kaczyńskiego, późniejszego prezydenta RP ekshumacja została wstrzymana. Od tej chwili można było śmiało manipulować danymi, a do szczegółowych protokołów i innych dokumentów nie dopuszczano zwykłych śmiertelników. Dopuszczono za to pseudohistoryka i wybitnego manipulatora Jana T. Grossa. Ten odwdzięczył się Polakom, którzy go ukrywali w czasie wojny pisząc zakłamaną wersję mordu w Jedwabnem, według której to Polacy zamordowali swoich żydowskich sąsiadów. Później już tryby maszyny ruszyły pełną parą.

Jedwabne – to słowo budzi lęk i grozę, natomiast w miasteczku życie toczy się powoli, podobnie jak przed wojną. Większość świadków tamtych wydarzeń już oczywiście nie żyje, ale pozostały ich dzieci i wnuki, do których należy przekazywanie tej historii kolejnym pokoleniom. Do wszystkich nas należy przekazywanie prawdy o tej historii - jaka by ona nie była. Dlatego musimy doprowadzić do rzetelnego przeprowadzenia ekshumacji. Nawet ta „farsa”, która miała miejsce przed laty pozwoliła zadać kłam niektórym tezom i ludziom złej woli. W opinii światowej winnymi tej zbrodni są Polacy – „sąsiedzi”, których rozsławił, a raczej zniesławił Gross na całym świecie. Propaganda nie uznaje, że świadkowie w tej sprawie byli zmuszani do zeznań biciem w katowni Urzędu Bezpieczeństwa. Nie istotne też jest, że ofiar nie okradziono. Narracja lansowana na świecie jest jedna: Polacy zabili swoich żydowskich sąsiadów, wcześniej ich torturując i rabując ich kosztowności. Prawda z pewnością sama się obroni, ale to będzie trwało bardzo długo, a czasu akurat nie mamy. Podczas gdy w ziemi niszczeją dowody zbrodni, Polska ma opinię kraju antysemitów i morderców Żydów. Taki wizerunek sprzyja międzynarodowym naciskom w sprawie chociażby uroszczeń majątkowych za pozostałe po społeczności żydowskiej mienie bezdziedziczne. Prawo jest po stronie Polski, ale czy to wystarczy? Raczej nie. Zwłaszcza teraz, gdy wiele państw zostało już zmuszonych do wypłaty rekompensat, naciski na Polskę się wzmogą. Nie ma co do tego wątpliwości.


Nie ma wątpliwości, że potrzebujemy rządu, który powie jasne i stanowcze „NIE!”, zamiast polityki ciągłych ustępstw w blasku palonych w parlamencie świec chanukowych.


Nie ma wątpliwości, że potrzebujemy ekshumacji ofiar zbrodni w Jedwabnem.


 


Źródła:

- „Jedwabne. Historia prawdziwa”, T. Sommer, M. J. Chodakiewicz, E. Stankiewicz

- „Powrót do Jedwabnego”, cz. I, II, III¹, W, Sumliński, T. Budzyński

- „Sprawozdanie antropologiczne z oceny materiałów kostnych wydobytych podczas badań w Jedwabnie w okresie 21 maja – 4 czerwca 2001 r.”, wyk. dr Andrzej Florkowski z Instytutu Ekologii i Ochrony Środowiska UMK w Toruniu.

- „Badania archeologiczne i prace ekshumacyjne w miejscu zagłady Żydów w Jedwabnem, k/Łomży”, sprawozdanie prof. dr hab. Andrzeja Koli wykonane na zlecenie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

- „Sąsiedzi”, Jan T. Gross

Pogrubienia tekstu nie są częścią cytatów.

Zdjęcia pochodzą z raportu prof. Koli