top of page

80. rocznica mordu sądowego

  • 4 minuty temu
  • 4 minut(y) czytania

 

    W sierpniu 1946 roku w gdańskim więzieniu zamordowana została młoda dziewczyna, dziecko. Jej imię, a chociażby pseudonim słyszeli prawie wszyscy w kraju – „Inka”. Danuta Siedzik nie walczyła z sowieckim okupantem z bronią w ręku, była sanitariuszką. Udzielała pomocy rannym nie patrząc czy są to jej koledzy, czy wróg. Do 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej (5. WB AK) dołączyła kiedy ta odbiła ją wraz z innymi aresztowanymi w Narewce pod zarzutem współpracy z podziemiem niepodległościowym. Po rozformowaniu brygady przez majora Szendzielarza ps. „Łupaszka”, Siedzikówna powróciła do szkoły. Później, zagrożona aresztowaniem pracowała pod fałszywym nazwiskiem w Miłomłynie. W tym czasie na Pomorze przybywało wielu Polaków, którzy zajmowali miejsca po wysiedlanych Niemcach. Na tych terenach większe grupy konspiracyjne nie działały, a ponieważ okupanci źle traktowali miejscowych zaistniała potrzeba aby ukrócić swawolę komunistycznych złodziei i morderców. Struktury Armii Krajowej zaczął rozbudowywać major „Łupaszka” w oparciu o rolników, pracowników kolei i leśników. W marcu 1946 roku do oddziału dołączyła „Inka”. Służyła jako sanitariuszka i łączniczka w szwadronie Zdzisława Badochy ps. „Żelazny” (ma symboliczny grób w Gdańsku). Żołnierze „Łupaszki” karali funkcjonariuszy aparatu opresji, którzy działali na szkodę ludności. Chłostą karali donosicieli i złodziei, a śmiercią zwyrodnialców odpowiedzialnych za morderstwa i gwałty. Siatka wywiadowcza ugrupowania opierała się na osobie Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk”.


Symboliczny grób ppor. Z. Badochy
Symboliczny grób ppor. Z. Badochy

    „Inka” została aresztowana w Gdańsku-Wrzeszczu, w lokalu konspiracyjnym, który obserwowali funkcjonariusze UB. Aby zmusić ją do zeznań obciążających „Łupaszkę” i jego podkomendnych, torturowana była na różne sposoby. Bezskutecznie. Wojskowy Sąd Rejonowy oskarżył „Inkę” o nielegalne posiadanie broni, strzelanie do milicjanta i współodpowiedzialność za zabicie ubeka. Przewodniczącym składu sędziowskiego był major tzw. Ludowego Wojska Polskiego Adam Gajewski. To on wydał wyrok śmierci na „Inkę”, co było sprzeczne nawet z ówczesnym, komunistycznym prawem. Czerwonych siepaczy nie interesował wiek oskarżonej, ani prawo. To oni byli prawem. Wyrok wykonano 28. sierpnia 1946 roku. Razem z Danusią zamordowany został podporucznik Selmanowicz ps. „Zagończyk”.


Miejsce odnalezienia szczątków Bohaterów.
Miejsce odnalezienia szczątków Bohaterów.

    „Inka” stała się symbolem bestialstwa systemu opresji, który mógł zaistnieć w Polsce tylko i wyłącznie dlatego, że miał oparcie w Armii Czerwonej i podległej jej Armii Ludowej. Walka z „czerwoną zarazą” trwa do dnia dzisiejszego. Zbrodniarze komunistyczni nadal mają eleganckie kwatery na Cmentarzu Powązkowskim, a polskie ulice i skwerki poświęcone są katom z Armii Ludowej, stanowiącej siły okupacyjne. To rzecz jasna nie skreśla wszystkich żołnierzy, którzy w tej armii służyli. Bywało, że dezerterowały całe pułki i dołączały do żołnierzy podziemia niepodległościowego. Nie czcimy jednak Wehrmachtu bo w jego szeregach byli siłą wcieleni Polacy. Tak samo nie możemy czcić Armii Ludowej. Nie możemy godzić się na to, żeby eksponowane stanowiska polityczne zajmowali spadkobiercy i czciciele słusznie minionego reżymu. Dzisiaj drugą osobą w państwie jest były komunistyczny aparatczyk, który szydzi i obraża żołnierzy Wojska Polskiego. Nasza walka nadal  trwa.


Cmentarz w Gdańsku.
Cmentarz w Gdańsku.

    Od śmierci Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza minęło 80 lat. Winniśmy im pamięć o nich samych i celach, które im przyświecały – niepodległej, prawej Polsce. Ojczyźnie niezależnej od wpływów angielskich, amerykańskich, żydowskich, rosyjskich, ukraińskich, czy też niemieckich i jakichkolwiek innych. Oni są wzorem do naśladowania dla nas i przyszłych pokoleń. Nie poddali się, nie zdradzili. Zapłacili cenę najwyższą, ale musi nam w uszach brzmieć dźwięk słów „Inki”, która przed plutonem egzekucyjnym wykrzyknęła: „Niech żyje Polska”. To samo krzyknął stojący obok „Zagończyk”.


Inka i Zagończyk
Inka i Zagończyk

    Zamordowanych komunistyczni oprawcy zagrzebali na cmentarzu gdańskim i zrobili wiele, aby o nich zapomniano. Dziesięć lat temu odnaleziono ich szczątki i godnie pochowano. Podczas tegorocznej, okolicznościowej Mszy św. ks. dr hab. Jarosław Wąsowicz zacytował wspomnienia ks. Mariana Prusaka, który był przy zamordowanych:


    Była bardzo spokojna. Wyspowiadała się i prosiła, by pójść do mieszkania we Wrzeszczu i powiedzieć, że ją rozstrzelano. Do siostry, która była w domu dziecka w Sopocie, wysłała już pocztówkę z informacją, że dostała wyrok śmierci. (…) Tam była cała gromada UB, jacyś żołnierze, lekarz, prokurator. Chyba z trzydzieści osób. Było ciemno. Oszołomiła mnie ta sytuacja. W końcu wprowadzili skazańców. Prawdopodobnie mieli skute albo związane ręce. Ubecy zachowywali się grubiańsko. Nie chciałbym przytaczać tu wyzwisk, które sypały się na dziewczynę i tego pana. Ustawiono ich pod słupkami przy ścianie. Przed rozstrzelaniem dałem im krzyż do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy, nie pozwolili. Prokurator siedział za małym stolikiem okrytym czerwonym suknem. Odczytał wyrok i powiedział, że nie było ułaskawienia. Potem padła komenda "po zdrajcach narodu polskiego ognia". W tym momencie oni krzyknęli: "Niech żyje Polska", tak jakby się umówili. Padła salwa i oboje osunęli się na ziemię. Żołnierze strzelali z trzech, może czterech metrów.



     Nie trafili, widząc przed sobą dziecko, do tego dziewczynę strzelali w powietrze. Zastrzelił Ich dowódca plutonu ppor. Franciszek Sawicki z miejscowego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW). Dosłużył się on stopnia podpułkownika, a po śmierci pochowano go z honorami na cmentarzu we Wrocławiu. Do niedawna upamiętniony był na tablicy w Chartowie, gdzie lądował jako jeden ze spadochroniarzy w 1944 roku. W 2019 roku tablica została usunięta.



    Z bazyliki Mariackiej ulicą Piwną ruszył pochód, który zakończył się przy grobach zamordowanych. Tam miały miejsce przemówienia, złożenie wieńców, zapalenie zniczy oraz Apel Poległych i Salwa Honorowa.


Areszt Śledczy, w którym zamordowano Inkę i Zagończyka.
Areszt Śledczy, w którym zamordowano Inkę i Zagończyka.

    Uroczystości w Gdańsku odbyły się pod patronatem prezydenta Karola Nawrockiego, który przysłał też swojego przedstawiciela (Jana Kasprzyka) i kwiaty. Instytut Pamięci Narodowej (IPN) postarał się także o żywą lekcję historii, za jaką należy uważać inscenizację historyczną na pl. Zebrań Ludowych, gdzie zorganizowana była Patriotyczna Strefa Edukacyjna. Głodni mogli posilić się darmową zupą (grochówka, żurek, pomidorowa – do wyboru), której w odróżnieniu od pikniku z okazji Święta Wojska Polskiego w Warszawie, nie zabrakło. Były też telebimy i rozdawana przez licznie przybyłych harcerzy woda. Była też stosowna rozrywka. Odbył się konkurs historyczny, mały koncert, a w tzw. międzyczasie można się było zapoznać z podstawowymi zasadami ratownictwa medycznego i patriotyczno-historyczną prasą. Warszawo, ucz się logistyki od lepszych.



    Poniżej galeria zdjęć z tego wypełnionego polskością dnia. Wspomnę jeszcze tylko, że do Gdańska przybyło 11 z 16. szkół noszących imię „Inki”. Obecna taż była duża grupa dzieci polskich ze Lwowa.


 

Komentarze


Czytelnia
IMG_20180916_102220.jpg
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com

bottom of page