Prymas Wyszyński a Niepodległa

Niebawem kolejna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Przy tej okazji polecam książkę pod tytułem „Prymas Wyszyński a Niepodległa”. Jest to praca zbiorowa, w której udzielili się: ks. Jerzy Buczek, Rafał Łatka, Ewa K. Czaczkowska, Paweł Skibiński, Alina Rynio, ks. Robert Nęcek, Beata Mackiewicz, Bartłomiej Noszczak, Łukasz, Krzysztofka, ks. Józef Marecki, Wojciech Kucharski, ks. Dominik Zamiatała, Zbigniew Stanuch i Andrzej Grajewski.
Nauczanie Prymasa Wyszyńskiego nadal jest aktualne, a wiele problemów z okresu Jego bytności nadal wymaga rozwiązania. Kardynał Wyszyński nakreślił pewne ramy suwerennego Narodu, który powinien rozwijać się „w duchu zdrowego nacjonalizmu. Nie szowinizmu, ale właśnie zdrowego nacjonalizmu”. Zadania stojące przed Polakami określił tak: „obrona porządku religijnego i moralnego, obrona prymatu rodziny, życia rodzinnego i ekonomii rodzinnej, obrona wolności”. Jest to w oczywisty sposób powiązane z nacjonalizmem polskim, z którym niestety jest dzisiaj dużo kłopotów. Osoby i organizacje lewicowe doprowadziły do zohydzenia tego słowa i de facto utożsamienia go z „szowinizmem”, co wyraźnie odróżniał Prymas Tysiąclecia. Niestety obecnie mamy bardzo słabego Prymasa w Kościele. Człowiek, który jest niekompetentny na wielu polach walki o polskość i wiarę. Na stronie Archidiecezji Gnieźnieńskiej jest wywiad publicysty Marka Zająca z abp. Wojciechem Polakiem. Tekst zatytułowany jest „Prymas o nacjonalizmie i wojnie polsko – polskiej”. Abp Polak twierdzi tam, że „nacjonalizm, nawet jeżeli nie wzywa do przemocy, i tak wychodzi z założenia o wyższości własnego narodu oraz jego interesów nad innymi, bez względu na fakty czy okoliczności”. W odniesieniu do nacjonalizmu polskiego jest to ewidentna bzdura. Najlepszą odpowiedzią na te słowa będzie stwierdzenie Henryka Sienkiewicza („Pisma”, tom XXXV z roku 1912):
Tylko nikczemne i złośliwe indywidua, lub absolutni głupcy mogą porównywać nacjonalizm polski z charakterystycznym nacjonalizmem niemieckim lub z czarnosecinnym rosyjskim.
Nacjonalizm polski nie tuczył się nigdy cudzą krwią i łzami, nie smagał dzieci w szkołach, nie stawiał pomników katom. Zrodził się z bólu, największej tragedii dziejowej. Przelewał krew na rodzinnych i na wszystkich innych polach bitew, gdzie tylko chodziło o wolność.
Wybuchnął i rozgorzał w niewoli, jako poryw ku wolności. Wypisał na swych chorągwiach najszczytniejsze hasła miłości, tolerancyi, oswobodzenia ludu, oświaty, postępu — i w imię tych haseł przechodził wraz z całą ojczyzną w osobach swych bojowników przez takie cierpienia, przez jakie, od czasów chrześcijaństwa, nie przechodzili bojownicy żadnej innej idei.
Kto go inaczej pojmuje — płytko i źle go pojmuje; kto mu inaczej służy — błądzi.
Nie będę rozstrzygał czy Prymas Polak tylko „błądzi”, czy jest „nikczemnym” i „złośliwym” indywiduum. W tymże wywiadzie sprzed lat odnosi się on także do słów Prymasa Wyszyńskiego i powiada tak:
Znowu mamy przykład ahistorycznego wyrywania z kontekstu słów kardynała Wyszyńskiego. Kilkadziesiąt lat temu, w Polsce pod ścisłą kontrolą Kremla i PZPR, gdy propaganda głosiła komunistyczny internacjonalizm bądź Moczarowski nacjonalizm – takie pojęcia jak „naród” miały nieco inny wydźwięk. Sugerowanie, że Prymas Tysiąclecia był nacjonalistą, jest w najlepszym razie przejawem ignorancji, zaś w najgorszym – cynicznym kłamstwem. Kiedy kardynał Wyszyński mówił o nacjonalizmie, miał na myśli postawę, którą współcześnie utożsamiamy z patriotyzmem. Proszę, nie wykorzystujmy Prymasa Wyszyńskiego w taki niecny sposób. Nie przekłamujmy przesłania i dziedzictwa wielkiego Polaka i Sługi Bożego, który – mam nadzieję – wkrótce będzie ogłoszony błogosławionym i świętym. Kiedy kardynał Wyszyński wskazywał na pierwszeństwo troski o to, co nasze – mówił to w czasach, gdy nasza kultura, tożsamość i duchowość były niszczone, a nasze narodowe cele podporządkowano obcym interesom. Nigdy jednak w jego nauczaniu nie było mowy o wykluczaniu kogokolwiek. Nie było przekonania, że Polacy są lepsi od innych narodów. Przeciwnie – Prymas Tysiąclecia bezgranicznie kochał Polskę, ale dobrze znał i piętnował nasze słabości i wady. Nie mówił, że jesteśmy narodem chrześcijańskim czy katolickim, lecz ochrzczonym – to znaczy takim, który przyjął określoną tradycję, ale wciąż musi nad sobą pracować, pogłębiać swą wiarę i nawracać się do Boga.
Znowu mamy poplątanie pojęć. Nie, nacjonalizm to nie patriotyzm, a patriotyzm nie nacjonalizm, choć w wielu aspektach są to pojęcia od siebie zależne. Nacjonalizm to umiłowanie własnego narodu (nacji), co nie zakłada tym samym „wykluczania kogokolwiek”. Wyświechtany, ale obrazowy przykład: to, że kocham własną Matkę nie znaczy, że nienawidzę Matki biskupa Polaka, ani jakiejkolwiek innej. Umiłowanie własnego Narodu nie oznacza pogardy, czy jakiegokolwiek „wykluczania” innych Narodów. Nie ma tu mowy o „przekonaniu, że Polacy są lepsi od innych narodów” tak, jak nie ma przekonania, że moja Matka jest lepsza od jakiejś innej Matki. Może być nawet gorsza, ale to moja Matka i jej jestem winien oddać pierwszeństwo. W myśl porządku miłości (ordo caritatis), o którym również Prymas Wyszyński nauczał (Kraków, rok 1974), że „dla nas po Bogu największa miłość to Polska”:
Dla nas po Bogu, największa miłość to Polska! Musimy po Bogu dochować wierności przede wszystkim naszej Ojczyźnie i narodowej kulturze polskiej. Będziemy kochali wszystkich ludzi na świecie, ale w porządku miłości. Po Bogu więc, po Jezusie Chrystusie i Matce Najświętszej, po całym ładzie Bożym, nasza miłość należy się przede wszystkim naszej Ojczyźnie, mowie, dziejom i kulturze, z której wyrastamy na polskiej ziemi. I chociażby obwieszczono na transparentach najrozmaitsze wezwania do miłowania wszystkich ludów i narodów, nie będziemy temu przeciwni, ale będziemy żądali, abyśmy mogli żyć przede wszystkim duchem, dziejami, kulturą i mową naszej polskiej ziemi, wypracowanej przez wieki życiem naszych praojców.
Miłość ma swoja hierarchię i tego nauczał Kościół przez setki lat. W powyższych słowach Prymas mówił o patriotyzmie, czyli umiłowaniu Ojczyzny (łac. Patria). To samo odnosi się do umiłowania Narodu, w imię chrześcijańskiego porządku miłości – najpierw Polska i Polacy, a później reszta świata.
Co to znaczyło być Polakiem dla polskich nacjonalistów (narodowców)? Świetnie wyjaśnił to jeden z nich, przyjaciel Romana Dmowskiego, prof. W. Lutosławski („Posłannictwo polskiego Narodu”):
Do polskiego narodu należą spolszczeni Niemcy, Tatarzy, Ormianie, Cyganie, Żydzi, jeśli żyją dla wspólnego ideału Polski. (…) Murzyn lub czerwonoskóry może zostać prawdziwym Polakiem, jeśli przejmie dziedzictwo duchowe polskiego narodu, zawarte w jego literaturze, sztuce, polityce, obyczajach i jeśli ma niezłomną wolę przyczyniania się do rozwoju bytu narodowego Polaków.
Prymas Polak niestety nie zna myśli i twórczości tych wybitnych Polaków. Mało tego, nie zna podstaw, które z łatwością mógłby znaleźć w twórczości jednego z najwybitniejszych Polaków, prof. Feliksa Konecznego. A przecież to podstawy cywilizacji łacińskiej, którą Kościół stworzył! Wypadałoby znać.
Prof. Feliks Koneczny:
Dziś jest rzeczą tzw. „wiadomych powszechnie”, jako angielskie czy francuskie „nation” wcale nie pokrywa się z naszym „naród”. Tam nie rozumieją narodu bez państwa, bo z własnej historii tego nie dostrzegli, a polskiej nie studiowali! Oni rozumieją przez „nation” po prostu państwo narodowe; w ich toku myśli naród jest zrzeszeniem, wytwarzającym państwo.
Żadną miarą nigdzie a nigdzie, ani w języku angielskim, nie wywodzi się narodowość z państwa! Tego rodzaju pomysł pojawia się czasem w literaturze niemieckiej, jako wpływ ideologii pruskiej – lecz nigdzie indziej. A prusactwo zajmuje odrębne miejsce pośród umysłowości zbiorowych, o czym tu rozwodzić się nie mogę i nie widzę potrzeby.
Narodowość bezwarunkowo nie jest genezy państwowej, lecz wyłącznie społecznej. Nie państwa zmieniają się w narody, lecz społeczeństwa, mianowicie niektóre z tych, które przeprowadziły dokładną emancypację rodziny i zdobyły się na odrębność prawa publicznego. Nie wystarczą atoli te warunki; trzeba czegoś więcej.
Nie zna też Prymas twórczości czołowego polskiego narodowca – Romana Dmowskiego. Umyślnie nie piszę nacjonalisty bo on sam wolał używać polskiej formy, która świadczy właśnie o odrębności polskiego nacjonalizmu od wszelkich innych.
Reasumując: nacjonalizm to nie to samo co patriotyzm, a polscy nacjonaliści (narodowcy) to nie to samo co nacjonaliści francuscy, niemieccy, czy jacykolwiek inni. Nacjonalizm to także nie szowinizm, a z tym jest coraz częściej utożsamiany. W tej kwestii odsyłam do publikacji naszego wybitnego cybernetyka doc. Józefa Kosseckiego.
O tym z książki się nie dowiemy, ale jest mnóstwo innych, ciekawych wątków. Natomiast walka z nacjonalizmem polskim jest jednym z elementów wynarodawiania Polaków w czym, jak widać bierze udział także duchowieństwo. Bez silnych więzi narodowych zginiemy jako Naród i ziści się sen wszelkiej maści internacjonalistów - wynarodowionych ignorantów, którzy widzieliby świat pod rządami jednej, globalnej władzy i skupiony wokół jednej, uniwersalnej religii. To jednak, jak pisał prof. Koneczny nieuchronnie doprowadzi do upadku cywilizacji łacińskiej, a co za tym idzie Kościoła w obecnej formie.
Prymas Stefan Wyszyński:
Polska bowiem ma wspaniałą przeszłość, ma swoje dzieje, kulturę, literaturę, sztukę, rzeźbę. Musimy więc nieustannie nawiązywać do przeszłości! Naród bez przeszłości jest godny współczucia. Naród, który nie może nawiązać do dziejów, który nie może wypowiedzieć się zgodnie ze swoją własną duchowością – jest narodem niewolniczym. Naród, który odcina się od historii, który się jej wstydzi, który wychowuje młode pokolenie bez powiązań historycznych – to naród renegatów! Taki naród skazuje się dobrowolnie na śmierć, podcina korzenie własnego istnienia.


Komentarze