Wojna nowoczesna, cz. I (2)



Z „Księgi Jozuego” (Joz 5, 9a. 10-12):


Pan rzekł do Jozuego: „Dziś zrzuciłem z was hańbę egipską”. Rozłożyli się obozem Izraelici w Gilgal i tam obchodzili Paschę czternastego dnia miesiąca wieczorem, na stepach Jerycha. Następnego dnia Paschy jedli z plonu tej krainy, chleby przaśne i ziarna prażone tego samego dnia. Manna ustała następnego dnia, gdy zaczęli jeść plon tej ziemi. Nie mieli już więcej Izraelici manny, lecz żywili się tego roku plonami ziemi Kanaan.


Trudno oprzeć się wrażeniu, że społeczeństwo polskie, ale nie tylko polskie staje się coraz bardziej roszczeniowe. Coraz mniej jest chętnych do ciężkiej pracy i walki o swój byt, a zwiększa się liczba osób, które domagają się specjalnego traktowania. Wzrasta ilość dzieci specjalnej troski – że tak się wyrażę. Pamiętam, kilka lat temu oglądałem nagranie z posiedzenia Rady Miejskiej jakiegoś miasta. Jeden z mieszkańców tamtejszej Gminy domagał się pieniędzy dla nich, Cyganów, bo jak twierdził „jakieś pieniądze są dla nich przewidziane” z funduszu socjalnego. Jeden z radnych zapytał wówczas, skąd w ogóle taki pomysł, że im się coś należy tylko za to, że są Cyganami? To właśnie przykład roszczeniowości. Przykład próby wymuszenia na innych, aby pewną grupę społeczną traktować wyjątkowo. Uleganie takim naciskom i wychodzenie naprzeciw osobom roszczeniowym wytwarza i pogłębia patologie społeczne. Popularne dziś słówko „socjal”, słusznie odnosi się do socjalizmu i słusznie ma patologiczne konotacje.



Jeżeli pozwalasz dziecku na wszystko i nie wyznaczasz mu pewnych granic w postępowaniu, i jeśli wychowujesz je w poczuciu komfortu, który uzyskuje dostając każdą zabawkę jaką sobie zażyczy, to bądź świadom/świadoma tego, że ten mały szkrab, kiedy dorośnie będzie funkcjonował w taki sposób w swoim życiu dorosłym. Takie dziecko nie będzie w przyszłości dostrzegało problemów w swoim życiu, tylko w życiu innych, albo upatrywało ich w systemie, który nie potrafi mu zapewnić tego, do czego zostało przyzwyczajone. Tego, czego chce.


Kardynał Robert Sarah podczas rekolekcji dla kapłanów (2020 r.) powiedział:


W przeszłości szkoła nie tylko dostarczała koniecznych pojęć, ale uczyła także właściwie żyć i właściwie się zachowywać, na przykład uczyła przestrzegania reguł, harmonogramów i respektu wobec władz szkolnych. Dziewczęta i chłopcy nie wzrastali bez kontroli, ale otrzymywali wychowanie, byli – by tak rzec – ukierunkowywani, prowadzeni na właściwą drogę. Uczyli się, że nie można robić wszystkiego, co się komuś podoba. Przyzwyczajali się do tego, że w życiu należy szanować pewne role. Uczono ich, że do nauczyciela lub dyrektora należy odnosić się z szacunkiem, że nie można się do nich zwracać tak samo jak rozmawia się ze szkolnymi kolegami. W społeczeństwie istnieją pewne role i powinny być uszanowane. To była wielka nauka obecna w klasycznym wychowaniu. Rodzina i szkoła były sprzymierzone ze sobą w dziele dobrego wychowania dzieci i młodzieży. Osoby trochę „mniej młode” – powiedzmy powyżej czterdziestego roku życia – zapewne dobrze pamiętają, że gdy zostały skarcone albo ukarane w szkole, prosiły Boga, aby rodzice się o tym nie dowiedzieli, ponieważ w przeciwnym razie po powrocie do domu dostałoby się im ponownie! Dziś często dzieje się na odwrót. Nauczyciele boją się powiedzieć uczniom choćby jedno słowo upomnienia. A jeśli tak zrobią , jest wielce prawdopodobne, że następnego dnia przyjdą [do nich] rodzice, by się poskarżyć, zagrozić złożeniem doniesienia lub nawet, jak to się już niejeden raz zdarzyło, pobić biednego nauczyciela! Młodzi wzrastają w poczuciu bezkarności; to znaczy: mogą mówić i robić, co chcą, i nikt nie może ich ukarać ani też po prostu przywołać do porządku. Dziś dorastaniu młodych towarzyszy przeświadczenie, że mają tylko prawa, a nie mają żadnych obowiązków. Wielu nastolatków żyje w przekonaniu, że wszystko się im należy, podczas gdy oni nikomu nic nie są dłużni. Winę za to ponosi coraz silniej zakorzenione w społeczeństwach zachodnich szkodliwe podejście do kwestii wychowawczych, a jego bardzo negatywne skutki możemy oglądać na własne oczy każdego dnia w telewizyjnych wiadomościach.


„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – zauważył już dawno temu hetman Zamoyski



Człowiek w obecnej rzeczywistości wychowywany jest w duchu socjalizmu. Praca do 15. roku życia jest postrzegana jako wyzysk dziecka i ścigana, nie tylko przez ogłupiałych sąsiadów, ale także organa władzy państwowej. Kiedy dawno temu, jako dziecko sprzedawałem czosnek na rynku, żeby zarobić na cukierki, czy gumę do żucia, nie było w tym nic dziwnego. Dzisiaj rodzic, który posłałby swoje dziecko do takiej pracy musi się liczyć z odpowiedzialnością karną. Otóż dziecku trzeba dać jedzenie, odzienie i pieniądze na rozrywkę. Później należy kupić mu dobry smartfon, żeby nie musiało się wstydzić przed rówieśnikami, a w dalszej perspektywie posłać na studia, kupić auto, a nawet mieszkanie. Dziecko, nawet to już dwudziestoparoletnie, które dziecięctwo de facto ma już za sobą, ciągle jest na utrzymaniu rodziców. Żyje w swoistym socjalistycznym świecie i niestety jest to często jedyny świat jaki zna. Kiedy więc przychodzi stanąć twarzą w twarz ze światem, okazuje się, że dochodzi do zderzenia z wszechobecną rzeczywistością, w której nie ma nic za darmo. Albo, jak mawiał Macuga w „Rozmowach przy wycinaniu lasu”: „nie ma nic za nic”. Kiedy przychodzi czas na związanie się z drugą osobą, zaczyna się poszukiwanie drugiej mamy, albo drugiego taty, który rozwiąże problemy za mnie. Wiele młodych osób, które spotykam w większych miastach są bywalcami gabinetów psychologicznych, albo psychiatrycznych, ale uparcie twierdzą, że to oni właśnie lepiej wiedzą jak żyć. Być może tak jest. Być może… Natomiast ja twierdzę, że jest to niedojrzałość emocjonalna, mająca podłoże w wychowaniu. Nie jest to oczywiście tylko i wyłącznie wina rodziców, ale nas wszystkich – społeczeństwa, które w wielu przypadkach wybiera bierność i chowanie się w czterech ścianach swojego świata. Rzeczywistość przychodzi jak złodziej, niespodziewanie i pod różnymi postaciami: czasami jest to wysoka cena paliwa, czy też chleba, innym razem wojna. Rośnie inflacja, a wraz z jej wzrostem ilość zdziwionych, którzy ściskają w garści swoje „500+”, albo trzynastą emeryturę. „Mi jest dobrze!”. „Mi jest dobrze, a inni mnie nie obchodzą” – trzeba by do tego dodać, bo do tego się to stwierdzenie w rzeczywistości sprowadza.


Być może tak właśnie jest, że „ryba psuje się od głowy” i to decydenci zasługują na pierwszy „kurturarny strzał w ryja”. A może to wina każdego, kto dekuje się w swoich czterech ścianach i ślepo wierzy we wszystko, co mu szklany ekran, niczym szklana kula u wróżki powie? Premier Polski nawet się nie kryje z tym, że socjalizm jest bliski jego sercu i serduszek jego kolegów partyjnych:


Jedni mają trochę takie poglądy, bardziej lewicowe, drudzy bardziej prawice. Wszystkich potrzebujemy, bo również w tej lewicowej – nazwijmy to dawnej PPS-owskiej tradycji. Tam rosła ta wrażliwość społeczna, jakże potrzebna dla sprawiedliwości społecznej. To Solidarność jest spadkobiercą chrześcijańskiego myślenia o miłości bliźniego, ale również robotniczej myśli socjalistycznej. Ta myśl jest głęboko w filozofii Prawa i Sprawiedliwości obecna. – mówił M. Morawiecki w Siemianowicach Śląskich.


Przeciwwagą do socjalizmu, któremu hołduje Morawiecki i PiS, jest indywidualizm – podstawa naszej wrodzonej wolności. Socjalizm jest miły. Socjalizm jest przyjemny. Socjalizm jest postrzegany jako coś wspaniałego. Przynajmniej do chwili, kiedy większość otumanionego jego ideami społeczeństwa zorientuje się, że jest okłamywana. W Polsce coraz bardziej rosną daniny państwowe (finansowane z pieniędzy ciężko pracujących podatników), ale znikają mali i średni przedsiębiorcy. Coraz wygodniej i lepiej żyje się potencjalnemu elektoratowi wyborczemu, ale wzrasta zadłużenie państwa i ubóstwo. Mamy „500+” i szereg innych programów socjalnych, ale drukujemy na to pieniądze i zadłużamy przyszłe pokolenia. Pomimo, że o zbliżającej się ogromnej inflacji, która jest oczywistym następstwem rozdawnictwa i dodruku pieniądza ekonomiści informowali (i alarmowali) już kilka lat temu, to rządcy, niczym mannę z nieba otrzymali ratunek w postaci tzw. „pandemii”. Pandemii, która stała się wymówką. Teraz taką „manną” jest konflikt na Ukrainie. Premier Morawiecki bezczelnie kłamie mówiąc, że „mamy inflację spowodowaną przez Putina – putininflację”. Od stycznia 2021 r., przez kolejne 12 miesięcy inflacja wzrosła z 2,4% do 9,4%. Wtedy wojny na Ukrainie nie było! Wzrost cen jest rezultatem rozdawnictwa, dodruku pieniądza i rosnących danin podatkowych na rzecz utrzymania tej pazernej machiny mafijno-urzędniczej. Odcięcie się od surowców energetycznych z Rosji spowoduje kolejny wzrost cen. Jak wtedy będzie to tłumaczył Morawiecki et consortes? Wojną? Czym jeszcze? Pożyjemy zobaczymy. Jednak wydaje się, że „ciemny lud wszystko kupi”.


Pełen socjalizm musi być narzucony siłą. Nie ma co do tego wątpliwości. Pretekstem może być kolejna „pandemia”, albo „stan wojenny”. Stąd m.in. tak ogromne parcie niektórych środowisk, aby wepchnąć nas do wojny i bezrefleksyjnie przyjmować każdego, kto poda się za uchodźcę wojennego. Zabieranie w podatkach jednym, aby dać w programach socjalnych innym jest niczym innym jak niesprawiedliwością społeczną i stopniowym pozbawianiem nas wolności. Da to w przyszłości wyraz w powstaniu ruchów autorytarnych. Skąd to wiemy? Ano z historii. Hitler też był socjalistą. Podobnie jak Stalin. Oni także oddawali nie tylko swoje serduszka dla narodu (w przypadku Hitlera), czy internacjonalistycznej ojczyzny (jak Stalin), ale także rozdawali socjalistyczny dobrobyt; gdzie trzeba i komu trzeba. W Polsce mamy do czynienia przede wszystkim z socjalizmem gospodarczym, ale… reżym rośnie w siłę, a czas tzw. „pandemii” wyraźnie pokazał, że polskie społeczeństwo jest w pełni gotowe, aby oddać swoją wolność i własność za garść plew.


Papież Leon XIII w swojej encyklice „Rerum Novarum” napisał:


…kierownicy państwa winni naprzód rozwinąć ogólną i powszechną działalność za pośrednictwem systemu praw i urządzeń, to jest starać się, aby sam ustrój i zarząd państwa sprzyjał dobrobytowi, tak powszechnemu jak jednostkowemu. Jest to zadaniem sztuki rządzenia i właściwym obowiązkiem władz państwowych. Tym zaś, co ten dobrobyt powszechny narodu tworzy, są: moralne obyczaje, życie rodzinne oparte na podstawach prawa i ładu, poszanowanie religii i sprawiedliwości, umiarkowanie w ustanawianiu, a sprawiedliwość w rozdzielaniu ciężarów publicznych, rozwój przemysłu i handlu, rozkwit rolnictwa, i inne tego rodzaju środki, które tym lepsze i szczęśliwsze zapewniają warunki życia obywatelom, im większy wykazują postęp. (…)

…w interesie bowiem państwa leży, aby nie byli narażeni na nędzę ci, którzy dla wszystkich wytwarzają dobra.



Podobnie jak mutuje wirus (każdy wirus – muszę to dodać, bo ostatnio nawet brylujący przed kamerami profesorowie medycyny wydawali się tym faktem mocno zaskoczeni), tak mutuje, dostosowując się do środowiska nowotwór je drążący, czyli marksizm. Wiele lat minęło od czasu, kiedy Karol Marks napisał swój słynny „Manifest komunistyczny”, a jego zmodyfikowane i dostosowane do współczesnych realiów teorie nadal trafiają na podatny grunt. Socjalistycznym złudzeniom ulegają coraz większe rzesze/masy młodzieży, dla której mrzonki o równości i sprawiedliwości wydają się ziarnami padającymi na podatny grunt. Równość i sprawiedliwość są tym, czym kawałek sera w pułapce na myszy, a w tle tego wszystkiego cały czas spada „manna z nieba”.


Szkodliwe podejście do kwestii wychowawczych, o których wspomniał kard. Robert Sarah (mądrego zawsze warto posłuchać), to również spuścizna socjalistycznej myśli Karola Marksa. To poprzez brak zainteresowania wychowaniem dziecka, albo uległość wobec głupoty – tak to trzeba nazwać – młode pokolenie schodzi na tzw. manowce. Czasami jest tak, że dziecko za chamskie i wulgarne odzywki, zostało by w domu rodzinnym skarcone. Ale jest też tak, że to sami nauczyciele potrafią zabierać dzieci i młodzież na różnego rodzaju manifestacje, gdzie można sobie poużywać zarówno werbalnie, jak i fizycznie. Bluzgać w towarzystwie nauczycielki i za jej przyzwoleniem? Czemu nie?! W domu jakieś ograniczenia, jakieś zakazy, a tutaj? – klnij, niszcz, wrzeszcz, tup głośno stópkami – wszystko wolno!



W jednym ze swoich komunikatów, osoby ściśle związane ze „Strajkiem Kobiet” napisały:


Masz dzieci w szkolnym wieku? To na pewno zaglądasz do ich książek. Im bliżej elementarza, tym stereotypy jaskrawsze. I na obrazkach, i w treści – model rodziny z faszystowskiej matrycy: kobieta, mężczyzna, dzieci, wszyscy biali, polscy, pełnosprawni, hetero i cis, uprawiający religię objawioną, podporządkowani sobie w katolickiej kolejności. Taki jedyny słuszny świat, to wyzwanie na wojnę. Rzucacie je dzieciom.


Nie muszę chyba nikomu przypominać jak dużo osób, zwłaszcza młodych uległo temu bełkotowi i wyległo na ulice polskich miast w atmosferze rewolucyjnego animuszu? Do tej pory przestrzeń publiczną „zdobią” nabazgrane na murach i przystankach pioruny. Piorun – wiadomo, łatwiej namalować niż sierp i młot w objęciach swastyki. Dorosłość i odpowiedzialność awangardy współczesnego marksizmu kulturowego zaczyna się w chwili decyzji o dokonaniu tzw. aborcji, ale przy poczęciu nowego życia to już niekoniecznie. Nazywają to „wolnością”, ale tak naprawdę jest to forma zniewolenia. Wolność to życie w prawdzie. A cóż to jest ta „prawda” – odrzucona przez wielu współczesnych filozofów? A któż powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą i życiem”? (J. 14,6)



W ósmym rozdziale Ewangelii wg św. Jana (J. 8, 31-42) Jezus mówi do Żydów: „Jeśli pozostaniecie wierni mojej nauce, będziecie rzeczywiście moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda uczyni was wolnymi”. Żydzi odpowiedzieli: „Jesteśmy potomkami Abrahama i nigdy dotąd nie podlegaliśmy nikomu jako niewolnicy”. Żydzi, którzy przez pokolenia próbowali wyrwać się spod władzy a to egipskiej, a to babilońskiej twierdzą, że „nigdy” nie byli zniewoleni. Podobnie i teraz, jeśli ktoś nie widzi w jakim zniewoleniu się znajduje, nie będzie szukał drogi wyjścia z tego patologicznego stanu umysłu.


Dlaczego jest takie silne parcie na zniszczenie rodziny i Kościoła, który stoi na straży określonego przez pokolenia porządku? Można się bez trudu domyślić…


Czytaj dalej...