Operacja „Keelhaul”



Nasi najwięksi sojusznicy z okresu drugiej wojny światowej zdradzili nas wielokrotnie. Począwszy od września 1939 roku, kiedy ograniczyli się do formułowania buńczucznych haseł i rozrzucania ulotek antyhitlerowskich, aż do wielkiej Parady Zwycięstwa, w której brali czynny udział przedstawiciele niemalże wszystkich narodów świata, ale nie było wśród nich Polaków. Anglikom głupio było nie zaprosić chociażby naszych lotników z dywizjonu 303, którzy bronili ich w bitwie o Anglię, więc to zrobili, ale piloci solidarnie z rodakami odmówili. W starciu wielkich mocarstw nie liczyły się sentymenty, tylko polityka i partykularne interesy. Wielce nieaktualne były słowa ministra Becka, który mówił, że „jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”. Są co prawda tacy, którzy twierdzą, że honor nie ma żadnego znaczenia, a liczy się tylko twarda polityka, w myśl której można kraść i mordować dla zysku, ale jest też masa ludzi, dla których nadal ważne są konkretne wartości, dla których warto żyć i umierać z honorem.


Jest jedno, szczególne miejsce na świecie, na myśl o którym wieje grozą – Jałta. Tam ostatecznie sprzedana została polska lojalność i poświęcenie. Zarówno Anglicy jak i Amerykanie splunęli Polakom w twarz. Na wyraźne życzenie Józefa Stalina, który uśmiechał się pod wąsem, a myśli jego były już zapewne gdzie indziej, w innej, pojałtańskiej rzeczywistości.

Jałta, Polacy, Kozacy,
Przedstawiciele wielkich mocarstw podczas Konferencji Jałtańskiej

Ustalenia w Jałcie skazały na śmierć wielu Polaków, którzy zmuszeni do powrotu do okupowanej przez „sowieciarzy” Polski zostali w bestialski sposób zamordowani, albo utrudniano im życie (podjęcie pracy lub nauki) w komunistycznej rzeczywistości do ostatnich chwil życia.


W Jałcie sprzedano nie tylko Polaków. Wynikiem porozumienia wielkich mocarstw była operacja „Keelhaul”. W Polsce była znana dużo wcześniej, ale na Zachodzie wstydliwa cisza o niej panowała do lat 70-tych. Aleksander Sołżenicyn pisał o niej (niesłusznie), jako o „ostatnim sekrecie drugiej wojny światowej”. W rezultacie rozmów między Rooseveltem, Churchillem i Stalinem postanowiono, że zachodni alianci mają „wydać Związkowi Sowieckiemu wszystkie osoby, także wbrew woli, a gdy trzeba – to siłą, które 1 września 1939 roku były obywatelami” Związku Sowieckiego, albo po wybuchu tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej dobrowolnie przeszli na stronę Niemców. Stalinowi szczególnie chodziło o ludzi typu Andrieja Andriejewicza Własowa, który po dostaniu się do niemieckiej niewoli napisał list otwarty do Wehrmachtu, w którym zadeklarował chęć walki z reżymem Stalina. Powstała co prawda Rosyjska Armia Wyzwoleńcza (ROA), ale słowiańscy podludzie nie byli cenieni przez Führera III Rzeszy Niemieckiej. Z tego względu sięgnięto po nich dopiero w roku 1944, kiedy niemieckie zagony pancerne były już mocno przetrzebione i wycofywały się w stronę swojej stolicy. Tylko jedna z trzech dywizji powołanego Komitetu Wyzwolenia Narodów Rosji (KONR) osiągnęła gotowość bojową i wzięła udział w walce. Oficerowie zaangażowani w KONR czując na plecach oddech Armii Czerwonej podjęli próbę rozmów ze stroną amerykańską. Amerykanie przekazali generała Własowa Sowietom. Trafił do więzienia na Łubiance, a potem przed sąd, który szybko go osądził i skazał na karę śmierci.


Stalina nie interesowali jedynie oficerowie. Dla siepaczy z czerwoną gwiazdą na czapce istotna była zemsta na każdym wrogu czerwonej ojczyzny. Winny zdrady był nawet zwykły żołnierz, który dał się schwytać i trafił do niewoli. Nie dziwi więc, że wielu z jeńców sowieckich wybrało współpracę z Niemcami. Zwłaszcza, że ich sytuacja w obozach niemieckich była nie do pozazdroszczenia. Czasami mogli liczyć na pomoc miejscowej ludności, albo żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego, którzy próbowali przekazać za druty obozów trochę żywności. Był to niezwykle ludzki odruch, biorąc pod uwagę fakt, że niejednokrotnie ci sami sowieccy żołnierze brali udział w mordowaniu bezbronnej polskiej ludności w latach 1939-1941.


Józef Stalin nie był durniem i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że kto wyrwał się raz z sowieckiego „raju”, ten już po dobroci do niego nie wróci. Stąd zapis w postanowieniach jałtańskich, żeby „wydać Związkowi Sowieckiemu wszystkie osoby, także wbrew woli, a gdy trzeba – to siłą”. To, że „trzeba” było dla wszystkich oczywiste. To, że „siłą” również.


Wśród żołnierzy walczących po stronie niemieckiej były tysiące Kozaków, którzy od pokoleń szczycili się wolnością i pewną autonomią. Kozacy podlegali komu chcieli, a Stalinowi w tej sytuacji dziejowej nie chcieli. Próbowali lawirować między narodami w celu pozyskania własnego, niepodległego skrawka ziemi. Podobnie jak wiele innych ludów, z których wyróżnić możemy chociażby Ukraińców, Czeczeńców, czy też niektórych Żydów. Żydzi byli akurat w nieco innej sytuacji, ale Ukraińcy, czy Czeczeni nie czekali nawet na Niemców. Kiedy szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę Niemców, sami chwycili za broń i próbowali wywalczyć sobie niepodległość jeszcze przed nadejściem wojsk niemieckich. Podobnie kombinowali Polacy w okresie powstania warszawskiego, chcąc przywitać Sowietów jako gospodarze we własnym domu.

Nie skończyło to się dobrze ani dla naszych powstańców, ani dla Kozaków. Ukraińcy mogą sobie pogratulować. Na niewinnej krwi ludzkiej (Polaków, Żydów, Słowaków…) zbudowali własne państwo, w którym czczą i obwieszają orderami morderców kobiet i dzieci.

Taniec Kozaków. Obraz Stanisława Masłowskiego

Wróćmy jednak do Kozaków. Hitler uznał, że skoro tak dzielnie walczyli z jego największym aktualnie wrogiem Stalinem, to de facto udowodnili, że nie są tylko nędznymi, słowiańskimi podludźmi, ale ważnym sojusznikiem narodu germańskiego. Niemiecki socjalizm potrzebował każdego człowieka zdolnego do walki, a Kozaków do walki namawiać nie trzeba było. Utworzono 1. Kozacką Dywizję Kawalerii, a później powstał cały Kozacki Korpus Kawalerii SS. Oczywiście kawaleria nie miała dla Niemców tak dużego znaczenia jak podczas wcześniejszych konfliktów zbrojnych. Rolę konnicy przejęły jednostki zmechanizowane. Nie znaczy to, że na wojnie nie było miejsca dla kawalerii. Kozacy skierowani zostali przede wszystkim na front walki z partyzantkami grasującymi w lasach. Byli też obecni w Warszawie, podczas tłumienia powstania. Wykazali się tam wyjątkowym okrucieństwem zarówno wobec żołnierzy, jak i ludności cywilnej.


Kozacy zdawali sobie sprawę, że w Związku Sowieckim czeka ich śmierć. Nie mieli żadnych złudzeń. Pod koniec kwietnia 1945 roku do kwatery atamana Domanowa przybyli parlamentariusze włoskiej partyzantki komunistycznej. Zażądali poddania się i złożenia broni. Żądanie niedorzeczne z punktu widzenia kozaczyzny. Ataman oświadczył, że o poddaniu się nie ma mowy i, że skapituluje, a i owszem, ale wobec żołnierzy brytyjskich.


Wycofując się z frontu włoskiego i jugosłowiańskiego, Kozacy znaleźli się na terenie Austrii, na terenie okupowanym przez Brytyjczyków i oddali się do dyspozycji stacjonującej tam 11. Dywizji Pancernej. Uzyskali też gwarancję, że nie zostaną wydani Sowietom. W okolicy Lienzu znalazło się kilkadziesiąt tysięcy Kozaków wraz z kobietami i dziećmi, które towarzyszyły mężczyznom. W rejonie rzeki Drawy przebywały już oddziały kaukaskie (tzw. Legion Kaukaski) pod dowództwem sułtana Girej Kłycza.


Oficerów i kobiety z dziećmi zakwaterowano w byłym obozie dla jeńców brytyjskich w Peggetz koło Lienzu. Pozostała część wielotysięcznej masy egzotycznych przybyszy ze Wschodu zajęła namioty w dolinie rzeki Drawy.


27. maja 1945 r. nakazano Kozakom oddać broń, co przyjęli nie tylko z niechęcią, ale też z podejrzliwością. Brytyjczycy przejęli też, nie bez oporów właścicieli finanse Kozaków. Odnośnie przekazania broni zapewniano, że chodzi wyłącznie o wymianę jej na nowocześniejszą, zgodną z wyposażeniem żołnierza brytyjskiego. Nadal zarządzono szkolenie żołnierzy w kunszcie wojennym.

Kozacy w szeregach niemieckich.

28. maja poinformowano atamana Domanowa, że nazajutrz, wraz ze wszystkimi oficerami i urzędnikami będą uczestniczyć w konferencji z przedstawicielami najwyższych władz brytyjskich. Brytyjski oficer obiecał, że wieczorem powrócą do swoich rodzin. Tego samego dnia aresztowano generała Andrieja Grigoriewicza Szkuro, starego przedstawiciela emigracji, który także współpracował z Niemcami przeciwko Sowietom. Pomimo, że nigdy nie był obywatelem Związku Sowieckiego oddano go w łapy siepaczy stalinowskich. Ci powiesili go w styczniu 1947 roku.


Na konferencję Kozacy wystroili się odświętnie. Ordery na piersi błyszczały tak samo jak buty. Tylko baby, jakoś tak po babsku coś przeczuwając płakały… W oddali padł głuchy, pojedynczy strzał. Jak się później okazało zastrzelił się Gołowinskij – nie chciał oddać broni. „Dziwak” – powiedzieli. Mieli przecież słowo brytyjskiego oficera…


Józef Mackiewicz:


O 1-ej pp. zajechały ciężarówki. Według prowizorycznych obliczeń pojechało: generałów 35, pułkowników 167, podpułkowników 283, esaułów 375, podesaułów 460, sotników 526, chorążych 756, urzędników wojskowych 124, personelu lekarskiego 15, fotografów 2, oficerów łącznikowych 5 i 2 duchownych.

Dopiero w ciężarówkach coś ich tknęło. Zaciągnięto brezenty. Koło szoferów siedli żołnierze uzbrojeni w pistolety automatyczne. Ktoś próbował zaśpiewać, ale urwał. Po przejechaniu 12 km kolumna się zatrzymała. Podjechały lekkie czołgi. Droga wiodła wzdłuż Drawy przez Greifenburg – Steinfeld – Sachsenburg – Möllbrücke do… Przerzucić się psychicznie z jednej skrajności w drugą nie jest łatwo: z poczucia bezpieczeństwa w strach, z zaufania w rozpacz. Ilu potrafiło tego dokonać nie jest dokładnie znane. Przyjmuje się hipotetyczną cyfrę 5 oficerów, którzy zeskoczyli w biegu i uciekli w lasy.

Od Möllbrücke, wciąż korytem Drawy, droga skręca raptownie na południo-wschód, i o 13 km dalej leży miasto Spittal. Samochody wjechały w bramę obozu otoczonego potrójnym rzędem drutów kolczastych. Gęsto rozstawione posterunki. Zaczął się wyładunek.

Oficerów podzielono od razu według rang, przydzielając każdej grupie osobny barak. Wewnątrz panował brud i nieład, na ziemi leżała stara słoma. Po godzinie dowódca angielski wezwał trzech generałów kozackich, w tej liczbie Domanowa i Tichockiego, i oświadczył im lodowato:

– Proszę powiadomić wszystkich oficerów że zgodnie z umową zawartą pomiędzy rządem Jego Królewskiej Mości i Związkiem Socjalistycznych Republik Sowieckich, przekazani zostaną do rozporządzenia sowieckich władz wojskowych. Odjazd ze Spittal nastąpi jutro o 4-ej rano.

Tichockiemu zrobiło się słabo i upadł.


Już w nocy targnął się na życie pułkownik Michajłow, ale w ostatniej chwili odcięto linkę, na której się powiesił.

Kiedy nad ranem przyjechały ciężarówki, wszyscy odmówili wsiadania do nich. Podobnie zapewne zareagowali niektórzy polscy oficerowie, kiedy próbowano wywozić ich nad katyńskie doły śmierci.


W ruch poszły pałki…


Józef Mackiewicz:


Wówczas na dany rozkaz zaczęli zbliżać się żołnierze uzbrojeni w pistolety automatyczne i grube pałki. Oficerowie kozaccy stłoczyli się, wziąwszy się pod ręce. Nic nowego pod słońcem! Żołnierze brytyjscy zaczęli bić pałkami, bić po głowach i złączonych rękach. Wyrwano pierwszego oficera z szeregu i wrzucono do samochodu. Wyskoczył. Wtedy pobito go znowu i zapędzono powtórnie. Znowu wyskoczył. Wówczas uderzeniem kolb i pałek powalono go na ziemię i skopano butami, aż zastygł bez ruchu w kałuży krwi. Wrzucono go jak worek na dno ciężarówki… Ludzie zaczęli wsiadać. (…)

Zastrzelił się jeszcze gen. Siłkin. W ostatniej chwili powiesił się oficer Charłamow. Brytyjczycy zwolnili jednego z duchownych, 2 urzędników wojskowych i 12 lekarzy. Wypuszczono także wyrostka, Kozaczka-spadochroniarza, o przezwisku „Ryżenki”.

Oficer brytyjski podszedł do dowódcy oddziałów kaukaskich Sułtan-Kelecz-Gireja, oświadczając że wyznacza go szefem, odpowiedzialnym za zachowanie się oficerów kaukaskich. Sułtan-Kelecz-Girej splunął mu pod nogi.

Krasnow nie wyszedł na plac. Siedział w otwartym oknie baraku i patrzył. Żołnierze brytyjscy zauważyli go w ostatniej chwili i rzucili się by go wyciągnąć przez okno. Kilku oficerów kozackich odepchnęło żołnierzy i wzięło atamana na ręce.

Wśród oficerów, wtłoczonych do ciężarówek, było 32% b. obywateli sowieckich i 68% starych emigrantów, którzy nigdy obywatelami sowieckimi nie byli.

Złożenie broni przez Kozaków w Austrii

W czasie podróży dwóch oficerów otruło się, a spośród tych, co próbowali ucieczki większość zastrzelono.


Dziesiątkom tysięcy żołnierzy pozbawionym dowódców odczytano odezwę, w myśl której oficerowie zdradzili ich i okłamali, a teraz pozostało im jedynie powrócić na ojczyzny łono... Z pewnością niewielu było takich, którzy w tę, typową sowiecką propagandę uwierzyło. O ile ktoś w ogóle uwierzył. W każdym razie zapowiedziano ewakuację poszczególnych pułków kozackich wraz z rodzinami na ostatni dzień maja. W odpowiedzi na odezwę Kozacy ogłosili w ramach protestu głodówkę, a na ścianach rozwiesili ogłoszenia, na których widniał napis: „Wolimy głód i śmierć tu niż powrót do Związku Sowieckiego”. Wiadomo: w CCCP też głód i śmierć, ale do tego i tortury mogą dorzucić, więc lepiej zdychać na miejscu.


Józef Mackiewicz:


We wszystkich obozach i stanicach wywieszono czarne flagi. Na placach obozowych zbudowano prowizoryczne ołtarze, i duchowni odprawiali przy nich dzień i noc nabożeństwa, spowiadając i udzielając komunii. Naturalnie nie obeszło się bez pisania zbiorowych petycji: do króla i królowej, do biskupa Canterbury, do Churchilla, do papieża, do króla serbskiego Piotra, do gen. Eisenhowera, do parlamentów krajów demokratycznych… Wojskowa kancelaria brytyjska petycje przyjmowała i rzucała do kosza.


Ze względu na wypadające na 31. maja Święto Bożego Ciała repatriację przełożono na kolejny dzień, a w barakach odcięto dopływ wody.


Józef Mackiewicz:


Od świtu utworzyła się olbrzymia procesja, która ruszyła do kaplicy polowej w obozie Peggetz. Przodem kroczyli duchowni w ornatach. Niesiono krzyże, chorągwie, księgi, zapalone świece. Słońce zaledwie wzeszło i ledwo różowiły się śniegi na szczytach Alp. Myczały krowy kozackie, nie dojone w ogólnym zapamiętaniu. Po pastwiskach rozłaziły się niedopatrzone konie i wielbłądy astrachańców. Nad Drawą wisiała jeszcze mgła. Niepisanym nakazem postanowiono przybrać postawę biernego oporu. (…)

Modły trwały bez przerwy, ale około 8-ej rano zbliżyły się szerokim wachlarzem czołgi brytyjskie i stanęły w odległości 100 m. Od strony baraków zajechały ciężarówki, do których miano ładować ludzi i odwozić na stację do oczekujących pociągów. Cały zaś obóz otoczony został tyralierą żołnierzy zbrojnych w karabiny z nasadzonymi bagnetami, pistolety automatyczne i pałki. Jeszcze przez krótki czas trwały nabożne pieśni, gdy nagle żołnierze rzucili się na tłum, rozrywając łańcuch rąk i bijąc po głowach kolbami i pałkami. Powstała panika, krzyki; deptano i zadeptywano się wzajemnie. Tłum, cofając się, zaczął napierać na parkan odgraniczający obóz od pola. Parkan runął pod naciskiem. Ale na polu też stały czołgi, żołnierze strzelali nie w górę lecz pod nogi. Zbitych i okrwawionych chwytano i wleczono do ciężarówek. Również w dalszych obozach rozległy się strzały. Ludzie rzucali się na oślep, uciekali w lasy. skakali do rzeki. W nieopisanym tumulcie rozbiegły się tabuny koni. Miejscowa ludność początkowo żegnała się nabożnie krzyżem świętym, gdy jednak ktoś zrobił początek rzuciła się by grabić opustoszałe namioty, łapać konie, zabierać bydło. Wtedy księża katoliccy kazali bić w dzwony i nawoływać ludność do zaprzestania hańbiącej grabieży. Na wieżach kościelnych pojawiły się też czarne chorągwie.

Tymczasem główna masa ludzka w Peggetz, cofając się przed zbrojnymi żołnierzami, usiłowała jeszcze wyrywać z ich rąk tych, których już schwytali. Wtedy to padł pierwszy Kozak przebity bagnetem. Tłum odpłynął i odsłonił ołtarz. Pop wyciągnął ku żołnierzom Ewangelię, ale wytrącono mu ją z rąk bagnetem. Jeden z Kubańców zasłonił się obrazem Matki Boskiej, otrzymał jednak cios w skroń i skóra wraz z włosami zwisła mu na ucho. Trzeci próbował parować cios chorągwią św. Mikołaja Cudotwórcy, uderzenie pałki wdeptało Mikołaja Cudotwórcę w błoto.

Improwizowana kaplica, ołtarz, obrazy, kielichy, wszystko zostało przewrócone i stratowane. Nagle ktoś krzyknął, inni go podtrzymali, i rozległo się zgodne a groźne: „Urrra!”. Wydawało się że Kozacy sami chcą przejść do natarcia, żołnierze brytyjscy prędko zawrócili i zaczęli wystawiać karabiny maszynowe. Jeden z duchownych, ratując sytuację, wezwał ponownie do modlitwy…


Niektórzy próbowali uciekać. Do takich strzelano. Były przypadki rzucania się pod czołgi i innego rodzaju samobójstwa. Trupem padały też kobiety i dzieci. Wiele osób utonęło w rzece. Na Wschód, wśród lamentów kobiet szukających dzieci i wrzasku osieroconych malców ruszyły transporty. W bydlęcych wagonach, podobnie jak Polacy – na Wschód, hen w białe śniegi.

Generał Andriej Grigoriewicz Szkuro

Gen. major Poliakow był świadkiem tych wydarzeń. Udało mu się uniknąć repatriacji i zmarł w roku 1969 w USA. W swojej relacji z12 maja 1949 r. napisał:


Wtedy zaczął się straszliwy, brutalny i nieludzki rozlew krwi, masakra niewinnych ludzi. Oni uderzali ich kolbami, powodując nieopisaną panikę. Raniące serce krzyki napełniły powietrze. W tym niepojętym kataklizmie wielu było zadeptanych na śmierć, głównie dzieci. Ktokolwiek mógł podejmował desperacką obronę tak długo, na ile starczało mu sił.

Nieprzytomnych, wielu z połamanymi kończynami, Brytyjczycy rzucali jak kłody do zapełnionych ciałami ciężarówek. Kiedy w ciężarówkach Kozacy odzyskiwali świadomość, próbowali uciekać. Byli wówczas bici aż do nieprzytomności i znów rzucani na ciężarówki. Kadeci stawiali najtwardszy opór. Oni bronili nie tylko siebie, ale robili wszystko co w ludzkiej mocy by pomóc kobietom, dzieciom i starcom w uniknięciu uwięzienia, repatriacji i zguby w ZSRS.


Józef Mackiewicz:


12 generałów, w tej liczbie Domanowa, Krasnowa, Sułtana-Kelecz-Gireja oraz Szkurę (odstawiony dopiero 31 maja specjalnym samochodem wraz ze swym adiutantem Połowinem), wysłano do Moskwy i powieszono. 120 oficerów zastrzelił konwój sowiecki po drodze z Grazu do Wiednia. W Wiedniu rozstrzelano 1030 Zniknęło bez wieści wywiezionych na dalsze badania 983.


Bilans przedstawiony przez Mackiewicza nie jest oczywiście dokładny. Oficerów zabito. Tysiące Kozaków – również kobiet wywieziono w głąb Związku Sowieckiego. Dzieci trafiły do sowieckich sierocińców.


Gen. major Iwan Aleksiejewicz Poliakow:


Pośród zabitych znaleźć można bohaterskich żołnierzy dawnej Armii Imperium Rosyjskiego z czasów pierwszej wojny światowej i przywódców Białych, Kozacy z lat Wojny Domowej: generał Ataman Piotr Nikołajewicz Krasnow, Generał Szkuro i Książę Sułtan Girej Kłycz, i inni.

Działając w imieniu Atamana Dońskiego, wierzę, że to jest mój bezpośredni obowiązek, aby przypomnieć Kozakom o tej potwornej katastrofie i o jej ofierze – znakomitym Atamanie Dońskim i Białym przywódcy, Generale Kawalerii Piotrze Nikołajewiczu Krasnowie.


 

31.12.2021r.


Źródła:

- „Wiadomości”, nr 43 (499), Londyn 23. X 1955 r.

- „Fakty, przyroda, ludzie”, Józef Mackiewicz