Łemkowie, cz. II (3)

Link do cz. I (3)


Wielka Wojna uwidoczniła podziały w społeczności Łemków. Ci, którzy sprzyjali Carskiej Rosji mieli pretensje do tych o zapatrywaniach proukraińskich, że byli donosicielami i niejednokrotnie ich katami. Kiedy wojna chyliła się ku końcowi Łemkowie, którym bliżej było do Ukraińców organizowali się w Ukraińskiej Powiatowej Radzie Narodowej. Jawnie wystąpili przeciwko polskiej państwowości i tworzyli własne organa administracyjne, łącznie z milicją. Nie wahali się nawet przy organizacji zbrojnych napadów na polskie placówki. Opanowali Cisnę i zaatakowali Łupków, gdzie atak odparty został przez polskich kolejarzy. Ostatecznie porządek zaprowadziło Wojsko Polskie, które rozpędziło ich na cztery strony świata. A właściwie, większość uciekła na terytorium Słowacji.


W zachodniej części Łemkowszczyzny nie utożsamiano się z Ukraińcami. Wręcz przeciwnie – stanowczo odrzucano jakikolwiek sojusz z nimi. Doskonale pamiętano donosicielstwo Ukraińców i obóz koncentracyjny w Talerhofie. 27 listopada 1918 r. w Gładyszowie powstała Ruska Rada. Jej zwolennicy systematycznie pozbywali się elementów proukraińskich ze swojego środowiska, zwłaszcza księży. Upominali się też o odpowiednią liturgię mszalną i nauczanie języka ruskiego w szkołach. W grudniu 1918 r. Rada Ruska z Gładyszewa i inne tego typu Rady weszły w skład Ruskiej Ludowej Republiki Łemków. Na potrzeby powstałej milicji Polska Komisja Likwidacyjna przekazała broń i amunicję. Przez jakiś czas Łemkowie rządzili niemalże samodzielnie. Mieli nawet własny system sądowniczy. Zaistnieli politycznie. Odmówili sojuszu z Zachodnioukraińską Republiką Ludową i zdecydowanie zaznaczali swoją odrębność. Pojawiła się też opcja oderwania tych terenów od Polski i przyłączenia, jako autonomicznej republiki do Czechosłowacji. Temu nie mogło się bezczynnie przyglądać Wojsko Polskie, które zlikwidowało łemkowską republikę, a głównych prowodyrów oddało pod sąd. Ksiądz Dymitrij Chylak (proboszcz w Izbach), dr Jarosław Kaczmarek (adwokat z Muszyny) i Mikołaj Gromasiak (z Krynicy) oskarżeni zostali o próbę oderwania Łemkowszczyzny „od jednolitego Związku Państwa Polskiego”. Wszystkich uniewinniono. Kilku innych działaczy internowano, a wielu wyjechało za granicę.


21. Dywizja Piechoty Górskiej

Tadeusz A. Olszański („Magury”) zauważył, że „działania łemkowskich działaczy politycznych w latach 1918-1920 nie były próbą tworzenia państwa łemkowskiego i że nazwę „republiki” (określenie to występuje jedynie na metrykach, wystawianych przez jednego z proboszczów) nadano formom ich działalności cokolwiek na wyrost. Była to raczej „komisja likwidacyjna” (używam tego określenia przez analogię do Polskiej Komisji Likwidacyjnej dla b. Królestwa Galicji i Lodomerii), mająca zapewnić ład społeczny po rozpadzie państwa austriackiego do czasu uregulowania statusu prawno-międzynarodowego Łemkowszczyzny. Rzecz jasna, wyrażała ona aspiracje ludności łemkowskiej (czy raczej – jej świadomej części) nie było wśród nich jednak pragnienia powołania własnego państwa. Jak sądzę, wszyscy Łemkowie zdawali sobie sprawę z zupełnej nierealności takiego przedsięwzięcia”.


Nie do końca była to opcja nierealna. Istniała, jak już wspomniałem możliwość oderwania się na korzyść Czechosłowacji. Łemkowie prowadzili w słowackim Pleszewie zaawansowane rozmowy na temat przyłączenia Łemkowszczyzny do Czechosłowacji. Początkowo chcieli się przyłączyć do Rosji, o czym także wspomina Olszański:


Po rozpadzie Austro-Węgier, jesienią 1918 roku, na Łemkowszczyźnie rozpoczęły się wiece, na których Łemkowie rozważali, jaki ma być dalszy los ich kraju. Wiedząc o programie samostanowienia narodów prezydenta Wilsona, nie byli skłonni uznać tego, że cała Galicja pozostaje pod władzą Polskiej Komisji Likwidacyjnej. Z początku, postulowali oni przyłączenie Łemkowszczyzny (tak galicyjskiej, jak i węgierskiej) do Rosji, dość szybko jednak okazało się to zupełnie nierealne. Atrakcyjność Rosji spadała zresztą pod wpływem opowieści powracających jeńców.


W łemkowskich dokumentach można się natknąć na takie teksty:


Naród ruski, który zamieszkuje terytorium Galicji po San, Poprad i Dunajec, południowe stoki Karpat i Bukowinę na północ od Seretu, uroczyście wyraża wolę należeć do wspólnego organizmu politycznego, a protestuje przeciwko pretensjom Polaków i Węgrów do wymienionych obszarów. Nie chcemy ani Węgrów, ani Polaków i nie znamy żadnej Ukrainy!


W roku 1920 towarzysz Lew Trocki podczas mowy do komunistycznej braci wieszczył „bezwzględne zniszczenie burżuazyjnej Polski”. „Po trupie białej Polski” światowa rewolucja bolszewicka miała opanować wszystkie kraje. Wojsko Polskie nie czekało bezczynnie. Władysław Sikorski, wówczas jeszcze w randze pułkownika poprowadził swoich ułanów na Mozyrz i Kalenkowicze. Manewr wyprzedzający znacząco osłabił zapędy bolszewików, ale nie pozbawił ich zapału.



Łemkowie już w roku 1919 postarali się o zwolnienie ze służby w Wojsku Polskim. Władze państwowe poszły im na rękę, aby pozyskać sympatię dla odrodzonego państwa, ale też dlatego, że nie ufały mniejszościom, których na terenie Polski nie brakowało. Sytuacja była jednak bardzo poważna. Rzeczypospolitej zagrażała ponowna utrata niepodległości. W tej sytuacji nie zawężano zbytnio grona poborowych. Karty mobilizacyjne otrzymali także Łemkowie. Większość uchyliła się od poboru i uciekła na drugą stronę gór, do Czechów i Słowaków. Polacy obronili się przed nawałą bolszewicką bez gremialnego wsparcia Łemków. Ostateczną likwidację republiki łemkowskiej potwierdził traktat Ryski z 18 marca 1921 r, który uregulował przebieg granic między Polską, Rosją i nowopowstałą Ukraińską Socjalistyczną Republiką Radziecką. Ukraińcy mieli upragnioną namiastkę własnego państwa, ale wbrew postanowieniom traktatowym nadal ingerowali w sprawy Polaków. Nadal próbowali przeciągnąć Łemków na swoją stronę. O ile z tymi, którzy nastawieni byli proukraińsko nie mieli większych problemów, to z pozostałymi już tak. Nadal pamiętano Ukraińcom denuncjacje do władz okupacyjnych. Co więcej, aktywnie działali społecznie i politycznie byli więźniowie obozu koncentracyjnego w Telerhofie, którzy doskonale pamiętali kto ich wyprawił w drogę do austriackiego obozu. Tym, którzy z obozu nie powrócili, stawiano pamiątkowe krzyże, które Ukraińcy niszczyli.


Ruski Zjazd Łemkowszczyzny z maja 1934 r. wydał nawet uchwałę potępiającą poczynania Ukraińców. Czytamy w niej:


Zjazd piętnuje metody walki ukraińskich szowinistów, a specjalnie ukraińskich księży, którzy z ambony robią arenę polityczną. Zjazd występuje przeciwko barbarzyńskiemu burzeniu pomników talerhofskich, paleniu i niszczeniu majątku spółdzielczego i mordowaniu czołowych działaczy, co miało miejsce w Marewiczach i Karowie…


Warto zauważyć, że Zjazd prawidłowo definiuje działaczy ukraińskich jako „szowinistów”, a nie „nacjonalistów” jak to się często dzieje.


Marek A. Koprowski:


Dla działaczy ukraińskich lata dwudzieste oznaczały utratę na Łemkowszczyźnie wielu pozycji. Odrodził się w niej bardzo silny, separastycznie nastawiony ruch staroruski. 95 proc. Łemków za swój ojczysty uznawało język ruski. Spis powszechny w 1931 r. oznaczał całkowitą klęskę ukraińskich narodowców. Ich agitacja za tym, by Łemkowie podawali w spisie narodowość ukraińską i język ruski jako ojczysty, skończyła się całkowitą klapą. Nawet w najbardziej „ukraińskim” powiecie sanockim narodowość ukraińską zadeklarowało 22,5 proc. mieszkańców, podczas gdy narodowość zgłosiło ich 47,1 proc. W krośnieńskim do narodowości ukraińskiej przyznało się 7,8 proc., w jasielskim - 1,1 proc., w gorlickim – 0,8 proc., w nowosądeckim – 2,3 proc., a w nowotarskim – 3,5 proc. W stosunku do ogółu ludności stanowili 11,2 proc. mieszkańców, a w liczbach bezwzględnych były to 14 462 osoby. Za opcją ruską opowiedziało się 74,6 proc. mieszkańców, a w liczbach bezwzględnych – 97 120.


W 1930 roku Łemkowie startowali do Sejmu z list Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem (BBWR), założonego z inicjatywy Marszałka Józefa Piłsudskiego. Po haniebnym przewrocie majowym, który położył podwaliny pod koniec Państwa Polskiego, jako działającego w ramach cywilizacji łacińskiej, Józef Piłsudski musiał umocnić swoją pozycję i władzę. Działo się to niejednokrotnie przy pomocy bandyckich metod. W każdym razie BBWR przeciwko parlamentarnej lewicy i narodowcom zaangażował m.in. mniejszości zamieszkujące RP, w tym Łemków. Tzw. „czwartą brygadę” stanowili ci, którzy za zaangażowanie w BBWR oczekiwali intratnych korzyści. Łemkowie skupieni w Ruskiej Agrarnej Partii zadeklarowali, że „Rzeczpospolita Polska jest także ich krajem” i w zamian za lojalność oczekują, że ich dzieciom umożliwi się naukę ojczystego, ruskiego języka przez nauczycieli wywodzących się z Łemków. Państwo Piłsudskiego mogło im to bez większych problemów zagwarantować, co też się stało. BBWR zobowiązał się także do dofinansowania gospodarki łemkowskiej i udostępnienia możliwości zaciągnięcia kredytów długoterminowych. Łemkowie protestowali też przeciwko ich ukrainizacji, zwłaszcza przeciwko podejściu do tematu Cerkwi.


Kilka lat później propolska część Łemków nadal opierała się wpływom ukraińskim. Chcieli żyć wśród Polaków bo, jak sami twierdzili „żadna krzywda im się nie dzieje”. Zukrainizowani Łemkowie, skupieni w Ukraińskim Zjednoczeniu Narodowo-Demokratycznym (UNDO) stanowczo twierdzili, że „Łemkowszczyzna stanowi nierozerwalną część narodu ukraińskiego i żadne wysiłki nie będą w stanie oderwać jej od pnia macierzystego”. Domagali się m. in. żeby w łemkowskich szkołach, ukraińscy nauczyciele uczyli języka ukraińskiego. Sprzeciwiali się wprowadzeniu do szkół łemkowskich pierwszego podręcznika języka łemkowskiego i gramatyki, który opracował Metody Trochanowski, były więzień obozu w Talerhofie i wróg ukrainizacji życia Łemków.


Sympatie prorosyjskie wśród Łemków odezwały się mocniej pod wpływem bolszewizmu tuż przed agresją Niemiec i Związku Sowieckiego na Polskę w 1939 roku. Wielu żyjących w biedzie ludzi uległo nachalnej propagandzie komunistycznej, wśród nich byli też niektórzy Łemkowie. Powróciły sentymenty separatystyczne.


Dr Krystyna Pieradzka tuż przed wojną stwierdzała, że Łemkowszczyzna, jako odrębny narodowościowo region jest „wytworem ostatniej ćwierci XIX w. jest przezwiskiem regionalnym i jako taka nie może być uważana za historyczną. Jest to zawsze ta sama polska ziemia w całości, jaką była przed wiekami, i nikomu się nie śniło czynić w niej jakichś podziałów, a szczepy różniące się w dialekcie, obyczajach itp. liczą się przecież na dziesiątki na terenie dawnej Rzeczypospolitej. Odrębność jest tu bardziej podkreślona wyznaniem (gr. kat. i miejscami prawosławnym), oraz domieszką dawnych pasterzy - Wołochów ludności napływowej w okolice autochtonicznie polskie”.


Czytaj dalej...