Zbrodnia katyńska
- Wrona
- 22 sty
- 7 minut(y) czytania
Pod koniec września 1943 roku Armia Czerwona wyparła Niemców i zajęła Smoleńsk. W jego bezpośrednim sąsiedztwie leży niewielka miejscowość o nazwie Katyń. Funkcjonariusze NKWD doskonale zdawali sobie sprawę co to oznacza. Szybko rozeszła się wieść o pewnym kompleksie leśnym, w którym znajdują się ciała pomordowanych Polaków. Policja polityczna (NKWD - Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) Związku Sowieckiego odpowiadała za represje i terror na podległych sobie terenach, w tym mordowanie wrogów politycznych. Za takich uważani byli przedstawiciele polskiej elity intelektualnej: oficerowie, księża, nauczyciele, naukowcy… Mordowanie Polaków na masową skalę czerwoni zaczęli „Operacją Polską” (1937-38 r.), a zakończyli zniszczeniem podziemia niepodległościowego wiele lat po londyńskiej paradzie zwycięstwa z roku 1946. Zbrodnia w Katyniu (a także Miednoje, Bykowni, Charkowie i innych miejscach kaźni) była wykonana na rozkaz Józefa Stalina i jego współpracowników z Biura Politycznego. Za wykonanie tajnej decyzji z 5. marca 1940 roku odpowiadał szef NKWD Ławrientij Beria. Pod decyzją podpisali się także Klimient Woroszyłow, Anastas Mikojan, Łazar Kaganowicz, Wiaczesław Mołotow i Michaił Kalinin. Bezpośredni nadzór, a także osobiste rozstrzeliwanie (w Kalininie; dzisiaj Twer) należy przypisać Wasiłyjowi Błochinowi i około 125 funkcjonariuszom NKWD.

Stalin, tak jak i Beria był Gruzinem, Mołotow i Kalinin Rosjanami, Woroszyłow Ukraińcem, Mikojan Ormianinem, Kaganowicz Żydem. Różniło ich pochodzenie etniczne, ale łączył czerwony od krwi sztandar pod którym szli mordować.
Kilka lat temu na łamach izraelskiej gazety „Maariv” ukazały się nazwiska oficerów NKWD, którzy uczestniczyli w zbrodni katyńskiej. Pochodzący z Polski Żyd Abraham Vidro udzielił wywiadu, w którym opowiedział o spotkaniu z żydowskimi funkcjonariuszami. Opowiedzieli mu o mordowaniu ludzi w Katyniu, co było ich udziałem. Jeden z nich, por. A. Susłow powiedział: „Mordowałem Polaczków własnymi rękami! I do nich sam strzelałem”. Chodziło mu o polskich oficerów, wśród których też byli ci pochodzenia żydowskiego.
Aleksander Barkaszow w 1994 r. udzielił wywiadu dla „Życia Warszawy”. Powiedział między innymi:
Wiem jaką tragedią jest dla was sprawa katyńska, ale oświadczam: polskich oficerów nie rozstrzelali Rosjanie. Sprawdzaliśmy przynależność etniczną enkawudzistów – wykonawców wyroku. Wszyscy byli Żydami i wypełniali rozkazy sobie podobnych, stojących wyżej w ówczesnej hierarchii. Rosjanie są z natury przyjaźnie nastawieni do Polski.
Nie jest to stwierdzenie prawdziwe, a jedynie zabieg propagandowy. Żydzi uczestniczyli w mordach, ale nie byli jedynymi wykonawcami. Wykorzystanie zbrodni w celach propagandowych było dziełem mistrza w tej dziedzinie Josepha Goebbelsa. To ten człowiek Hitlera jako pierwszy postanowił wykorzystać odnalezienie masowych grobów oficerów przetrzymywanych wcześniej w obozie kozielskim. Goebbels wiedział, że nie było to dziełem zbrodniczej machiny Hitlera i nie miał problemu z zaprezentowaniem znaleziska całemu światu. Cel był oczywisty – zniechęcić Sowietów ich sojusznikom i osłabić front antyhitlerowski. W swoim dzienniku pod datą 9. kwietnia 1943 r. zapisał:
Polecę, by te polskie groby masowe zobaczyli neutralni dziennikarze z Berlina. Polecę ściągnąć tam również polskich intelektualistów. Niech się przekonają na własne oczy, co ich czeka, gdyby rzeczywiście spełnić się miało wielokrotnie przez nich żywione życzenie, aby bolszewicy pobili Niemców.

Według Niemców pośrednią winę za to co się stało ponosili także Brytyjczycy, którzy popchnęli Polskę do wojny. Niestety jest w tym dużo prawdy, ale wg. nazistowskiej propagandy winni byli także Żydzi. Niemiecki „Völkischer Beobachter” pisał, że brytyjski rząd był na służbie „światowego Żydostwa”, które „reprezentowało plutokratyczno-bolszewicką chęć posiadania potęgi”.
Temat był wałkowany w przestrzeni publicznej tak często, jak to tylko było możliwe. Niemcy z radością przyjęli do wiadomości, że dzięki nim Związek Sowiecki zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem RP w Londynie.
Urzędnikom III Rzeszy Niemieckiej udało się powołać Międzynarodową Komisję Lekarską, która zbadała doły śmierci. Raport był druzgocący dla sowieckiej propagandy. Oczywiste było, że oficerowie Wojska Polskiego zamordowani zostali w czasie okupacji sowieckiej.
Józef Mackiewicz:
Nie są to trupy anonimowe. Tu leży armia. Można by zaryzykować określenie kwiat armii, oficerowie bojowi, niektórzy z trzech uprzednio przewalczonych wojen. To jednak, co najbardziej nęka wyobraźnię, to indywidualność morderstwa, zwielokrotniona w tej potwornej masie. Bo to nie jest masowe zagazowanie, ani ścięcie seriami karabinów maszynowych, gdzie w ciągu minuty czy sekund przestają żyć setki. Tu przeciwnie, każdy umierał długie minuty, każdy zastrzelony był indywidualnie, każdy czekał swojej kolejki, każdy wleczony był nad brzeg grobu; tysiąc za tysiącem.

Niemcy przypomnieli słowa z odezwy dowódcy Frontu Ukraińskiego Siemiona Timoszenki z 17. września 1939, które zachęcały żołnierzy aby „bili oficerów i generałów”:
Żołnierze! – wzywano. – Bijcie oficerów i generałów. Nie podporządkowujcie się rozkazom waszych oficerów. Pędźcie ich z waszej ziemi. Przechodźcie śmiało do nas, do waszych braci, do Armji Czerwonej. Tu znajdziecie uwagę i troskliwość.
W roku 1943 sytuacja zmieniła się na korzyść Sowietów. Teraz teren Katynia znalazł się w ich zasięgu działania. Już na trzy dni przed opanowaniem Smoleńska Gieorgij Aleksandrow z Urzędu Propagandy wystosował pismo do Aleksandra Szczerbakowa z Głównego Zarządu Politycznego Armii Czerwonej. Zawarł w nim takie oto informacje:
Wojska sowieckie zbliżają się do Lasów Katyńskich, miejsca, gdzie wiosną 1943 roku Niemcy w celu prowokacji zorganizowali rozkopywanie mogił polskich oficerów. W związku z tym, że nasze wojska znajdują się już 30-35 kilometrów od Katynia i prawdopodobnie niedługo wyzwolą ten rejon, celowe jest teraz podjęcie kroków przygotowawczych do zdemaskowania niemieckiej prowokacji. Teraz jest właściwy czas do utworzenia komisji składającej się z przedstawicieli Nadzwyczajnej Komisji Państwowej i organów śledczych i skierowania jej w rejon działań wojennych. Komisja w ślad za naszymi oddziałami powinna przybyć do Katynia. Na miejscu niezwłocznie zorganizuje ochronę mogił, zbieranie niezbędnych materiałów, przesłuchania świadków itd. Opublikowanie dobrze przygotowanych materiałów o sprawie katyńskiej, demaskujących prowokację Niemców, mogłoby mieć wielkie znaczenie polityczne.
13. stycznia 1944 r. Biuro Polityczne powołało Komisję Specjalną pod przewodnictwem naczelnego chirurga Armii Czerwonej Nikołaja Burdenki. Oczywiście nie trzeba było przeprowadzać żadnych badań żeby stwierdzić, że zbrodni dokonali Niemcy. Badania komisji Burdenki były czystą fikcją, a jej działalność miała ściśle określony cel propagandowy. Doskonale wiedział o tym główny propagandysta Hitlera Goebbels, który zanotował w swoim dzienniku:
Po wyzwoleniu Smoleńska Sowieci na pewno będą starali się (…) zwalić na nas swoją winę.

Sowieci zadbali też, aby świadkowie, którzy zeznawali przed Niemcami zmienili swoje spojrzenie na okoliczności zbrodni. Jeśli ktoś miał inne spojrzenie na „wyjaśnienie” okoliczności mordu kończył metr pod ziemią. Jeden z głównych świadków rozstrzeliwania polskich oficerów w Katyniu Iwan Kriwoziercew wycofał się razem z Wehrmachtem. Nie zdołał uniknąć śmierci i zginął w Wielkiej Brytanii w niewyjaśnionych okolicznościach. Takich zgonów było więcej. W najlepszym wypadku świadkowie trafiali do więzienia. W latach 90-tych, ci którzy jeszcze żyli odwołali swoje zeznania składane przed komisją Burdenki.
26. stycznia 1944 roku opublikowany został komunikat Komisji Specjalnej. Burdenko pisał do Nikołaja Szwiernika: „Mamy możliwość rzucić światło na niemieckie twierdzenia w interesie triumfu prawdy”. Fragmenty raportu z „badań” sowieckich fachowców opublikowane zostały 29. stycznia w gazecie „Zwyciężymy” (nr 10/1944r.). W Łaptiewie zapisane zostały wytyczne „o kampanii w Korpusie z powodu zamordowania przez hitlerowskich złoczyńców oficerów polskich w lesie katyńskim”. Mowa tu o Korpusie, w skład którego wchodzili żołnierze ludowego Wojska Polskiego, byli jeńcy sowieckich obozów. Zawarto tam między innymi stwierdzenie, że Komisja Burdenki „dowodzi niezbicie, że mordy w Katyńskim lesie były popełnione na wyraźny rozkaz hitlerowskich goryli”. Pod tymi bredniami podpisał się zdrajca i dezerter z Armii (2. Korpus Polski) gen. Władysława Andersa generał Zygmunt Berling oraz jego zastępca major Aleksander Zawadzki. Panowie potępili rząd polski w Londynie i zapowiadali zemstę oraz… niepodległą Polskę:
Nad bratnią mogiłą oficerów polskich w lesie Katyńskim ślubujemy narodowi polskiemu, że pomścimy ich śmierć męczeńską, walcząc ramię przy ramieniu z sojuszniczą Armią Czerwoną, przywieziemy ich prochy do Wolnej Niepodległej Polski.
Armia Czerwona wraz z gen. Berlingiem umocniła władzę sowiecką i był gwarantem podległości Polaków wobec Związku Sowieckiego. Ludowe Wojsko Polskie wzięło udział w zniszczeniu podziemia antykomunistycznego w okupowanym kraju, co powiększyło liczbę ofiar sowieckiego terroru. Wielu żołnierzy zdezerterowało, wybierając niewolę u Niemców, ale wielu też uległo propagandzie komunistycznej i gorliwie wypełniało rozkazy nowej władzy.

30. stycznia 1944 r. Berlingowcy zgromadzili się pod kopcem usypanym na okoliczność oddania hołdu zamordowanym w Katyniu. Wszystko oczywiście pod auspicjami funkcjonariuszy NKWD. Kopiec wieńczył wizerunek orła i kłamliwy napis o treści: „Cześć poległym 1941”. Odbyło się nabożeństwo żałobne pod przewodnictwem ks. ppłk. Wilhelma F. Kubsza, złożono wieńce. Była defilada wojskowa i salwa honorowa. Przemówił gen. Zygmunt Berling, który kłamał jak z nut. Mówił m.in.:
Stoimy nad grobem jedenastu tysięcy pomordowanych naszych braci, oficerów i żołnierzy Wojsk Polskich. Niemcy rozstrzeliwali ich jak dzikie zwierzęta, rozstrzeliwali ich ze związanymi rękami. Nieubłagany wróg nasz, Niemiec, chce zniszczyć cały nasz naród dlatego, że zagarnąć chce ziemie, na których od wieków żyjemy my, Polacy. Dlatego niszczą i mordują Niemcy naszych braci w Polsce, tępią, rozstrzeliwują i wieszają inteligencję polską, wypędzają chłopów z ich ziemi polskich. Dlatego wymordowali tutaj, w lesie Katyńskim, oficerów i żołnierzy polskich. Krew braci naszych przelana w tym lesie woła o pomstę.
Mamy obecnie broń w ręku, broń daną nam przez zaprzyjaźnionego sojusznika, przez Związek Radziecki, na który Niemcy nieudolnie usiłowali przerzucić zbrodnię tu przez nich dokonaną.

Kapral Edward Flis:
Na skraju sosnowego lasu usypane były mogiły zbiorowe. Cały teren i Las pokrywała gruba warstwa śniegu, natomiast mogiły były ledwie śniegiem przyprószone. Ułożono na nich wieńce od jednostek dywizji. Stał tam też niewielki drewniany krzyż. Niestety, oprócz tego niewiele więcej można było zobaczyć. Chciałem, podobnie jak inni żołnierze, rozejrzeć się w terenie, ale drogę zagrodził nam enkawudzista i powiedział „nielzia”. Kręciło się ich poza ścisłym terenem mogił sporo, a także kilku cywilów. Podszedł ksiądz ze swoją asystą i jakiś major […] Przemówił patetycznym głosem major, powtarzając znaną już propagandową wersję, jak to Niemcy bestialsko wymordowali tu 11 tysięcy polskich oficerów jak to Rząd Londyński uległ goebbelsowskiej propagandzie. Spojrzałem na stojącego obok plutonowego, a on wyszeptał „Kłamie jak z nut”.
Zwróciła moją uwagę, i nie tylko moją, zniszczona Gazeta w deptana w ziemię i śnieg, z której dało się tylko odczytać część nagłówka „beobachter”, co miało świadczyć, że byli tu Niemcy. Cofnąłem się o kroki zauważyłem jakiś mały przedmiot wdeptany w ziemię. Wydobyłem go i schowałem do kieszeni. Okazało się, że jest to sprzączka pasa oficerskiego z nierdzewnej „alpagi”. X nasz kapelan odprawił pod krzyżem modły i poświęcił groby. Przyznać się muszę, że w czasie tych modłów o spokój dusz pomordowanych nie mogłem odpędzić od siebie myśli, czy kiedykolwiek morderców i ich mocodawców dosięgnie kara, i że na potępienie zasługują także ci, którzy usiłują zatruć nas jadem zakłamania.
Kompania oddała honory wojskowe grobom pomordowanych. Staliśmy jeszcze przez chwilę w skupieniu nad mogiłami, nie mogąc pojąć sensu tej okropnej masakry bezbronnych ludzi. Siłą rzeczy nasuwały się różne refleksje, między innymi i ta, że na Smoleńszczyźnie zostawiamy nowe polskie mogiły, tych którzy polegli pod Lenino. W drodze powrotnej wszyscy siedzieli na ławkach samochodu z opuszczonymi głowami i nikt nie odezwał się ani słowem. Myśleli chyba to samo co ja.
Źródła:
- „Zbrodnia niemiecka w Katyniu”, raport Komisji Specjalnej
- „Lenino 1943”, Kamil Anduła
- „Goniec Codzienny”, nr 577/1943r.
- www.przystanekhistoria.pl


Komentarze