top of page

Pod Długoborzem, cz. II(2)

  • Zdjęcie autora: Wrona
    Wrona
  • 5 dni temu
  • 5 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 5 dni temu


    Niemcy nasilili ostrzał, a najbardziej odczuli go żołnierze pierwszego i czwartego szwadronu. W tle pojawiła się czwarta kompania z 71. PP na czele z porucznikiem Stefanem Staweckim, która dopiero zdołała dotrzeć na wyznaczone pozycje bojowe. Nie wiadomo kto zaczął strzelać pierwszy, ale faktem jest, że ułani musieli ustąpić i wycofać się przed naporem kolegów z piechoty. Żołnierze 71. Pułku Piechoty nie wiedząc, że atakują polskie stanowiska odwodowe rozwinęli się do ataku. Uderzyli też na koniowody ułanów. Spowodowało to ogromne zamieszanie i straty w taborze. Popłoch był tym większy, że natarcie wyszło na tyły koniowodów, skąd nieprzyjaciela się nie spodziewano.  Rotmistrz Tomasz Mineyka zapamiętał, że „powstała szalona strzelanina kbk i rkm ze wszystkich stron”. Jak by tego było mało z sytuacji skorzystali Niemcy, którzy także zaczęli ostrzeliwać polskie pozycje moździerzami i granatnikami. Na domiar złego ostrzałem odgryzali się artylerzyści z ostrowskiego 18. PAL. 3. Pułk Szwoleżerów Mazowieckich został odrzucony przez Niemców, a 3. Pułk Strzelców Konnych wycofał się. Niewielką pomocą dla Krechowiaków okazały się jedynie działony 4. DAK, które niestety nie miały możliwości przeszkodzić nieprzyjacielowi w prowadzeniu ognia.


W drodze do Zambrowa.
W drodze do Zambrowa.

    Pułkownik Litewski nie zamierzał kapitulować. Wezwał odwodowy szwadron i na czele swoich żołnierzy ruszył do kontrataku. Wkrótce po tym padł trafiony w klatkę piersiową i zmarł.


    Ppor. Kazimierz Wierzbiański:


    Dowódca pułku z okrzykiem »za mną – ratujcie Pułk« – rzuca się naprzód. Dowódca pułku leciał pierwszy na skraju dukty, na lewo między drzewami, rtm. Jaczyński, między nimi ja, a między drzewami za nami mój pluton.


   Por. rez. Włodzimierz Sołowski:


    Dowódcy plutonów powtarzają komendę »Naprzód«. Szwadron skokami przedziera się przez gąszcz krzaków. Powietrze jęczy, cięte ulewą pocisków. Przeraźliwie jęczą rykoszety. Z drzew lecą drzazgi. Szwadron przekracza drogę i wchodzi do wysokopiennego lasu sosnowego, podszytego jałowcami. Ogień nie słabnie. Wtem w przodzie z prawa widzę błysk, po którym powietrzem targa wybuch. To dowódca szwadronu, kryjąc się za sąsiednią sosną, cisnął granatem ręcznym pod stojący przed nami krzak jałowca. Po chwili słyszę okrzyk »Trafiłem s…syna«. Przyskoczyłem bliżej. Przyjrzałem się uważnie i zdębiałem. Za krzakiem leżał zabity własny piechur. Nowe umundurowanie i jasna barwa trzewików i rzemieni oporządzenia świadczyły, że zostały wydane niedawno z zapasów mob. Obok niego leżał upuszczony rkm. Krzyknąłem do rotmistrza »Konrad. To nasi!«. Do najbliższego ułana wołam: »Przed nami swoi. Przerwać ogień! Kryć się! Plutonowy Wasilewski objąć dowodzenie plutonem. Podać dalej«. I pobiegłem w kierunku dowódcy pułku, który powinien być niedaleko w prawo, aby zameldować o rozpoznaniu nieprzyjaciela. gdy dobiegłem, ujrzałem koło drogi pułkownika, klęczącego na jednym kolanie i pochylonego do przodu w nienaturalnym skłonie. Jeszcze żył. Przy nim był ppor. F. Fudakowski, który usiłował pułkownika podtrzymać i wzywał lekarza i sanitariuszy. Opodal, półleżał na granicznym kopczyku, obficie brocząc krwią z obu nóg, ciężko ranny z broni maszynowej rtm. M. Jaczyński. Po chwili nadbiegli rtm. J. Komorowski, młodszy lekarz plut. pchor. M. Prawko 100 i por. L. Filipczuk. Po kilku minutach Pułkownik skonał.


Niemieccy motocykliści w rejonie Zambrowa.
Niemieccy motocykliści w rejonie Zambrowa.

    Równie dramatyczny opis wydarzeń przedstawia nam ppor. Kazimierz Wierzbiański:


    Nagle zwarłem się z żołnierzem, który wyskoczył zza drzewa, ale nie miał już czasu strzelić. Porwaliśmy się w ramiona. Patrzę – a to hełm polskiego piechura, a obok inny leci z rkm, strzelając spod pachy, dalej inni – polska piechota. Zaczynamy krzyczeć, zarówno ułani, jak i piechurzy: »Nie strzelać! To Polacy!…« Upłynęło jednak sporo czasu zanim przerwano walkę.


    Podporucznik Franciszek Fudakowski spotyka się w końcu z majorem Stanisławem Knapikiem z 71. PP i próbują opanować sytuację. Niestety nadal postępuje natarcie na koniowody 1. PUK. Zdenerwowanie i zmęczenie żołnierzy było tak duże, że nawet po zaprzestaniu ostrzału nie chcieli dopuścić do siebie ułanów.


    Ppor. Zbigniew Rymaszewski:


    Niedługo wszystko się wyjaśniło. Otóż – 71. pp, który miał uderzyć na Niemców od północy, wziął nas z powodu mgły za wroga i rozpoczął natarcie. Po całym lesie słychać było ciągłe »hurra« i odgłos strzałów. Mineyko pobiegł zorientować się w sytuacji, mnie zdawszy szwadron. Leżeliśmy wszyscy w olszynie nie wiedząc co robić, a strzały coraz bardziej się zbliżały. Nie pomogły krzyki »nie strzelać«, ani pieśń »Jeszcze Polska nie zginęła«, którą dla rozpoznania zaczęliśmy śpiewać.


Jeńcy z 18. Dywizji Piechoty.
Jeńcy z 18. Dywizji Piechoty.

        Kondycja walczących od kilku dni żołnierzy była fatalna. Świadczą o tym słowa rotmistrza Mineyki:


    Pierwszy piechur do którego doszedłem, zajmował stanowisko leżąc i pół śpiąc. gdy się budził oddawał parę strzałów i znowu wpół zasypiał. Robił wrażenie półprzytomnego. Widać było, że jest zmęczony, wyczerpany. Nie usłuchał mego rozkazu »przerwij ogień«. Na zapytanie »gdzie dowódca«, wskazał ręką kierunek i strzelał dalej pół śpiąc. Dopytując się o dowódcę dotarłem do majora, dowódcy batalionu. Pokazałem mu swoją legitymację i poprosiłem o wylegitymowanie się. Okazał mi swoją, z której dowiedziałem się, że jest to major Knapik, dowódca batalionu 71 pp.


   Kiedy rotmistrz zaapelował o przerwanie ognia, major „rozłożył ręce, mówiąc, że nie panuje nad batalionem z powodu kompletnego przemęczenia ludzi”. W pewnym momencie zaczęli do siebie strzelać pododdziały 71. Pułku Piechoty.


    Jarosław Szlaszyński:


    Ze względu na charakter źródeł, rozmiar strat jest trudny do ustalenia. Bez wątpienia był on jednak znacznie mniejszy niż początkowo sądzono. Także u krechowiaków, choć tu strata była bardzo bolesna – zginął przecież dowódca pułku ppłk Jan Litewski. Poległ też telefonista starszy ułan/kapral Jan gintowt‑Dziewałtowski z 3 szwadronu oraz najwyżej kilku ułanów. Kpt. Adam Heybowicz oceniał, że w sumie z pułku i jego baterii poległo kilkunastu ułanów i kanonierów. Ciężko ranni byli rtm. Michał Jaczyński oraz kpr. Antonowicz, celowniczy rkm z plutonu ppor. Franciszka Fudakowskiego. Stan osobowy 1 szwadronu był w całkowitym porządku, w 4 szwadronie zabrakło 28 ułanów. W ciągu następnych dwóch‑trzech dni, mimo że pułk był w ruchu, dołączali zaginieni ułani, którzy zawieruszyli się w boju, a koniowodni odnaleźli się w 100 procentach. (…)


    Dużo większe były straty w koniach. W 1 szwadronie ze stanu 97 koni (z rana 11 września) na zbiórce doliczono się 56, a w 4 szwadronie brakowało 30. Kpt. Adam Heybowicz ocenił łącznie straty na około 100 koni. Utracono działo przeciwpancerne, nieco sprzętu łączności i gospodarczego. II batalion 71 Pułku Piechoty miał kilkunastu zabitych i rannych 130. Największą i trudno mierzalną stratą było bez wątpienia nadszarpnięte morale polskich żołnierzy. Z całą pewnością w większym stopniu dotyczyło to ułanów, którzy stracili swego dowódcę w bratobójczym boju.


Andrzejewo. Ostatni bój 18.DP.
Andrzejewo. Ostatni bój 18.DP.

     Pułk wycofał się w celu uporządkowania, z czego skorzystali Niemcy i zajęli Długobórz. 3. PSK nie wykazał się chęcią walki, ale do odbicia miejscowości ruszył trzeci szwadron z 3. PSM wsparty 31. Dywizjonem Pancernym. Niestety nie udało się odbić Długoborza.


    Piechurzy, pomimo skrajnego wyczerpania uderzyli na Zambrów. Straty były dość duże, a na polu bitwy poległ między innymi major Knapik. Nie udało się odbić miasta, a wskazane było wycofać się z placu boju, co też uczyniono. Uciekając przed okrążeniem 18. DP płk. dypl. S. Kosseckiego zmuszona była przedzierać się przez Andrzejewo, gdzie została zniszczona 12/13 września ’39 r.


Zniszczony Czyżew.
Zniszczony Czyżew.

    Jarosław Strenkowski winę za bratobójczą walkę przerzuca na ułanów Krechowieckich, a kawalerzyści nie mają wątpliwości, że błąd leżał po stronie piechoty, która „pomyliła kierunki” i weszła na ich pozycje. Niektórzy winą obarczają sztabowców z SGO „Narew” bądź 18. DP. Z pewnością zamieszanie w sztabie, który próbował łatać wszystkie „dziury frontowe” dostępnymi oddziałami nie przysłużyło się dokładnemu przygotowaniu natarcia na Zambrów. Jednak warto pamiętać, że było ono montowane na szybko, dostępnymi siłami. Ogromne znaczenie miało zmęczenie żołnierzy, którzy nie spali od kilku dni i warunki pogodowe. To wszystko po trosze złożyło się na przykry w swoich skutkach incydent pod Długoborzem.

 

 

    Źródła:

- „Rocznik Augustowsko-Suwalski”/ T. XX (2020r.), Jarosław Szlaszyński

- „Rocznik Augustowsko-Suwalski”/ T. XIV (2014 r.), Jarosław Szlaszyński

- „Dramat pod Długoborzem”, Jarosław Strenkowski

- „Wrzesień 1939. Historiografia–Pamięć–Mity”, Jarosław Strenkowski

- „Przegląd Kawalerii i Broni Pancernej”, nr 22/1961 r.


Komentarze


Czytelnia
IMG_20180916_102220.jpg
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com

bottom of page