Wojna na Ukrainie


Żyjemy w czasach totalnej dezinformacji i zakłamania. Sprzyja temu zasięg mediów masowego przekazu. Internet i telewizję zalewa jednostronny przekaz o sytuacji na terenie Ukrainy. Niestety, ludzie do których propaganda jest kierowana odbierają ją w dużej masie bezrefleksyjnie. Gorzej, propagandyści sami zaczynają wierzyć swojej własnej propagandzie. Kilka cytatów:


1. Ukraińcy rozbili elitarną jednostkę rosyjską pod Charkowem; chodzi o 200. Samodzielną Brygadę Strzelców Zmotoryzowanych.


2. Operacja Połączonych Sił Zbrojnych Ukrainy poinformowała w środę, że Rosjanie tracą nie tylko sprzęt i ludzi, ale w panice zostawiają też tajne dokumenty. Według jednego z pism, zatwierdzonego 18 stycznia, operacja zajęcia Ukrainy ma trwać 15 dni.


3. Klęska i całkowita kompromitacja armii rosyjskiej. Żenada i śmiech. W mediach pełno jest informacji i fotografii o zniszczonych, porzuconych czołgach, transporterach opancerzonej ponoć „niezniszczalnej” rosyjskiej armii. A w walkach z bohaterską Ukrainą nawet Cyganie kradną rosyjskie czołgi i transportery. Super technika, którą tak się puszył putin na defiladach dostaje się w ręce Ukraińskich bohaterów praktycznie bez walki. Rosyjscy żołnierze głodni, zagubieni porzucają sprzęt i uciekają „gdzie pieprz rośnie”.


4. Kijów to miasto NIE DO ZDOBYCIA! Ambasador nie pozostawia wątpliwości.


5. Rosyjscy żołnierze zostawiają ciężki sprzęt na Ukrainie i wracają do granic. – ten opis okraszony jest filmikiem, na którym widać grupkę żołnierzy, którzy ponoć wracają do Rosji. Przy okazji zabrali ze sobą swoje…karabiny. No cóż, wielu odbiorców odbiera tę narrację jak coś oczywistego.


6. Teraz Putin walczy o przeżycie. Przegra, tylko pytanie kiedy i za jaką cenę.


7. Ta wojna pokazała, że Polska (państwo dużo bogatsze niż Ukraina) jest w stanie osiągnąć zdolność do SAMODZIELNEJ obrony przed Rosją w konflikcie nie-nuklearnym.



Jeśli weźmiemy te doniesienia za pewnik, to mamy obraz kompletnej kompromitacji W. Putina i Federacji Rosyjskiej. Trzeba mieć naprawdę ograniczone horyzonty myślowe, żeby w to wszystko uwierzyć. Wedle doniesień medialnych Rosjanie nie mieli „żadnego planu strategicznego”. Żadnego! Kijów jest miastem „nie do zdobycia”, a więc nie zostanie zdobyty. Ileż to już takich twierdz „nie do zdobycia” zdobyto w historii świata… Ileż to „niezatapialnych” statków zatonęło… Wojsko rosyjskie to banda patałachów, którym Cyganie kradną czołgi, a W. Putin ukrył się w bunkrze. Tak jak kiedyś Hitler. Niesamowite…

W telewizji brylują politycy i generałowie, którzy zachowują się bardzo nieodpowiedzialnie i głoszą rzeczy z pogranicza fantastyki.


Ostatnio gruchnęła w nas wieść, że Polska ma udostępnić Ukrainie swoje samoloty bojowe. Ba! Miałyby one startować z polskich lotnisk! Takie informacje szerzy rządowa telewizja. Rozentuzjazmowanych tymi wieściami Polaków pragnę uświadomić, że jest to akt wypowiedzenia wojny. Polska stałaby się jedną ze stron konfliktu. Biorąc pod uwagę obowiązujące nas sojusze, mogłoby to wywołać konflikt militarny o zasięgu globalnym, który i tak wisi na włosku. To nie jest nasza wojna! Ukraińcy zostali napadnięci przez Rosję i powinniśmy zrobić wszystko co w naszej mocy aby im pomóc. Jest to czysty gest serca i katolickiego miłosierdzia, ale też nasz interes narodowy. Na tym polu Polaków nie trzeba bardzo namawiać, zaangażowali się jak nikt inny na świecie. „Gość w dom – Bóg w dom”. W relacjach telewizyjnych, za granicą o Polsce mówi się niewiele, a jeśli już, to stawia się nas w niekorzystnym świetle. W TV francuskiej np. pokazuje się wielką ofiarność Francuzów. Po prostu nikt tak nie pomaga na świecie, jak Francja. W tym samym przekazie Polska praktycznie nie robi nic. Oczywiście pomoc niesiona uchodźcom nie jest uzależniona od tego, co o nas mówią. Robimy to, co uważamy za słuszne. Osobiście uważam, że niezależnie od naszej ofiarności, kiedy to wszystko się skończy (a szybko się nie skończy), nie będziemy mogli liczyć na wdzięczność Ukrainy. Wdzięczni będą przygarnięci uchodźcy, ale też nie wszyscy. Z wieloma będą zapewne problemy. Co nie znaczy, że nie powinniśmy w miarę możliwości pomagać Ukraińcom. Powinniśmy.


Poza tym jest jeszcze nauczanie Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego: ORDO CARITATIS. Jest pewien porządek miłości: najpierw twoi bliscy, a później inni. Wpierw pomóż swojej Matce, a potem Matce sąsiada. Najpierw pomagamy Polakom, a dopiero później, w miarę możliwości innym nacjom. Jest rzeczą karygodną, że w kościołach odwoływane są zbiórki na operację dzieci, bo zastępuje się je zbiórkami na pomoc Ukraińcom. Na terenie Ukrainy przebywa około milion Polaków, którzy również potrzebują naszego wsparcia. Nie tak to powinno wyglądać.

Wraz z faktycznymi uchodźcami, wdzierają się do naszego kraju egzotyczni, obcy nam kulturowo emigranci. Mamy już pierwsze ataki nożowników, pobicia kobiet. To, co znamy z relacji zagranicznych. Służby państwowe nie dają sobie rady i nie weryfikują wszystkich, którzy chcą przekroczyć granicę. Ci, co szturmowali granicę polsko-białoruską zostaną wypchnięci na granicy polsko-ukraińskiej. Płot, który budujemy na granicy z Białorusią posłuży zatrzymaniu uciekinierów z Białorusi, jeśli prezydent Aleksandr R. Łukaszenka włączy się do wojny, w której już de facto uczestniczy.


Wszystkim, którzy uwierzyli, że Rosjanie uciekają w popłochu proponuję zaznajomić się z historią drugiej wojny światowej. Rajd rosyjskich żołnierzy przypomina trochę niemiecki blitzkrieg na Polskę w 1939 roku. Jednak czasy się odrobinę zmieniły i nie do końca się ten rosyjski blitzkrieg udał. Z tym, że wydaje się on połączony z taktyką J. Stalina z roku 1941, czyli okresem tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wówczas na pierwszą linię Józef Stalin wystawił armię składającą się ze studentów i nauczycieli akademickich. Adolf Hitler gwałtownym atakiem zmiótł ją i dotarł w głąb Rosji. Tyle, że tam czekały już bardzo dobrze wyposażone i zdeterminowane dywizje. Ofensywa niemiecka załamała się pod Stalingradem, a sprzymierzeńcem Rosji była wówczas zima. Jest bardzo dużo podobieństw do wydarzeń z okresu drugiej wojny światowej. Być może ślepy fanatyzm ustąpił miejsca zwykłym, ale brutalnie prowadzonym interesom, ale metody i cele są podobne. Dzisiaj o dominację nad światem walczą USA, Chiny i Rosja. Od kilku dni walczą rękami Ukraińców, ale nie ma wątpliwości, że jak zajdzie taka potrzeba to poświęcą również nas. Zapomnijmy o sojuszach – papier przyjmie wszystko. Może teraz też skóra na niedźwiedziu będzie dzielona w Jałcie? Może na Krymie? W każdym razie Ukrainę, w mojej opinii uratować może jedynie cud.

Kolejnym niebezpieczeństwem, które czyha na Polskę w kontekście tej wojny jest kwestia tworzenia formacji międzynarodowej, która walczyłaby po stronie Ukrainy. Oczywiste jest, że wśród tych ochotników będą także żołnierze jednostek specjalnych z różnych krajów. Każdy schwytany przez Rosjan żołnierz polski, który walczy w szeregach takiej jednostki może stanowić pretekst do ataku na Polskę. Oczywiście nie regularnej wojny, a jedynie jakiejś małej detonacji ostrzegawczej, ale ta detonacja może się rozwinąć i to potężnie.


Na Federację Rosyjską nakładane są sankcje. Jedne bardziej dotkliwe, inne mniej. Jeszcze inne są tylko pozorne. Jestem przekonany, że nawet najbardziej dotkliwe sankcje nie są w stanie złamać Rosji. To nie ten kraj i nie ta mentalność – nie ta cywilizacja. Przy całym optymizmie ich nakładania należy pamiętać, że one negatywnie wpłyną również na nasz kraj i nasze życie. Jak również na inne kraje, zwłaszcza w Europie. Dlatego nie będą trwały wiecznie. Jeśli nie zdarzy się cud i Ukraina zostanie opanowana przez Rosję, to szybko ten fakt zostanie zaakceptowany przez opinię międzynarodową i sankcje zostaną zdjęte. Być może Polska jako jedyna nie zaakceptuje rozbioru Ukrainy, ale to znowu będzie tylko i wyłącznie problemem Polski i Polaków.


Obecnie Ukraina otrzymuje z wielu krajów dość duże ilości uzbrojenia i amunicji. Bardzo dobrze spisują się tureckie drony, które sieją spustoszenie w szeregach wroga. Świetnie działają również polskie systemy przeciwlotnicze. Bardzo skuteczna jest broń przeciwpancerna, która z łatwością niszczy stare, wysłużone czołgi i wozy opancerzone. Patrząc jednak na to wszystko chłodnym okiem, można zauważyć, że przez ten optymizm wynikający z dużej skuteczności nowoczesnej broni przebijają się krwawe interesy. Przede wszystkim Amerykańskie. Nie ma się co oszukiwać, w interesie wielu państw jest, aby w tym konflikcie wykrwawiły się jak najbardziej obie strony. Czy nie dlatego zewsząd płynie broń na Ukrainę? Iluż jest bezdusznych władców tego świata, globalistów, którzy poklepując Ukraińców po plecach popychają ich do zaciętej wojny? Zakładam, że przy tym wiedzą jak to wszystko się zakończy.


Mam nadzieję, że cud się zdarzy i Ukraina zdoła się obronić, ale szanse nie są wielkie. Trzeba być gotowym na konflikt międzynarodowy, który potrwa wiele lat. Przestrzegam tym samym przed hurra-optymizmem spowodowanym kłamliwą propagandą i nadmiernemu uleganiu emocjom. To naprawdę niewiele pomoże. Nie bądźmy łatwowierni i nie wierzmy we wszystko co podaje telewizja, czy inne media. Wszystkim stronom konfliktu zależy na odmiennym przedstawieniu sytuacji i nie jest to sytuacja zgodna z prawdą. Naprawdę dużą nieodpowiedzialnością byłaby wiara w potęgę naszej armii i to, że jest ona w stanie stawić czoło Rosji. Zapomnijmy o tym na najbliższe lata i podnośmy w tym czasie zdolności bojowe naszej armii. Jeśli sami się nie obronimy, to nikt nas nie obroni. Dlatego warto też zrobić wszystko, aby Polacy byli przygotowani kiedy „kolbami w drzwi załomocą” i ułatwić dostęp do broni w narodzie.

Tymczasem życzę powodzenia Ukraińcom i mam nadzieję, że jeśli im się uda i będą mieli grono zrodzonych w wojnie faktycznych bohaterów, na których będą mogli budować swoją tożsamość narodową, zniszczą pomniki banderowców, zezwolą na ekshumacje naszych pomordowanych rodaków i będziemy mogli podać sobie ręce. Na początek może tak skromny gest dobrej woli jak "wypuszczenie" naszych lwów z tej ohydnej klatki z paździerza na Cmentarzu Łyczakowskim. „Zgoda buduje – niezgoda rujnuje”.


03. 03. 2022r.



Tagi: