top of page

Płk. Jan Hipolit Litewski

10 minut temu
9 minut(y) czytania

Płk. Jan Hipolit Litewski w walce o niepodległość.

 

    Jan Hipolit Litewski urodził się w styczniu 1893 roku w Raciążu, jako syn Witalisa i Stanisławy Heleny z Jerzmanowskich. Po ukończeniu kilku klas Szkoły Powszechnej wstąpił do gimnazjum w Płocku. W 1905 r. w związku ze strajkiem, w którym brał udział opuścił państwową uczelnię i kontynuował edukację w Gimnazjum Polskiej Macierzy Szkolnej w Płocku. Bunt młodzieży miał charakter ogólnopolski i było to wystąpienie przeciwko rusyfikacji. Polska młodzież domagała się nauczania w języku polskim i przez nauczycieli polskich lub żydowskich. Walczyli też o równe prawa dla gimnazjów męskich i żeńskich. Za udział w strajku wyrzucono ze szkoły 175 uczniów, w tym Litewskiego. Wiele lat później w prasie wspominano te wydarzenia jako walkę o „mowę ojczystą, o pacierz i duszę polskiego dziecka pod zaborem rosyjskim”.





    Po przeszkoleniu i wielu trudnościach piętrzonych przez Rosjan, ochotnicy ruszyli na front walki o niepodległość. Do 15. maja 1915 r. Legion Puławski (LP) walczył pod Fałkowem, a później pod Iłżą. Szczególnie istotnym etapem w historii LP były boje pod Pakosławiem (19-20 maja), gdzie zginęło kilkudziesięciu żołnierzy legionowych. 20. VIII 1915 r. formowany w Puławach Legion poniósł duże straty w walkach w okolicy stacji kolejowej Nurzec. Żołnierze byli w odwrocie, który wiódł przez Czeremchę, Białowieżę i Bobrowniki. Na początku września walczyli pod Izabelinem i Zelwą, gdzie miał miejsce  ostatni bój formacji. Udało się wówczas wyprzeć Niemców, zająć i utrzymać ich pozycje. Z blisko tysiąca żołnierzy LP pozostało zaledwie 7 oficerów i 105 żołnierzy.


        Jan Hipolit awansowany został w grudniu 1915 r. do stopnia kaprala, a w marcu kolejnego roku plutonowego. Ponad miesiąc później pełnił obowiązki wachmistrza, a 2. II został oddelegowany do Szkoły Kawalerii w Twerze, która była kuźnią kadry oficerskiej dla potrzeb wojsk kawaleryjskich. Po jej ukończeniu służył jako wachmistrz podchorąży w 1. Pułku Ułanów Krechowieckich, gdzie w czerwcu 1918 r. został awansowany do stopnia chorążego, a później podporucznika. Był to rok odzyskania przez Polskę niepodległości, a więc też okres formowania się Wojska Polskiego (WP).


    Litewski i Dziewanowski w „Dzieje 1 Pułku Ułanów Krechowieckich”:


Podczas rosyjskiej rewolucji pułk jest otoczony morzem anarchji. Rewolucjoniści starają się go skomunizować tak, jak skomunizowali rosyjskie jednostki; lecz ułan Krechowiecki na wszelką agitację jest zupełnie odporny, wszelkie próby spełzają na niczem. Teraz nareszcie można tworzyć wojsko polskie w Rosji. Władze rosyjskie są zbyt słabe, żeby temu przeciwdziałać. Tworzy się więc I Polski Korpus, za jądro którego służy pułk ułanów, wówczas jeszcze jedyny, i dywizja strzelców.


    Litewski, który zdecydował się na życie w mundurze znalazł się w szeregach odradzającej się armii i w czasie wojny z bolszewikami awansował do stopnia porucznika, a w toku działań wojennych odznaczony został Orderem Wojennym Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych (cztery razy). W uzasadnieniu przyznania Virtuti Militari napisano, że:


    operując plutonem od strony Drozdowicz na Nowe miasto / Galicja, nie bacząc na silny ogień komp. ukraińskiej piechoty, przeprowadził szarżę na okopy. Mimo czterokrotnej przewagi Ukraińców, działając tylko białą bronią, zdobył km i pozostawił na polu około 40 nieprzyjaciół, a resztę wziął do niewoli.


    Nie można nie wspomnieć o słynnej bitwie pod Krechowcami z 1917 roku. Początkowo ułani wywodzący się z Legionu Puławskiego walczyli z grupami rabunkowymi, które wytworzyły się po rewolucji bolszewickiej, ale ponieważ zbliżali się Niemcy, odesłano ich pod Krechowce. Pochodzący z Wysokiego Mazowieckiego płk. Bolesław Mościcki zdecydował o szarży, która zakończyła się sukcesem i zadziwiła wielu obserwatorów. Francuzi przysłali specjalna delegację z gratulacjami, a pod wrażeniem byli też sami przeciwnicy. Pruski generał Karl Litzmann, znany między innymi z tego, że zdobył twierdzę Kowno, która uchodziła za fortyfikację nie do zdobycia, po zajęciu Stanisławowa powiedział burmistrzowi miasta:


    Powiedz pan, panie burmistrzu, tym ułanom (rannym i wziętym do niewoli), którzy atakowali moich Bawarczyków, że otrzymałem od swoich podkomendnych raport, iż atak ułanów był wykonany z wielką brawurą i rycerskością. Powiedz pan, że o ich waleczności taka jest nasza opinia.



    Wojsko bolszewickie charakteryzowało się bezwzględnością i zdziczeniem z jakim Rosjanie za czasów cara nie mieli do czynienia. Podobne obrazy znamy też z okresu walk z Kozakami. Dowódca korpusu wystosował odezwę o treści:


    18 lutego dostarczono do Bobrujska 3 w okrutny sposób okaleczone trupy polskich wojaków. Mieszkańcy wsi przy stacji Tatarka, gdzie znalezione były trupy, zaświadczyli, że nad wziętymi do niewoli Polakami rosyjscy barbarzyńcy bolszewicy znęcali się w przeciągu 3 godzin, wykłuli im oczy, rozpruli brzuchy i jeszcze żywych zakopali do ziemi.


   Z miejscowymi Białorusinami nie zamierzał bawić się pułkownik Mościcki. Nakazał wystosować odezwę do ludności, w której zagroził, że każda wioska, z której będą strzelać do Polaków będzie potraktowana ostrzałem artyleryjskim, a za każdego zabitego ułana powiesi 10 z jeńców wziętych podczas walk w Osipowiczach. Pisał m.in.:


    Myśmy pierwsi nie zaczęli bratobójczej wojny, ale mylą się bardzo ci, którzy myślą, że nas można bezkarnie pozarzynać. Mogą wam poświadczyć mieszkańcy wsi Turyn, miasteczka Dobyśna i innych, gdzie dokonano napadów na naszych kolegów. Dotąd myśmy się tylko bronili, postępując z wami jak z uczciwymi przeciwnikami. Ale po tem, jak na stacji Tatarka znaleziono trzech zakopanych żywcem polskich żołnierzy, po tem, jak chłopi wsi Leszczynka zamęczyli dwóch naszych ułanów, postanowiliśmy postępować inaczej…



    W lutym 1921r. porucznik Litewski rozpoczął półroczne szkolenie w Centralnej Szkole Kawalerii w Grudziądzu. W roku 1921 pełnił różne funkcje wojskowe; był dowódcą szwadronu kawalerii i dowódcą pułkowej szkoły dla podoficerów. 26. I 1922 r. awansował do stopnia rotmistrza, co było marzeniem każdego ułana. Bywało, że oficerowie nie chcieli awansować, gdyż stopień rotmistrza miał w sobie to coś, co poruszało ułańskie serce (o damskim nie wspominając).


    W roku 1923 rotmistrz Litewski dowodził szwadronem ciężkich karabinów maszynowych (ckm), a już w lutym tego roku został mianowany dowódcą pułkowej szkoły ckm. Zasiadał w komisji pułkowej, która odpowiadała za odznaczenia wojskowe, a jako człowiek żywo zainteresowany historią trafił do Biura Historycznego Ministerstwa Spraw Wojskowych. W 1927 roku przeniesiony został do Torunia, gdzie współpracował przy udoskonalaniu broni maszynowej. Kiedy powrócił do macierzystej jednostki otrzymał awans do stopnia majora i od stycznia 1928 r. pełnił obowiązki kwatermistrza pułku. Udzielał się też w pułkowym klubie sportowym, gdzie był przewodniczącym zarządu.


    5. VII 1927 r. rotmistrz Litewski wziął ślub w kościele pod wezwaniem św. Barbary w Warszawie. Wybranką była Stanisława Komorowska, a świadkami rotmistrz Jerzy Litewski i porucznik Zygmunt Komorowski. Małżeństwo doczekało się dwóch córek.


    Przy okazji rocznicy odzyskania niepodległości major Litewski odznaczony został Złotym Krzyżem Zasługi, co nie znaczyło, że osiadł na laurach. W 1929 roku na kolejnym etapie kształcenia zawodowego uczestniczył w Kursie Oficerów Sztabowych Kawalerii w Grudziądzu.


    7. III 1931 r. major został zastępcą dowódcy pułku, a niespełna rok później ponownie pracował dla Wojskowego Biura Historycznego. Razem z rotmistrzem dyplomowanym Władysławem Dziewanowskim opracował „Dzieje 1 Pułku Ułanów Krechowieckich”, które poświęcone zostały „Pamięci Poległych Oficerów i Ułanów Pułku”. Autorzy zaznaczyli, że:


    Praca niniejsza nie jest historją 1-go pułku ułanów Krechowieckich, jest zaledwie jego kroniką i to bardzo niekompletną.


Święto pułkowe. Augustów 1922 r.
Święto pułkowe. Augustów 1922 r.

    W sierpniu 1933 Litewski awansował do stopnia podpułkownika. W tym samym roku został udekorowany Krzyżem Niepodległości.


    Od lipca 1935 roku pełnił obowiązki komendanta Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, a w maju 1938 r. powrócił w szeregi 1. Pułku Ułanów Krechowieckich (1.PUK) jako jego dowódca. W rodzimej jednostce odznaczony został Orderem Odrodzenia Polski V klasy. Na czele 1. PUK wyruszył na kolejną wojnę, z której już nie powrócił.


    Ułani dowodzeni przez podpułkownika Litewskiego stacjonowali w Augustowie, a w czasie wojny podlegali Suwalskiej Brygady Kawalerii (SBK) wchodzącej w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew” (SGO „Narew”).


    Po napaści niemieckiej pułk cofał się w kierunku na Zambrów. Napastnicy szybkimi uderzeniami sforsowali Narew pod Różanem i w rejonie Wizny. SGO „Narew” była zagrożona okrążeniem. Dużym problemem była lokalna ludność, która atakowała żołnierzy WP, w tej grupie szpiedzy wywodzący się z miejscowych Niemców. Część z nich udało się schwytać i rozstrzelać. Kiedy Wehrmacht zajął Ostrów Mazowiecką oddaloną ponad 20 km od Zambrowa 18. Dywizja Piechoty (18. DP) znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Dowodzący nią płk. dypl. Stefan Kossecki dostępnymi siłami uderzył na Zambrów. W odbicie miasta zaangażowany był także 1. PUK ppłk. Litewskiego. Suwalska BK zajęła pozycje przy drodze Ostrów Mazowiecka – Śniadowo, a Krechowiacy opanowali zalesione rejony wsi Piski, gdzie rozbili niemiecki oddział i wzięli kilku jeńców. Przy czym zdobyli haubice 105 mm z amunicją, żywność i dokumenty. 10 września 1. PUK ruszył nocnym marszem przez Szumowo do folwarku Wądołki Borowe i opanował stanowiska wzdłuż drogi prowadzącej z Zambrowa do Czyżewa w rejonie Długoborza Szlacheckiego.


    Jarosław Szlaszyński:


    Według świadectwa gen. bryg. Zygmunta Podhorskiego, dowódcy Zgrupowania Kawalerii, zadaniem 1 pułku ułanów było: „Opanować las zachód Długobórz, zamykając wyjście z Zambrowa na południe. Współdziałać z natarciem piechoty”. Rolą pułku było więc opanowanie lasu Długobórz, zablokowanie szosy w kierunku Zambrowa oraz niedopuszczenie do wprowadzenia nią dodatkowych sił niemieckich. Pośrednio potwierdza to przyjęte o świcie 11 września ugrupowanie bojowe pułku oraz relacja płk. Edwarda Milewskiego, dowódcy 3 Pułku Szwoleżerów Mazowieckich, który jako powierzone mu zadanie podał wyraźnie: „ja mam na oznaczoną godzinę zamknąć szosę idącą z Zambrowa (do Czyżewa)”. Z dalszej części sprawozdania płk. Milewskiego jasno wynika, że brygadzie postawiono zadanie zablokowania dróg i uniemożliwienie przeciwnikowi dostarczenia nimi posiłków i wsparcia. Kpt. Adam Heybowicz, dowódca 2 baterii 4 DAK, przydzielonej jako wsparcie artyleryjskie 1 pułku ułanów podał: „Natarcie to miało być wykonane z pomocą batalionu 71 pp, który miał uprzednio nawiązać łączność z dcą 1 p. ułanów”.


    11. IX 1939 r. pododdziały dowodzone przez ppłk. Litewskiego ok. godz. 6.30 znalazły się na pozycjach wyznaczonych w rozkazach. Dzień był bardzo mglisty, a kiedy mgła zaczęła ustępować, zaczął padać deszcz. W pewnym momencie wybuchła bezładna strzelanina. Czwarta kompania 71. Pułku Piechoty ze składu 18. DP dopiero zdołała dotrzeć w miejsce koncentracji, a do tego w gęstej mgle pomyliła kierunki i wyszła na pozycje 1. Pułku Ułanów Krechowieckich. Nie wiadomo kto zaczął strzelać pierwszy, ale faktem jest, że ułani musieli ustąpić i wycofać się pod naporem kolegów z piechoty. Żołnierze zambrowskiego 71. Pułku Piechoty nie wiedząc, że atakują polskie stanowiska odwodowe rozwinęli się do ataku. Uderzyli też na koniowody ułanów. Spowodowało to ogromne zamieszanie i straty w taborze. Popłoch był tym większy, że natarcie wyszło na tyły koniowodów, skąd nieprzyjaciela się nie spodziewano.  Rotmistrz Tomasz Mineyka zapamiętał, że „powstała szalona strzelanina kbk i rkm ze wszystkich stron”. Jak by tego było mało z sytuacji skorzystali Niemcy, którzy także zaczęli ostrzeliwać polskie pozycje moździerzami i granatnikami. Na domiar złego ostrzałem odgryzali się artylerzyści z ostrowskiego 18. Pułku Artylerii Lekkiej. Podpułkownik Litewski nie zamierzał kapitulować. Wezwał odwodowy szwadron i na czele swoich żołnierzy ruszył do kontrataku. Wkrótce po tym padł trafiony w klatkę piersiową i zmarł.


Bitwa o Zambrów.
Bitwa o Zambrów.

    Por. rez. Włodzimierz Sołowski:


    Dowódcy plutonów powtarzają komendę »Naprzód«. Szwadron skokami przedziera się przez gąszcz krzaków. Powietrze jęczy, cięte ulewą pocisków. Przeraźliwie jęczą rykoszety. Z drzew lecą drzazgi. Szwadron przekracza drogę i wchodzi do wysokopiennego lasu sosnowego, podszytego jałowcami. Ogień nie słabnie. Wtem w przodzie z prawa widzę błysk, po którym powietrzem targa wybuch. To dowódca szwadronu, kryjąc się za sąsiednią sosną, cisnął granatem ręcznym pod stojący przed nami krzak jałowca. Po chwili słyszę okrzyk »Trafiłem s…syna«. Przyskoczyłem bliżej. Przyjrzałem się uważnie i zdębiałem. Za krzakiem leżał zabity własny piechur. Nowe umundurowanie i jasna barwa trzewików i rzemieni oporządzenia świadczyły, że zostały wydane niedawno z zapasów mob. Obok niego leżał upuszczony rkm. Krzyknąłem do rotmistrza »Konrad. To nasi!«. Do najbliższego ułana wołam: »Przed nami swoi. Przerwać ogień! Kryć się! Plutonowy Wasilewski objąć dowodzenie plutonem. Podać dalej«. I pobiegłem w kierunku dowódcy pułku, który powinien być niedaleko w prawo, aby zameldować o rozpoznaniu nieprzyjaciela. gdy dobiegłem, ujrzałem koło drogi pułkownika, klęczącego na jednym kolanie i pochylonego do przodu w nienaturalnym skłonie. Jeszcze żył. Przy nim był ppor. F. Fudakowski, który usiłował pułkownika podtrzymać i wzywał lekarza i sanitariuszy. Opodal, półleżał na granicznym kopczyku, obficie brocząc krwią z obu nóg, ciężko ranny z broni maszynowej rtm. M. Jaczyński. Po chwili nadbiegli rtm. J. Komorowski, młodszy lekarz plut. pchor. M. Prawko i por. L. Filipczuk. Po kilku minutach Pułkownik skonał.

Odznaka pamiątkowa pułku, wz 1929
Odznaka pamiątkowa pułku, wz 1929

        Kondycja walczących od kilku dni żołnierzy była fatalna. Świadczą o tym słowa rotmistrza Mineyki:


    Pierwszy piechur do którego doszedłem, zajmował stanowisko leżąc i pół śpiąc. gdy się budził oddawał parę strzałów i znowu wpół zasypiał. Robił wrażenie półprzytomnego. Widać było, że jest zmęczony, wyczerpany. Nie usłuchał mego rozkazu »przerwij ogień«. Na zapytanie »gdzie dowódca«, wskazał ręką kierunek i strzelał dalej pół śpiąc. Dopytując się o dowódcę dotarłem do majora, dowódcy batalionu. Pokazałem mu swoją legitymację i poprosiłem o wylegitymowanie się. Okazał mi swoją, z której dowiedziałem się, że jest to major Knapik, dowódca batalionu 71 pp.


    Por. Andrzej Czaykowski:


    Chcieliśmy pochować Pułkownika na cmentarzu wśród swoich – nie zostawić Go samotnego pod przydrożnym krzyżem, czy polna gruszą, dlatego też wieźliśmy Go ze sobą całą noc. Teraz, w pobliskim kościele zamawiamy mszę i pogrzeb na cmentarzu, jeżeli sytuacja bojowa pozwoli, bo jesteśmy bez przerwy w styczności z Niemcami. Ksiądz w dzień chować nie chce – miał wypadki bombardowania pogrzebów, czeka wieczora. Tymczasem w pobliskiej wsi (wieś Kamień – przyp. autora tekstu) pułkowy patrol pionierów robi trumnę. Przed wieczorem ostatni raz widzę Cię, Pułkowniku, kiedy z lekarzem pułkowym spisujemy protokół. Odpinam Ci Krzyż Virtuti, który będzie dla nas najdroższą relikwią, odłamuję pół znaku tożsamości, zdejmuję z palca obrączkę dla żony, wyjmuję z pasa głównego kulę wroga, która po przebiciu ramienia i aorty tam utkwiła. Wieko prostej nieheblowanej trumny zamyka się. Obie trumny zostają złożone na wozach w oczekiwaniu na dalsze rozkazy. Przybiega goniec od pułkownika Karola Andersa: „Pogotowie marszowe pułku, przygotować mogiłę pod lasem – jeżeli ruszymy przed wieczorem Pułkownik będzie pochowany”. Słońce chyliło się ku zachodowi, purpurowe złote zorze swoje mieszając z łunami palących się okolicznych wsi, gdy znów przybiega kapral z pocztu pułkownika Andersa meldując: „Rozkaz dowódcy pułku – trumnę pochować – za 15 minut odmarsz pułku”. Ostrożnie, troskliwie zdejmują ułańskie ręce najdroższą z trumien z wozu, przenoszą nad otwartą mogiłę, po czem powoli na spiętych pasach głównych opuszczają ją w chłodem ziejący dół. Bateria DAKu stoi 200 m za nami, bije z dział raz po raz, spełniając bojowe zadanie, oddaje ostatni salut Poległemu. Rzucam pierwszą garść ziemi, za mną podoficerowie i ułani. Łopaty uderzyły o ziemię, dół zapełnia się, rośnie mogiła. Zdejmujemy hełmy, by zmówić krótki Wieczny Odpoczynek, potem podaję komendę „baczność” i długą chwilę salutujemy ostatni raz do Pułkownika. Rzucona ze ściśniętym gardłem komenda „do koni” kończy ten najprostszy pogrzeb.


    W okresie PRL-u byli żołnierze podpułkownika zadbali, aby szczątki zostały podjęte z mogiły pod gruszą, nieopodal Dąbrowy Wielkiej. Skromny pogrzeb pułkownika Jana Hipolita Litewskiego miał miejsce 8. V 1956 r. na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Pośmiertnie awansowany został do stopnia pułkownika i odznaczony Orderem Virtuti Militari IV klasy.


     W krużganku kościoła pw. Św. Antoniego z Padwy w Warszawie znajduje się tablica poświęcona płk. Litewskiemu, a we wrześniu 2023 roku odsłonięta została tablica pamiątkowa poświęcona osobie pułkownika w lesie koło Długoborza.


   

 

    Źródła:


- „Studia Łomżyńskie”, nr 13/2002 r. (Adrian Konopka)

- „Dzieje 1 Pułku Ułanów Krechowieckich”, Litewski, Dziewanowski

- „Garnizon Zambrów”, Jarosław Strenkowski

- „Rocznik Augustowsko-Suwalski”/ T. XX (2020r.), Jarosław Szlaszyński

-  „Dramat pod Długoborzem”, Jarosław Strenkowski

- „Wrzesień 1939. Historiografia–Pamięć–Mity”, Jarosław Strenkowski

- www.polona.pl

- www.zambrowiacy.pl

Komentarze


Czytelnia
IMG_20180916_102220.jpg
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com

bottom of page