Pułkownik Leopold Lis - Kula, cz. I (3)

11 listopada 1896 roku w Kosinie koło Łańcuta urodził się Leopold Kula – czwarte z ośmiorga dzieci Tomasza i Elżbiety i, jak zaświadcza „Gazeta Lwowska” był dzieckiem niezwykłym:


Dziecię było niezwykłe, jakby do spełnienia wielkich losów przeznaczone. Gdy trzyletniemu chłopcu dziadek – powstaniec, staropolskim zwyczajem kropidło i szablę dał do wyboru, mały Poldek bez wahania wziął szablę. Już wtedy budził się w nim snać duch rycerski. Miał starsze rodzeństwo, ale zaznaczył się już jako chłopiec swą silną indywidualnością, która starszym braciom kazała słuchać młodszego. Już od dziecka wyróżniał się nieskazitelną prawdomównością i odwagą cywilną, oraz konsekwencją w realizowaniu zamierzeń.


Matka Leopolda opisała to słowami:


Będąc jeszcze dzieciną, kiedy mu dziadek Czajkowski (to jest mój ojciec) dawał kropidłoi szablę, najchętniej dziecina chwytała za szablę. Kiedym go myła zimną wodą, to z lękaniem dziecinnem przyznawał, że jak będzie żołnierzem, nie będzie się zimnej wody bał. Zabawki jego zawsze wojskowe, zawsze komendantem między swoimi pięciu braćmi, a chociaż wszyscy tak są wielcy wzrostem, on ich zawsze przewyższał we wszystkiem i do zadziwienia słuchali go. Począwszy naukę w szóstem roku życia, był zawsze chwalebny w nauce i obyczajach. Zamiłowanie jego wiedzy historycznej było ogromne, do jedzenia nie można go było oderwać od książek, a już rozszarpanie Polski nie było mu obojętnem. Głęboki wzrok dużych niebieskich oczu za niego odpowiadał i widziało się, że jak dorośnie, to złe wytępi, a wszystko dobre zaprowadzi.²

Lis-Kula, Legiony, 1916,
Lis-Kula (w środku) w roku 1916. Fot. koloryzowana przez Mirosława Szponara

Ukończył szkołę powszechną a później gimnazjum w Rzeszowie. Z rodzinnego domu wyniósł patriotyczne nastawienie do otaczającej go, zaborczej rzeczywistości. Jako chłopiec wstąpił w szeregi skautów i działał w drużynie „Lisów”. W statucie ówczesnych harcerzy czytamy: Charakter skauta to fundament, lecz o niepodległość walczy się z bronią. Wojna musi zastać przygotowanym każdego z „Lisów”, skaut to zagończyk na przedpolu bitewnym!. Pragnął czegoś więcej niż pogadanek o Ojczyźnie i pracy organicznej dla Niej – chciał o Nią walczyć. Od roku 1911 w Rzeszowie działał Związek Walki Czynnej (ZWC), w strukturach którego powstał wkrótce Związek Strzelecki - oddział w Rzeszowie pod dowództwem Władysława Wilka. Jednym z pierwszych, którzy zgłosili się do szkoły podoficerskiej zorganizowanej w 1912 r. był 16-letni Leopold Kula. Był to raczej kurs podoficerski, ale Kula dał się poznać jako chętny i pojętny uczeń. Poza tym był organizatorem tajnego stowarzyszenia, które działało już od jakiegoś czasu, a jego członkowie szkolili się m.in. w musztrze i fechtunku. Rok później został dowódcą plutonu i instruktorem. Niewątpliwie miał talent i był świetnym materiałem na oficera. Swoimi zdolnościami zaimponował Kazimierzowi Sosnkowskiemu i Józefowi Piłsudskiemu, który stwierdził, że Leopold to „jeden z tych, co noszą buławę marszałkowską w tornistrze”. Po kolejnych szkoleniach Kula mianowany został zastępcą komendanta rzeszowskiego okręgu Związku Strzeleckiego. W strukturach Strzelca funkcjonował pod pseudonimem „Lis”. O poświęceniu się sprawie i docenieniu młodego Leopolda Kuli świadczy pochwała komendanta III Okręgu Strzeleckiego (Rzeszowskiego) z dnia 16 VIII 1913 r.:


Udzielam pochwały w imieniu służby ob. Lisowi i ob. Gotowemu za ich nader owocną, pełną poświęcenia pracę nad zorganizowaniem oddziałów w Rudniku i Dębicy. Szczególnie ob. Lisa stawiam za wzór pełnego poświęcenia się służbie, który na każde wezwanie staje do wyjazdu na ochotnika, pomimo że jako uczeń ma tyle zajętego pracą szkolną czasu, a mimo to czas ten dzieli i oddaje nadzwyczaj ochotnie służbie naszej.¹


Pluton dowodzony i szkolony przez „Lisa” był bez wątpienia najlepszy zarówno w kwestii wyszkolenia wojskowego, jak i podejścia ideowego do sprawy niepodległości. Franciszek Demel i Wacław Lipiński w swojej książce opisali „Lisa” w następujący sposób:


Dobrze przygotowany do swego nowego stopnia zabiera się Lis energicznie do swego plutonu, którego różnorodny skład bynajmniej nie ułatwia pracy. Pluton składał się z rzemieślników, kolejarzy, kilku profesorów, adwokatów i akademików. Lis, znający regulaminy jak nikt inny w całym Związku, znający świetnie broń, sam będąc strzelcem niezwykłej miary, łącząc wiedzę teoretyczną z umiejętnością jej praktycznego zastosowania – daje się wkrótce poznać jako jeden z najlepszych instruktorów rzeszowskiego Związku Strzeleckiego. Wnosi przytem do pracy tyle młodzieńczej werwy i humoru, tyle zapalczywego rozmachu i energii, że strzelcy przepadają za ćwiczeniami i wykładami, prowadzonemi przez Lisa, choć od razu dał się poznać jako specjalista od dawania „szkoły”. (…)

Lis z plutonem się nie pieścił. Ścisłość, karność, punktualność – hasła wypisane na strzeleckim stanie służby były dlań istotnemi wartościami, stanowiącemi o zdolności strzelca do służby wojskowej, wartościami, które starał się wszelkiemi siłami wcielać w życie. To też dyscyplina w jego plutonie nie pozostawiała nigdy nic do życzenia, a wzorem jej i przykładem był przedewszystkiem sam Lis.¹


Nadzieję na odzyskanie niepodległości Polacy pokładali w konflikcie wielkich mocarstw. Wybuch oczekiwanej wojny zastał „Lisa” w Rzeszowie. Nareszcie nastał czas, kiedy wieloletnie szkolenie wojskowe miało zostać wykorzystane. Na początku sierpnia 1914 roku do Rzeszowa dotarł rozkaz mobilizacyjny. Drużyny Strzeleckie pod komendą Józefa K. Piłsudskiego wypowiedziały wojnę Rosji i wyruszyły na wojenny szlak, po niepodległość. 5 sierpnia ze swoją kompanią do Krakowa wyjechał także Leopold Kula, znany pod pseudonimem „Lis”. Nie idzie jednak z pierwszą, zwaną później „kadrową” kompanią, ale zgodnie z rozkazem obejmuje dowództwo nad 4. Kompanią, którą szkoli w okolicach Krzeszowic. Wreszcie, zniecierpliwiony Kula, w nocy 11/12 sierpnia wyruszył do Królestwa Kongresowego i 14 sierpnia, pod dowództwem Mieczysława Trojanowskiego noszącego pseudonim „Ryś” trafił na linię frontu. 16 sierpnia został przydzielony do 2. kompanii w 1. Pułku Piechoty Legionów. W tym czasie działania wojenne toczyły się w okolicy Kielc, gdzie „Lis” szkolił swoich podkomendnych i spędzał czas na patrolach i wypadach na terytorium wroga. Pod koniec miesiąca, po forsownym marszu strzelcy przemaszerowali do Szczucina, gdzie otrzymali porządne wyżywienie i odzienie. Okres wytchnienia zakończył się na początku września. Legioniści współdziałając z wojskiem austriackim otrzymali zadanie obrony odcinka rzeki Wisły. 18 września Rosjanie atakowali Nowy Korczyn i po zaciętych walkach pod Uciskowem i Grotnikami zostali odrzuceni. Pod Czarkową dzielnie bił się osaczony przez Rosjan pluton podporucznika Czesława Fijałkowskiego, który obrał sobie pseudonim „Młot”. W latach późniejszych Czesław Młot-Fijałkowski został generałem i dowódcą Samodzielnej Grupy Operacyjnej Narew, w składzie której znalazła się 18 Dywizja Piechoty płk. dypl. Stefana Kosseckiego, rozbita w ’39 r. pod Andrzejewem. W czasie Wielkiej Wojny, pod Czarkową „Młot” i jego podwładni walczyli tak, że później społeczeństwo powiatu pińczowskiego wystawiło im pomnik (został zniszczony przez Armię Czerwona w 1945 r.):


Zasypany morderczym ogniem z karabinów maszynowych i artylerii, atakowany zaciekle przez kilkakroć przeważającego przeciwnika, utraciwszy trzy czwarte oddziału, wśród zabitych i ciężko rannych, nie mając możności wycofania się – broni się ten oddziałek przez kilka godzin z niesłychaną odwagą i zażartością, nie cofając się nawet wtedy, gdy dochodziło już do walki wręcz – niezłomnym swym uporem doprowadzając wreszcie przeciwnika do opuszczenia pola walki.¹


Z krwawej jatki ocalało zaledwie 11 legionistów, których z opresji wybawiła odsiecz jednej z kompanii IV batalionu. Poległych pogrzebano na cmentarzu w Gręboszowie. „Lis” nie mógł się wykazać podczas tych walk. Czekały go inne zadania - organizacyjne. Pod koniec września do Szczucina dotarł z Krakowa VI batalion dowodzony przez Mariana Kukiela, późniejszego generała i pierwszego komendanta Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie.


Leopold Kula 9 października awansował na stopień podporucznika i otrzymał rozkaz uzupełnienia stanów osobowych wykrwawionych w boju pododdziałów. Ochotników poszukiwał w Łodzi, gdzie dojechał trzy dni po otrzymaniu zadania. W Łodzi dotarły do „Lisa” niepokojące wieści. Otóż, Niemcy ponieśli porażkę pod Warszawą i wojska niemiecko-austriackie, a wraz z nimi legioniści wycofywali się. Miało to swoje dobre strony. Chaos w armii austriackiej sprzyjał różnym szemranym transakcjom. Sprytni Polacy, czasami za kilka papierosów zdobywali od żołnierzy austriackich broń i inne elementy wyposażenia. Z Łodzi ruszyli w kierunku Częstochowy, gdzie czekał inny batalion ochotników. Oba bataliony po przeorganizowaniu wyruszyły na linię frontu, w celu wsparcia kolegów legionistów. Niebawem mieli przejść chrzest bojowy…


Bitwa pod Krzywopłotami rozpoczęła się 17 listopada 1914 r. Austriacy, a wśród nich legioniści Piłsudskiego starli się z Rosjanami wśród bagnistej okolicy Krzywopłotów i Załęża. Józef Piłsudski wyruszył na tyły wojska rosyjskiego, pod Kraków, natomiast w okopach pozostawił VI i IV batalion. Legionistów wspierały dwie baterie artylerii. IV Batalion Kuli okopany był na wzgórzu, nieopodal ruin klasztoru. Rosjanie nacierali od strony lasu Domaniewickiego.


Batalion IV Legionów polskich – pisał Józef Misiałek - z brawurą przeszedł całe Załęże i już był w bliskości okopów rosyjskich.

Przekonano się jednak wkrótce, że wskutek zbyt wielkiego wysunięcia się naprzód i odkrycia swej lewej flanki posuwać się dalej nie można; korzystając przeto z szarówki, cofnął się batalion z nieznacznymi stratami na swoje dawne stanowiska.

Tegoż dnia unosił się nad pozycją IV batalionu aeroplan austriacki, silnie, lecz bezskutecznie ostrzeliwany przez Rosjan. Kule i odłamy szrapneli sypały się na wzgórze klasztorne zajęte przez batalion IV, nie wyrządzając jednak żadnej szkody.


O świcie 18 listopada rusza natarcie na pozycje rosyjskie. Główną siłą uderzenia ze strony Legionów jest VI batalion, który z dużymi stratami osobowymi, ale dociera do wsi Załęże i opanowuje ją. Rosjanie niechętnie oddają swoje pozycje i zasypują miejscowość gardem pocisków. Wieś staje w płomieniach. Batalion miał być wspierany podczas szturmu przez wojsko austriackie, ale ci nie ruszyli się ze swoich pozycji. Z ratunkiem, bezpośrednio na wieś ruszył batalion Kuli, a inne pododdziały pozorowały ataki, aby przyciągnąć uwagę rosyjskiej artylerii. Tracąc trzech zabitych IV batalion dotarł do Załęża i wraz z rannymi swojego i VI batalionu wycofał się z wioski. Manewr się powiódł, a przy okazji do rangi legendy wyrósł jeden ze związanych z nim epizodów. Kiedy IV batalion z „Lisem” na czele ruszył w kierunku Załęża oczy wielu obserwatorów nie mogło oderwać wzroku od charakterystycznej sylwetki Leopolda Kuli:


Odrazu poznać można było Lisa, po jego długich nogach, jak biegł na czele kompanji z szablą wzniesioną nad głową, gnając swoją kompanię naprzód. Nagle Lis zwija się i pada na miejscu. Serca strzelców zadrżały, przejęte przerażeniem… Lecz oto, gdy kompanja minęła biegiem swego dowódcę, chcąc jak najprędzej dostać się pod zbawczą osłonę chałup Załęża – Lis porywa się na nogi, kilkoma susami dogania kompanję i wraz z nią wpada do wsi. Okazało się, że to pochwa od szabli zaplątała mu się między nogi tak fatalnie, że upadł jak długi, łamiąc przytem na szczęście tylko pochwę od szabli.¹


Być może ten epizod wpisany byłby do rozdziału z dobrym humorem, ale wieść o śmierci znanego wszystkim i lubianego, młodego oficera szybko rozeszła się po okopach i dotarła do rodziny Leopolda. Nim rodzice Kuli otrzymali od niego list, przez kilka dni żyli pogrążeni w żałobie po stracie ukochanego syna. „Nieprawda, że dziś poległ / Że w ciężkim boju padł / Lis-Kula jest tu z nami / Lis-Kula jest wśród nas” – głosi fragment refrenu świetnej piosenki zespołu Horytnica.

Rosjanie zajęli Lwów, Rzeszów, Tarnów i wiele innych miejscowości. Dotarli niemalże do samego Krakowa. Austriacy ponosili kolejne, druzgocące klęski. „Lis” ze swoim macierzystym batalionem znalazł się w tym czasie w Makowie, a później forsownymi marszami przemierzał Podhale. Szlak wiódł przez Nowy Targ, Krościenko, Szczawnicę… aż do rejonu Poronina, gdzie batalion odpoczywał na kwaterach wiejskich. W międzyczasie sytuacja na froncie nieco uległa zmianie na korzyść Austrii. Zwycięstwo pod Limanową tchnęło ducha nadziei w przeciwników Rosji. Kula znalazł się niebawem w Nowym Sączu, gdzie wraz ze swoimi podkomendnymi wszedł w skład I Brygady Legionów Polskich. Jego kompania został rozdzielona pomiędzy bataliony z 3. Pułku Piechoty majora Mieczysława Trojanowskiego ps. Ryś. Podporucznik Leopold Kula mianowany został dowódcą 3. kompanii. Święta Bożego Narodzenia odbyły się wśród huku armat i strzałów karabinowych. Próby rozbicia Polaków w Wigilię nie przyniosły rezultatu. Zaczął się zimowy czas odpoczynku, który trwał niemal dwa miesiące. 26 grudnia I Brygada Legionów Polskich odpoczywała, ale i nadrabiała braki w wyszkoleniu. Pseudonim Kuli przylgnął do niego tak bardzo, że z czasem stał się, podobnie jak wśród innych legionistów częścią nazwiska. 1. stycznia 1915 r. Lis-Kula awansował i jako nowo mianowany porucznik zabrał się do dalszej, ciężkiej pracy.


Najpierw reorganizacja kompanji. Lis podzielił ją na cztery plutony, starając się wytworzyć zgrane ze sobą zespoły, które mając już pewne tradycje za sobą – równocześnie byłyby związane węzłami dawnego koleżeństwa.¹


Jeden z żołnierzy, którymi dowodził Lis-Kula pisał o swoim dowódcy w taki sposób:


W zadziwiający sposób potrafił Lis pogodzić w sobie dwie osobowości: dowódcy i kolegi. Równie wymagający dla wszystkich i sprawiedliwy – zdobył sobie wkrótce nie tylko pełny autorytet, lecz i serca wszystkich bez wyjątku podwładnych. Młodziutki, przystojny, zdrowy, żywego temperamentu, wprost żywiołowy, doskonale harmonizował ze swoim otoczeniem, to też 3 kompanja znana była ogólnie ze swego humoru i dowcipu, który jej nie odstępował nawet w najgroźniejszych sytuacjach. Doskonale zorganizowany chór, muzyka, sporty wszelkiego rodzaju, humor i dowcip, oto nieodstępni towarzysze 3 kompanji, w których jej dowódca żywy brał udział.¹


Porucznik Lis-Kula prowadził wykłady z wiedzy o broni, taktyce, regulaminach… Szkolił podkomendnych z musztry i prowadził zajęcia gimnastyczne. Angażował się na wielu polach, ale też i sam się uczył. W międzyczasie uzyskał, tzw. świadectwo dojrzałości, co wprawiało w dobry humor doświadczonego żołnierza frontowego. Oto, na podstawie kawałka papieru stał się dojrzały.

Lis-Kula, Legiony,
Lis-Kula w Legionach Polskich

Czytaj dalej (kliknij w link).


Źródła:

- Franciszek Demel i Wacław Lipiński, „Pułkownik Leopold Lis-Kula”. Warszawa 1932 r.¹

- Józef M. Musiałek, „Rok 1914. Przyczynek do dziejów Brygady Józefa Piłsudskiego”. Kraków 1915 r.

- Juliusz Kaden-Bandrowski, „Podpułkownik Lis-Kula”, wydanie drugie z 1920 r.²

- Juliusz Kaden-Bandrowski, „Bitwa pod Konarami”.

- „Gazeta Lwowska”, nr 263. z 14. listopada 1936 r.

- „Żołnierz Wielkopolski”, nr. 10 (284) z 4. marca 1928 r.

- Fotografia z profilu Facebook'owego "Wojsko Polskie na fotografiach 1918-1939"

Czytelnia
IMG_20180916_102220.jpg
Wybierz kluczowe słowo: